Reklama

A dlaczego nie? Będę pisał o Szopenie i co więcej o konkursie. Pisałem już o tylu sprawach, na których się nie znam, to co mi tam konkurs. Zacznę pisać od tego, że się nie znam, znam te wszystkie hity mistrza, ale naprawdę nie kumam co mazurek, co polonez, no może ten jeden As-dur zapamiętałem, ale tak oddzielnie. Oddzielnie nazwę i oddzielnie muzykę i w końcu nie wiem jak on brzmi, czy tamtadam tadadadadam. Ten? No nieważne. Ważne jest co innego, kiedy słyszę to charakterystyczne szopenowskie tamtadam, od razu wiem, że Szopen nie Staszek Sojka. W ogóle się nie znam, ale Szopena w tych największych hitach rozpoznaję po paru taktach, oddzielnie nazwy, oddzielnie muzykę, ale Szopena w hicie poznam zawsze. Nie wiem jak to o mnie świadczy, pewnie buraczanie. W każdym razie do czego zmierzam? Szopena zawsze słuchem rozpoznawałem, dziś pierwszy raz wzrokiem poznałem. W telewizji zobaczyłem Szopena, było podpisane, że gra się Szopena i grała laureatka tegorocznego konkursu, oczywiście jako szanujący się ignorant nie pamiętam jak się nazywa. Muszę się pożalić na laureatkę, nie rozpoznałem Szopena. Gdzieś dopiero po 5 powtórzonym charakterystycznym motywie, zajarzyłem, że to może być Szopen, w dodatku ten Polonez As-dur, chyba. Na muzyce się nie znam, nie znam się na opusach i tonacjach, gam nie ćwiczę, ale coś mi tu nie gra. Kiedy taki ignorant jak ja nie rozpoznaje Szopena w największym hicie, który rozpoznawałem zawsze, nawet w dzwonkach komórek i wcześniej pozytywkach, to ja nie wiem za co ta nagroda dla tej laureatki, bo za Szopena na pewno nie. Taka nagroda chyba powinna krzewić, popularyzować i jeśli się nazywa nagroda od nazwiska Szopena, chyba Szopena powinna krzewić i popularyzować. Tymczasem w tym roku nagroda uwsteczniła nawet takich, co to jako tako wiedzieli gdzie Polonez zaparkowany. Pamiętam wcześniejszego laureata, on się Blechacz nazywał i tak grał Szopena, że Szopen chyba tak grał. Nie zapomnę jak usłyszałem pierwszy raz Blechacza, słyszałem Szopena, nie wiem dlaczego tak irracjonalnie sądzę, rzecz jasna nigdy nie słyszałem Szopena, ale za Szopena Blechaczowi dziękuję.

Reklama

Tak grał Szopena, że pamiętam nazwisko Blechacz do dziś. Niestety Rosjance za Szopena nie mogę podziękować, Rosjance muszę wyrzucić, że mi pomyliła Szopena, ale to tak, że nie pamiętam jak się Rosjanka nazywa, choć ledwie wczoraj dostała laur. Rosjanka Szopena nie rozkrzewiła, szkoda. Szkoda, bo to chyba ostatnia polska marka i nawet nie ten wyśmiewany Szopen, który tylko Mickiewiczowi zawdzięcza, że nie jest najśmieszniejszy, gdyż romantycznie polski, tylko konkurs uchodził za markę. A teraz się dowiedziałem, że Rosjanka wygrywa wszystkie konkursy, zatem nie grając Szopena i szopenowski konkurs musiała wygrać. Nie fajnie. Tyle się chciałem pożalić z pozycji kompletnego ignoranta, ale mam jeszcze inną pozycję. Otóż mam w domu małą Szopenkę i tylko dobry Bóg wie ile mnie ten talent cierpliwości kosztuje. Te wszystkie gamy i wprawki, te etiudy i sonatiny. Słodki Jezu ile to razy trzeba wystukać, żeby się dało w końcu posłuchać. Pod tym względem Pani Rosjanka mi zaimponowała.

Ona potrafi grać! Naprawdę, jak się na nią patrzy, nawet ignorant może stwierdzić, że technikę baba ma, nawet urok. Ten rasowy rosyjski typ urody, naprawdę mnie urzekł, no i zasuwanie po klawiaturze, ona naprawdę potrafi rewelacyjnie grać… tylko nie Szopena. Nie wiem dlaczego polskie jury robi taką krzywdę Szopenowi, konkursowi, słuchaczom i Rosjance. Szopenowi, bo się chłop w grobie katula, a naharował się chędogo, żeby dojść do tego co chciał zagrać. Konkursowi, bo w tym roku to żaden szopenowski, tylko jakiś gamowy, techniczny i nie na muzyczny termat. Słuchaczom, bo nawet tacy co mieli coś we łbie z szopenowskiej nuty, całkiem zdurnieli. No i w końcu niezwykle utalentowanej Rosjance, która zapewne potrafiłaby po kilku miesiącach wytężonej pracy rewelacyjnie zagrać Szopena, a tak zgrała gamy na wyścigi i jest święcie przekonana, że umie grać Szopena. Smutno mi Boże, tym więcej, że jeszcze jeden mam żal. Otóż taki, że co konkurs słyszałem o konkursie wiele, w tym roku w ostatniej chwili gdzieś pod koniec szpalt słyszę, że wynik kontrowersyjny i tyle się po konkursie ostało, co po nakładach na kulturę. Żadnej reklamy konkursy i członka Unii Europejskiej, kolejna spieprzona szansa.

