Reklama

Takie słowa odnoszące się do

Takie słowa odnoszące się do pewnych ideologicznych zawołań, jakoby ważne było, czy bank jest polski, czy nie polski. Albo jeszcze odważniej, że Polska powinna mieć bank państwowy. Kto mógł powiedzieć takie słowa? Kaczyński? No bez przesady, czy ja zadawałbym takie proste zagadki? Kaczyński też i to już bardzo dawno temu, ale kto jeszcze? Andrzej Lepper? Z tego co pamiętam również i ta informacja jeszcze się przyda, ale nie o Leppera chodzi. Już miałem napisać, o kogo chodzi, jednak pomyślałem sobie co chcę tym tekstem uzyskać i pozostawiam ciąg dalszy w formie zagadki. Kto powiedział te słowa i w ramach podpowiedzi, mogę dodać, że nie był to żaden mieszkaniec ciemnogrodu, jest to pełną gębą europejczyk, do tego wielki orędownik prywatyzacji i obcego kapitału. Jeśli ktoś ma ochotę na szarady, zapraszam do zabawy, a kto nie ma niech się nie zraża, ponieważ zagadka jest tylko ozdobnikiem dla tekstu. W tekście pod jakże znamiennym tytułem, będzie właśnie chodzić o to, kto mówi i komu żeni tę gadkę, bo jak się okazuje kto CO mówi jest mało ważne, przynajmniej w Polsce, ale i na świecie nie jest inaczej. Przykładami będę sypał, gdyż tak najłatwiej zobrazować jak ważne jest z czyich ust słowa padają i wcale nie chodzi o jakieś skrajne przypadki. Rzecz nie w tym, że inaczej w ciemnej bramie i ustach mordercy brzmi: „zabije cię”, a inaczej w ustach mamy, co przegląda dzienniczek pociechy. Chodzi o mniej więcej równy, bo w końcu nadany z demokratycznego wyboru status. Jeśli odrzucimy skrajności, że Kaczyński jest faszystą, a Balcerowicz niemiecko-ruskim agentem, musimy przyznać, że mają podobne prawa i obowiązki. W ramach praw mogą wypowiadać powyżej przytoczoną zagadkę. W ramach obowiązków, pełniąc funkcje najwyższe muszą brać z a słowa odpowiedzialność

Po takim zgrubnym wstępie, chciałbym zadać przewodnie pytanie. Jak to się dzieje, że te same słowa, w ustach innych ludzi są zacofaniem i postępem na zmianę, tolerancją i faszyzmem przemiennie, populizmem i ekspertyzą? Jeden z bardziej ulubionych przeze mnie Żydów, uczciwy intelektualista, Norman Finkelstein, opisał podłość własnego narodu. Co więcej porwał się na świętość, ponieważ podważył podstawowe tezy holokaustu, mianowicie skalę i hiperbolizm. Finkelstein odrzuca legendarne 6 milionów ofiar, odrzuca holokaust jako największą i najokrutniejszą zbrodnię. Mówi rzeczy oczywiste, ponieważ 6 milionów ofiar jest okrągłym populizmem nie popartym żadnym naukowym i historycznym dowodem, a hiperboliczne przymiotniki oddają jedynie stan emocji, a nie stan faktyczny. Niby kto lub co ma zmierzyć okrucieństwo? Jakież to wzory, albo odczynniki stwierdzają, że śmierć od gazu jest bardziej okrutna niż zagłodzenie? Gdyby te słowa powiedział nie Żyd, natychmiast zostałby poddany procesowi karnemu i faszyzacji, tak działa bezprawie zwane prawem i działa w wielu krajach. Finkelstein popełnia tak zwane kłamstwo oświęcimskie, chociaż już w samym sformułowaniu zawiera się wielkie kłamstwo. Nawet nie mówię Roman Giertych, ale na przykład Michalkiewicz nie czyniąc nic więcej tylko powtarzając słowa Finkelsteina został faszystą i gejem. Przepraszam, nie gejem, ciotą faszystowską.

Jednak nie w tym rzeczy, popełniłem przykład z grubej rury, żeby uwypuklić zjawisko, ale nie w tym rzecz, że znów Żydzi. Zagadnienie jest znacznie szersze i rozciąga się na wiele płaszczyzn. Autor tej zagadkowej ekonomicznej opinii popełnił coś, co w polskich realiach należy nazwać herezją, gdyż w polskich realiach ktokolwiek podważa genialność Leszka Balcerowicza natychmiast staje się nieukiem i heretykiem. Ileż razy widziałem święte oburzenie tych co się znają, gdy choćby kawałkiem plugawego języka popełnić krytykę guru polskich „liberałów”. Z miejsca i definicji krytyk staje się Lepperem, ponieważ jakże uniwersalna prawda, że wszystko kosztuje tyle ile nabywca jest skłonny zapłacić, jest prawdą tak chwytliwą, że każdy kto chce się czuć w lepszym towarzystwie bez namysłu musiał się z prawdą zgodzić. Hasło to funkcjonowało jak reklama proszku do prania: „ojciec prać?”. Takie hasło dla mało wymagających i rozumiejących, ale chcących się poczuć intelektualnie. Prawie 20 lat można było uchodzić za lepsze towarzystwo i inteligenta nawet, powtarzając hasło, co tu dużo mówić dla półgłówków. Wiadomo, że wszystko kosztuje tyle, na ile się człowiek ceni. Jeśli przez pierwszą dekadę i oby tylko, każdy potencjalny nabywca słyszał od najwyższych przedstawicieli polskiej władzy, że majątek, którym władza dysponuje jest gówno wart, jest praktycznie niezbywalnym bankrutem, to ja nie znam bardziej niebiańskiego raju dla kupujących. Sytuacja, w której sprzedający mówi, że sprzeda za tyle ile mu dadzą, jest niewyobrażalnym komfortem dla kupującego. Nawet w sklepach za 5 złotych znajdziemy towar po 12 złotych. W Polsce przez co najmniej dekadę sprzedawano wszystko jak leci, za tyle ile kto dawał. Taka była doktryna dla inteligentnego, lepszego towarzystwa.

Co większe wieśniaki, krzyczały: „Zaraz, zaraz, dlaczego sprzedajecie jedną z największych w tej części Europy państwową telekomunikację, francuskiej państwowej telekomunikacji? Eeee, chwila, po jaką cholerę sprzedajecie, dobrze prosperujący bank, jakimś szemranym Włochom? Chwilaaaa, energetykę w całości oddać Niemcom? Halo! Największą firmę ubezpieczeniową, sprzedawać jakiejś firmie krzak, z milionem baksów na koncie?” I tak dalej i tak bez końca. Nikt poważny, żadne lepsze towarzystwo, żaden intelektualny potencjał nie słuchał przygłupów. Obowiązywała moda przecząca nacjonalizacji i endecji. Aż przyszedł sądny dzień i okazało się, że zagraniczny minister finansów polskiego rządu usiłował wprowadzić doktrynę Leppera i zgarnąć rezerwy NBP, a jakże błyskotliwi „liberałowie”, znaleźli tysiące subtelności, że Rostkowski, to jednak nie Lepper, tylko wizjoner. A głownie dlatego był i jest wizjonerem, że ŚP szef NBP był głupkiem. Przyznam, że i ja nie miałem zbyt dobrej opinii o szefie NBP, ale jak się okazuje, za czasów jego kadencji nie stało się NIC ZŁEGO, ale to zupełnie nic. Co więcej mimo wylewania pomyj na głowę szefa NBP, ten zacofany socjalista, nie zgodził się na nacjonalizację neoliberalną. Kiedy Jarosław Kaczyński mówił, że trzeba się dobrać do dupy złodziejom okradającym polskiego emeryta, Donald Tusk wraz z Bronisławem Komorowskim machali jamajską prasą na konferencjach prasowych. Nie minęło trzy lata, a pan Donald zebrał wszystkie wolnorynkowe firmy, zarządzające OFE i niczym Władimir Putin jechał po nich co najmniej 1,5 godziny, a firmy ze zwieszonym łbem słuchały połajanek. I nic i się rynki nie załamały i się złoty nie podniósł i inwestorzy się nie spłoszyli.

Nie ważne co się mówi, ważne kto mówi i do kogo. Trzeba było 20 lat, żeby oczywiste słowa już nawet nie takiego prostaczka jak Lepper, ale Kaczyńskiego i co odważniejszych ekonomistów, zostały uznane za kierunek działań. Przez kogo? Nie popsuję zagadki, ale przez drugiego po bogu polskiej „inteligencji liberalnej”, tyle podpowiem. Jeśli trzeba dwudziestu lat, żeby „inteligencja europejska” pojęła proste prawdy byle chłopka roztropka, no to ja się nie dziwię, że przez 20 lat mamy drogi na papierze. I na koniec mam jeszcze taką refleksję. Dziś bardzo niemodni i oszołomieni są tacy ludzie jak Rybiński. Tacy tam gawędziarze, populiści może za dużo powiedzieć, ale histerycy, dowcipnisie. Dlaczego tak? Na mój gust mają taką opinię, ponieważ obecny bóg bywałej inteligencji, Wincenty Rostkowski potrzebuje jakieś 25 lat, aby zrozumieć, to co jest oczywiste już dziś. On rzecz oczywista powtórzy za Rybińskim i innymi, tylko to już będą zupełnie inne słowa, dla tych samych ludzi. Po 25 latach okaże się, że ważne jest czy się zadłuża, czy się inwestuje. Ważne jest czyj jest bank, ważne jest kto Polakom sprzedaje prąd i dysponuje łącznością, a za chwile polska miedzią, ba nawet ważne będzie to, że UE jest socjalistycznym molochem, z którego trzeba spieprzać, skoro się 10 rok do interesu dokłada. Wszystko będzie ważne, ale stanie się tak dopiero wtedy, gdy skompromitowany przywódca stada, powtórzy słowo w słowo, co bardziej rozgarnięci, do garstki rozgarniętych mówili 25 lat temu. Mnie ostatnie 20 lat nauczyło jednego, że ci co byli wyśmiewani i obciachowi mieli rację, musieli mieć, ponieważ w sprawach oczywistych mówili oczywiste rzeczy, przez to niemodne. Natomiast ci co opowiadali popularnonaukowe slogany dla tych co chcieli się poczuć po właściwej stronie lepszego towarzystwa, sprzedawali głodne kawałki za tyle na ile wycenili wartość nabywców swoich produktów, czyli de facto za grosze. Kto dożyje ten się przekona.

PS Reklamy też są tyle warte ile razy się w nie zastuka.

