Reklama

Instrukcja obsługi teorii spiskowych, tych światowych i lokalnych jest dość prosta, ponieważ nie ma żadnej teorii, nie ma żadnego spisku, jest wspólnota interesów. Przykład wezmę z życia i to bieżącego, przykładem niech będzie wylansowany wirus grypy. Komu się nie chce pomyśleć, ten przyjmie skądinąd słuszne założenie, że to mało prawdopodobne i wręcz śmieszne, aby chińska szefowa WHO, prezesi korporacji farmaceutycznych zebrali się w jednym pokoju obok amerykańskiego Obamy, francuskiego Sarkozy, niemieckiej Merkel i jeszcze paroma tuzami z UE, aby uknuć spisek grypowy. Całe to towarzystwo po ubitym interesie musi jeszcze wciągnąć do spisku światowe media i kilkuset profesorów. Przy takich założeniach spisku jest oczywistym, że nikt o zdrowych zmysłach nie podpisze się pod teorią, problem polega na tym, że taki sposób myślenia o spiskach nie świadczy najlepiej o tych, co „spiski” odrzucają. Warto się na chwilę postawić po tej drugiej stronie, co to jej pono nie ma. Porzućmy spiski pomyślmy o zwykłym oszustwie, który to proceder ludzkość uprawia od czasów kiedy siedziała na drzewie.

Ważne jest jak pojmujemy oszustwo. Czy oszustwem jest dla nas kupienie na Allegro cegły zamiast Noki, czy oszustwem są dla nas reklamy hamburgerów, które na zdjęciu wyglądają jak pół Pałacu Kultury, a w „restauracji” jak pół naleśnika. Czy oszustwem jest dla nas kupienie pracy magisterskiej, czy tylko pirackie splagiatowanie tejże. Oszustw jest na świecie cała masa i od oszukanych zależy jakie jest ich samopoczucie, gdy są oszukiwani. Mnie tak natura wyposażyła, że gdy jestem oszukiwany, zdradzany, okłamywany nie bardzo się bawię w kategoryzowanie świństw, reaguje alergicznie w każdym przypadku. Choćby taki wirus, widzę i od razu kicham na tych co mi go podsuwają. Moja teoria nie jest spiskową lecz teorią prawdopodobieństwa. Na całym świecie są laboratoria powiązane z firmami farmaceutycznymi, firmy sponsorują uniwersytety, pracownie naukowe, całe wielkie projekty. Nie jest też żadną tajemnicą, że armie na całym świecie eksperymentują z biologią i chemią.

Reklama

Któregoś pochmurnego dnia w jednym z laboratoriów wyhodowano lub odkryto nowego wirusa grypy. Naukowcy mają kuku na muniu w poszukiwaniu takich przełomowych odkryć, wiadomo, że to prestiż, sława, a nawet nagroda Nobla na zachętę. Co jest nieprawdopodobnego w tym, że w laboratoriach hoduje się i wykrywa wirusy? Moim zdaniem tylko mało rozgarnięty człowiek o tym może nie wiedzieć. Zatem pochmurnego dnia wykryto lub wyhodowano wirusa. Okazało się, że jest to wirus grypy w sumie nic groźnego, takiego jak HIV na przykład. Oczywiście na początku nie można tak sobie powiedzieć czy on nie groźny, ten wirus. Najpierw trzeba go zaaplikować 100 szczurom, 50 świniom, 5 małpom no i jak jest możliwość to paru więźniom, co nie tylko w krajach przez juntę rządzonych się zdarza. Po przetestowaniu na frajerach różnych gatunków, wiadomo już, że firmy farmaceutyczne wydały kupę kasy na coś, co niespecjalne groźne i przydatne. Firmy farmaceutyczne i rządy dotujące badania nie po to wykładają kasę, aby tracić, dlatego i w rządach, ale przede wszystkich w firmach jest dział promocji sprzedaży.

