Reklama

Nie widzę nic złego w tym, że między piszącymi trwa rywalizacja, zdziwiłbym się gdyby było inaczej.

Nie widzę nic złego w tym, że między piszącymi trwa rywalizacja, zdziwiłbym się gdyby było inaczej. Naturalna sprawa, każdy chce być najlepszy, co prawda ja takich marzeń nie mam, ponieważ najlepszy jestem na jawie i to nie jakiś tam jeden z najlepszych, jeden z najbardziej znanych, po prostu mistrz. Jest Matka Kurka, kilometry pustki i inni usiłujący coś napisać. Jako geniusz wykazuję wszelkie cechy geniuszu, plus cechy towarzyszące: najwyższe mniemanie o sobie, pewność siebie sprowadzająca się do bezczelności, pogarda dla wszystkiego co marne, a nawet średnie. Geniusz widzi więcej, szybciej, dalej, dlatego z reguły pozbawieni błyskotliwości przeciętniacy, którzy zawsze uczyli się na pamięć, nie są w stanie zaakceptować geniusza. 

Geniusz ich drażni, a podrażnieni geniuszem zaczynają wypisywać swoje przeciętne teksty. O czym może pisać przeciętniak, taki co mu Bozia dała poszaleć i pozwaliła oponować kilka zasad gramatycznych, wykutych na pamięć? Taki nie jest w stanie napisać nic porywającego, zatem musi się ratować wzniosłością. Powiedzmy, że ktoś ma słabszy dzień, zdarzy mu się napyskować komuś innemu, kogo pierwszym rzutem oka ocenił jako nieistotnego. A tu pech, niespodzianka, nieistotny przyłożył repliką, tak że się klasycznie zapomniało języka w gębie. No i co teraz? Można przyjąć dwie postawy, zapomnieć i być przekonanym, że jutro będzie lepiej, po prostu nauczka na przyszłość, jak się nie ma dnia, to się lepiej nie odzywać. Albo można uwznioślić przyczyny swojej porażki, z tym, że ta druga wersja jest tylko dla przeciętnych, geniusze zawsze korzystają z pierwszej. 

Jak się uwzniośla swoje porażki? Nigdy tego nie robiłem, ale ponieważ to jest zajęcie dla przeciętniaków, to taki geniusz jak ja, może sobie pozwolić na pięć minut zabawy i sportretować takie przykładowe błazeństwo. Tylko w co się bawić? Jakieś dane trzeba by wprowadzić. Niech będzie, że ktoś z nas po prostu zrobił sobie jaja, takie jak w tych programach co pokazują „Mamy cię”, czy coś takiego. Namierzamy jakiegoś frajera i robimy sobie z niego jaja. Według gustu namierzamy, ja to akurat lubię sobie namierzyć takiego, co on się sam prosi. Natknąłem się raz na takiego, wchodzę, wcześniej grzecznie pukając, słyszę, że otwarte, to idę do środka. Rozglądam się po ścianach, a tam same ikony wiszą, święte obrazy.  


"Na razie słuchaj starszych, bo mają więcej lat i mogą Cię często ustrzec od błędów i niebezpieczeństw strasznych. Nie oszukuj i nieożartowywuj nikogo. Nie strasz siostry, a opiekuj się nią. Śmiej się dużo, ale szczerze, nie złośliwie. Nie bądź mazgaj (chyba nie jesteś). Nie bądź sknera i pazerus, bo to nie przystoi. Nie bierz przykładu z brata starszego, dopóki nie stanie się godzien tego"

(G. Przemyk w dedykacji dla młodszego brata z roku 1981)

   

 


 

