Polityka



share

Dlaczego Kaczyński przegrał i będzie przegrywał, jeśli nie zmieni starych nawyków?
Pytanie z tezą to nie jest najbardziej lubiana forma wypowiedzi, ale to nie teza, tylko oczywistość i od tej oczywistości zacznę. Porażka Jarosława Kaczyńskiego w starciu nie tylko z koalicjantami, ale z własną partią i elektoratem jest faktem, w dodatku niepodważalnym. Naturalnie można, niektórzy nawet muszą, wygłaszać peany, jakie znamy od lat, niemniej w tym konkretnym przypadku jedynie najwierniejsi z wiernych, czyli ślepi po prostu, wierzą w genialną strategię i polityczny gambit. Nie ma ani jednego, ani drugiego, od pół roku działają wyłącznie emocje i przekonanie, że przeciwnicy i niesforne szeregi partyjne zawsze będą się nabierać na te same sztuczki.



share

Czasy, w których mówiliśmy o genialnej strategii i dojrzałości politycznej Jarosława Kaczyńskiego zakończyły się w okolicach marca bieżącego roku. Jest niewielka szansa, że to jedynie zawieszenie rozumu i instynktu politycznego, a wiek w tym wypadku stanie się atutem, ale to tylko szansa. Niestety prócz biologii szefowi PiS włączył się gen destrukcyjny, z którego jest znany od lat. Naszym oczom ukazało się klasyczne przelicytowanie i to przy pomocy starych sztuczek, które kto, jak kto, ale Ziobro zna na pamięć. Żenujący spektakl, jaki obserwujemy od pół roku prowadził do jednego finału. Kto pierwszy powie, że to koniec koalicji, ten przegra. Kaczyński ustami swoich najwierniejszych żołnierzy Suskiego i Terleckiego właśnie to powiedział.



share

Jest taka kabaretowa piosenka, w której da się usłyszeć refren: „Ja wiedziałem, że tak będzie”. W przypadku ostatnich działań PiS można ten refren śpiewać w ciemno i nie da się spudłować. Z chwilą, gdy sam Jarosław Kaczyński, w towarzystwie anonimowego młodzieżowca PiS, odpalił temat zastępczy, przynajmniej tak się mu wydawało, a w rzeczywistości odpalił kolejny kryzys w obozie władzy, wiedziałem jak to się skończy. Przede wszystkim łatwo było przewidzieć ożywioną „debatę publiczną” i straty we własnym obozie, wystarczyło sobie przypomnieć pierwsze podejście do ustawy „futerkowej”. Dalej też nie ma wielkich trudności z odczytaniem przebiegu przyszłych wydarzeń, wszystko do bólu przewidywalne.

Strony