film



share

środa, 13 maj 2009

"Tatarak" Andrzeja Wajdy dowodzi, że jak się przez całe długie życie reżyseruje filmy, to amatorem się w końcu przestaje być. Andrzej Wajda jest zawodowcem, co nie znaczy, że jest wybitnym reżyserem. Nie kręci dla widzów, kręci wyłącznie dla siebie i dlatego jego filmy są nudne jak flaki z olejem. Jedynym, odwiecznym talentem naszego filmowego guru jest umiejętność doboru odpowiedniej obsady, czyli casting. Gdyby nie nagła śmierć Edwarda Kłosińskiego, nie byłoby autobiograficznych monologów Krystyny Jandy. Gdyby nie te monologi, film byłby banalną historią osobistego zauroczenia reżysera nieudacznym aktorsko, bardzo młodym chłopcem.



share

czwartek, 26 marzec 2009



share

Byłem na filmie. Polecam. Cały czas się zastanawiam dlaczego nie wyjechał. Na Zachód.

Zupełnie nielogiczne, niepotrzebne, niewłaściwe. Mając pełną świadomość zagrożenia, nawet jeśli nie Kaesa to wieloletniego więzienia.

A co o samym filmie ?

Niewątpliwie świetne aktorstwo. Wspaniałe epizody: Adama Woronowicza jako sędziego Sądu Najwyższego, sławy polskiej karnistyki, Igora Andrejewa. Drobny, delikatny intelektualista, dbający o pozory. Wenantego Nosula jako Bolesława Bieruta. Spoconego kmiotka.

No i oczywiście Łukaszewicz, którego za rolę wszyscy chwalą i mają rację.

Konstrukcja filmu jest taka, że nie ma on w zasadzie jakiejś fabuły. To portret. Szereg dłuższych lub krótszych scen z życia Fieldorfa, z lat 40 i 50. Ogląda się bardzo dobrze, dynamiczne, ciekawe, wciągające. Nawet mimo tego, że znałem finał:).

Strony