Zostawiłbym w spokoju tę naprawdę rewelacyjnie zasuwającą po klawiszach Rosjankę, oczywiście swoim laickim okiem to oceniam i porównuję do podstaw, jakie obserwuję co dzień. Ale spokoju tym „dyżurnym ekspertom”, nie dam. Jak człowiek może szukać optymizmu, kiedy wszystko dziadzieje, bo się kilku dożywotnio na stołkach osadziło. Naprawdę nie ma w Polsce ludzi, którzy potrafią nagradzać za wybitne umiejętności i autentyczne kompetencje? Sami tacy, którzy widzą medialne donosy? Presje polityczne? Obyczajowe? Środowiskowe?. Wygrała wszystko, nie wypada, żeby Szopena nie wygrała? Tak presja? Czego przepraszam bardzo szukacie w radach eksperckich i jury, leśne Władki? Równie dobrze mogłem sam robić za przewodniczącego jury i coś mi się wydaje, że z pożytkiem dla konkursu, ponieważ ja pojęcia nie mam o branży nagród, nie kojarzę nazwisk, a lauru na pewno nie wręczyłbym temu wykonawcy, który nie dałby mi szansy. Nie dałbym nagrody wykonawcy, który nie zagrałby mi utworu, a ja po zagraniu nie rozpoznałbym hitu Szopena. Bałbym się, że Żydzi, albo PR Tuska chce mnie ośmieszyć. Postawiłbym na pewniaka i siłą rzeczy wygrałby ten wykonawca, który Szopena zagrał najlepiej. Mimo wszystko skończę chwałą, nie narzekaniem. Wszystkim co się tak jak ja pogubili gdzie Szopen, gdzie nagordy i sobie samemu przypomnę co do tej pory bez pudła za Szopena uznawałem.

Reklama

116 KOMENTARZE

  1. Ja jestem pokoleniem Kristiana Zimermana,
    to jego pamietam najbardziej z Konkursu Shopenowskiego to byl chyba 1975. Wielka szkoda, ze jego krytyka polityki USA (atak na Afganistan i Irak) jak i Bush’a, nie wspominajac jak sluzby celne z USA rozebraly jego fortepian, ktory zawsze zabieral ze soba na koncerty, poniewaz klej, ktory byl uzyty do scalenia fortepianu, mogl byc uzyty do bomb (Czy to nie sa jaja?), zachamowal Jego kariere, niemniej Jego polonezy, mazurki nokturny zachwycaja nawet tych jak ja sam, ktorzy tak naprawde na muzyce sie nie znaja. Jako ciekawostke dodam, zeJaponczycy maja bardzo dobra opinie o tym konkursie, dlatego tak wielu pianistow z tego kraju studiuje w Polsce, majac nadzieje, ze dostana sie do finalow.

      • Ja bardzo Ciebie przepraszam, ale ja pisze
        z perspektywy Australii. Nie jest to Polska jesli chodzi o kulture, poniewaz Aussies, tak jak lubia sie nazywac, niestetycoraz wiecej opieraja swoja kulture na USA, a nie jak wczesniej, na Wyspach Brytyjskich, przez co jedyny raz jaki ja slyszalem o tym swietnym muzyku w ciagu ostatnich 10 lat, to jego koncert w LA Dysney Concet Hall w 2009 r. Jak napisalem wczesniej nie jestem ekspertem i jeszcze raz przepraszam za to, ze Ciebie tak sprowokowalem, Graz. Dziekuje tez za merytoryczna odpowiedz.

        • Guciu, nie bocz się,
          przepraszam, jeśli Cię obraziłam. Incydent z fortepianem jest rzeczywiście godny pożałowania, ale wtedy (niedługo po 9 września) wszystkim zdaje się odbijało, co nie usprawiedliwia amerykańskich służb celnych, broń Boże, ale wystawia też bardzo złą notę organizatorom recitalu, którzy powinni wiedzieć, że Zimmerman wszędzie jeździ ze swoim fortepianem i zadbać o odprawę celną.
          Co do recitalu w 2009 roku, cóż, moim zdaniem artyści powinni się trzymać z dala od polityki, maestro najwyraźniej uważał inaczej, jego wybór. Wybacz, ale Stany Zjednoczone nie są dla mnie wyznacznikiem kultury wysokiej, w każdym razie nie najważniejszym wyznacznikiem. Amerykanizacja kultury w ogóle chyba żadnemu krajowi nie wyszła na dobre, Polsce np. na pewno nie. Zimmerman poradzi sobie bez Ameryki i jego charyzma nie ucierpi, może trochę finanse, ale widocznie nie to było dla niego ważne. Koncertuje rzadko i z tego, co wiem, sale ma wyprzedane, płyty wciąż się sprzedają, muzycy marzą, żeby z nim grać, więc chyba nie jest tak źle.

          Pozdrawiam

          • Ja rowniez pozdrawiam,
            poniewaz tutaj juz 1.55 to czas spac i mam nadzieje, ze pszysni mnie sie Szopen, grajacy dla swojej wielbicielki George Sand kiedy jeszcze sie nawzajem uwielbiali. Dobranoc, Kontrowersje.