Jak działają korporacje, to mnie się nie chce tłumaczyć, bo tego zbyt dużo i należałoby oddzielnym pisaniem potraktować. Załóżmy jednak roboczo, że na przykład takie Roche nie jest firmą specjalnie etyczną, dużym ułatwieniem przy tym założeniu może być fakt, że nie Gazeta Polska, ale Gazeta Wyborcza oskarżyła firmę o nieetyczne promowanie leków w Polsce, co się przekłada na korumpowanie lekarzy i takie tam brzydkie sprawy z dokarmieniem dzieci a Afryce nie mające nic wspólnego, chociaż firma reklamy z takimi widowiskowymi akcjami rzecz jasna posiada. „Zdarza” się więc, że firmy farmaceutyczne za wszelką cenę dążą do maksymalnych zysków, chociaż firmy generalnie dokarmiają Murzynków i przeprowadzają staruszki przez jezdnię, we współpracy z firmami pogrzebowymi. Wstępnie podsumowując. Jest nieszkodliwy wirus, na który jakaś firma wydała kupę kasy, jest firma, która chce zarabiać, a nie wydawać kupę kasy, są ludzie od promocji i sprzedaży. Pora pomyśleć co z tym wszystkim zrobić? W firmie są od tego tysiące ludzi, na przykład w takim GlaxoSmithKline 40 tysięcy w dziale marketingu i sprzedaży i nie ma też żadnego obowiązku, aby ten zarabiał kto zainwestował. Równie dobrze może inwestować Roche, a GlaxoSmithKline wpaść na genialny pomysł. Mamy wirusa, który nie zabija tak jakby się mogło wydawać, to 100 razy słabsze od zwykłej grupy, ale tę ma przewagę, że nowy. Nowy wirus to sensacja w conajmniej kilku środowiskach: naukowych (akademickich), farmaceutycznych, medialnych, rządowych.

Jeden z 40 tysięcy akwizytorów wpada na genialną, bo prostą myśl. Wypromujmy ten nieszkodliwy wirus jako przełom w nauce i medycynie, rzućmy w media, podeślijmy rządom „możliwość zagrożenia”, dajmy profesorom otworzyć debatę, zobaczymy co z tego wyjdzie. Co wyszło? Najpierw wyszło, że medialnie wirus sprzedał się dość dobrze, sezon był ogórkowy to i news szedł jak świeże bułeczki. Potem wypowiedziało się środowisko naukowców, jak to naukowcy wypowiedzieli się dwojako, że to może albo i nie musi zabijać. Co roku grupy naukowców ogłaszają, że banany wywołują raka albo leczą żółtaczkę. Następnie za rzecz wzięły się media i tak się tragicznie, choć szczęśliwie złożyło, że w Meksyku umarło kilku ludzi i wtedy nastąpił przełom. Promotorzy z farmaceutycznych firm zobaczyli, że tym można postraszyć. Mamy wirus co jest słaby, ale jednak całkiem najsłabszych zabija. Nowy nieznany wirus, który zabija? Więcej nie trzeba, to jest żyła złota dla GlaxoSmithKline i innych etycznych firm. Rusza machina, rządom podsuwa się rozwiązania, że może jakaś szczepionka, przecież to rządy za zdrowie obywatela odpowiadają, naukowcy dzielą się na „śmiercionośnych” i „bez paniki”, mediów nie trzeba specjalnie zachęcać, ludzie zaczynają się bać.

Machina w przeciwieństwie do zwykłej grypy nagłaśnia każdy śmiertelny przypadek, rodzi się syndrom katastrof samolotowych, samoloty to takie maszyny co spadają z nieba i zabijają ludzi. Wirus A/H1N1 to nowy śmiercionośny samolot, tylko o tym, że zabija się mówi, nie o tym, że na samochody zabijają bardziej i nie otym, że 99% lądowań konczy sie sukceeem. Jest już wystarczająco dużo szumu, paniki, opinii naukowych, strachu ludzkiego, zainteresowania mediów i rządów, żeby ubić interes, brakuje tylko formalności. Formalnościami są organizacje zdrowotne i rządy państw mocarnie wydające certyfikaty, ale to nic trudnego zdobyć formalność. Taki prezes firmy od "suplementów diety" zna nie jednego polityka, nie jednego szefa medycznego i nie jednego szefa TV. Absolutnie nie musi tym ludziom płacić, korumpować, wystarczy, że zamówi reklamy i wyjaśni oczywistości. U jednych zamówi reklamę, drugim podpowie, że wpłyną podatki i ludzie zobaczą jak się polityk o obywatela troszczy szczepiąc go na zaś. Trzecim, tym od nauki, obieca sławę i nagrody sponsorowane, a w zasadzie to oni sami się będą o to bić. Pozostają organizacje, co to mają poczucie władzy i ostatecznych decyzji, nie mają też wiele do powiedzenia, kiedy rządy największych państw kładą na organizacje nacisk.