Portrety zakatowanego przez UB dziecka, wraz z osobistym listem do młodszego brata. Starowinka oparta na laseczce, hardo spoglądająca przed siebie. Z razu myślę, że rodzina, ale potem się orientuję, że to obcy ludzie, że nie krewni i zaczyna mnie wystrój wnętrza razić. Pytam siebie, bo kogo mam pytać, jak nie geniusza? Kim może być właściciel tego lokum, który po moim wejściu nie zezwolił na zamknięcie drzwi, tak żeby patos rozwieszony na ścianach nie przepadł w półmroku. Mój geniusz mi odpowiada, że to na pewno przeciętniak, ale dodatkowo może być jeszcze szceniak. Zwykle szczeniaki rozwieszają po ścianach plakaty idoli, zbierają aluminiowe puszki, klasery wypełniają opakowaniami po gumach do żucia, żeby się przed rówieśnikami popisać. Tylko coś mi tu mimo wszystko nie gra, pytam zatem dalej o co chodzi? I dowiaduję się od własnego geniuszu, że w domu to sobie każdy może co mu się podoba, nawet z domu uczynić dom publiczny może, poprzez szerokie otwarcie drzwi, tak żeby wszyscy widzieli sprzęty i wystrój, ale to się zawsze czyni w jakimś celu. 

Zamanifestować całemu światu, że u mnie w domu wisi portret męczennika, bohaterki i osobisty list, osobisty zatem nie mój. To wszystko na widok publiczny wystawione ma pokazać, że gospodarz tego lokum nie jest byle kim, to człowiek przywiązany do patosu, który sobie umościł cudzą tragedią i cudzą chwałą. Nie natknąłem się na życiowe trofea gospodarza, zamiast tego po oczach dano mi intymnością i to intymnością, której właściciel już żadną miarą obronić nie może. Zwykle geniusz megaloman nie podnieca się takim widokiem, chyba żeby tam moje niefortunnie powieszone zdjęcie się znalazło. Ale nawet z moją bezczelnością geniusza nie miałbym odwagi tak głęboko wejść w prywatność ofiary i rodziny, która jeszcze żyje i to mnie ubodło. 

Podenerwowany, myślę sobie, że sprawdzę co gospodarz przystrojony w cudzy patos, w obcą tragedię i nie swój heroizm, sobą reprezentuje. Oceniając gospodarza jako przeciętnego, używam przeciętnego testu. Wchodzę do domu jako niewinna dwudziestoletnia panienka i delikatnie zwracam uwagę, że w języku polskim bardziej przyjętą jako literacka jest deklinacja „pokojów”, nie „pokoi”. Uwagę zwracam przy okazji patriotycznie nabzdyczonego tekstu, gdzie gospodarz wyraźnie walczy za wolność naszą i moją i w ogóle. Test banalny, jeśli gospodarz faktycznie przywiązany do wartości i zajęty walką o wzniosłe, rzecz jasna nawet nie zwróci uwagi na smarkatą, jeśli jednak cała ta symbolika tylko za blichtr robi i dla cynicznej zmyłki wisi, no to słoma z butów gospodarza wyjść musi. Tak też się stało, okazało się, że na tle świętych obrazów, cudzej intymności, obcego heroizmu jegomość zaczął krzyżem padać nad własną małością. 

Czego to on nie udowadniał, ilu on słowników nie przeleciał w tempie machów, by na koniec napisać, że jego połowica ma wuja w radzie językowej i to kwestię rozstrzyga. Całe snopki poleciały z trzewików i tylko zdawało mi się, że starowinka jakby wzrok z hardego na gniewny zmieniła, a młodzian bardziej grzywkę na brwi zarzucił jakby się chciał schować za lokami. Zapomniałem o sprawie, uznałem, że nie ma tam po co wracać, odszedłem. Ale mojej wizyty gospodarz nie mógł zapomnieć, tak go ubodła gramatyka, że za parę dni wysmarował elaborat, jak to go w jego domu kontrwywiad, dawny ubek, a może i obecny układ, czy inny wraży demon odwiedził. Pisał żarliwie, że to nie mogła być zwykła językowa wizyta, to musiał być atak lidera, prowokacja, zamach na groby ojców, jakiż on tam Bogów nie wzywał, jakiego symbolu nie użył, ilu szat nie podarł i blizn nie pokazał. 