Reklama
Poprzedni artykułNienawiść
Następny artykułRozstrzygnięcie konkursu Kontrowersje 2010!
Matka Kurka
Młody, wysportowany, inteligentny, przystojny, czuły mąż i ojciec. Geniusz i wirtuoz klawiatury, błyskotliwy analityk rzeczywistości wszelakiej. Kochany i rozchwytywany, bezkompromisowy, skromny, wyrozumiały. 1. Ulubiona potrawa: żur na zakwasie. 2. Ulubiona kapela: muzyka z tamtych lat. 3. Ulubiony kolor: brak danych. 4. Ulubione słowo: ja. Wolny, żonaty, pijący daltonista.

32 KOMENTARZE

  1. Ważne nie co, ale kto mówi.
    Ważne nie co, ale kto mówi. Jako zwierzęta stadne gdzieś tam przynależymy. Mało kto chce być nazwany oszołomem. Postępowy Europejczyk brzmi dumnie. Zaściankowością się chwaląc można dorobić się ostracyzmu. Tym bardziej, że “oszołomy” same sobie zasłużyły na takie miano dodając do prawd tak oczywistych, że aż niewidzialnych, kupę bezsensownego gówna. Strach się bać do nich dołączyć, bo a nóż widelec coś z tego nie chcianego się przyklei?
    Zauważyłam jak różnie są odbierane chociażby takie Fakty, czy inne Wiadomości. Zdarza mi się oglądać. Chyba kontrowersje mnie zboczyły, bo z reguły widzę i słyszę coś zupełnie innego niż pozostali oglądaczo/słuchacze. Wynika to z rozmów po.

    Już prawie wcześnie. Czy dobrze mi się skojarzyło?
    http://www.rybinski.eu/?lang=all&p=1550

    PS: Stukam. Często kilka razy w tą samą, bo pamięć mam dobrą, ale krótką.

  2. Ważne nie co, ale kto mówi.
    Ważne nie co, ale kto mówi. Jako zwierzęta stadne gdzieś tam przynależymy. Mało kto chce być nazwany oszołomem. Postępowy Europejczyk brzmi dumnie. Zaściankowością się chwaląc można dorobić się ostracyzmu. Tym bardziej, że “oszołomy” same sobie zasłużyły na takie miano dodając do prawd tak oczywistych, że aż niewidzialnych, kupę bezsensownego gówna. Strach się bać do nich dołączyć, bo a nóż widelec coś z tego nie chcianego się przyklei?
    Zauważyłam jak różnie są odbierane chociażby takie Fakty, czy inne Wiadomości. Zdarza mi się oglądać. Chyba kontrowersje mnie zboczyły, bo z reguły widzę i słyszę coś zupełnie innego niż pozostali oglądaczo/słuchacze. Wynika to z rozmów po.

    Już prawie wcześnie. Czy dobrze mi się skojarzyło?
    http://www.rybinski.eu/?lang=all&p=1550

    PS: Stukam. Często kilka razy w tą samą, bo pamięć mam dobrą, ale krótką.

  3. Chyba nie popsuję zagadki
    Chyba nie popsuję zagadki jeśli podpowiem, że podpowiedź jest na załączonym zdjęciu (swoją drogą gratulacje dla gospodarza za celny dobór ilustracji do tekstów, to też jest sztuka).

    “Nie ważne co mówi, ważne kto mówi” to kwintesencja, modus operandi i spiritus movens Michnikowszczyzny, dobrze opisanej przez innych. Każdy leming w końcu musi wiedzieć kiedy klaskać a kiedy gwizdać, bez użycia zwojów. Mnie jednak zastanawia całkowity brak dysonansu poznawczego, przecież teraz trzeba klaskać na to, co wcześniej się wygwizdywało, to wymaga umiejętności kasowania danych z własnego mózgu – ja tak nie umiem i podziwiam.

  4. Chyba nie popsuję zagadki
    Chyba nie popsuję zagadki jeśli podpowiem, że podpowiedź jest na załączonym zdjęciu (swoją drogą gratulacje dla gospodarza za celny dobór ilustracji do tekstów, to też jest sztuka).

    “Nie ważne co mówi, ważne kto mówi” to kwintesencja, modus operandi i spiritus movens Michnikowszczyzny, dobrze opisanej przez innych. Każdy leming w końcu musi wiedzieć kiedy klaskać a kiedy gwizdać, bez użycia zwojów. Mnie jednak zastanawia całkowity brak dysonansu poznawczego, przecież teraz trzeba klaskać na to, co wcześniej się wygwizdywało, to wymaga umiejętności kasowania danych z własnego mózgu – ja tak nie umiem i podziwiam.

  5. Konsekwencji!
    Słusznie zauważasz, że nie ważne co się mówi, ważne kto mówi, kto za nim stoi i do kogo się mówi. Dyskusję prowadzi się na poziomie totemów (określenie zapożyczone), a nie argumentów. Więc dlaczego zabrakło Ci konsekwencji?

    Wrzuciłeś do jednego garnka jak leci: prywatyzację, Balcerowicza, neoliberalizm, krytyków neoliberalizmu, PO, Rostowskiego i Rybickiego – zamieszałeś, dodałeś dla smaku parę chwytliwych uwag i podajesz tak oto przyrządzoną zupkę, wygłaszając pod koniec obiadu: „mnie ostatnie 20 lat nauczyło jednego, że ci co byli wyśmiewani i obciachowi mieli rację, musieli mieć, ponieważ w sprawach oczywistych mówili oczywiste rzeczy, przez to niemodne.” To trochę naiwne kryterium wyboru przy poszukiwaniu prawdy. Dzisiejsi zepchnięci na margines mogą jutro stać się salonowcami i wtedy zgodnie z regułą, trzeba będzie się przeprosić z tymi, na których dzisiaj nie zostawiasz suchej nitki. Dychotomiczny wybór to droga donikąd.

    To, że PO okazało się bandą leniwych kutasów mnie w żadnym wypadku nie obrzydza Balcerowicza i nie czyni piękniejszymi jego adwersarzy, zwłaszcza z legitymacją PiS. Nie muszę pałać miłością lub zionąć nienawiścią, wystarczy, że sięgnę pamięcią do tego jak było i co było. Pamięć mam dobrą, na ekonomii trochę się znam, a specjalistów od żonglerki liczbami wysyłam do cyrku. Jest faktem, że Rostowski to nieszczęście, jak każdy ekonomista, który sprzedaje się politykom, naginając teorię do chwilowych potrzeb swojego pana. Przy nim Balcerowicz ze swoją skłonnością do dogmatyzmu urasta do roli ostatniego uczciwego wobec siebie, zasad i wiedzy. Chętnie przyklasnę zwolennikom teorii, że Balcerowicz spieprzył sprawę, jeżeli usłyszę zestaw trudnych do podważenia argumentów, a nie kolejną porcję idiotyzmów o wyprzedaży majątku narodowego za bezcen i doprowadzeniu narodu do upodlenia. Tam niżej proponuję mały eksperyment w skali mikroekonomicznej.

    Problem w dyskusji w Polsce i o Polsce polega na tym, że większość rodaków uważa się ze ekspertów. Tyle, że poza sloganami, których nauczyli się przez lata z TV nie mają nic do powiedzenia. To dyskusja słuchaczy Radia Maryja z widzami Szkła Kontaktowego. Debata o gospodarce toczy się nie w sprawach ekonomicznych, tylko patriotycznych . Stąd na widok Balcerowicza adwersarze dostają sraczki, a przeciwnicy słysząc Rybińskiego mówią – o ten ekonomista-populista. Nieważne co ma do powiedzenia jeden i drugi. Balcerowicz mógłby nagle opowiadać się za nacjonalizacją a i tak w pierwszym odruchu związkowcy wyrzuciliby z siebie tylko epitet: cholerny neoliberał.

    Dlatego ze zdziwieniem odbieram trochę ten fragment tekstu, tekstu autora, który z reguły chadza własnymi ścieżkami, wybierając racje nie według totemów i mody lub niemody, tylko siły argumentów i dlatego upierdliwie czepiam się tego zacytowanego zdania.

    I tak ogólnie w kwestii prywatyzacji i poszukiwań kapitału – proponuję mały eksperyment. Narzekasz, że portal ledwie zipie, że dokładasz do interesu. Ogłoś sprzedaż portalu. Zrób biznes plan: pokaż ile portal jest w stanie wygenerować przychodów, przygotuj analizę konkurencji, SWOT i inne takie tam. Dołóż do tego oczekiwania w ramach swojego pakietu socjalnego, czyli praca dla matki_kurki jako etatowego red. naczelnego z pensją…no ile tam sobie winszujesz. I przebieraj w ofertach…o ile jakieś się pojawią. Ewentualne oferty zagranicznych inwestorów spuszczasz do klozetu z marszu, bo tylko polskie jest piękne. O Ruskich w ogóle nie warto wspominać. Jak kupi Cię polski patriota na pniu, to ja uwierzę, że WTEDY – w tamtych czasach, można było to wszystko zrobić inaczej.

    P.S. „Kto dożyje ten się przekona.” Zdaje się, że mamy alternatywę: albo obetniemy górnikom, rolnikom, mundurowym, sędziom i nauczycielom palec u lewej ręki, albo najdalej za dwa lata upierdzielimy wszystkim jak leci, każdemu po lewej ręce. Donek wybrał do drugie rozwiązanie.

    • No to ja też poproszę, aby
      No to ja też poproszę, aby własne apele zastosować do samego siebie i nie uprawiać populizmu na naprawdę żenującym poziomie. Głównie się to odnosi do przykładu czyli postawienia Portalu, obok PZU, czy TPSA. Już na starcie bez żadnej SWOT i innej analizy można zauważyć charakterystykę działalności wykluczającą atrakcyjność oferty, jeśli ktoś chce wejść, w tę branżę, to do dupy potrzebny mu Portal. Robi swój biznes. Nikt nie kupi Kontrowersje, nikt nie kupi S24, a nawet na Dziennik nie było chętnych. Powód jest prosty, to jest rynek, na którym przejmowanie szyldu nic nie daje, tu akurat ważne jest KTO. Bez zbędnej skromności, twierdzę, że sprzedając Portal, w ciągu tygodnia kupuję domenę, odpalam jakiegoś WordPress, czy inny Drupal i mam to co sprzedałem. Z drugiej strony jak mi pokażesz kogoś, który na tym rynku bez kasy i reklamy uzyskał tyle co ja, wtedy możemy pogadać o dorobku, który z definicji nie jest atrakcyjnym towarem, ponieważ nikt nie potrzebuje swobodnie pyskującego publicysty, ale każdy potrzebuje usłużnego nazwiska. I to jest właśnie ta nieadekwatność populistyczna, która mnie doprowadza do drgawek. Porównanie specyfiki “blogerskiej” z wyprzedażą firm, które były monopolistami w branży, to najniższych lotów demagogia.