Tworzy się w ten sposób szeroki krąg zainteresowanych wspólnym interesem. Nikogo tu nie trzeba pod pistoletem, czy w portfelu trzymać, ponieważ na tym wszyscy zarabiają i w naturalny sposób dążą do zarobku. Zarobią rządy, zarobią naukowcy, zarobią media, organizacje będą na topie, no i w końcu zarabiają firmy, które cały ten „spisek” stworzyły. Wiadomym jest, że jak przyjdzie zima ludzie będą kichać, gdy się to kichanie podsyci wieściami, że w Meksyku 70, że na Ukrainie umarło 120, wielu kichających rzuci się na szczepionki nie pytając jakim wirusem kichają. Aby wesprzeć efekt paniki, najpierw WHO musi ogłosić pandemię i głosi, z niczego głosi, a właściwie z nacisków mocarstw co to chcą w kryzysie odwrócić ludowi uwagę, zebrać podatki i brawa za ratowanie ludu. Po wszystkich wstępnych zabiegach, w cudowny sposób znajduje się szczepionka, bodaj w 4 miesiące i rzecz oczywista nie mogła powstać w więcej niż 3 laboratoriach, tylu udało się dojść do informacji jaka kampania się szykuje. W kampanię są zaangażowani najwięksi, najpoważniejsi i najbogatsi tego świata. Co musiałoby się stać aby oni wszyscy wystawiający własne nazwiska, skróty nazw organizacji i naukowe autorytety w obliczu faktów zaczęli mówić do rzeczy. Cud musiałby się stać, wielki, ogromny cud. A jakie są fakty? Fakty są takie, że marketing z GlaxoSmithKline, czy innego czegoś nie przewidział dwóch rzeczy.

Pierwsza rzecz jest taka, że na ludziach nie zrobi wrażenia "śmiercionośny" wirus, ponieważ ludzie zahartowani patasią grypą, poza tym mają internet i wymieniają się myślami, uspakaja się wzajemnie. Druga rzecz jest taka, że wirus nie zabija w takiej skali, aby miało przerażać, co było założeniem, niemniej odbija się czkawką. Ludzie nie są przestraszeni tak jakby firmy chciały, wirus nie zabija tak jak część naukowców przewidywało. Do tego dołączyły rządy biedniejszych krajów, które nie dają sobie wciskać maści na szczury, ponieważ nie mają w tym żadnego interesu, zarabia obca firma i podatki do innych krajów idą. Robi się nieciekawie, ale zbyt daleko wszystko zaszło aby teraz myśleć o odwrocie. Media z podjętego i rozdmuchanego tematu nie mogą się wycofać gwałtownie, bo wiarygodność. Wszyscy zaangażowani w wirusa, zarówno ci cynicznie usiłujący zarobić, jak i ci co się załapali i dali ponieść fali, znów mają wspólny interes. Tym interesem jest zachowanie twarzy oraz powagi największych nazwisk i instytucji na świecie. Znów jest „spisek” i znów nikt nikogo nie musi przekupić, czy specjalnie namawiać, wszyscy zainteresowani bronią „śmiercionośnego wirusa” i dla kasy i dla prestiżu.