Wszystko, że mu „pokoi” wypomniano. Po robocie poszedł pozbierać laury od równie przeciętnych, albo i jeszcze niżej jak on sytuowanych, w ten oto sposób Ojczyznę przed wrogiem uratowano, atak odparty. Gdy na jaw wyszło, że to jaja były, że co najwyżej ktoś się pośmiał i nie trzeba z tego wielkiej katastrofy robić, gospodarz znów nie powstrzymał patosu i wyrzeźbił dokument kolejny. A w nim, że cnocie i kłamstwu cenę wystawiono, że niegodziwym, że oto on namierzył portret tego co gębę ma przepastną i jęzor plugawy. Zgaduj ludzie kto on i plwaj na takiego owego. Znów elaborat poranił wielkie słowa, prawda, Bóg, cnót ogrom i wiele innych co strach wymienić, a wszystko przez to, że jegomość harbuza od smarkuli dostał. Zbiegła się do tego paszkwilu zgraja i biła brawa, pieśni patriotyczne nuciła, jeden przez drugiego się ścigał, że to on zdrajcę pierwszy pochwycił. I tylko chłopiec z całym portretem i dedykacją zszedł ze ściany i tylko staruszka odtrąciła laskę i ruszyła przed siebie. Wystrój prysł, pozostało klepisko i tańczące snopki z trzewikami. A kimże był ten patriota, kimże ta zdradliwa dziewica. Nikt to taki, zwykły taki nauczyciel, przeciętny, wykształcenie znajomością z wujem połowicy zastępujący.


 

Przeciętny Krzysztof Osiejuk.

 


Żona ta sama, troje tych samych dzieci, wszystko tak samo… i pięknie!
Tyle że lata mijają…
 


Ktoś może spytać, czy to nie skurwysyństwo, takie pokazywanie cudzych portretów, takie robienie z pokoju publicznego domu. Dobre pytanie i odpowiedź brzmi, pełne skurwysyństwo, ale ja geniusz, nie przeciętniak i pokazuję intymność żywego, niech się broni sądem, słowem czym tam potrafi. Ten przeciętniak wytapetował sobie ściany intymnością ofiary, która bronić się nie może. Na tle intymności uprawia błazeństwa, bo nie potrafi się pogodzić ze swoją przeciętnością, próbuje sięgnąć po geniusz wystrojem swojego publicznego domu. Wszystko zniosę i wszystko tolerować mogę, nie jeden przeciętniak próbował mi już siurakiem do nogawki sięgnąć, ale kiedy byle przeciętniak mordę sobie wyciera cudzym, by mnie obsikać, za to przeciętniak zapłacić musi. Nie mnie, nie śmiem też w imieniu tych co już nie mogą się bronić występować, to po prostu w imię zasad…. przecietniaku.

Wypada jeszcze wytłumaczyć co mi z tą genialnością przyszło do głowy. Otóż gdy ja mam ochotę ulżyć swojej potrzebie sławy i wielkości, mówię o sobie czule bez kamuflażu. Nie obsrywam cudzych świętości, nie posiłkuję się nie moją wielkością, odwołuje się do swojej małości, aby połechtać i wykreować wielkość, to uważam za uczciwe i moralne. Skamlanie wokół własnej małości podparte cudzą sławą, dętym patosem i narodowym symbolem, to kundla zajęcie.  

PS Kto nie wie o kim mowa i dlaczego, niech nie żałuje, przeciętnych nicków i adrsów nie zamierzam promować.

