budżet



share

Powszechnie utarło się krytykować deficyt budżetowy rządu. W zasadzie opinia publiczna jest przekonana, że najgorsze, co rząd może zrobić krajowi, to zwiększać zadłużenie budżetu państwa. Zastanówmy się, na czym polega problem? Deficyt budżetowy powstaje wtedy, gdy dochody rządu (np. VAT, CIT, podatek dochodowy) są niewystarczające do finansowania działalności państwa, a więc np. do wypłat rent, emerytur, płacenia za opiekę zdrowotną, czy edukację obywateli. Wówczas brakujące środki rząd zdobywa poprzez emisję obligacji skarbowych. Jeżeli sytuacja taka powtarza się z roku na rok, to całkowite zadłużenie budżetu państwa wzrasta. Powszechnie stosowanym wskaźnikiem porównującym wielkość zadłużenia kraju jest procentowa wartość wielkości długu wobec rocznego Produktu Krajowego Brutto tego kraju.



share

W sfingowanej ustawie budżetowej, MON na świstku papieru „otrzymał” 31,2 miliarda złotych. Gdy budżet niczym armia niemiecka spod Stalingradu, wycofał się na z góry upatrzone pozycje, MON dostał najbardziej po grzbiecie i to w tym ministerstwie redukcje wydatków mają być największe, a cięte będzie dotąd, aż w papierach nie pojawi się kwota 28,2 miliarda złotych. Każdy obywatel PRL II ma niebywały komfort w postaci błyskawicznego dostępu do struktury wydatków dowolnego ministerstwa, oczywiście wyłączając ze struktury zakupy biletów na Madonnę. Na szczęście nie to jest najważniejsze ilu generałów bawiło się pod cudownie zamkniętym dachem, ale ważne są wydatki na uzbrojenia. Z 28,2 miliarda 6,3 miliarda przeznaczonych jest na uzbrojenie i ze tę zawrotną kwotę polska armia może sobie zaszaleć i kupić dowolną ilość wacików bojowych. Gdyby jednak generał Koziej z doradcą Nałęczem ułożył inną strategię, waciki z powodzeniem da się zamienić na obronne.



share

Przytoczę dwa zdania jednego autora, wypowiedziane na jednym oddechu. Wszyscy wiedzieli, że budżet będzie nowelizowany i nawet podawano kwotę deficytu. Jednak dzięki zawyżonym parametrom budżetu udało się sprzedać obligacje, bo polski budżet sprawiał wrażenie stabilnego i progresywnego. Powtórzę, nie dlatego, że traktuję niegrzecznie Czytelników, ale dlatego, żeby się upewnić, że to nie ja mam „kuku na muniu”. Wszyscy wiedzieli, że budżet będzie nowelizowany i nawet podawano kwotę deficytu. Jednak dzięki zawyżonym parametrom budżetu udało się sprzedać obligacje, bo polski budżet sprawiał wrażenie stabilnego i progresywnego. Kto jest autorem tych słów? Coś podobnego palnął poseł PSL Żelichowski, ale dokładnie taką lub bardzo podobną kwestię tragikomiczną wygłosił, jakżeby inaczej, ekspert ekonomiczny profesor Piotr Kuczyński. Tłumacząc ten bełkot na ludzki język mamy mniej więcej takiego oto potworka logicznego.

Strony