Reklama

Nie lubię, ale muszę, nie mam wyjścia, będę się upokarzał i jednocześnie podziwiał lepszych od siebie. Prezesie! Szacun! Prezesie czuję się niegodnym podnóżkiem dla prezesowych nóg, moja amatorszczyzna wyszła na wierzch i połyskuje gołym półdupkiem, przy „Potędze Słowa Prezesa”. Ile ja się napisałem, że internacjonalizm, nawet przy całej krytyce dla Powstania Warszewskiego, to większa wiocha, niż kibice Legii, którzy wyją na maturzystę Bartoszewskiego. Policzyć nie zdołam tysięcy słów, setek tysięcy liter, które w intencji polskości wyprodukowałem. I co? No chciałoby się powiedzieć do rymu, ale takich skłonności masochistycznych nie posiadam. Z drugiej strony nie widzę dla swojego upokorzenia żadnego parawanu, bo jak się może czuć grafoman przy mistrzu słowa. Ba! Wirtuozie jednej litery! Prezes osiągnął szczyty swoich możliwości, do tej pory bulwersowały słowa i wypowiedzi Kaczyńskiego, od kilku dni Kaczyński podzielił Polaków i podpalił Polskę jedną literą. Ale jak podpalił i jak podzielił? Otóż wszyscy, którzy Powstanie Warszawskie nazywali „Obłędem 44”, „rzezią w wykonaniu szaleńców”, „typowo polską głupotą”, „wzmożonym pseudo patriotyzmem”, nagle poczuli się heteroseksualnymi żołnierzami batalionu „Zośka”. I niech mi nikt nie mówi, że to się samo zrobiło, bo doskonale pamiętam przebieg zdarzeń. W ubiegłym tygodniu, w niedzielę, Kaczyński ze swoją partią zrobili jakieś takie mało zauważone spotkanie, w każdym razie mało widocznie na tle paszkwilu funkcjonariuszki Kublik. TVN odnotował tę akcję podaj 15 sekundowym materiałem, wklejonym gdzieś pod koniec serwisu.

Niedziela i poniedziałek przebiegły spokojnie, Polska nie płonęła, Polacy nie mieli pojęcia, co ich tym razem podzieliło, kombatanci i wybrani Akowcy, współpracujący z SB, niczym się nie bulwersowali. Od wtorku się zaczęło palić, dzielić, kłaki, na klacie odsłoniętej rozdartą koszulą, drzeć. Skąd wzmożenie? PO posłała instrukcje do posłów, że Kaczyński powiedział/napisał „W”, co jest świadectwem upadku i zawłaszczania symboli. Instrukcje PO są jednocześnie ramówką TVN i szpaltą GW, zatem nie trzeba było długo czekać, żeby po niedzielnym niewypale we wtorek wysadzić Polskę literą „W”. Wszystkie czynne szatany, feministki tęczowe, resortowe emerytki bez matury, które bez Wikipedii nie wiedzą, która godzina, lewackie broszury, funkcjonariusz Lis, niedawno piszący o „Stalingradzie HGW i Tuska”, cała Czerska i Wiertnicza ruszyły z koktajlami Mołotowa na Tygrysa, wróć… Kaczora. Zabrałeś nam nasze wielkie Powstanie Kaczorze! Tysiące Powstańców ginęło w wielkim narodowym zrywie, a ty Kaczorze zbrukałeś naszą polską i warszawską świętość. Śmiać się czy płakać? Zdecydowanie się śmiać i to do rozpuku, „Potęga Słowa Prezesa” już nie musi się w najmniejszym stopniu produkować, dziś wystarczy jedna litera, żeby przerażeni beneficjenci PRLII szukali kija i pałki, a przy tym nie dostrzegali, że obie desperacje mają dwa końce.

Reklama

W złotym propagandowym wieku tego typu akcje były przeprowadzane z większą finezją i pomysłowością, dobierano odpowiednich ludzi i odpowiednie narzędzia. Teraz mamy spanikowane zadki przerobione ze złotego wieku na późną jesień średniowiecza. Kaczor napisałby „o” z kreską, a zadki biegałby z taką samą sraczką i z takim samym przerażeniem wertowałyby Wikipedię. Mimo wszystko uważam, że doskonale się dzieje. Poważnie piszę. Bardzo dobrze, że trwa szał zadków, po pierwsze to nieco ostudzi hura optymizm w szeregach nie tylko partii PiS, co dla mnie akurat jest wtórne i mało istotne, ale w ogóle wyleje kubeł zimnej wody na te rozpalone głowy, które już układają nowy gabinet i szykują cele dla zaprzańców. Po drugie im bardziej absurdalna nagonka, tym większe doświadczenie w doborze odpowiednich środków zaradczych i kontr błyskawicznych. Mamy poligon doświadczalny i jednocześnie lampkę kontrolną. Nic się jeszcze nie rozstrzygnęło i długo się nie rozstrzygnie. Samo nie przyjdzie, będzie ostra walka o każdą literę, będą prokurowane akcje i prowokowane reakcje. Skalę tych nieuchronnych przedsięwzięć widać po desperacji wylewanej ze szpalt i ekranów. W takim sensie nie narzekałbym na spodziewane działania, one pełnią niebagatelną funkcję, to zawór bezpieczeństwa, to budzik, to rozgrzewka przed prawdziwą godziną W.