  2. Ja jestem pokoleniem Kristiana Zimermana,
    to jego pamietam najbardziej z Konkursu Shopenowskiego to byl chyba 1975. Wielka szkoda, ze jego krytyka polityki USA (atak na Afganistan i Irak) jak i Bush’a, nie wspominajac jak sluzby celne z USA rozebraly jego fortepian, ktory zawsze zabieral ze soba na koncerty, poniewaz klej, ktory byl uzyty do scalenia fortepianu, mogl byc uzyty do bomb (Czy to nie sa jaja?), zachamowal Jego kariere, niemniej Jego polonezy, mazurki nokturny zachwycaja nawet tych jak ja sam, ktorzy tak naprawde na muzyce sie nie znaja. Jako ciekawostke dodam, zeJaponczycy maja bardzo dobra opinie o tym konkursie, dlatego tak wielu pianistow z tego kraju studiuje w Polsce, majac nadzieje, ze dostana sie do finalow.

      • Ja bardzo Ciebie przepraszam, ale ja pisze
        z perspektywy Australii. Nie jest to Polska jesli chodzi o kulture, poniewaz Aussies, tak jak lubia sie nazywac, niestetycoraz wiecej opieraja swoja kulture na USA, a nie jak wczesniej, na Wyspach Brytyjskich, przez co jedyny raz jaki ja slyszalem o tym swietnym muzyku w ciagu ostatnich 10 lat, to jego koncert w LA Dysney Concet Hall w 2009 r. Jak napisalem wczesniej nie jestem ekspertem i jeszcze raz przepraszam za to, ze Ciebie tak sprowokowalem, Graz. Dziekuje tez za merytoryczna odpowiedz.

        • Guciu, nie bocz się,
          przepraszam, jeśli Cię obraziłam. Incydent z fortepianem jest rzeczywiście godny pożałowania, ale wtedy (niedługo po 9 września) wszystkim zdaje się odbijało, co nie usprawiedliwia amerykańskich służb celnych, broń Boże, ale wystawia też bardzo złą notę organizatorom recitalu, którzy powinni wiedzieć, że Zimmerman wszędzie jeździ ze swoim fortepianem i zadbać o odprawę celną.
          Co do recitalu w 2009 roku, cóż, moim zdaniem artyści powinni się trzymać z dala od polityki, maestro najwyraźniej uważał inaczej, jego wybór. Wybacz, ale Stany Zjednoczone nie są dla mnie wyznacznikiem kultury wysokiej, w każdym razie nie najważniejszym wyznacznikiem. Amerykanizacja kultury w ogóle chyba żadnemu krajowi nie wyszła na dobre, Polsce np. na pewno nie. Zimmerman poradzi sobie bez Ameryki i jego charyzma nie ucierpi, może trochę finanse, ale widocznie nie to było dla niego ważne. Koncertuje rzadko i z tego, co wiem, sale ma wyprzedane, płyty wciąż się sprzedają, muzycy marzą, żeby z nim grać, więc chyba nie jest tak źle.

          Pozdrawiam

          • Ja rowniez pozdrawiam,
            poniewaz tutaj juz 1.55 to czas spac i mam nadzieje, ze pszysni mnie sie Szopen, grajacy dla swojej wielbicielki George Sand kiedy jeszcze sie nawzajem uwielbiali. Dobranoc, Kontrowersje.

  3. Prośbę mam małą. Jest piątek
    Prośbę mam małą. Jest piątek rano, za parę godzin weekend i naprawdę chciałbym odpocząć. Uprzedzam, będzie w tym wątku robiony tępy syf, nie będę kasował wpisów, ale wpisujących. Ile razy można kurwa prosić??? Jednego tępaka dla przykładu zostawiłem, proszę się przyjrzeć czego wymagam i każdy rozumny stwierdzi, że minimum przyzwoitości. Napisałem sobie jak na moje oko luźny tekst i bynajmniej nie o międzynarodowym spisku, ani o Jarosławie Kaczyńskim pod Smoleńskiem, tylko o muzyce, która udawała inną muzykę i mimo wszystko szczeka mi opadła od umiejętności rosyjskiej pianistki i od kubańskiej by mi opadła gdyby machała tak po klawiaturze jak ta Natasza, czy jak jej tam. Nie przywiązuję wielkiej wagi do moich wrażeń, dam się przekonać, ale ludziom i komentarzom obdarzonym rozumem. Nie mam patriotycznych uprzedzeń i nawet o krzyżu nie burknąłem, moim ulubionym pisarzem jest ruski nacjonalista Dostojewski, który Polaków miał za śmieci, to już taka ostateczna podpowiedź dla przygłupów.

  4. Prośbę mam małą. Jest piątek
    Prośbę mam małą. Jest piątek rano, za parę godzin weekend i naprawdę chciałbym odpocząć. Uprzedzam, będzie w tym wątku robiony tępy syf, nie będę kasował wpisów, ale wpisujących. Ile razy można kurwa prosić??? Jednego tępaka dla przykładu zostawiłem, proszę się przyjrzeć czego wymagam i każdy rozumny stwierdzi, że minimum przyzwoitości. Napisałem sobie jak na moje oko luźny tekst i bynajmniej nie o międzynarodowym spisku, ani o Jarosławie Kaczyńskim pod Smoleńskiem, tylko o muzyce, która udawała inną muzykę i mimo wszystko szczeka mi opadła od umiejętności rosyjskiej pianistki i od kubańskiej by mi opadła gdyby machała tak po klawiaturze jak ta Natasza, czy jak jej tam. Nie przywiązuję wielkiej wagi do moich wrażeń, dam się przekonać, ale ludziom i komentarzom obdarzonym rozumem. Nie mam patriotycznych uprzedzeń i nawet o krzyżu nie burknąłem, moim ulubionym pisarzem jest ruski nacjonalista Dostojewski, który Polaków miał za śmieci, to już taka ostateczna podpowiedź dla przygłupów.