      Co do modelu “prywatyzacji”, to niby piszesz, że to rozmowa sloganowa, patriotów z michnikowcami, ale sam gadasz jak michnikowiec, chociaż nie masz żadnego powodu, aby tak gadać, ponieważ powodu Ci nie daję. Nigdzie nie znajdziesz w moim tekście bogoojczyźnianego zadęcia, a mimo to walisz schematem, że aż się cofa. Model “prywatyzacji według Balcerowicza opisywałem wielokrotnie i nie ma on nic wspólnego z patriotyzmem, tylko z ekonomią. Mogę w skrócie powtórzyć., ale jeśli ma być odniesienie do tego co napiszę, to bardzo proszę o odpowiedni poziom odniesienia.

      Model był w skrócie dwutorowy. Po pierwsze państwo polskie wykrzyczało całemu światu, że jest totalnym bankrutem, że musi się ratować wyprzedażą, tego co jest w fatalnym stanie, przynosi same straty, a Polska nie ma ani grosza, żeby ratować cokolwiek. Tak przygotowano, to o co prosiłeś w swoim przykładzie, tak przygotowano ofertę, SWOT, i inne ogłoszenia dla kupujących. A następnie ciemnemu ludowi rzucono hasło “tyle warte, za ile kupią”. Skoro już tak lubisz nieadekwatne porównania. Napisz na Allegro ogłoszenie sprzedaży dowolnej rzeczy, używając języka Balcerowicza i opowiedz jak Ci poszło. Doskonale rozumiem, że gros schedy po PRL musiało ulec prywatyzacji, nawet za grosze, ale ja nie pisze o fabryce niezbędników, czy grabi konnych, bo takie perełki do dziś zostały, nawiasem mówiąc. Piszę o firmach takich jak TP, dzięki Balcerowiczowi mieliśmy przez dwie dekady najdroższe połączenia i internet w cywilizowanej części Europy, zmonopolizowany rynek, a sieć odsprzedano PAŃSTWOWEJ łączności francuskiej. Po drodze na tej “prywatyzacji” zarobiły takie esbeckie cwaniaki jak Kulczyk. To nie jest żaden patriotyczny skandal, to jest totalny nawet nie ekonomiczny, ale handlowy skandal, za to po prostu powinno iść się siedzieć. To jest defraudacja, nie prywatyzacja. Było dokładnie odwrotnie, sprzedawano w pierwszej kolejności dojne krowy, sprzedawano firmy, które z definicji musiały zarabiać. Przecież nie trzeba mieć wiele wyobraźni, aby założyć, że na telefonach w Polsce można zarobić niebotyczne pieniądze, ten rynek to był raj dla inwestora. Gdyby Balcerowicz sprzedawał łódzki przemysł włókienniczy, a nie odpalał odprawy nietykalnym górnikom, mógłbym peerelowskiego guru uznać za magika, ale on sprzedawał to co każdy by sprzedał i wielu sprzedałoby znacznie drożej i mądrzej.

      A drugi tor, to powtarzający się schemat. Prezes, dyrektor, czy inny kierownik, dostaje jakiś tam program naprawczy dla fabryki i co robi? Jako dyrektor doprowadza fabrykę do ruiny, potem jako syndyk za grosze sprzedaje mienie, często specjalistyczny nawet jak na komunę sprzęt, z własnej pipidówy znam takie przykłady, całe linie produkcyjne, ściągnięte z zachodu (Nowe!!) do produkcji łańcuchów napędowych i wszelkiego rodzaju papieru. Co odważniejsi sami kupowali, bardziej tchórzliwi dogadywali się ze wspólnikiem. Tak oto, w ciągu roku sprzeniewierzony majątek firmy dostał się w ręce tego samego dyrektora, który go sprzeniewierzył i już jako prezes robi rzeczy następujące. Zatrudnia tych samych ludzi na lewych umowach, płacąc im 1/3 z tego co do tej pory. W cudowny sposób znajduje się kilku stałych i zazwyczaj zagranicznych, głównie niemieckich kontrahentów. Na pytanie dlaczego inni się nie rzucili na majątek nawet mi się nie chce odpowiadać, ponieważ wystarczy jedna informacja, realia znał jedynie prezes/dyrektor, na zewnątrz odstraszano nabywców. A nawet jak się pojawiał jakiś ambitny, zaraz dostawał po łbie od starej kliki.

      Co do akcentów narodowych, to dziś tezy, że nie ważne jaki jest bank, polski czy nie polski, nie broni już nawet sam guru Balcerowicz, ponieważ jest oczywiste, że ten sektor jest kluczowym dla każdego kraju, a gdy kraj traci nad sektorem kontrolę, dzieje się to, co się działo i dzieje w Polsce, centrale bankowe ratują banki matki, kosztem banków córek. Mieliśmy najdroższe usługi bankowe, a otrzymać kredyt na biznes, to był prawie cud. O derywatach, zakładach i innym “inwestowaniu” nie wspomnę. Nie wiem ile trzeba mieć wyobraźni, moim zdaniem w ogóle trzeba nie mieć, żeby takie sektory jak energetyka, czy łączność, oddawać niemieckim i francuskim, w dodatku państwowym monopolistom. Ostatnio miliardami dojną krowę KGHM sprzedaje się po cichu i w kawałkach. Wszystko to jest pokłosiem populizmu Balcerowicza, tak populizmu, tej hasełkowości dla ubogich duchem i rozumem, tych zawołań skompromitowanej neoliberalnej demagogii.

      Nie wspomnę już o tym, że kadencja ministra finansów w wykonaniu Balcerowicza za czasów AWS, była totalną kompromitacją. No i może jeszcze taki drobiazg, mianowicie twórca tej całej recepty, niejaki Sachs, nie zostawił suchej nitki na Balcerowiczu i dość brutalnie skorygował własne myślenie. Polski guru nadal jest nietykalny i nie widzi żadnych błędów. Gada się o nim mniej więcej tak jak o “ekspercie” Jaruzelskim. Gdyby nie Jaruzelski Ruscy by weszli, gdyby nie Balcerowicz mielibyśmy wszystko państwowe i straszną, mega, hiper, ciper inflację. Gdyby nie socjalizm, nie odbudowano by Warszawy. Zawsze się Balcerowicz podpierał Ukrainą, a ja Balcerowiczowi i wszystkim akolitom polecam Czechy, z modelowym potraktowaniem sektora bankowego i prywatyzacją Skody. Nie dyskutuję o patriotyzmie i nawet nie o ekonomii, ale o głowie do interesu. Balcerowiczowi nie powierzyłbym szczęki na bazarze. Natomiast jeden skutek jest korzystny. Szok jaki wywołał Balcerowicz, szybka edukacja sierot po PRL, że trzeba sobie samemu radzić nie czekać na państwo, jest nieocenionym pozytywem, ale to jest dorobek psychologiczny, ekonomistą Balcerowicz jest nędznym, z prostej przyczyny, bo to dogmatyk megaloman nie wyciągający żadnej nauki ze swoich niebagatelnych błędów, jak większość guru ekonomii.

      • Po kolei jadąc twoimi akapitami (A1, 2… itd)
        A-1
        Chciałem nieśmiało zauważyć, że prywatyzacja w Polsce objęła nie tylko monopolistów. Zawsze można posłużyć się przykładem czy zestawieniem przykładów, w których jeden dla wygody można uznać za demagogię. Zestawiając Kontrowersje z PZU taki efekt uzyskasz na pewno. Zestawiając Kontrowersje z PKS Pcim Dolny już nie. Przykład Kontrowersji miał tylko, po raz kolejny zresztą, zwrócić uwagę, że rodzinne precjoza plus emocjonalny stosunek do nich to trochę za mało, żeby sprzedać je zgodnie z własną wyceną. Widzę, że przykład był o tyle nietrafiony, że odebrany został jako uderzenie w markę, co nie było bynajmniej moim celem. Traktowałem go bardziej jako zabawę niż poważną dyskusję.

        A-2
        Ujmę to krótko. Niepotrzebnie odebrałeś to co napisałem w tym fragmencie ad personam. Uwaga ma charakter ogólny. Nie piszę też o twoich bogojczyźnianych wywodach na temat prywatyzacji. Tak to już jest, że pod cudzym tekstem często robi się uwagi natury ogólnej.