 

Reklama
Poprzedni artykułChodzą
Następny artykułDiabelski dylemat z kurkiem gazowym w tle
Matka Kurka
Młody, wysportowany, inteligentny, przystojny, czuły mąż i ojciec. Geniusz i wirtuoz klawiatury, błyskotliwy analityk rzeczywistości wszelakiej. Kochany i rozchwytywany, bezkompromisowy, skromny, wyrozumiały. 1. Ulubiona potrawa: żur na zakwasie. 2. Ulubiona kapela: muzyka z tamtych lat. 3. Ulubiony kolor: brak danych. 4. Ulubione słowo: ja. Wolny, żonaty, pijący daltonista.

48 KOMENTARZE

  1. no żesz chciałem
    op…ić Matka za tekst merytorycznie, ale niestety wcześniej poszedłem do opisanego i już nic z tego. Normalnie kosmos.
    Najpiękniejsze są kawałki pt. nie czytałem, nie znam ale wiem.

    pozdrawiam
    rzl

    ps. dla zbiraczy smaczków – cytat z komentarzy do wzmiankowanego bloga :))

    “powiem ci toyah, czym dla mnie jest to radio (Radio Maryja – przypis mój)
    Ono jest dla mnie żywe, czyli ciągle inne, rezonuje z moimi zmianami. Jest dla mnie jak filmy Almodovara”….

    • Zobacz, zobacz. Też się kiedyś natknąłem na ten
      komentarz i tak mnie zauroczył, że dodałem go do ulubionych. Drukuję go w całości, bo to są klimaty pana Osiejuka i pasują idealnie do jego mieszkania.

      “powiem ci toyah, czym dla mnie jest to radio
      Ono jest dla mnie żywe, czyli ciągle inne, rezonuje z moimi zmianami.
      Jest dla mnie jak filmy Almodovara, prawdziwe, zaskakujące groteską, absurdem, tajemnicą, mądrością, śmiesznością, powagą, ratujące modlitwą w kłopocie. Tam wszystko jest serio, dlatego są błędy, wpadki, czasem sytuacje tragikomiczne, a wszystko w atmosferze prostej, ufnej dobroci, naiwnej, zakładającej, ze przecież zasady to coś oczywistego, czego nie trzeba udowadniać.
      To radio jest czyste, bo ma czyste intencje.
      Jakie medium dziś jest czyste?
      Ono nie budzi ciekawostkowości, ale ciekawość- studiositas, nie angażuje emocji, ale uczucia, przy czym nie zabiera dystansu do szczegółów, bo w tle świeci zasada.
      Jest też lustrem zachodzących we mnie samej zmian. Zaczęłam od polityki, teraz skupiam się na katechezach, są pasjonujące, porządkują umysł, dają nadzieję duszy.
      Jest jak strumień ożywczej wody i jak ciepło domu.
      To tak po krótce, jako świadectwo i hołd.”

  2. no żesz chciałem
    op…ić Matka za tekst merytorycznie, ale niestety wcześniej poszedłem do opisanego i już nic z tego. Normalnie kosmos.
    Najpiękniejsze są kawałki pt. nie czytałem, nie znam ale wiem.

    pozdrawiam
    rzl

    ps. dla zbiraczy smaczków – cytat z komentarzy do wzmiankowanego bloga :))

    “powiem ci toyah, czym dla mnie jest to radio (Radio Maryja – przypis mój)
    Ono jest dla mnie żywe, czyli ciągle inne, rezonuje z moimi zmianami. Jest dla mnie jak filmy Almodovara”….

    • Zobacz, zobacz. Też się kiedyś natknąłem na ten
      komentarz i tak mnie zauroczył, że dodałem go do ulubionych. Drukuję go w całości, bo to są klimaty pana Osiejuka i pasują idealnie do jego mieszkania.