  5. Bella Davidovich – rocznik
    Bella Davidovich – rocznik 1926 (w tym wieku jeszcze coś się słyszy? Przez taką trąbkę jak hrabinia miała?)
    Adam Harasiewicz – rocznik 1932
    Philippe Entremont – rocznik 1934
    Andrzej Jasiński, przewodniczący jury – rocznik 1936
    Martha Argerich – rocznik 1941
    Nelson Freire – rocznik 1944
    Reszta lata 40, jeden z lat 50 i jeden młodzik 1968

    Nie ukrywam, że nieco sprowokowany debilem, poszukałem czegoś za co mógłbym przeprosić. Niestety a propos leśnych Władków znalazłem powyższe, chociaż rozumiem, że szacowne jury powinno być doświadczone, mam tylko wątpliwości czy Alzheimerem i/lub uwiądem starczym. Średnia wieku w trzonie jury, to więcej niż 70-tka. Dotąd sądziłem, że absolutnym rekordzistą w nienaruszalnych pierdzielach jest PZPN, potem FIFA. Jury szopenowskie chyba zawstydziło weteranów jak Turbodymomen pędzel. Jako ciekawostkę należy dodać, że przed ogłoszeniem wyników zmieniono punkt regulaminu, co nawet Wyborcza z niepokojem odnotowała. Wygląda na to, że przypadkiem znów trafiłem na „spisek”, a chciałem odpocząć. No naprawdę jest coś takiego, co mnie podrywa, promowanie kulisów zamiast: muzyki, filmu, literatury, nauki, że o publicystyce nie warto wspominać. Dziadzienie prestiżowych nagród, to jest naprawdę podłe popkulturowe zjawisko. Niedawno pokazywano jak to się robi w w Szwecji i Norwegii, potem w FIFA, po 5 minutach dziennikarskiej prowokacji kilku sprzedało głosy i to za grosze. Oczywiście, który impresariat zarobi na tej Rosjance jeszcze nie wiadomo, ale z taką gwiazdą co ma komplet nagród można rynki podbijać. Jak powiadam nie znam się, ale ci co się nie urodzili w dniu cudu nad Wisłą i nie zasiadają w Jury od czasu oddania Dworca Centralnego w Warszawie, ale Szopenem zajmują się od lat, dość zgodnie twierdzą, że babka ma jaja, talent i bynajmniej nie noga, tylko, że w KONKURSIE szopenowskim mimo wszystko powinno się grać Szopena, nie covery na nutę łabędziego jeziora.

  6. Bella Davidovich – rocznik
    Bella Davidovich – rocznik 1926 (w tym wieku jeszcze coś się słyszy? Przez taką trąbkę jak hrabinia miała?)
    Adam Harasiewicz – rocznik 1932
    Philippe Entremont – rocznik 1934
    Andrzej Jasiński, przewodniczący jury – rocznik 1936
    Martha Argerich – rocznik 1941
    Nelson Freire – rocznik 1944
    Reszta lata 40, jeden z lat 50 i jeden młodzik 1968

    Nie ukrywam, że nieco sprowokowany debilem, poszukałem czegoś za co mógłbym przeprosić. Niestety a propos leśnych Władków znalazłem powyższe, chociaż rozumiem, że szacowne jury powinno być doświadczone, mam tylko wątpliwości czy Alzheimerem i/lub uwiądem starczym. Średnia wieku w trzonie jury, to więcej niż 70-tka. Dotąd sądziłem, że absolutnym rekordzistą w nienaruszalnych pierdzielach jest PZPN, potem FIFA. Jury szopenowskie chyba zawstydziło weteranów jak Turbodymomen pędzel. Jako ciekawostkę należy dodać, że przed ogłoszeniem wyników zmieniono punkt regulaminu, co nawet Wyborcza z niepokojem odnotowała. Wygląda na to, że przypadkiem znów trafiłem na „spisek”, a chciałem odpocząć. No naprawdę jest coś takiego, co mnie podrywa, promowanie kulisów zamiast: muzyki, filmu, literatury, nauki, że o publicystyce nie warto wspominać. Dziadzienie prestiżowych nagród, to jest naprawdę podłe popkulturowe zjawisko. Niedawno pokazywano jak to się robi w w Szwecji i Norwegii, potem w FIFA, po 5 minutach dziennikarskiej prowokacji kilku sprzedało głosy i to za grosze. Oczywiście, który impresariat zarobi na tej Rosjance jeszcze nie wiadomo, ale z taką gwiazdą co ma komplet nagród można rynki podbijać. Jak powiadam nie znam się, ale ci co się nie urodzili w dniu cudu nad Wisłą i nie zasiadają w Jury od czasu oddania Dworca Centralnego w Warszawie, ale Szopenem zajmują się od lat, dość zgodnie twierdzą, że babka ma jaja, talent i bynajmniej nie noga, tylko, że w KONKURSIE szopenowskim mimo wszystko powinno się grać Szopena, nie covery na nutę łabędziego jeziora.