        A-3
        Państwo polskie nie musiało nikomu nic wykrzykiwać. Byliśmy bankrutem ze sponiewieraną gospodarką i firmami, do których funkcjonowania państwo musiało dopłacać gremialnie. Tyle, że kasa się skończyła. Skończyła się bo musiał nastąpić kres dodrukowywania pieniędzy bo, inaczej groziła nam hiperinflacja na poziomie tej z końca I wojny. Nasz cuda eksportowe, o których śniliśmy po nocach za komuny (Radmor, kolumny z Wrześni, TV-kolor Neptun itp) okazały się technologicznymi starcami i nie wytrzymały konkurencji importu. Kto wówczas przy zdrowych zmysłach dla ratowania rodzimej produkcji zablokowałby import? Gdzie byli ci odważni na przełomie lat 80-tych i 90-tych? Wreszcie, jakim kosztem taka blokada importu miała by się odbywać? To tylko jeden z tysięcy przykładów, o których napisałem wyżej – że nie ma prostych rozwiązań. Zwykła uczciwość wymaga, żeby zawsze dostrzegać wszystkie strony medalu (tylko znowu nie odbieraj tego osobiście).
        TP jako dojna krowa? Potencjalnie tak. Tylko żeby ta krowa zaczęła dawać mleko trzeba było wpieprzyć w nią mld $. Na modernizację i wymianę infrastruktury! Zamiast mleka mieliśmy podawaną serwatkę i to stojąc w kolejkach latami. Przypomnij sobie jak sprawnie funkcjonowała ta firma pod koniec komuny i ile czekało się na telefon w PRL. Czekało się po parę lat, nie dlatego, że był burdel organizacyjny (to też), ale dlatego, że centrale telefoniczne pentaconta były rodem z lat 40-tych. Gdy zachód kładł światłowody polscy spece łączyli kable telefoniczne na skrętkę. Nie wiem czy TP powinni kupić Francuzi czy AT&T czy Siemens czy cholera wie kto. Ale wiem, że takiego molocha nie można sprzedać komuś kto nie dysponuje wiedzą, nowoczesną technologią, kapitałem i zdolnością kredytową. Pokaż mi bank, który państwowemu przedsiębiorstwu udzieliłby kredytów, w sytuacji w której 90% przedsiębiorstw w Polsce było państwowych. Polskie banki –przypominam – kasy nie miały. Nie twierdzę, że prywatyzacja TP to był mniód i bajka (sam rzucam chujami na monopolistę), tak jak nie twierdzę, że prywatyzacja pewnej części przedsiębiorstw państwowych, to nie było frycowe, które musieliśmy zapłacić, żeby w ogóle chciano z nami rozmawiać o pożyczkach, pomocy itp. Ale to zupełnie inny temat i dobrze jest wówczas naprawdę mówić o faktach a nie snuć domysły, jeżeli nie chcemy zamienić tego portalu na salon 24.
        O cenach monopolisty już pisałem więc nie będę się powtarzał. Wspomnę tylko, że gdyby państwo chciało to może zawsze wykorzystać ustawy antymonopolowe i nie tylko nakładać kary na monopolistę za stosowanie praktyk monopolistycznych, ale doprowadzić do faktycznej deregulacji. Nie ma lepszego sposobu na doprowadzanie cen do „obiektywnego” poziomu niż rynek. To należało robić już od początku XXI w. Tylko, że kolejne rządy czerpały ewidentne korzyści z produkcji monopolistów – o tym też już było.
        Hasło Kulczyk powinien siedzieć jest chwytliwe. To proszę posadzić tego Kulczyka. Nudzi mnie gadanie o złym Krauzem i nikczemnym Kulczyku. Nudzi mnie, bo jest naiwne, bo trąci wiarą, że ktoś się do tego dobierze. Otóż nikt się do tego nie dobierze. Ci, co już wrzeszczeli o sprawiedliwości pokazali na co ich stać. Stać ich było na dr G. za gówniane pióra i koniaki oraz na agenta-żigolaka. Na tyle było stać ekipę prawych i sprawiedliwych. Naprawdę wierzycie, że za rządów PiS coś WIELKIEGO ujrzałoby światło dzienne? Kochani to wierzycie, że Amerykanie wyjaśnią kto stał za śmiercią JFK.
        A-4
        Właściwie nie mam nic do dodania. Sam o tym nie raz pisałem jak ładnie się uwłaszczano na majątku. Do kliki, którą wymieniałeś dodałbym tylko związki zawodowe, które nie raz uwłaszczały się na majątku firmy wspólnie z byłymi dyrektorami, co nie przeszkadzało im występować w telewizji w pierwszym szeregu przeciwników prywatyzacji kapitałowej.
        A-5
        Nie mam zamiaru umierać za Balcerowicza. Jest dyktatorski (można popytać jego pracowników z czasów NBP) i dogmatyczny. Ale wolę słuchać (i starać się zrozumieć to co mówi – to ważne) takich facetów jak on, mających wizję i się z nim nie zgadzać, niż słuchać utartych sloganów takich speców jak nieżyjący już Skrzypek i potakiwać bo chwilowo facet mówi to co myślę ja. Z równą uwagą słucham co ma do powiedzenia i Balcerowicz i Rostowski (choć to atrapa Tuska), Rybiński czy prof. Gomułka. Nawróconych na wegetarianizm wampirów w rodzaju Sachsa zawsze będę traktował jak neofitów, z dużą dozą podejrzliwości.

        • Uwagi ogólne.
          Nie wiem jak

          Uwagi ogólne.

          Nie wiem jak doszedłeś do wniosku, że w Polsce nie było prywatyzacji na monopolu, PRL był jednym wielkim zmonopolizowanym i znacjonalizowanym tworem. Właśnie główna prywatyzacja była na monopolu, ponieważ PRL jak sama nazwa wskazuje był państwowym monopolem. Główne gałęzie przemysłu, a nawet usług były monopolem: TP, PZU, CPN, Polmozbyt, Polmos, PKS ( dość radosne jest to odróżnienie na PKS Pcim), PKO i dziesiątki innych, w każdej dziedzinie usług i przemysłu, Społem, GS itd. Jeśli znasz jakieś główne gałęzie usług i przemysłu, które nie były monopolem, po prostu je podaj. Doskonale wiemy, że nie mówimy o prywatyzacji POM w Koluszkach, tylko firm, które z definicji MUSIAŁY ZARABIAĆ.

          Sprzedano łączność, energetykę, sektor bankowy JAKO MONOPOL i gros jako monopol utrzymano. Jakim to cudem niby można było stracić na takiej firmie jak TP, czy PZU, CPN? Jakie były powody, aby te i wiele innych firm z niewyobrażalnym potencjałem reklamować jako bankruty? Mówimy o łączności, paliwach, wódce, częściach samochodowych dla 40 milionów ludzi. To jest właśnie sloganowość, była zapaść, było strasznie, do wyrzygania powtarzana śpiewka Balcerowicza, którą się każdą patologię usprawiedliwia. W Czechach było tak samo strasznie, albo jeszcze straszniej, bo rozpad państwowości, a banki są czeskie i Skoda jako czeska marka funkcjonuje, nie jakieś gówniane Daewoo.

          Tego nikt nie neguje, że znacjonalizowana gospodarka, nie mogła przetrwać. Pytanie jest inne. Dlaczego w pierwszym rzucie prywatyzowano dojne krowy, które co więcej pozostawały monopolami na długie lata i blokowały wolny rynek. I dość ten model trwa, łatanie dziur wyprzedażą atrakcyjnych firm. Zadaj sobie proste pytanie, dlaczego Francuzi kupili TP mimo antyreklamy? Żeby ratować Polskę? Czy żeby robić złoty interes na frajerach? Prywatyzacja w wykonaniu Balcerowicza położyła w Polsce na długie lata usługi telekomunikacyjne, rynek ubezpieczeń, rynek motoryzacyjny, a paliwa i wódka, to już po prostu jedna wielka szara strefa i mafia. Mnie nie trzeba przekonywać, że musiało upaść mnóstwo fabryk i musiały być prywatyzacje za grosze, ja się pytam dlaczego bezmyślnie sprzedawano, a de facto ubijano lewe interesy na firmach, które miały olbrzymi potencjał i gwarancję zysków?

          Przekształcenia własnościowe jak najbardziej, ale antyreklama i mafijny charakter tych przekształceń zawarty w sloganowych “prawdach”, to już karma dla ćwierćinteligenta. Nawet nie o to chodzi, że Balcerowicz nie miał racji co do kierunku działań, miał rację. Tylko sposób w jaki te racje były realizowane jest karykaturalny i kryminogenny. On nigdy tego nie przyznał, a mam wrażenie, że i siedzi w tym po umazane uszy.

          • PS Jeśli chodzi o osobiste
            PS Jeśli chodzi o osobiste wtręty, to mnie przykład Kontrowersji nie boli jako ojca, w każdym razie nie to najbardziej kłuje, ale kompletnie chybiona analogia. W drugim osobistym wtręcie, złożyło się akurat tak, że nie tak dawno pojechałem tu po demagogii typu “ekonomista” Łukaszenka i broniłem Twoich racji. Ja nie mam do Balcerowicza stosunku absurdalnie idiologicznego. Powiem więcej, jeśli miałaby wygrać opcja skrajnie antybalcerowiczowska, czyli socjalizm z ludzką twarzą, strach pomyśleć co by się działo. Ale to przekonanie, że Balcerowicz jest Mojżeszem polskiej drogi wolnorynkowej jest czymś niezwykle irytującym. Popełnił mnóstwo i to fundamentalnych błędów, czego oczywiście uniknąć się nie dało, jednak te błędy ciągle robią za święte metody i to jak tak naprawdę największe nieszczęście. W wielu obszarach Polska stałą się mocna wbrew Balcerowiczowi, tak jak teraz jest silna wbrew Tuskowi i Rostowskiemu.

          • Powtarzam
            nie było moim celem, ba nie mam zwyczaju paprać własnego gniazda, czemu nie raz dałem wyraz. Analogia może i naciągana i skierowana była do kogoś innego.[dopisek] choć propozycja padła w stosunku do autora artykułu

          • To tak
            MK: „Nie wiem jak doszedłeś do wniosku, że w Polsce nie było prywatyzacji na monopolu…”
            CH: Nie doszedłem do takiego wniosku, bo napisałem: „Chciałem nieśmiało zauważyć, że prywatyzacja w Polsce objęła nie tylko monopolistów.” To znaczy, że objęła także ewidentnych monopolistów. Z drugiej strony wiele przedsiębiorstw przed prywatyzacją zrestrukturyzowano poprzez ich podział na mniejsze niezależnie funkcjonujące firmy.

            Z PKS-em nie masz zupełnie racji. Do 1990 roku PKS był monopolistą, w skład którego wchodziły duże dyrekcje regionalne, 14 dyrekcji okręgowych i 193 oddziały. Te oddziały usamodzielniono i dopiero potem poddano prywatyzacji. Założenia prywatyzacji PKS były takie:
            − sprzedaż większości transportu gospodarczego i samochodów przedsiębiorstwom prywatnym i własnym pracownikom;
            − pełna prywatyzacja małych (zdecentralizowanych) przedsiębiorstw;
            − przekształcenie przedsiębiorstw państwowych w spółki akcyjne, w tym pracownicze;
            − tworzenie spółdzielni transportowych;
            − wprowadzenie systemu agencyjnego i dzierżawy taboru (leasingu).

            Rezultaty tak zaplanowanej prywatyzacji (poza transportem ładunków, gdzie w krótkim czasie powstało tysiące nowych podmiotów) były dosyć mizerne, bo:
            − pracowników charakteryzowały postawy zachowawcze wobec prywatyzacji, a duży kapitał prywatny nie kwapił się do przejmowania przedsiębiorstw które charakteryzowały: wysoka kapitałochłonność majątku, niska rentowność, wysoki stopień dekapitalizacji części taboru;
            − skuteczna prywatyzacja następowała wyłącznie przez sprzedaż, dzierżawę kierowcom-pracownikom taboru (przewozy ładunków) i tworzenie spółek spedycyjno-przewozowych opartych na taborze grupy prywatnych przewoźników (także spółki warsztatowe);
            − nie udało się wykształcić nowych struktur na bazie majątku PPKS-ów.

            Przynajmniej w PKS padł mit o prywatyzacji przez leasing pracowniczy. Pracownicy chętnie staliby się współwłaścicielami, pod warunkiem, że dostaliby udziały wycenione poniżej wartości księgowej majątku, a kredytów nie kwapili się brać. I to jest przykład, że skłonnych podjąć ryzyko w narodzie jest niewielu. Wszyscy chcą być kapitalistami, tyle że bez ryzyka. Kurwami rzuca się na uwłaszczoną nomenklaturę, SB i innych panów na K., ale jak przychodzi co do czego, to ludziska najchętniej powtórzyliby ten wariant.

