emocje



share

Zbiegły się w czasie dwa wydarzenia, najpierw USA ujawniły dokumenty dotyczące Katynia, potem odbył się tandetny spektakl w miejscu, gdzie kiedyś stały wieże WTC. Ciekawa koincydencja, idealnie się nadaje do pokazania jasnych i ciemnych stron polityki. Co może być jasnego do pokazania, skoro mowa o dwóch tragediach? Sposób w jaki polityka wykorzystuje tragedie. Brzmi fatalnie, ale jestem nieodłącznym elementem polityki, zwłaszcza na międzynarodowym szczeblu. W sprawie Katynia nie mogę USA nic zarzucić, Ameryka byłaby szalona, gdyby zerwała sojusz ze Stalinem przeciw Hitlerowi, z powodu Katynia. Takie są twarde realia i nie sądzę, by ktokolwiek rozumny podważał ówczesne decyzje. Śmiem twierdzić, że sami Polacy, w latach czterdziestych, nie chcieliby tak nieracjonalnego rozwiązania, które podtrzymuje niemiecką okupację.



share

Nie liczę, ale chyba tysięczny raz zastanawiałem się nad tym samym fenomenem, a mianowicie takim, że jednym przychodzi łatwo jak po maśle, innym ślimaczy się po grudzie. Jedni tak pięknie mówią i piszą, podczas gdy inni złorzeczą, tryskają nienawiścią i tak dalej. Wybrani wchodzą na szczyty autorytetu, ustrzeleni na sam dół szaleństwa. Z myślenia chyba nic nowego mi nie wyszło, ale być może czasami warto odświeżyć pewne stałe, żeby się nie pogubić w zmiennych. Tyle wymyśliłem, że kłamstwo detaliczne, czy też w hurtowej wersji propaganda, zawsze jest wynikiem zimnej kalkulacji. Do kłamstwa trzeba się przygotować, trzeba nauczyć się łgać albo korzystać z wrodzonych talentów.



share

W półświatku piłkarskim krążyła i krąży do dziś taka oto anegdota. Pewien znany trener i działacz Samoobrony podjął się heroicznego zadania, które polegało na utrzymaniu jednej z drużyn w naszej polskiej lidze, żartobliwie nazywanej ekstraklasą. Przed decydującym meczem na trening przyszedł sam prezes i zobaczył niecodzienny obrazek. Trener gdzieś przy ławce rezerwowych krążył nerwowo i jakby myślał, piłkarze siedzieli na boisku i mniej lub bardziej tępym wzrokiem patrzyli przed siebie, czasem na trenera. Prezes oczywiście nie wytrzymał widoku, ale nie śmiał naskoczyć na znanego trenera, dlatego delikatnie zasugerował – Panie trenerze, chyba trzeba trenować.

Strony