  7. Dzień dobry
    Nie pierwszy i pewnie nie ostatni to raz, kiedy werdykt jury jest “kontrowersyjny”, choć pierwszy, kiedy jury zmienia regulamin po zakończeniu występów finalistów. To, rzecz jasna, nie cieszy ani nie usprawiedliwia; z rezygnacją przyjmuję, że tak już jest. Jury podobno szukało osobowości, wydawało mi się, że osobowości chopinowskich, ale przecież ja też nie mam kompetencji szacownego grona, więc cóż mnie sądzić. Swoje osobowości znalazłam i będę biegać na ich recitale, jeśli zechcą do nas przyjechać, i płyty kupię, np. Trifonowa, Choziaina i Wundera. A propos Wundera: to naprawdę ciekawe, że pianista, który dostaje nagrodę za najlepsze wykonanie koncertu, nagrodę za najlepsze wykonanie Poloneza fantazji, nie zasługuje w mniemaniu jury na zwycięstwo w konkursie. Tak czy siak, mój faworyt Trifonow i Wunder zagrali na wczorajszej gali cudownie.
    Juliannie Awdiejewej nie można zarzucić braku profesjonalizmu i biegłości; konkurs nazyw się Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. F. Chopina i wychodzi na to, że w tym roku jury wybrało położyło nacisk nacisk na “pianistyczny”, zapominając jakby, że laureat powinien krzewić muzykę Chopina w świecie, szkoda. Wczoraj koncert e-moll zagrała lepiej, ale wciąż daleko od Chopina.
    Twojej Szopence :)) polecam Sonatę b-moll, tę z Marszem żałobnym, w konkursowym wykonaniu Choziainowa (wg mediów wszelakich Khozaynova, na co szlag mnie trafia, bo przecież mamy polską transkrypcję i do tej pory działała! Po kiego grzyba stosować angielską? bo my takie Europejczyki? żenada); nagrania są chyba na YT i na pewno w archiwum Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina. Powinna zrozumieć i docenić, bo wykonawca niewiele od niej starszy.
    Co do promocji konkursu w mediach. MK, cóż tu wymagać od mediów niemuzycznych (TVP Kultura i II program Polskiego Radia zrobiły naprawdę świetną robotę!), skoro na wczorajszej gali dyrektor Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina pojawił się z wyraźnymi objawami choroby filipińskiej (a prezydent mówił o armatach w krzakach, zamiast w kwiatach)? A w pierwszych rzędach zasiedli ci, którym dokładnie wszystko jedno, czy oglądają walkę Gołoty, występ Dody czy recital Chopina.

    Pozdrawiam

    • Ja naprawdę byłem luźno i
      Ja naprawdę byłem luźno i pokojowy nastawiony do tematu, Jestem meloman zdefiniowany w tym ostatnim wersie, że mi bokserkę Dodę od śpiewaka Gołoty ciężko odróżnić. Ale kiedy słyszę kawałek, który akurat znam i jak każdy ściągacz dzwonków słyszę, że go nie słyszę, to tyle jeszcze słyszę. Już nie chciałem o tej wódce wypitej na zapleczu na słowiańską modłę i o tej zmianie regulaminu, bo sam czuję, że za dużo tych pretensji do świata. Jednak pytam co jeszcze spieprzymy Nobla naprawdę mało? Niby nie moja sprawa, to moje baby są jedna po szkole akordeonu, druga walczy z pianinem, ale jak mi, która gra to ja mówię co słyszę i jeszcze się czasami zgodzą, że dobrze słyszę. Kiedy słyszę, że słyszę laureatkę, a nie Szopena, to pytam po co jest Instytut Goethego, żeby sławić Puszkina i popularyzować sanskryt? Doczytałem się, że od kilkunastu lat ambicją organizatorów jest poszukanie wzorca dla pianisty szopenowskiego. No jeśli coś co ignorant rozpoznaje jako Jezioro Łabędzie, a dopiero po piątym motywie jako Polonez As-dur, ma być wzorcem, to ja się czuję poważnie zaniepokojony. Lubię takie melodie co ja je już raz słyszałem, jak mnie się może podobać kawałek co ja go pierwszy raz słyszę i pierwsze słyszę, że to Chopin? Do tego w odpowiedzi na moje wątpliwości słyszę kondominium i rusofobia. Przecież mnie nie to uderzyło po uszach, że Ruska i nie Polak, bo zda się Polacy w tym roku nie mieli nic do zaoferowania, tak mówią, nie wiem, ale też mówią, że był tam Ruski co grał Szopena i Niemiec nawet, bo Austriak to jeden Niemiec, a wygrała Ruska co grała Fryderyka Czajkowskiego i kolekcjonuje nagrody. Rekord? O rekord w CV chodziło? Jako endek i katolik byłbym wniebowzięty, gdyby Ruski z Niemcem wygrali w konkursie imienia Szopena, bo to znaczy, że pół życia poświęcili, aby uznać wielkość polskiego kompozytora. Tymczasem mnie się każe dziób zamknąć, bo rusofobia i autorytety w jury. A ja tylko proszę wybierzcie Ruskiego, Niemca, albo Żyda, tylko niech on gra Szopena jak Rubinstein, albo Bunin, nie jak raper remixy. Ciągle ten taki szmerek, że może nic nie mówmy, znów się Polacy do powstania rwą, niechby Ruski wygrał co nie zna Szopena, byle nie wyjść na nacjonalistów z Blechaczem co gra rewelacyjnie. No obłęd jakiś. Powtórzę, nie dorobimy się PKB, jeśli nie drobimy się narodowej marki, taką jest konkurs im Szopena i nie widzę powodów, aby pozwalać to rozpieprzać zakulisowym rozpijaniem Żytniej Eksportowej. Posiadanie certyfikat Instytutu Goethego, chyba nie kojarzy się Niemcom z propagowaniem kalekiego romantyzmu i nacjonalizmu III Rzeszy? Co jest nie tak z propagowaniem Konkursu Szopenowskiego jako naszej narodowej marki? Czysty biznes, sam pozytywizm, gdzie tu kaleki romantyzm? I nawet na siłę, przynajmniej przy równych umiejętnościach wręczałbym nagrody “inastrancom”, zdaje się, że w Japonii nie papież i Wałęsa, ale Chopin właśnie się jako jedyny z Polską kojarzy. I nie do Francji, ale do nas Japończycy przyjeżdżają się uczyć Szopena. Mamy prawie nic i jeszcze w imię jakiś kompleksów i innych “rusofobii”, mamy rozpieprzyć to co jest? Bez przesady z tym internacjonalizmem, nie długu bigos i flaki będziemy, jak Amerykanie bełty, w papierowych torebkach spożywać.