            Co do reszty nie wypowiadam się, bo nie moje branże, choć sektor bankowy nie był zmonopolizowany (były 4 banki więc to raczej oligopol), a PKO BP został poddany prywatyzacji, gdy struktura sektora zmieniła się już radykalnie (sprzedano PEKAO, BG i inne, pojawiły się inne komercyjne banki w Polsce. Tyle, że ten sektor trudno ogarnąć, bo powiązania kapitałowe między bankami są cholernie złożone.

            MK: „Dlaczego w pierwszym rzucie prywatyzowano dojne krowy, które co więcej pozostawały monopolami na długie lata i blokowały wolny rynek. I dość ten model trwa, łatanie dziur wyprzedażą atrakcyjnych firm.”
            CH: I to jest pytanie za 100 pkt. I to jest pytanie do Balcerowicza i całej reszty po nim. Pytanie o jasną odpowiedź bez pitolenia pod którym sam się podpisuję.

          • Czyli mówiąc krótko i tam
            Czyli mówiąc krótko i tam gdzie sam przyznajesz rację, są dwa poważne i długofalowe patologiczne zjawiska, które są pokłosiem retoryki i działalności Balcerowicza:

            1) Model prywatyzacji dojnych krów, które zostały sprzedane za śmieszne kwoty, a kupujący utrzymali monopol usług lub podaży.
            2) Model “detalicznej prywatyzacji”, który opanował całą Polskę, a zawierał się w schemacie: dyrektor-syndyk-prezes prywatnej firmy, tej potrójnej roli jeden złodziej.

            Jako trzeci punkt dodał bym punkt niebagatelny, czyli utratę kontroli państwa nad strategicznymi gałęziami gospodarki, czy segmentami rynku, ze szczególnym uwzględnieniem sektora bankowego, łączności i energetyki. I nie dlatego nad tym ubolewam, że dziś w TP SA nie je się bigosu, tylko bagietki, a w energetyce śpiewa się “dojczland iberales”, tudzież w bankowości święta są w sobotę, ale dlatego, że byłem i jestem przez 20 lat rżnięty jako klient i obywatel, a właściciele wyżej wymienionych sektorów mają w dupie zarówno kondycję finansową moją, jak i mojego kraju. To z kolei automatycznie przekłada się na mój portfel i polskie dukty, bo drogi są na papierze. Dla mnie są to rzeczy oczywiste, ale jakoś w Polsce nikt o tym nie mówi, w takich kategoriach. Rzuca się światłe hasło Balcerowicz, a komu się nie podoba dostaje maczugą Leppera, albo Kaczyńskiego. Balcerowicz nie tylko popełnił kardynalne błędy, ale co gorsze do dziś te błędy są przedmiotem kultu i modelem naprawczym.

    • Proszę zauważyć, że żaden
      Proszę zauważyć, że żaden rozsądny sprzedawca nie szuka kupca ogłaszając jak bardzo jego towar jest nic nie warty i jak szybko musi się go pozbyć – a taka była atmosfera wczesnej prywatyzacji. Ja rozumiem, że przekonywać trzeba było drących ryje oszołomów, ale co to ma za znaczenie? Towar ogłoszony gównianym to gwarancja gównianej ceny. Czy to są „idiotyzmy o wyprzedaży majątku narodowego za bezcen” czy proste podstawy?

      Dogmatyzm sprawdza się tylko w sektach, a nie sprawdza się zwłaszcza w transakcjach kupna-sprzedaży. Negocjacje z dogmatykiem, to jak gra w pokera z wglądem w jego karty. Ja bym chciał kupować samochód wiedząc, że sprzedawca wyznaje dogmaty: „auto jest moje a więc nic nie warte”, „sprzedaż auta to dobro samo w sobie”.

      Podajesz też przykład sprzedaży Portalu, sarkastycznie pisząc „ewentualne oferty zagranicznych inwestorów spuszczasz do klozetu z marszu, bo tylko polskie jest piękne”. Doskonale wiesz, że póki co Portal to nie jest kluczowa gałąź gospodarki – do tych należą energetyka i bankowość – i właściciela gówno powinno obchodzić kto i dlaczego to kupi. Kluczowe gałęzie, jak bankowość, to serce i krwiobieg gospodarki – ty jako ekonomista doskonale to wiesz. I ma zajebiste znaczenie, czy przy kolejnej fali kryzysu włoski właściciel postanowi, czy też nie postanowi wydrenować z polskich oddziałów banku aktywa na wsparcie centrali w Rzymie. To dlatego polski bank nie jest piękny tylko dlatego, że „tylko polskie jest piękne”.

      Wyśmiewasz się ze zdania „ci co byli wyśmiewani i obciachowi mieli rację, musieli mieć, ponieważ w sprawach oczywistych mówili oczywiste rzeczy, przez to niemodne”. W ekonomii jedna racja nie koniecznie wyklucza drugą, rację miał i Balcerowicz prywatyzujący jak i ci wyśmiewani nawołujący do większej rozwagi. Właśnie całym clou tego tekstu jest fakt, że wyśmiewani i obciachowi wieśniacy mówili o prywatyzacji dokładnie to, co mówi obecnie ikona liberalizmu, przewodniczący Rady Gospodarczej przy Prezesie Rady Ministrów.

  6. Konsekwencji!
    Słusznie zauważasz, że nie ważne co się mówi, ważne kto mówi, kto za nim stoi i do kogo się mówi. Dyskusję prowadzi się na poziomie totemów (określenie zapożyczone), a nie argumentów. Więc dlaczego zabrakło Ci konsekwencji?

    Wrzuciłeś do jednego garnka jak leci: prywatyzację, Balcerowicza, neoliberalizm, krytyków neoliberalizmu, PO, Rostowskiego i Rybickiego – zamieszałeś, dodałeś dla smaku parę chwytliwych uwag i podajesz tak oto przyrządzoną zupkę, wygłaszając pod koniec obiadu: „mnie ostatnie 20 lat nauczyło jednego, że ci co byli wyśmiewani i obciachowi mieli rację, musieli mieć, ponieważ w sprawach oczywistych mówili oczywiste rzeczy, przez to niemodne.” To trochę naiwne kryterium wyboru przy poszukiwaniu prawdy. Dzisiejsi zepchnięci na margines mogą jutro stać się salonowcami i wtedy zgodnie z regułą, trzeba będzie się przeprosić z tymi, na których dzisiaj nie zostawiasz suchej nitki. Dychotomiczny wybór to droga donikąd.

    To, że PO okazało się bandą leniwych kutasów mnie w żadnym wypadku nie obrzydza Balcerowicza i nie czyni piękniejszymi jego adwersarzy, zwłaszcza z legitymacją PiS. Nie muszę pałać miłością lub zionąć nienawiścią, wystarczy, że sięgnę pamięcią do tego jak było i co było. Pamięć mam dobrą, na ekonomii trochę się znam, a specjalistów od żonglerki liczbami wysyłam do cyrku. Jest faktem, że Rostowski to nieszczęście, jak każdy ekonomista, który sprzedaje się politykom, naginając teorię do chwilowych potrzeb swojego pana. Przy nim Balcerowicz ze swoją skłonnością do dogmatyzmu urasta do roli ostatniego uczciwego wobec siebie, zasad i wiedzy. Chętnie przyklasnę zwolennikom teorii, że Balcerowicz spieprzył sprawę, jeżeli usłyszę zestaw trudnych do podważenia argumentów, a nie kolejną porcję idiotyzmów o wyprzedaży majątku narodowego za bezcen i doprowadzeniu narodu do upodlenia. Tam niżej proponuję mały eksperyment w skali mikroekonomicznej.

    Problem w dyskusji w Polsce i o Polsce polega na tym, że większość rodaków uważa się ze ekspertów. Tyle, że poza sloganami, których nauczyli się przez lata z TV nie mają nic do powiedzenia. To dyskusja słuchaczy Radia Maryja z widzami Szkła Kontaktowego. Debata o gospodarce toczy się nie w sprawach ekonomicznych, tylko patriotycznych . Stąd na widok Balcerowicza adwersarze dostają sraczki, a przeciwnicy słysząc Rybińskiego mówią – o ten ekonomista-populista. Nieważne co ma do powiedzenia jeden i drugi. Balcerowicz mógłby nagle opowiadać się za nacjonalizacją a i tak w pierwszym odruchu związkowcy wyrzuciliby z siebie tylko epitet: cholerny neoliberał.

    Dlatego ze zdziwieniem odbieram trochę ten fragment tekstu, tekstu autora, który z reguły chadza własnymi ścieżkami, wybierając racje nie według totemów i mody lub niemody, tylko siły argumentów i dlatego upierdliwie czepiam się tego zacytowanego zdania.

    I tak ogólnie w kwestii prywatyzacji i poszukiwań kapitału – proponuję mały eksperyment. Narzekasz, że portal ledwie zipie, że dokładasz do interesu. Ogłoś sprzedaż portalu. Zrób biznes plan: pokaż ile portal jest w stanie wygenerować przychodów, przygotuj analizę konkurencji, SWOT i inne takie tam. Dołóż do tego oczekiwania w ramach swojego pakietu socjalnego, czyli praca dla matki_kurki jako etatowego red. naczelnego z pensją…no ile tam sobie winszujesz. I przebieraj w ofertach…o ile jakieś się pojawią. Ewentualne oferty zagranicznych inwestorów spuszczasz do klozetu z marszu, bo tylko polskie jest piękne. O Ruskich w ogóle nie warto wspominać. Jak kupi Cię polski patriota na pniu, to ja uwierzę, że WTEDY – w tamtych czasach, można było to wszystko zrobić inaczej.

    P.S. „Kto dożyje ten się przekona.” Zdaje się, że mamy alternatywę: albo obetniemy górnikom, rolnikom, mundurowym, sędziom i nauczycielom palec u lewej ręki, albo najdalej za dwa lata upierdzielimy wszystkim jak leci, każdemu po lewej ręce. Donek wybrał do drugie rozwiązanie.

