afera



share

Proszę się tylko przez chwilę zastanowić, bo to nie jest specjalnie skomplikowana sprawa. Do „Gazety Wyborczej”, Onet.pl, wielu sędziów i prawników, którzy robią za internetowych trolli, dociera rewelacyjny materiał. Prywatna korespondencja „Zniewolonej Emi” z sędziami kojarzonymi z PiS. I w tej korespondencji znajduje się wątek z Krystyną Pawłowicz! Łał! Takiej okazji, kto jak kto, ale GW i Onet.pl nie przepuszczają, a jednak… przepuścili. Dlaczego? Ponieważ ten materiał jest ilustracją modelowego zachowania posła i członka KRS, w każdym wymiarze, ludzkim, politycznym i prawnym. Nie było tam nic, czym można człowieka zgnoić, ale to nie przeszkadza „mediom”…



share

W publicznych i prywatnych wypowiedziach dałem najnowszej aferze góra dwa tygodnie, jak widać pomyliłem się o tydzień i już jest po zabawie w „państwo totalitarne”. Przede wszystkim skończyły się nadzieje na dymisję Ziobry, która nie mogła się zdarzyć z wielu powodów, tak oczywistych, że szkoda przy niedzieli sobie i ludziom szczegółami głowę zawracać. Po aferze z Kuchcińskim, zupełnie innej i wbrew pozorom zdecydowanie bardziej czytelnej dla wyborców, opozycja i ich media poczuły krew. Gdy się przyjrzeć metodzie działania, to te dwie sprawy były rozprowadzane niemal bliźniaczo.



share

Schematy medialne są tak oklepane, że średnio zorientowani po pierwszych ruchach bez pudła wskazują jaki schemat zastosowano. We wszystkich mediach, co też jest charakterystyczne, przyjęto jedną „narrację”. Nijaką „Emi” nazywa się po prostu „Emi” i dodaje „anonimową hejterkę”. Pewną nowością jest fakt, że tak samo Emilię Sz. nazywają pełnomocnicy, nawisem mówiąc są to adwokaci z samego dna palestry, kompletnie skompromitowani działalnością w portalach społecznościowych, co w całej sprawie ma swoje znaczenie.

Strony