      • Też jestem pokojowo nastawiona,
        daleka od potępiania kogokolwiek, tylko po prostu nie rozumiem werdyktu. Też mi się wydawało, że konkurs jest po to, aby promować doskonałą polską muzykę i jedyną niezaprzeczalną narodową markę. Tłumaczenia, że laureatka wygrywa wszystkie konkursy, że jest osobowością, uważam za kompromitujące kompetentne bądź co bądź jury. I właśnie do jury mam największe pretensje, a nie do Awdiejewej. Dziwię się werdyktowi tym bardziej, że komu jak komu, ale zasiadającym w nim Polakom – a było ich kilkoro – powinno zależeć na promowaniu pianisty chopinowskiego. Powiem więcej, patetycznie nieco: to właśnie oni powinni być strażnikami naszej narodowej marki. Wiedzą przecież, że zwycięstwo w konkursie porównuje się w świecie muzycznym do złotego medalu olimpijskiego, niestety, z niezrozumiałych powodów medal czasami przyznają nie tej osobie, która na to zasłużyła. Chciałabym zrozumieć te powody, niestety, nie ma na to szans, bo protokoły z obrad jury nie są publikowane.
        W historii konkursu (słucham od 1965 r. w miarę regularnie) bywały zwycięstwa z powodów politycznych, ale nie w tym roku, kiedy co najmniej dwóch Rosjan poza Awdiejewą naprawdę solidnie zapracowało na wyższe lokaty, a jeden na pierwszą. Doszukiwanie się w tegorocznym werdykcie powodów politycznych (relacje Rosja-Polska) uważam za totalną głupotę i w moim komentarzu ich nie znajdziesz. Banałem polecę, ale dla mnie wykonanie muzyki jest albo dobre, albo złe, narodowość artysty nie ma znaczenia.
        Co do Gołoty i Dody, chodziło mi tylko o to, że gala należała się melomanom, którzy przychodzili słuchać kolejnych etapów konkursu; dla nich byłaby prawdziwym świętem. Nic to, koncerty galowe są powtarzane dziś i jutro, mam nadzieję, że części prawdziwych miłośników muzyki Chopina udało się kupić bilety.

        • Politycznego podtekstu tego
          Politycznego podtekstu tego werdyktu to nawet taki oszołom jak ja nie podejrzewa – półcieniem nie podejrzewa. Zresztą chyba nikt z krytyków profesjonalnych, a nawet amatorów nie podnosi zarzutu, że wygrała Rosjanka, ale że nie wygrał Rosjanin, a de facto muzyka Szopena. Dla mnie muzyka i szeroko pojęta sztuka jest tak dalece apolityczna, że Wagner, Nietzsche i nawet Siergiej Michajłowicz Eisenstein jest Twórcą. Polityczny w tym wszystkim jest tylko odbiór Polaków, jak zwykle zresztą. Albo właśnie spisek polityczny, albo równie irytujący rumieniec z powodu prowincjonalnej rodziny wyrazów: Polska, Polak, polskie. W tej jak każdej innej sprawie tego typu, jedyne czego się doszukuję to powiązań towarzyskich, środowiskowych, co jest niestety normą i czym potraktowano prestiż. Dotąd było to światową normą we wszelkiego rodzaju werdyktach przyznających organizację Olimpiad, gdzie skandal gonił skandal, a ostatnio wygrała Coca Cola, aż po najbardziej jaskrawe wybory Miss World (tak się chyba pisze), gdzie chyba jeszcze nigdy nie wygrała najpiękniejsza, tylko najmodniejszy kraj roku. Jeśli z prestiżowego konkursu, elitarnego na poziomie medalu olimpijskiego robi się towarzyskie wybory miss, no to szlag trafia, nawet takiego ignoranta jak ja. Szlag trafia nie z powodów muzycznych, ale z powodów dokładania dziadostwa. I moim zdaniem trzeba drzeć gębę, żeby za 5 lat scenariusz się nie powtórzył. Za 5 lat niech wygra Żyd z Moskwy, albo Rosjanin z Berlina, ale niech on gra Szopena, na chwałę swoją, swojego narodu i POLSKIEGO konkursu, imienia POLSKIEGO kompozytora. Coś nie tak w takim podejściu, gdzie wszystkie narody i muzyka jest szczęśliwa? Tylko i aż tyle mi się marzy.