Nie ma żadnego wspólnego pokoju gdzie się to wszystko ustala w zacnym gronie, wręcz przeciwnie, aby powstał „spisek” musi być inicjator, im skromniejszy w liczbie tym lepiej. Musi być pierwszy klocek domina, czyli banalnie prosty i dochodowy pomysł, ten klocek opiera się na kolejnym klocku, który ma w pomyśle interes i przychodzi klocek pierwszy do drugiego klocka z interesem, nie ze spiskiem. Dalej wiadomo co się dzieje, jak zachowują się klocki potrącane jeden przez drugiego. Ten pierwszy klocek jeszcze ma coś wspólnego z drugim i może trzecim, a dalej to już nie ma pojęcia kto za nim leci, samo się robi. Wystarczy, że szef farmaceutyczny powie prezesowi TV: „słuchaj mamy nowego wirusa, sensacja, wrzuć na czołówkę będziesz pierwszy”. Wystarczy, że szef farmaceutyczny powie jednemu gubernatorowi, że jest nowy wirus, a rząd milczy, niech opozycja coś z tym robi. I to tylko jedne z wielu możliwości, które nie korumpują, nie spiskują, ale uruchamiają machinę.

Przedstawiona teoria prawdopodobieństwa jest najłagodniejszą wersją wydarzeń. Wersji może być wiele i wersje zależą od inicjatora „spisku”. Na przykład taka wersja, że tajne służby CIA, te same co miały tajne więzienia i torturowały więźniów, wyprodukowały jakiegoś wirusa co im się do wojny nie nadał, ale jest kryzys ludzie nerwowi, no to sprzedajmy światu „śmiercionośnego” A/N1H1, aby ludzie o głodzie i długach nie myśleli, co się z reguły kończy natarciem na barykady. W tym wypadku CIA jest pierwszym klockiem, rząd drugim, który trąca klocek farmaceutyczny lub medialny i dalej według scenariusza. Dlaczego to wszystko jest takie nieweryfikowalne i nie dające się udowodnić? Takie jest, ponieważ na inicjującym etapie „spisku” bierze w tym udział wąska grupa pomysłodawców i to dysponująca olbrzymią władzą lub/i pieniędzmi. Pod wspólny interes podłączają się kolejni wielcy, niekoniecznie interes w rozumieniu kasy, ale prestiżu, pozycji naukowej, medialnej i tak dalej. Działania podpierane są certyfikatami najpoważniejszych organizacji i nagłaśnianie w najpoważniejszych mediach.

Przeciw temu wszystkiemu do boju jest wystawiany tylko umysł ludzki, zdrowy rozsądek, logika, analiza, czyli nic co by się cieszyło wśród mas popularnością. Certyfikaty, nazwiska, władza, dostęp do informacji i pieniądze, to są armaty, którymi strzela się do wróbli: logiki, rozumu, analizy, rozsądku. Taki arsenał musi działać, za każdym razem musi zadziałać i działa. Z gorszym lub lepszym skutkiem, ale działa. Ludzie masowo pukają się w czoło na widok tych co podważają światowe autorytety i instytucje, tylko indywidualnie ludzie myślą faktami i argumentami, ale ta skala zjawiska nie jest żadnym zagrożeniem dla wspólnego interesu mocarzy. Jak każda tego typu akcja, wcześniej czy później się skończy, ważne jednak jak się skończy? Skończy się klasycznie, po cichu, po prostu znikną informacje rządowe, medialne i naukowe, bo pojawi się coś nowego, aby zatrzeć stare. Kto dziś panikuje z powodu BSE, czy ptasiej grypy? Podawane są statystyki zmarłych łabędzi i krów? Co się stało? Nie ma już tych wirusów? Nie padło 10 krów w Meksyku w ostatnim miesiącu? Nie zdechło 10 kaczek w Tajlandii? Na te pytania już nie odpowiem, jest instrukcja i można się samemu obsłużyć.

 

 

 

 

Reklama

8 KOMENTARZE

  1. W tym wymienionym przez
    W tym wymienionym przez Ciebie łańcuszku ludzi dobrego interesu, widać jednak dwóch naprawdę winnych: pazerne na podatki i sławę dobroczyńców rządy, oraz skumplowane z nimi firmy farmaceutyczne.
    Oba te ogniwa zasługują na mocnego kopa.

    To, że poszczególne elementy nie tworzą wspólnego gangu jest pewną pociechą, łatwiej o wpadki, trudniej ukryć machloje, bo prędzej czy później ktoś się wygada.
    Niestety, mafia, czy czy inne domino, podatnik i tak musi bulić za wszystko.

