emocje



share

Nie liczę, ale chyba tysięczny raz zastanawiałem się nad tym samym fenomenem, a mianowicie takim, że jednym przychodzi łatwo jak po maśle, innym ślimaczy się po grudzie. Jedni tak pięknie mówią i piszą, podczas gdy inni złorzeczą, tryskają nienawiścią i tak dalej. Wybrani wchodzą na szczyty autorytetu, ustrzeleni na sam dół szaleństwa. Z myślenia chyba nic nowego mi nie wyszło, ale być może czasami warto odświeżyć pewne stałe, żeby się nie pogubić w zmiennych. Tyle wymyśliłem, że kłamstwo detaliczne, czy też w hurtowej wersji propaganda, zawsze jest wynikiem zimnej kalkulacji. Do kłamstwa trzeba się przygotować, trzeba nauczyć się łgać albo korzystać z wrodzonych talentów.



share

W półświatku piłkarskim krążyła i krąży do dziś taka oto anegdota. Pewien znany trener i działacz Samoobrony podjął się heroicznego zadania, które polegało na utrzymaniu jednej z drużyn w naszej polskiej lidze, żartobliwie nazywanej ekstraklasą. Przed decydującym meczem na trening przyszedł sam prezes i zobaczył niecodzienny obrazek. Trener gdzieś przy ławce rezerwowych krążył nerwowo i jakby myślał, piłkarze siedzieli na boisku i mniej lub bardziej tępym wzrokiem patrzyli przed siebie, czasem na trenera. Prezes oczywiście nie wytrzymał widoku, ale nie śmiał naskoczyć na znanego trenera, dlatego delikatnie zasugerował – Panie trenerze, chyba trzeba trenować.



share

                Nareszcie, w końcu, mam, będzie, jest. Po latach. Słyszałem, wiele zmian, że wciąga, nie oderwę się, pochłonie do reszty. Zasiadłem. Sam. By spokój, by zrozumieć. Bez przeszkód. W rękach rzecz, cud, zjawisko. Czerwonym. W stronę. Racja. Czego? Masywny, mroczny strażnik. Wydał dźwięk, jak zaproszenie. Do Przygody.

                Po majestatycznym, pełnym oczekiwania początku, kiedy w żyłach krew zaczęła intensywniej płynąć, źrenice się rozszerzać, czoło nabierać od potu połysku, pojawiła się nagle, doszczętnie zaskakując zmysły, feeria barw. Przed oczami, wbijając się w podświadomość, wiercąc dziurę w głowie, wsysając się w wnętrze, przelewały się obrazy, migocąc, zapierając dech w piersiach, docierając do najgłębszych zakamarków, miażdżąc, zaginając, poruszając duszę, rozrywając ją na strzępy, ochłapy. Zniszczona odradzała się piękna, chwalebna, jasna, jak gwiaździsty diament z popiołu, idealna, doskonała.

Strony