          • Mnie też
            i jeszcze marzy mi się, żeby konkurs był w mediach publicznych i codziennej prasie, nie tylko w niszowej TVP Kulturze. Gdyby był, być może ludzie lepiej zrozumieliby, dlaczego tegoroczny werdykt wzbudził tyle kontrowersji. Mamy w Polsce dwa wielkie konkursy: Chopinowski oraz Skrzypcowy im. Henryka Wieniawskiego (kolejna edycja w 2011) i co? I nico.

          • Witaj Graz
            Ty chyba jakaś idealistka jesteś. Oglądalności by nie było. Jasmine tam niżej mówi, że została przegłosowana, ja mam inny problem.
            Jak słucham konkursu Chopinowskiego, to mąż marudzi, że nie lubi fortepianu, woli skrzypce, a jak jest Wieniawskiego, to odwrotnie.
            Nie przejmowałbym się, ale marudzi na głos i to przeszkadza.

          • Dzień dobry kochana
            Następną razą oddaj mu telewizor, a sama słuchaj Konkursu Chopinowskiego w Internecie. Późno odkryłam darmowe transmisje (na str. TVP były płatne, wszyscy się skarżyli, że po płatnym smsie nic się nie uruchamiało i kod nie działał) na stronie Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina, poleciłam Jasmince, Tobie też polecam. Dawkuję sobie codziennie, bo po zakończeniu konkursu cierpię na zespół abstynencji.
            Pozdrawiam

            PS. Idealistką jestem, fakt, Ryby podobno tak mają i dostają w płetwę przez całe życie.

  8. Dzień dobry
    Nie pierwszy i pewnie nie ostatni to raz, kiedy werdykt jury jest “kontrowersyjny”, choć pierwszy, kiedy jury zmienia regulamin po zakończeniu występów finalistów. To, rzecz jasna, nie cieszy ani nie usprawiedliwia; z rezygnacją przyjmuję, że tak już jest. Jury podobno szukało osobowości, wydawało mi się, że osobowości chopinowskich, ale przecież ja też nie mam kompetencji szacownego grona, więc cóż mnie sądzić. Swoje osobowości znalazłam i będę biegać na ich recitale, jeśli zechcą do nas przyjechać, i płyty kupię, np. Trifonowa, Choziaina i Wundera. A propos Wundera: to naprawdę ciekawe, że pianista, który dostaje nagrodę za najlepsze wykonanie koncertu, nagrodę za najlepsze wykonanie Poloneza fantazji, nie zasługuje w mniemaniu jury na zwycięstwo w konkursie. Tak czy siak, mój faworyt Trifonow i Wunder zagrali na wczorajszej gali cudownie.
    Juliannie Awdiejewej nie można zarzucić braku profesjonalizmu i biegłości; konkurs nazyw się Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. F. Chopina i wychodzi na to, że w tym roku jury wybrało położyło nacisk nacisk na “pianistyczny”, zapominając jakby, że laureat powinien krzewić muzykę Chopina w świecie, szkoda. Wczoraj koncert e-moll zagrała lepiej, ale wciąż daleko od Chopina.
    Twojej Szopence :)) polecam Sonatę b-moll, tę z Marszem żałobnym, w konkursowym wykonaniu Choziainowa (wg mediów wszelakich Khozaynova, na co szlag mnie trafia, bo przecież mamy polską transkrypcję i do tej pory działała! Po kiego grzyba stosować angielską? bo my takie Europejczyki? żenada); nagrania są chyba na YT i na pewno w archiwum Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina. Powinna zrozumieć i docenić, bo wykonawca niewiele od niej starszy.
    Co do promocji konkursu w mediach. MK, cóż tu wymagać od mediów niemuzycznych (TVP Kultura i II program Polskiego Radia zrobiły naprawdę świetną robotę!), skoro na wczorajszej gali dyrektor Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina pojawił się z wyraźnymi objawami choroby filipińskiej (a prezydent mówił o armatach w krzakach, zamiast w kwiatach)? A w pierwszych rzędach zasiedli ci, którym dokładnie wszystko jedno, czy oglądają walkę Gołoty, występ Dody czy recital Chopina.