    • No to ja też poproszę, aby
      No to ja też poproszę, aby własne apele zastosować do samego siebie i nie uprawiać populizmu na naprawdę żenującym poziomie. Głównie się to odnosi do przykładu czyli postawienia Portalu, obok PZU, czy TPSA. Już na starcie bez żadnej SWOT i innej analizy można zauważyć charakterystykę działalności wykluczającą atrakcyjność oferty, jeśli ktoś chce wejść, w tę branżę, to do dupy potrzebny mu Portal. Robi swój biznes. Nikt nie kupi Kontrowersje, nikt nie kupi S24, a nawet na Dziennik nie było chętnych. Powód jest prosty, to jest rynek, na którym przejmowanie szyldu nic nie daje, tu akurat ważne jest KTO. Bez zbędnej skromności, twierdzę, że sprzedając Portal, w ciągu tygodnia kupuję domenę, odpalam jakiegoś WordPress, czy inny Drupal i mam to co sprzedałem. Z drugiej strony jak mi pokażesz kogoś, który na tym rynku bez kasy i reklamy uzyskał tyle co ja, wtedy możemy pogadać o dorobku, który z definicji nie jest atrakcyjnym towarem, ponieważ nikt nie potrzebuje swobodnie pyskującego publicysty, ale każdy potrzebuje usłużnego nazwiska. I to jest właśnie ta nieadekwatność populistyczna, która mnie doprowadza do drgawek. Porównanie specyfiki “blogerskiej” z wyprzedażą firm, które były monopolistami w branży, to najniższych lotów demagogia.

      Co do modelu “prywatyzacji”, to niby piszesz, że to rozmowa sloganowa, patriotów z michnikowcami, ale sam gadasz jak michnikowiec, chociaż nie masz żadnego powodu, aby tak gadać, ponieważ powodu Ci nie daję. Nigdzie nie znajdziesz w moim tekście bogoojczyźnianego zadęcia, a mimo to walisz schematem, że aż się cofa. Model “prywatyzacji według Balcerowicza opisywałem wielokrotnie i nie ma on nic wspólnego z patriotyzmem, tylko z ekonomią. Mogę w skrócie powtórzyć., ale jeśli ma być odniesienie do tego co napiszę, to bardzo proszę o odpowiedni poziom odniesienia.

      Model był w skrócie dwutorowy. Po pierwsze państwo polskie wykrzyczało całemu światu, że jest totalnym bankrutem, że musi się ratować wyprzedażą, tego co jest w fatalnym stanie, przynosi same straty, a Polska nie ma ani grosza, żeby ratować cokolwiek. Tak przygotowano, to o co prosiłeś w swoim przykładzie, tak przygotowano ofertę, SWOT, i inne ogłoszenia dla kupujących. A następnie ciemnemu ludowi rzucono hasło “tyle warte, za ile kupią”. Skoro już tak lubisz nieadekwatne porównania. Napisz na Allegro ogłoszenie sprzedaży dowolnej rzeczy, używając języka Balcerowicza i opowiedz jak Ci poszło. Doskonale rozumiem, że gros schedy po PRL musiało ulec prywatyzacji, nawet za grosze, ale ja nie pisze o fabryce niezbędników, czy grabi konnych, bo takie perełki do dziś zostały, nawiasem mówiąc. Piszę o firmach takich jak TP, dzięki Balcerowiczowi mieliśmy przez dwie dekady najdroższe połączenia i internet w cywilizowanej części Europy, zmonopolizowany rynek, a sieć odsprzedano PAŃSTWOWEJ łączności francuskiej. Po drodze na tej “prywatyzacji” zarobiły takie esbeckie cwaniaki jak Kulczyk. To nie jest żaden patriotyczny skandal, to jest totalny nawet nie ekonomiczny, ale handlowy skandal, za to po prostu powinno iść się siedzieć. To jest defraudacja, nie prywatyzacja. Było dokładnie odwrotnie, sprzedawano w pierwszej kolejności dojne krowy, sprzedawano firmy, które z definicji musiały zarabiać. Przecież nie trzeba mieć wiele wyobraźni, aby założyć, że na telefonach w Polsce można zarobić niebotyczne pieniądze, ten rynek to był raj dla inwestora. Gdyby Balcerowicz sprzedawał łódzki przemysł włókienniczy, a nie odpalał odprawy nietykalnym górnikom, mógłbym peerelowskiego guru uznać za magika, ale on sprzedawał to co każdy by sprzedał i wielu sprzedałoby znacznie drożej i mądrzej.

      A drugi tor, to powtarzający się schemat. Prezes, dyrektor, czy inny kierownik, dostaje jakiś tam program naprawczy dla fabryki i co robi? Jako dyrektor doprowadza fabrykę do ruiny, potem jako syndyk za grosze sprzedaje mienie, często specjalistyczny nawet jak na komunę sprzęt, z własnej pipidówy znam takie przykłady, całe linie produkcyjne, ściągnięte z zachodu (Nowe!!) do produkcji łańcuchów napędowych i wszelkiego rodzaju papieru. Co odważniejsi sami kupowali, bardziej tchórzliwi dogadywali się ze wspólnikiem. Tak oto, w ciągu roku sprzeniewierzony majątek firmy dostał się w ręce tego samego dyrektora, który go sprzeniewierzył i już jako prezes robi rzeczy następujące. Zatrudnia tych samych ludzi na lewych umowach, płacąc im 1/3 z tego co do tej pory. W cudowny sposób znajduje się kilku stałych i zazwyczaj zagranicznych, głównie niemieckich kontrahentów. Na pytanie dlaczego inni się nie rzucili na majątek nawet mi się nie chce odpowiadać, ponieważ wystarczy jedna informacja, realia znał jedynie prezes/dyrektor, na zewnątrz odstraszano nabywców. A nawet jak się pojawiał jakiś ambitny, zaraz dostawał po łbie od starej kliki.

      Co do akcentów narodowych, to dziś tezy, że nie ważne jaki jest bank, polski czy nie polski, nie broni już nawet sam guru Balcerowicz, ponieważ jest oczywiste, że ten sektor jest kluczowym dla każdego kraju, a gdy kraj traci nad sektorem kontrolę, dzieje się to, co się działo i dzieje w Polsce, centrale bankowe ratują banki matki, kosztem banków córek. Mieliśmy najdroższe usługi bankowe, a otrzymać kredyt na biznes, to był prawie cud. O derywatach, zakładach i innym “inwestowaniu” nie wspomnę. Nie wiem ile trzeba mieć wyobraźni, moim zdaniem w ogóle trzeba nie mieć, żeby takie sektory jak energetyka, czy łączność, oddawać niemieckim i francuskim, w dodatku państwowym monopolistom. Ostatnio miliardami dojną krowę KGHM sprzedaje się po cichu i w kawałkach. Wszystko to jest pokłosiem populizmu Balcerowicza, tak populizmu, tej hasełkowości dla ubogich duchem i rozumem, tych zawołań skompromitowanej neoliberalnej demagogii.

      Nie wspomnę już o tym, że kadencja ministra finansów w wykonaniu Balcerowicza za czasów AWS, była totalną kompromitacją. No i może jeszcze taki drobiazg, mianowicie twórca tej całej recepty, niejaki Sachs, nie zostawił suchej nitki na Balcerowiczu i dość brutalnie skorygował własne myślenie. Polski guru nadal jest nietykalny i nie widzi żadnych błędów. Gada się o nim mniej więcej tak jak o “ekspercie” Jaruzelskim. Gdyby nie Jaruzelski Ruscy by weszli, gdyby nie Balcerowicz mielibyśmy wszystko państwowe i straszną, mega, hiper, ciper inflację. Gdyby nie socjalizm, nie odbudowano by Warszawy. Zawsze się Balcerowicz podpierał Ukrainą, a ja Balcerowiczowi i wszystkim akolitom polecam Czechy, z modelowym potraktowaniem sektora bankowego i prywatyzacją Skody. Nie dyskutuję o patriotyzmie i nawet nie o ekonomii, ale o głowie do interesu. Balcerowiczowi nie powierzyłbym szczęki na bazarze. Natomiast jeden skutek jest korzystny. Szok jaki wywołał Balcerowicz, szybka edukacja sierot po PRL, że trzeba sobie samemu radzić nie czekać na państwo, jest nieocenionym pozytywem, ale to jest dorobek psychologiczny, ekonomistą Balcerowicz jest nędznym, z prostej przyczyny, bo to dogmatyk megaloman nie wyciągający żadnej nauki ze swoich niebagatelnych błędów, jak większość guru ekonomii.

      • Po kolei jadąc twoimi akapitami (A1, 2… itd)
        A-1
        Chciałem nieśmiało zauważyć, że prywatyzacja w Polsce objęła nie tylko monopolistów. Zawsze można posłużyć się przykładem czy zestawieniem przykładów, w których jeden dla wygody można uznać za demagogię. Zestawiając Kontrowersje z PZU taki efekt uzyskasz na pewno. Zestawiając Kontrowersje z PKS Pcim Dolny już nie. Przykład Kontrowersji miał tylko, po raz kolejny zresztą, zwrócić uwagę, że rodzinne precjoza plus emocjonalny stosunek do nich to trochę za mało, żeby sprzedać je zgodnie z własną wyceną. Widzę, że przykład był o tyle nietrafiony, że odebrany został jako uderzenie w markę, co nie było bynajmniej moim celem. Traktowałem go bardziej jako zabawę niż poważną dyskusję.

        A-2
        Ujmę to krótko. Niepotrzebnie odebrałeś to co napisałem w tym fragmencie ad personam. Uwaga ma charakter ogólny. Nie piszę też o twoich bogojczyźnianych wywodach na temat prywatyzacji. Tak to już jest, że pod cudzym tekstem często robi się uwagi natury ogólnej.