    Istotnie, to ciekawe jak błyskawicznie potrafią znikać z mediów śmiertelne plagi.
    Tak np znikła dziura ozonowa, a taki piękny szmal na niej się zarabiało.
    Popełniono w tym wypadku błąd, strasząc zjawiskiem zbyt łatwym do wyjaśnienia i zbadania.
    Po tym doświadczeniu walka np. z ociepleniem prowadzona jest inteligentniej.
    W porę zmieniono hasło na „walkę ze zmianami klimatu”.

    To jest strzał w dziesiątkę, bo klimat będzie zawsze się zmieniał, raz w jedną, raz drugą stronę, co gwarantuje walczącym pewny chleb do końca świata.

    Najbardziej dochodową chorobą jest jednak głupota, niestety jest nieuleczalna, i wg uczonych radzieckich dotyka 65 % ludzkości, nie da się jej zlikwidować, można jedynie łagodzić skutki przy pomocy resztek wolnej prasy i Internetu.

  2. W tym wymienionym przez
    W tym wymienionym przez Ciebie łańcuszku ludzi dobrego interesu, widać jednak dwóch naprawdę winnych: pazerne na podatki i sławę dobroczyńców rządy, oraz skumplowane z nimi firmy farmaceutyczne.
    Oba te ogniwa zasługują na mocnego kopa.

    To, że poszczególne elementy nie tworzą wspólnego gangu jest pewną pociechą, łatwiej o wpadki, trudniej ukryć machloje, bo prędzej czy później ktoś się wygada.
    Niestety, mafia, czy czy inne domino, podatnik i tak musi bulić za wszystko.

    Istotnie, to ciekawe jak błyskawicznie potrafią znikać z mediów śmiertelne plagi.
    Tak np znikła dziura ozonowa, a taki piękny szmal na niej się zarabiało.
    Popełniono w tym wypadku błąd, strasząc zjawiskiem zbyt łatwym do wyjaśnienia i zbadania.
    Po tym doświadczeniu walka np. z ociepleniem prowadzona jest inteligentniej.
    W porę zmieniono hasło na „walkę ze zmianami klimatu”.

    To jest strzał w dziesiątkę, bo klimat będzie zawsze się zmieniał, raz w jedną, raz drugą stronę, co gwarantuje walczącym pewny chleb do końca świata.

    Najbardziej dochodową chorobą jest jednak głupota, niestety jest nieuleczalna, i wg uczonych radzieckich dotyka 65 % ludzkości, nie da się jej zlikwidować, można jedynie łagodzić skutki przy pomocy resztek wolnej prasy i Internetu.

  3. Do tego jeszcze dochodza
    Do tego jeszcze dochodza rzadowe zapasy tamiflu w roznych krajach. W koncu masa kasy poszla na zakupy ton leku iles lat temu za czasow SARS czy ptasiej grypy. Czas przydatnosci do spozycia sie konczy,wiec wypadaloby przeczyscic magazyny 🙂 W koncu ciemny lud gdy postraszony to kupi wszystko. Ja sie ciesze,ze przynajmniej Kopacz nie daje sie zwariowac i jakos Polska nie panikuje. Cebula/czosnek, wit.C, jakis grzaniec czy wodka z pieprzem oraz fiku miku przed snem i choroba nie straszna.Pozdrawiam rozgarnietych 🙂

  4. Do tego jeszcze dochodza
    Do tego jeszcze dochodza rzadowe zapasy tamiflu w roznych krajach. W koncu masa kasy poszla na zakupy ton leku iles lat temu za czasow SARS czy ptasiej grypy. Czas przydatnosci do spozycia sie konczy,wiec wypadaloby przeczyscic magazyny 🙂 W koncu ciemny lud gdy postraszony to kupi wszystko. Ja sie ciesze,ze przynajmniej Kopacz nie daje sie zwariowac i jakos Polska nie panikuje. Cebula/czosnek, wit.C, jakis grzaniec czy wodka z pieprzem oraz fiku miku przed snem i choroba nie straszna.Pozdrawiam rozgarnietych 🙂