Reklama

Nic w tej sensacyjnej opowieści o polowaniu na „pisiora” się nie zgadza, poza jednym, kolejny raz usłyszeliśmy język i zobaczyliśmy charakter małego fiutka, ale po kolei. Wyjątkowo się składa, ponieważ niejakiego Pawła Majchera znam znacznie lepiej niż on sam może przypuszczać, chociaż była nawet okazja pogadać. Nie napiszę skąd przez wiele lat miałem informacje z pierwszej ręki, jakie jaja i tragedie rozgrywają się w Polskim Radiu Wrocław, bo na początku swojej aktywności złożyłem śluby – żadnej prywatności w Internecie. Trzeba mi będzie uwierzyć na słowo, ale naprawdę nie ma powodów, by postąpić inaczej. Majcher jest takim „pisiorem”, jak Blumsztajn moim fanem. Klasyczny karierowicz, który kłaniał się wszystkim możliwym gabinetom, co widać najdobitniej z przebiegu jego kariery. Zaczynał u Schetyny w „Esce” do PRW przyciągnęła go jedna z doświadczonych dziennikarek wrocławskiego radia i na początku biegał po Wrocławiu sprawdzając, który pan pogryzł psa. Potem został dziennikarzem politycznym i nie wychodził z gabinetu towarzysza Krasonia, barona SLD z Wrocławia. Głównie tej znajomości zawdzięcza prezesurę w PRW, nie żadnemu „pisiorowi”. W 2007 roku KRRiTV była podzielona między SLD i PiS, a Majcherowi wszystko jedno komu się kłania, byle wysiłek nie szedł na marne. Gdy się dowiedziałem, że ulubieniec Krasonia, prezes PRW z czasów PiS, został szefem gabinetu politycznego ministra PO, absolutnie nic mnie nie zdziwiło. Daję głowę, że w PiS 90% członków nie miało pojęcia kim jest Majcher, zresztą podobnie rzecz się ma w przypadku PO, ponieważ Majcher jest skutecznym, ale cichym, uprzejmym i do pełnej dyspozycji redaktorem, który zanim powie dzień dobry, krzyczy od progu „panie prezesie, gustowny krawat”. Cały Majcher, taki klasyczny „równiacha” udający, że wszystkich lubi i prawie wszyscy odwzajemniają uczucie.

Jak widać pierwszym kłamstwem w sensacyjnym newsie jest sam bohater, pokrótce opisany powyżej, bo więcej nie ma sensu się trudzić. Drugim kłamstwem jest nośnik informacji, czyli Newsweek, wiadomo przez kogo redagowany. Koń by się uśmiał na hasło: „taśmy szkodzą Tuskowi”. Nic, co szkodzi Tuskowi do czasu ostatecznego rozwiązania kwestii tuskowej, nie będzie przez Lisa publikowane – dziecko ma tę wiedzę. Pozornie wydaje się, że nie jest dobrze. Na taśmach słychać, że mamy do czynienia z małym fiutkiem, który się dogaduje w kwestii „pisiora”. Pełen obraz drobnego cwaniaczka i wcale nie chodzi o to, że z gabinetu PO ma wylecieć obcy, to akurat jest normalne u wszystkich. Rzecz w tym, jak wyglądają, zachowują się i rechoczą kolesie Tuska, do których on pasuje, jak w mordę strzelił. Dyzma. Jednym słowem Dyzma. No! I nie zadzieraj „pisiak” ze mną, bo to się dobrze nie skończy! Cóż to jednak znaczy, takie pozory i taka niska cena? Nic nie znaczy, przecież nikt nie ma złudzeń kim są kolesie z PO i kim jest ich szef, tylko jedni to obśmiewają, a drugim to nie przeszkadza. Za śmieszną cenę ukazania prawdziwej twarzy, Tusk sobie kupił pozycję „swojego chłopa” z PO. Najważniejsze w tych nagraniach jest jedno – kandydat na szefa całej tej zgrai fiutków, obiecuje, że koryto będzie tylko dla fiutków, a każdy „pisior” od koryta odpadnie. Cała reszta się nie liczy. Trzecie kłamstwo na plecy Schetyny rzuca intrygę. Być może, ale jeśli Grzesiek poszedł na taki numer, to tylko i wyłącznie pod jednym warunkiem – wiedział, że już można. Nie sądzę jednak, żeby już można było i nie sądzę, żeby Schetyna przy takim numerze grubymi nićmi szytym, miał jakieś zyski. Ta klika fiutków nie cierpi wszelkich nagrań ukazujących prawdę, także Schetyna pokazując, że nie można na niego liczyć i to we własnym wrocławskim domu, niczego nie zyskuje, przeciwnie pakuje się na cmentarz, gdzie leży Chlebowski i Drzewiecki. Czwarte kłamstwo. Gowin przygotował całą akcję. Kłamstwo, nie kłamstwo, ale wydaje się mało prawdopodobne, żeby Gowin we Wrocławiu miał cokolwiek do powiedzenia i to po pierwsze. Po drugie spisałem wyżej. Tusk zyskuje w oczach fiutków, ponieważ daje gwarancje monopolu przy korycie, Gowin się oburza językiem i treścią, czym traci jeszcze bardziej, po prostu trzeba pamiętać kto i kogo będzie wybierał.