        A-3
        Państwo polskie nie musiało nikomu nic wykrzykiwać. Byliśmy bankrutem ze sponiewieraną gospodarką i firmami, do których funkcjonowania państwo musiało dopłacać gremialnie. Tyle, że kasa się skończyła. Skończyła się bo musiał nastąpić kres dodrukowywania pieniędzy bo, inaczej groziła nam hiperinflacja na poziomie tej z końca I wojny. Nasz cuda eksportowe, o których śniliśmy po nocach za komuny (Radmor, kolumny z Wrześni, TV-kolor Neptun itp) okazały się technologicznymi starcami i nie wytrzymały konkurencji importu. Kto wówczas przy zdrowych zmysłach dla ratowania rodzimej produkcji zablokowałby import? Gdzie byli ci odważni na przełomie lat 80-tych i 90-tych? Wreszcie, jakim kosztem taka blokada importu miała by się odbywać? To tylko jeden z tysięcy przykładów, o których napisałem wyżej – że nie ma prostych rozwiązań. Zwykła uczciwość wymaga, żeby zawsze dostrzegać wszystkie strony medalu (tylko znowu nie odbieraj tego osobiście).
        TP jako dojna krowa? Potencjalnie tak. Tylko żeby ta krowa zaczęła dawać mleko trzeba było wpieprzyć w nią mld $. Na modernizację i wymianę infrastruktury! Zamiast mleka mieliśmy podawaną serwatkę i to stojąc w kolejkach latami. Przypomnij sobie jak sprawnie funkcjonowała ta firma pod koniec komuny i ile czekało się na telefon w PRL. Czekało się po parę lat, nie dlatego, że był burdel organizacyjny (to też), ale dlatego, że centrale telefoniczne pentaconta były rodem z lat 40-tych. Gdy zachód kładł światłowody polscy spece łączyli kable telefoniczne na skrętkę. Nie wiem czy TP powinni kupić Francuzi czy AT&T czy Siemens czy cholera wie kto. Ale wiem, że takiego molocha nie można sprzedać komuś kto nie dysponuje wiedzą, nowoczesną technologią, kapitałem i zdolnością kredytową. Pokaż mi bank, który państwowemu przedsiębiorstwu udzieliłby kredytów, w sytuacji w której 90% przedsiębiorstw w Polsce było państwowych. Polskie banki –przypominam – kasy nie miały. Nie twierdzę, że prywatyzacja TP to był mniód i bajka (sam rzucam chujami na monopolistę), tak jak nie twierdzę, że prywatyzacja pewnej części przedsiębiorstw państwowych, to nie było frycowe, które musieliśmy zapłacić, żeby w ogóle chciano z nami rozmawiać o pożyczkach, pomocy itp. Ale to zupełnie inny temat i dobrze jest wówczas naprawdę mówić o faktach a nie snuć domysły, jeżeli nie chcemy zamienić tego portalu na salon 24.
        O cenach monopolisty już pisałem więc nie będę się powtarzał. Wspomnę tylko, że gdyby państwo chciało to może zawsze wykorzystać ustawy antymonopolowe i nie tylko nakładać kary na monopolistę za stosowanie praktyk monopolistycznych, ale doprowadzić do faktycznej deregulacji. Nie ma lepszego sposobu na doprowadzanie cen do „obiektywnego” poziomu niż rynek. To należało robić już od początku XXI w. Tylko, że kolejne rządy czerpały ewidentne korzyści z produkcji monopolistów – o tym też już było.
        Hasło Kulczyk powinien siedzieć jest chwytliwe. To proszę posadzić tego Kulczyka. Nudzi mnie gadanie o złym Krauzem i nikczemnym Kulczyku. Nudzi mnie, bo jest naiwne, bo trąci wiarą, że ktoś się do tego dobierze. Otóż nikt się do tego nie dobierze. Ci, co już wrzeszczeli o sprawiedliwości pokazali na co ich stać. Stać ich było na dr G. za gówniane pióra i koniaki oraz na agenta-żigolaka. Na tyle było stać ekipę prawych i sprawiedliwych. Naprawdę wierzycie, że za rządów PiS coś WIELKIEGO ujrzałoby światło dzienne? Kochani to wierzycie, że Amerykanie wyjaśnią kto stał za śmiercią JFK.
        A-4
        Właściwie nie mam nic do dodania. Sam o tym nie raz pisałem jak ładnie się uwłaszczano na majątku. Do kliki, którą wymieniałeś dodałbym tylko związki zawodowe, które nie raz uwłaszczały się na majątku firmy wspólnie z byłymi dyrektorami, co nie przeszkadzało im występować w telewizji w pierwszym szeregu przeciwników prywatyzacji kapitałowej.
        A-5
        Nie mam zamiaru umierać za Balcerowicza. Jest dyktatorski (można popytać jego pracowników z czasów NBP) i dogmatyczny. Ale wolę słuchać (i starać się zrozumieć to co mówi – to ważne) takich facetów jak on, mających wizję i się z nim nie zgadzać, niż słuchać utartych sloganów takich speców jak nieżyjący już Skrzypek i potakiwać bo chwilowo facet mówi to co myślę ja. Z równą uwagą słucham co ma do powiedzenia i Balcerowicz i Rostowski (choć to atrapa Tuska), Rybiński czy prof. Gomułka. Nawróconych na wegetarianizm wampirów w rodzaju Sachsa zawsze będę traktował jak neofitów, z dużą dozą podejrzliwości.

        • Uwagi ogólne.
          Nie wiem jak

          Uwagi ogólne.

          Nie wiem jak doszedłeś do wniosku, że w Polsce nie było prywatyzacji na monopolu, PRL był jednym wielkim zmonopolizowanym i znacjonalizowanym tworem. Właśnie główna prywatyzacja była na monopolu, ponieważ PRL jak sama nazwa wskazuje był państwowym monopolem. Główne gałęzie przemysłu, a nawet usług były monopolem: TP, PZU, CPN, Polmozbyt, Polmos, PKS ( dość radosne jest to odróżnienie na PKS Pcim), PKO i dziesiątki innych, w każdej dziedzinie usług i przemysłu, Społem, GS itd. Jeśli znasz jakieś główne gałęzie usług i przemysłu, które nie były monopolem, po prostu je podaj. Doskonale wiemy, że nie mówimy o prywatyzacji POM w Koluszkach, tylko firm, które z definicji MUSIAŁY ZARABIAĆ.

          Sprzedano łączność, energetykę, sektor bankowy JAKO MONOPOL i gros jako monopol utrzymano. Jakim to cudem niby można było stracić na takiej firmie jak TP, czy PZU, CPN? Jakie były powody, aby te i wiele innych firm z niewyobrażalnym potencjałem reklamować jako bankruty? Mówimy o łączności, paliwach, wódce, częściach samochodowych dla 40 milionów ludzi. To jest właśnie sloganowość, była zapaść, było strasznie, do wyrzygania powtarzana śpiewka Balcerowicza, którą się każdą patologię usprawiedliwia. W Czechach było tak samo strasznie, albo jeszcze straszniej, bo rozpad państwowości, a banki są czeskie i Skoda jako czeska marka funkcjonuje, nie jakieś gówniane Daewoo.

          Tego nikt nie neguje, że znacjonalizowana gospodarka, nie mogła przetrwać. Pytanie jest inne. Dlaczego w pierwszym rzucie prywatyzowano dojne krowy, które co więcej pozostawały monopolami na długie lata i blokowały wolny rynek. I dość ten model trwa, łatanie dziur wyprzedażą atrakcyjnych firm. Zadaj sobie proste pytanie, dlaczego Francuzi kupili TP mimo antyreklamy? Żeby ratować Polskę? Czy żeby robić złoty interes na frajerach? Prywatyzacja w wykonaniu Balcerowicza położyła w Polsce na długie lata usługi telekomunikacyjne, rynek ubezpieczeń, rynek motoryzacyjny, a paliwa i wódka, to już po prostu jedna wielka szara strefa i mafia. Mnie nie trzeba przekonywać, że musiało upaść mnóstwo fabryk i musiały być prywatyzacje za grosze, ja się pytam dlaczego bezmyślnie sprzedawano, a de facto ubijano lewe interesy na firmach, które miały olbrzymi potencjał i gwarancję zysków?

          Przekształcenia własnościowe jak najbardziej, ale antyreklama i mafijny charakter tych przekształceń zawarty w sloganowych “prawdach”, to już karma dla ćwierćinteligenta. Nawet nie o to chodzi, że Balcerowicz nie miał racji co do kierunku działań, miał rację. Tylko sposób w jaki te racje były realizowane jest karykaturalny i kryminogenny. On nigdy tego nie przyznał, a mam wrażenie, że i siedzi w tym po umazane uszy.

          • PS Jeśli chodzi o osobiste
            PS Jeśli chodzi o osobiste wtręty, to mnie przykład Kontrowersji nie boli jako ojca, w każdym razie nie to najbardziej kłuje, ale kompletnie chybiona analogia. W drugim osobistym wtręcie, złożyło się akurat tak, że nie tak dawno pojechałem tu po demagogii typu “ekonomista” Łukaszenka i broniłem Twoich racji. Ja nie mam do Balcerowicza stosunku absurdalnie idiologicznego. Powiem więcej, jeśli miałaby wygrać opcja skrajnie antybalcerowiczowska, czyli socjalizm z ludzką twarzą, strach pomyśleć co by się działo. Ale to przekonanie, że Balcerowicz jest Mojżeszem polskiej drogi wolnorynkowej jest czymś niezwykle irytującym. Popełnił mnóstwo i to fundamentalnych błędów, czego oczywiście uniknąć się nie dało, jednak te błędy ciągle robią za święte metody i to jak tak naprawdę największe nieszczęście. W wielu obszarach Polska stałą się mocna wbrew Balcerowiczowi, tak jak teraz jest silna wbrew Tuskowi i Rostowskiemu.

          • Powtarzam
            nie było moim celem, ba nie mam zwyczaju paprać własnego gniazda, czemu nie raz dałem wyraz. Analogia może i naciągana i skierowana była do kogoś innego.[dopisek] choć propozycja padła w stosunku do autora artykułu

          • To tak
            MK: „Nie wiem jak doszedłeś do wniosku, że w Polsce nie było prywatyzacji na monopolu…”
            CH: Nie doszedłem do takiego wniosku, bo napisałem: „Chciałem nieśmiało zauważyć, że prywatyzacja w Polsce objęła nie tylko monopolistów.” To znaczy, że objęła także ewidentnych monopolistów. Z drugiej strony wiele przedsiębiorstw przed prywatyzacją zrestrukturyzowano poprzez ich podział na mniejsze niezależnie funkcjonujące firmy.

            Z PKS-em nie masz zupełnie racji. Do 1990 roku PKS był monopolistą, w skład którego wchodziły duże dyrekcje regionalne, 14 dyrekcji okręgowych i 193 oddziały. Te oddziały usamodzielniono i dopiero potem poddano prywatyzacji. Założenia prywatyzacji PKS były takie:
            − sprzedaż większości transportu gospodarczego i samochodów przedsiębiorstwom prywatnym i własnym pracownikom;
            − pełna prywatyzacja małych (zdecentralizowanych) przedsiębiorstw;
            − przekształcenie przedsiębiorstw państwowych w spółki akcyjne, w tym pracownicze;
            − tworzenie spółdzielni transportowych;
            − wprowadzenie systemu agencyjnego i dzierżawy taboru (leasingu).

            Rezultaty tak zaplanowanej prywatyzacji (poza transportem ładunków, gdzie w krótkim czasie powstało tysiące nowych podmiotów) były dosyć mizerne, bo:
            − pracowników charakteryzowały postawy zachowawcze wobec prywatyzacji, a duży kapitał prywatny nie kwapił się do przejmowania przedsiębiorstw które charakteryzowały: wysoka kapitałochłonność majątku, niska rentowność, wysoki stopień dekapitalizacji części taboru;
            − skuteczna prywatyzacja następowała wyłącznie przez sprzedaż, dzierżawę kierowcom-pracownikom taboru (przewozy ładunków) i tworzenie spółek spedycyjno-przewozowych opartych na taborze grupy prywatnych przewoźników (także spółki warsztatowe);
            − nie udało się wykształcić nowych struktur na bazie majątku PPKS-ów.