      “powiem ci toyah, czym dla mnie jest to radio
      Ono jest dla mnie żywe, czyli ciągle inne, rezonuje z moimi zmianami.
      Jest dla mnie jak filmy Almodovara, prawdziwe, zaskakujące groteską, absurdem, tajemnicą, mądrością, śmiesznością, powagą, ratujące modlitwą w kłopocie. Tam wszystko jest serio, dlatego są błędy, wpadki, czasem sytuacje tragikomiczne, a wszystko w atmosferze prostej, ufnej dobroci, naiwnej, zakładającej, ze przecież zasady to coś oczywistego, czego nie trzeba udowadniać.
      To radio jest czyste, bo ma czyste intencje.
      Jakie medium dziś jest czyste?
      Ono nie budzi ciekawostkowości, ale ciekawość- studiositas, nie angażuje emocji, ale uczucia, przy czym nie zabiera dystansu do szczegółów, bo w tle świeci zasada.
      Jest też lustrem zachodzących we mnie samej zmian. Zaczęłam od polityki, teraz skupiam się na katechezach, są pasjonujące, porządkują umysł, dają nadzieję duszy.
      Jest jak strumień ożywczej wody i jak ciepło domu.
      To tak po krótce, jako świadectwo i hołd.”

  3. weronka nie chce mi się, nie
    weronka nie chce mi się, nie mam czasu, jest napisane, poczytaj sobie jeszcze raz i się zdecyduj, bo kreślisz, dopisujesz i jak zwykle coś tam chcesz powiedzieć, ale nie bardzo potrafisz się przyznać, że nic się nie da dodać, co akurat dobrze o Tobie świadczy. Potrzebny był mi idiota roboczy i takiego sobie namierzyłem, będzie orał aż miło. Wszystko. Chcesz sobie moralizować, to znasz adres, masz tam wykładnię moralności, linki do zdjęć, analizy ciężaru wagi i wszystko zdrowaśkami klepane. Nie zauważyłem, abyś tam zwymiotowała,, chociaż taki odruch powinien się u człowieka pojawić. Pasujesz coraz bardziej do weronki niż do siebie, szyld Ci rozumu odbiera i przykro się na to patrzy.

  4. weronka nie chce mi się, nie
    weronka nie chce mi się, nie mam czasu, jest napisane, poczytaj sobie jeszcze raz i się zdecyduj, bo kreślisz, dopisujesz i jak zwykle coś tam chcesz powiedzieć, ale nie bardzo potrafisz się przyznać, że nic się nie da dodać, co akurat dobrze o Tobie świadczy. Potrzebny był mi idiota roboczy i takiego sobie namierzyłem, będzie orał aż miło. Wszystko. Chcesz sobie moralizować, to znasz adres, masz tam wykładnię moralności, linki do zdjęć, analizy ciężaru wagi i wszystko zdrowaśkami klepane. Nie zauważyłem, abyś tam zwymiotowała,, chociaż taki odruch powinien się u człowieka pojawić. Pasujesz coraz bardziej do weronki niż do siebie, szyld Ci rozumu odbiera i przykro się na to patrzy.

  5. Neospasminie. Każdy ma swoje zainteresowania.
    Ciebie interesuje to a mnie tamto.

    Uważam, że esteta Osiejuk, wyrafinowany w smaku i posiadający ponad przeciętny gust, mieszkający w lokum przypominającym budę, w wnętrzu której kolory zagryzają się między sobą na śmierć a przedmioty proszą o wyrzucenie na śmietnik, powinien się najpierw zająć sobą i swoim otoczeniem a nie wpływać na kogokolwiek w internecie.

  6. Neospasminie. Każdy ma swoje zainteresowania.
    Ciebie interesuje to a mnie tamto.

    Uważam, że esteta Osiejuk, wyrafinowany w smaku i posiadający ponad przeciętny gust, mieszkający w lokum przypominającym budę, w wnętrzu której kolory zagryzają się między sobą na śmierć a przedmioty proszą o wyrzucenie na śmietnik, powinien się najpierw zająć sobą i swoim otoczeniem a nie wpływać na kogokolwiek w internecie.