Reklama

14 KOMENTARZE

  1. Bój o obronę Hanki przybiera
    Bój o obronę Hanki przybiera zoraz bardziej groteskowe formy. Litera W, grzybobranie, nie głosuję w referendum, itd.
    Potęga słowa prezesa jak wiadomo jest nieograniczona. Tylko co po 13 października? Czy możliwe jest, aby do TAKIEGO referendum nie poszło wymagane 29,5 proc. Warszawiaków? A jak pójdzie ciut za mało to wynik będzie 90 do 10 za odwołaniem przy powiedzmy 27 proc. frekwencji i ten wynik "pójdzie w Polskę". Nie należy przerażać się liczbą 390 tysiecy wymaganych głosów – uprawnionych jest prawie 1,5 mln. W takim Elblągu frekwencja wyniosła coś ok. 38 proc. Warszawa zawsze miała najwyższą frekwencję, a przy okazji ludzie od dwóch lat nie mieli okazji głosować to co szkodzi przejść się do lokalu.
    Kolejne prowokacje to dalsza akcja antysmoleńska, która im się odwinie z nawiązką oraz oczywiście 11 listopada. Poza tym brak weny, bo ani Ostachowicz, ani Markowski nic nowego nie potrafią wymyśleć. Przypominam, że faszyzm rozszedł się po kościach, a kiboli zainteresowana publika olała.

  2. Bój o obronę Hanki przybiera
    Bój o obronę Hanki przybiera zoraz bardziej groteskowe formy. Litera W, grzybobranie, nie głosuję w referendum, itd.
    Potęga słowa prezesa jak wiadomo jest nieograniczona. Tylko co po 13 października? Czy możliwe jest, aby do TAKIEGO referendum nie poszło wymagane 29,5 proc. Warszawiaków? A jak pójdzie ciut za mało to wynik będzie 90 do 10 za odwołaniem przy powiedzmy 27 proc. frekwencji i ten wynik "pójdzie w Polskę". Nie należy przerażać się liczbą 390 tysiecy wymaganych głosów – uprawnionych jest prawie 1,5 mln. W takim Elblągu frekwencja wyniosła coś ok. 38 proc. Warszawa zawsze miała najwyższą frekwencję, a przy okazji ludzie od dwóch lat nie mieli okazji głosować to co szkodzi przejść się do lokalu.
    Kolejne prowokacje to dalsza akcja antysmoleńska, która im się odwinie z nawiązką oraz oczywiście 11 listopada. Poza tym brak weny, bo ani Ostachowicz, ani Markowski nic nowego nie potrafią wymyśleć. Przypominam, że faszyzm rozszedł się po kościach, a kiboli zainteresowana publika olała.

  3. Kto pamięta ten stary szlagier z PRL-u?
    Szlagier podwójny, dubeltowy. Wu, jak wiosna, eS jak Stach, Ka jak kocham Stacha Wiosną, WueSKa, o o o Wu eS Ka. W tej maszynie wszystko gra, to podoba sie dziewczynie…

    http://www.youtube.com/watch?v=zIQhZ0EEPHg

    Proponuję zamiast słowa "chłopak" podłożyć "Kaczor":-) Po literach przyjdzie czas na przecinek nie w tym miejscu co to emerytowany gienierał uważa, oraz kropkę nad powiedzmy Jot, zamiast nad I. Beka na maksa.

  4. Kto pamięta ten stary szlagier z PRL-u?
    Szlagier podwójny, dubeltowy. Wu, jak wiosna, eS jak Stach, Ka jak kocham Stacha Wiosną, WueSKa, o o o Wu eS Ka. W tej maszynie wszystko gra, to podoba sie dziewczynie…

    http://www.youtube.com/watch?v=zIQhZ0EEPHg

    Proponuję zamiast słowa "chłopak" podłożyć "Kaczor":-) Po literach przyjdzie czas na przecinek nie w tym miejscu co to emerytowany gienierał uważa, oraz kropkę nad powiedzmy Jot, zamiast nad I. Beka na maksa.