            Przynajmniej w PKS padł mit o prywatyzacji przez leasing pracowniczy. Pracownicy chętnie staliby się współwłaścicielami, pod warunkiem, że dostaliby udziały wycenione poniżej wartości księgowej majątku, a kredytów nie kwapili się brać. I to jest przykład, że skłonnych podjąć ryzyko w narodzie jest niewielu. Wszyscy chcą być kapitalistami, tyle że bez ryzyka. Kurwami rzuca się na uwłaszczoną nomenklaturę, SB i innych panów na K., ale jak przychodzi co do czego, to ludziska najchętniej powtórzyliby ten wariant.

            Co do reszty nie wypowiadam się, bo nie moje branże, choć sektor bankowy nie był zmonopolizowany (były 4 banki więc to raczej oligopol), a PKO BP został poddany prywatyzacji, gdy struktura sektora zmieniła się już radykalnie (sprzedano PEKAO, BG i inne, pojawiły się inne komercyjne banki w Polsce. Tyle, że ten sektor trudno ogarnąć, bo powiązania kapitałowe między bankami są cholernie złożone.

            MK: „Dlaczego w pierwszym rzucie prywatyzowano dojne krowy, które co więcej pozostawały monopolami na długie lata i blokowały wolny rynek. I dość ten model trwa, łatanie dziur wyprzedażą atrakcyjnych firm.”
            CH: I to jest pytanie za 100 pkt. I to jest pytanie do Balcerowicza i całej reszty po nim. Pytanie o jasną odpowiedź bez pitolenia pod którym sam się podpisuję.

          • Czyli mówiąc krótko i tam
            Czyli mówiąc krótko i tam gdzie sam przyznajesz rację, są dwa poważne i długofalowe patologiczne zjawiska, które są pokłosiem retoryki i działalności Balcerowicza:

            1) Model prywatyzacji dojnych krów, które zostały sprzedane za śmieszne kwoty, a kupujący utrzymali monopol usług lub podaży.
            2) Model “detalicznej prywatyzacji”, który opanował całą Polskę, a zawierał się w schemacie: dyrektor-syndyk-prezes prywatnej firmy, tej potrójnej roli jeden złodziej.

            Jako trzeci punkt dodał bym punkt niebagatelny, czyli utratę kontroli państwa nad strategicznymi gałęziami gospodarki, czy segmentami rynku, ze szczególnym uwzględnieniem sektora bankowego, łączności i energetyki. I nie dlatego nad tym ubolewam, że dziś w TP SA nie je się bigosu, tylko bagietki, a w energetyce śpiewa się “dojczland iberales”, tudzież w bankowości święta są w sobotę, ale dlatego, że byłem i jestem przez 20 lat rżnięty jako klient i obywatel, a właściciele wyżej wymienionych sektorów mają w dupie zarówno kondycję finansową moją, jak i mojego kraju. To z kolei automatycznie przekłada się na mój portfel i polskie dukty, bo drogi są na papierze. Dla mnie są to rzeczy oczywiste, ale jakoś w Polsce nikt o tym nie mówi, w takich kategoriach. Rzuca się światłe hasło Balcerowicz, a komu się nie podoba dostaje maczugą Leppera, albo Kaczyńskiego. Balcerowicz nie tylko popełnił kardynalne błędy, ale co gorsze do dziś te błędy są przedmiotem kultu i modelem naprawczym.

    • Proszę zauważyć, że żaden
      Proszę zauważyć, że żaden rozsądny sprzedawca nie szuka kupca ogłaszając jak bardzo jego towar jest nic nie warty i jak szybko musi się go pozbyć – a taka była atmosfera wczesnej prywatyzacji. Ja rozumiem, że przekonywać trzeba było drących ryje oszołomów, ale co to ma za znaczenie? Towar ogłoszony gównianym to gwarancja gównianej ceny. Czy to są „idiotyzmy o wyprzedaży majątku narodowego za bezcen” czy proste podstawy?

      Dogmatyzm sprawdza się tylko w sektach, a nie sprawdza się zwłaszcza w transakcjach kupna-sprzedaży. Negocjacje z dogmatykiem, to jak gra w pokera z wglądem w jego karty. Ja bym chciał kupować samochód wiedząc, że sprzedawca wyznaje dogmaty: „auto jest moje a więc nic nie warte”, „sprzedaż auta to dobro samo w sobie”.

      Podajesz też przykład sprzedaży Portalu, sarkastycznie pisząc „ewentualne oferty zagranicznych inwestorów spuszczasz do klozetu z marszu, bo tylko polskie jest piękne”. Doskonale wiesz, że póki co Portal to nie jest kluczowa gałąź gospodarki – do tych należą energetyka i bankowość – i właściciela gówno powinno obchodzić kto i dlaczego to kupi. Kluczowe gałęzie, jak bankowość, to serce i krwiobieg gospodarki – ty jako ekonomista doskonale to wiesz. I ma zajebiste znaczenie, czy przy kolejnej fali kryzysu włoski właściciel postanowi, czy też nie postanowi wydrenować z polskich oddziałów banku aktywa na wsparcie centrali w Rzymie. To dlatego polski bank nie jest piękny tylko dlatego, że „tylko polskie jest piękne”.

      Wyśmiewasz się ze zdania „ci co byli wyśmiewani i obciachowi mieli rację, musieli mieć, ponieważ w sprawach oczywistych mówili oczywiste rzeczy, przez to niemodne”. W ekonomii jedna racja nie koniecznie wyklucza drugą, rację miał i Balcerowicz prywatyzujący jak i ci wyśmiewani nawołujący do większej rozwagi. Właśnie całym clou tego tekstu jest fakt, że wyśmiewani i obciachowi wieśniacy mówili o prywatyzacji dokładnie to, co mówi obecnie ikona liberalizmu, przewodniczący Rady Gospodarczej przy Prezesie Rady Ministrów.

  7. Największą woltę ostatnich lat, jeśli nie liczyć marksistów
    wykonał pierwszy z prawej krawędzi fotografii – Jan Krzysztof Bielecki. Niegdysiejszy guru wszystkich polskich liberałów (nie żaden tam lektor KC Balcerowicz), ten sam który nazwał 45 lat komuny większym nieszczęściem, dla Polski, niż druga wojna światowa.
    Więc kiedy już zakończył karierę we włoskim banku Pekao SA przyznał się, zupełnie szczerze, że przejrzał na oczy. Bo zrozumiał, że bajka o ,,zjednoczonej Europie” albo o ,,kapitale co nie ma ojczyzny” to jest kit dla motłochu. Prawda zaś jest taka, że włoski właściciel, mając do wyboru ratowanie włoskiego banku albo upadek włoskiego ale w Polsce – wybiera to drugie. O tych, niby, oczywistosciach dowiedział się Jan Krzysztof dyrektorując w ,,wielkim polskim banku” , tak naprawdę we włoskiej filii UniCredito. Kiedy próbował się postawić dostał eleganckiego kopa eleganckim lakierkiem.Plus odprawę.
    Plus order od Tuska.

    • Facet zawsze wydawał mi się miałki
      Coś ten liberalizm nie miał szczęścia Polsce do politycznych reprezentantów. Historyk i ekonomista. Ten drugi może zamiast bawić się w makroekonomię, powinien był zgodnie z wykształceniem, zająć się portami morskimi w Gdańsku i Gdyni tak, żeby konkurowały z Kłajpedą a nie między sobą.

      • Ja napisałem o J.K.Bieleckim jako ,,byłym” guru
        dla mnie skończył się w chwili, w której zrobił dla ArtB Bagsika i Gąsiorowskiego ,,wakacje celne” na elektronikę z Korei, którą zamówili z półrocznym wyprzedzeniem, znając dokładnie (bo kupili?) datę ,,bezcłowej nocy”. Mafia KL-D rozpadła się, ale jak widać, tłuste koty spadły na cztery łapy. Ten order , który dozorca żyrandola zawiesił na zlecenie Tuska jest tylko spłatą jakichś długów i profanacją zarazem. Bo jakież zasługi ma J.K.Bielecki dla ,,wolnej Polski”.
        Już mu za te ,,zasługi” wypłacił Gąsiorowski oraz Włosi.

  8. Największą woltę ostatnich lat, jeśli nie liczyć marksistów
    wykonał pierwszy z prawej krawędzi fotografii – Jan Krzysztof Bielecki. Niegdysiejszy guru wszystkich polskich liberałów (nie żaden tam lektor KC Balcerowicz), ten sam który nazwał 45 lat komuny większym nieszczęściem, dla Polski, niż druga wojna światowa.
    Więc kiedy już zakończył karierę we włoskim banku Pekao SA przyznał się, zupełnie szczerze, że przejrzał na oczy. Bo zrozumiał, że bajka o ,,zjednoczonej Europie” albo o ,,kapitale co nie ma ojczyzny” to jest kit dla motłochu. Prawda zaś jest taka, że włoski właściciel, mając do wyboru ratowanie włoskiego banku albo upadek włoskiego ale w Polsce – wybiera to drugie. O tych, niby, oczywistosciach dowiedział się Jan Krzysztof dyrektorując w ,,wielkim polskim banku” , tak naprawdę we włoskiej filii UniCredito. Kiedy próbował się postawić dostał eleganckiego kopa eleganckim lakierkiem.Plus odprawę.
    Plus order od Tuska.

    • Facet zawsze wydawał mi się miałki
      Coś ten liberalizm nie miał szczęścia Polsce do politycznych reprezentantów. Historyk i ekonomista. Ten drugi może zamiast bawić się w makroekonomię, powinien był zgodnie z wykształceniem, zająć się portami morskimi w Gdańsku i Gdyni tak, żeby konkurowały z Kłajpedą a nie między sobą.

      • Ja napisałem o J.K.Bieleckim jako ,,byłym” guru
        dla mnie skończył się w chwili, w której zrobił dla ArtB Bagsika i Gąsiorowskiego ,,wakacje celne” na elektronikę z Korei, którą zamówili z półrocznym wyprzedzeniem, znając dokładnie (bo kupili?) datę ,,bezcłowej nocy”. Mafia KL-D rozpadła się, ale jak widać, tłuste koty spadły na cztery łapy. Ten order , który dozorca żyrandola zawiesił na zlecenie Tuska jest tylko spłatą jakichś długów i profanacją zarazem. Bo jakież zasługi ma J.K.Bielecki dla ,,wolnej Polski”.
        Już mu za te ,,zasługi” wypłacił Gąsiorowski oraz Włosi.