Reklama

Pora chyba powiedzieć prawdę albo przynajmniej starać się prawdę odgadnąć. Gdybym to ja miał stawiać na autorstwo i zyski z tego przedsięwzięcia, to poszedłbym drogą Rzymian. Komu służy? Chyba nie ma wątpliwości, służy Tuskowi przed wyborami na lidera fiutków, no i oczywiście służy Pawłowi Majcherowi. Tylko dzięki tej akcji Majcher zachował stołek, bo wiadomo, że lepszego parasola ochronnego nie dostanie. Czy on za tą akcją stoi? Nie wiem, być może znów się nałożyło kilka interesów naraz, a Majcher tylko skorzystał na wewnętrznej rozgrywce w dolnośląskiej PO. W każdym razie wiemy na pewno, że Sienkiewicz musiał się postawić, w przeciwnym razie wyszedłby na idiotę, ale też nie jest taki odważny, żeby nie wiedział komu tę żabę podrzucić i podrzucił Schetynie. Bilans po bitwie między fiutkami wygląda następująco: ugruntowana pozycja Tuska w wyścigu na lidera fiutków, uratowany tyłek Majchera, „odważne” zachowanie Sienkiewicza, podejrzenia rzucone na Schetynę i Gowina. Potrzeba więcej? Niczego więcej nie potrzeba poza Newsweekiem Lisa, gdzie całość można wydrukować. Warto tylko spytać, czy da się pogodzić tytułowy blamaż fiutka, z treściwą obroną interesów partyjnych. Zdecydowanie się da, na całe szczęście Tusk ma zyski tylko i wyłącznie w oczach partii, na zewnątrz głupszych szczurów wypuścić nie można. Nic tak nie wywołuje odruchów wymiotnych u wyborcy, jak obrazki z kręcenia politycznej kiełbasy. W wyścigu na tron fiutka, Tusk zebrał same plusy w partyjnej klice, ale wyborcy zobaczyli, nie przymierzając, Renatę Beger. Fakt, że Tusk walczy o życie i próbuje na wszelkie sposoby utrzymać stołek naczelnego fiutka, świadczy o tym, że świadomie i podświadomie na nic innego już nie liczy. Jeszcze kilka lat temu Tusk nie musiałby pokazywać całej Polsce i wszystkim członkom PO jakim jest małym fiutkiem, żeby dochrapać się tronu fiutków. Roku Pańskiego 2013 musiał i pokazał, ale tradycyjnie rzucił pustą obietnicą.

Reklama

16 KOMENTARZE

    • Cień Donalda, sekretarza stanu w KPRM, o warszawiakach
      "Urodz­iłem się i mieszkam w mieś­cie poszuki­waczy zło­ta. Zjechali tu kiedyś z całej wypalonej równiny. Poszuki­wacze zło­tych zębów i sre­brnych łyżeczek. Przy­ciągnął ich dym ru­in i swąd ciał bo­gatych mieszczan, którym tak poprzewracało się w głowach, że za­pom­nieli, jak przy­jemne jest przetr­wanie."

      Ale to chyba o parchobolszewii  tylko?

    • Cień Donalda, sekretarza stanu w KPRM, o warszawiakach
      "Urodz­iłem się i mieszkam w mieś­cie poszuki­waczy zło­ta. Zjechali tu kiedyś z całej wypalonej równiny. Poszuki­wacze zło­tych zębów i sre­brnych łyżeczek. Przy­ciągnął ich dym ru­in i swąd ciał bo­gatych mieszczan, którym tak poprzewracało się w głowach, że za­pom­nieli, jak przy­jemne jest przetr­wanie."

      Ale to chyba o parchobolszewii  tylko?

  1. Jeszcze kilka lat temu Tusk nie musiałby pokazać całej Polsce
     i wszystkim członkom PO jakim jest małym fiutkiem, żeby dochrapać się tronu fiutków. . .

    Tak MK, w dzisiejszych przaśnych dla premiera czasach byłby i zadowolony z pędzlowania migdałków tym samym wacikiem co wcześniej hemoroidy.
    Jakie czasy taka radość.

  2. Jeszcze kilka lat temu Tusk nie musiałby pokazać całej Polsce
     i wszystkim członkom PO jakim jest małym fiutkiem, żeby dochrapać się tronu fiutków. . .

    Tak MK, w dzisiejszych przaśnych dla premiera czasach byłby i zadowolony z pędzlowania migdałków tym samym wacikiem co wcześniej hemoroidy.
    Jakie czasy taka radość.

  3. Jak tym sk… przeszkadza “wzmożenie moralne”
    Chyba nikt nie zwrócił uwagi, jak tym … przeszkadza "wzmożenie moralne", z jaką pogardą o tym mówią – czy to dlatego, że są ludźmi wyzutymi z moralności? Bo "to wzmożenie moralne" przeszkadza im kraść?

  4. Jak tym sk… przeszkadza “wzmożenie moralne”
    Chyba nikt nie zwrócił uwagi, jak tym … przeszkadza "wzmożenie moralne", z jaką pogardą o tym mówią – czy to dlatego, że są ludźmi wyzutymi z moralności? Bo "to wzmożenie moralne" przeszkadza im kraść?