ateizm



share

Ludzie się dziwią mojemu ateizmowi, który nie walczy z religią, ale to zdziwienie jest niedorzeczne i zwykle wynika w konkretnych nieporozumień kreowanych przez propagandę i ideologię. Ateizm z definicji i natury rzeczy nie powinien walczyć z religią i jest dla religii zupełnie nieszkodliwy, ponieważ religia nie leży w kręgu zainteresowań ateisty. Natomiast to, co mamy powszechnie serwowane w telewizji, Internecie i prasie, nie jest ateizmem i nawet świeckością, tylko zwyczajnym i coraz bardziej prostackim antykatolicyzmem. Proszę zwrócić uwagę, że w Polsce, najbardziej rozkrzyczani „ateiści” nie zwalczają religii jako takiej, ale tępią Kościół, w dodatku konkretny Kościoł i tę propagandową walkę dla niepoznaki nazywa się laicyzacją. Trzeba również wiedzieć, że ci śmieszni „ateiści”, których pełno na łamach, bardzo często trenują rozmaite odmiany wschodnich mód religijnych.



share

W ustach ateusza tytułowe słowa brzmią jak herezja, w ustach gospodarza portalu jak „mowa nienawiści i wykluczenia”, ale ze wszystkiego się zaraz wytłumaczę i świątecznie pogodzę zwaśnione interpretacje. Na początek warto pozbyć się złudzeń, ponieważ główna oś sporu wokół genezy i sensu istnienia jest z gruntu fałszywa. Krzywdzące obie strony podział na racjonalizm i duchowość pełni funkcję stygmatu i nie ma nic wspólnego ani z racjonalizmem, ani z duchowością. Ateiści gremialnie pocieszają się racjonalizmem, ale nie bardzo zwracają uwagę na jakość tego pocieszenia. Racjonalna różnica między wiarą, że świat powstał dzięki Najwyższemu, który dla niewdzięcznej ludzkości poświęcił życie syna, a domniemaniem, że świat poukładał się na swoim miejscu od wielkiego wybuchu, polega tylko i wyłącznie na duchowości.



share

W mediach szeroko odbieranych i wąsko gospodarujących rozumem, padły złowieszcze tytuły. Z całej gamy złowrogich nagłówków wybrałem: „umierający Kościół”. Zabiegi jak zawsze te same i w czas wakacyjny nie mam sumienia molestować przywoływaniem zgranych motywów, powtarzalnych środków wyrazu oraz całej bezczelnej nowomowy. Niestety w tej parodii socjologicznej analizy tkwi źdźbło prawdy i kto wie czy nie w Naszym oku. Moje rozstanie z Kościołem nastąpiło jakieś 20 lat temu, ale nie było w tym żadnego buńczucznego spektaklu, wręcz przeciwnie, pamiętam łzy w oczach, bo rozstawałem się z Kościołem w okolicznościach literackich. Najlepszy, kochany, modelowy ksiądz z obrazka, prosił mnie bym nie robił głupstw, a mnie już nic nie wzruszało i nie było w stanie przekonać, odpływałem na zawsze.

Strony