    Pozdrawiam

    • Ja naprawdę byłem luźno i
      Ja naprawdę byłem luźno i pokojowy nastawiony do tematu, Jestem meloman zdefiniowany w tym ostatnim wersie, że mi bokserkę Dodę od śpiewaka Gołoty ciężko odróżnić. Ale kiedy słyszę kawałek, który akurat znam i jak każdy ściągacz dzwonków słyszę, że go nie słyszę, to tyle jeszcze słyszę. Już nie chciałem o tej wódce wypitej na zapleczu na słowiańską modłę i o tej zmianie regulaminu, bo sam czuję, że za dużo tych pretensji do świata. Jednak pytam co jeszcze spieprzymy Nobla naprawdę mało? Niby nie moja sprawa, to moje baby są jedna po szkole akordeonu, druga walczy z pianinem, ale jak mi, która gra to ja mówię co słyszę i jeszcze się czasami zgodzą, że dobrze słyszę. Kiedy słyszę, że słyszę laureatkę, a nie Szopena, to pytam po co jest Instytut Goethego, żeby sławić Puszkina i popularyzować sanskryt? Doczytałem się, że od kilkunastu lat ambicją organizatorów jest poszukanie wzorca dla pianisty szopenowskiego. No jeśli coś co ignorant rozpoznaje jako Jezioro Łabędzie, a dopiero po piątym motywie jako Polonez As-dur, ma być wzorcem, to ja się czuję poważnie zaniepokojony. Lubię takie melodie co ja je już raz słyszałem, jak mnie się może podobać kawałek co ja go pierwszy raz słyszę i pierwsze słyszę, że to Chopin? Do tego w odpowiedzi na moje wątpliwości słyszę kondominium i rusofobia. Przecież mnie nie to uderzyło po uszach, że Ruska i nie Polak, bo zda się Polacy w tym roku nie mieli nic do zaoferowania, tak mówią, nie wiem, ale też mówią, że był tam Ruski co grał Szopena i Niemiec nawet, bo Austriak to jeden Niemiec, a wygrała Ruska co grała Fryderyka Czajkowskiego i kolekcjonuje nagrody. Rekord? O rekord w CV chodziło? Jako endek i katolik byłbym wniebowzięty, gdyby Ruski z Niemcem wygrali w konkursie imienia Szopena, bo to znaczy, że pół życia poświęcili, aby uznać wielkość polskiego kompozytora. Tymczasem mnie się każe dziób zamknąć, bo rusofobia i autorytety w jury. A ja tylko proszę wybierzcie Ruskiego, Niemca, albo Żyda, tylko niech on gra Szopena jak Rubinstein, albo Bunin, nie jak raper remixy. Ciągle ten taki szmerek, że może nic nie mówmy, znów się Polacy do powstania rwą, niechby Ruski wygrał co nie zna Szopena, byle nie wyjść na nacjonalistów z Blechaczem co gra rewelacyjnie. No obłęd jakiś. Powtórzę, nie dorobimy się PKB, jeśli nie drobimy się narodowej marki, taką jest konkurs im Szopena i nie widzę powodów, aby pozwalać to rozpieprzać zakulisowym rozpijaniem Żytniej Eksportowej. Posiadanie certyfikat Instytutu Goethego, chyba nie kojarzy się Niemcom z propagowaniem kalekiego romantyzmu i nacjonalizmu III Rzeszy? Co jest nie tak z propagowaniem Konkursu Szopenowskiego jako naszej narodowej marki? Czysty biznes, sam pozytywizm, gdzie tu kaleki romantyzm? I nawet na siłę, przynajmniej przy równych umiejętnościach wręczałbym nagrody “inastrancom”, zdaje się, że w Japonii nie papież i Wałęsa, ale Chopin właśnie się jako jedyny z Polską kojarzy. I nie do Francji, ale do nas Japończycy przyjeżdżają się uczyć Szopena. Mamy prawie nic i jeszcze w imię jakiś kompleksów i innych “rusofobii”, mamy rozpieprzyć to co jest? Bez przesady z tym internacjonalizmem, nie długu bigos i flaki będziemy, jak Amerykanie bełty, w papierowych torebkach spożywać.

      • Też jestem pokojowo nastawiona,
        daleka od potępiania kogokolwiek, tylko po prostu nie rozumiem werdyktu. Też mi się wydawało, że konkurs jest po to, aby promować doskonałą polską muzykę i jedyną niezaprzeczalną narodową markę. Tłumaczenia, że laureatka wygrywa wszystkie konkursy, że jest osobowością, uważam za kompromitujące kompetentne bądź co bądź jury. I właśnie do jury mam największe pretensje, a nie do Awdiejewej. Dziwię się werdyktowi tym bardziej, że komu jak komu, ale zasiadającym w nim Polakom – a było ich kilkoro – powinno zależeć na promowaniu pianisty chopinowskiego. Powiem więcej, patetycznie nieco: to właśnie oni powinni być strażnikami naszej narodowej marki. Wiedzą przecież, że zwycięstwo w konkursie porównuje się w świecie muzycznym do złotego medalu olimpijskiego, niestety, z niezrozumiałych powodów medal czasami przyznają nie tej osobie, która na to zasłużyła. Chciałabym zrozumieć te powody, niestety, nie ma na to szans, bo protokoły z obrad jury nie są publikowane.
        W historii konkursu (słucham od 1965 r. w miarę regularnie) bywały zwycięstwa z powodów politycznych, ale nie w tym roku, kiedy co najmniej dwóch Rosjan poza Awdiejewą naprawdę solidnie zapracowało na wyższe lokaty, a jeden na pierwszą. Doszukiwanie się w tegorocznym werdykcie powodów politycznych (relacje Rosja-Polska) uważam za totalną głupotę i w moim komentarzu ich nie znajdziesz. Banałem polecę, ale dla mnie wykonanie muzyki jest albo dobre, albo złe, narodowość artysty nie ma znaczenia.
        Co do Gołoty i Dody, chodziło mi tylko o to, że gala należała się melomanom, którzy przychodzili słuchać kolejnych etapów konkursu; dla nich byłaby prawdziwym świętem. Nic to, koncerty galowe są powtarzane dziś i jutro, mam nadzieję, że części prawdziwych miłośników muzyki Chopina udało się kupić bilety.

        • Politycznego podtekstu tego
          Politycznego podtekstu tego werdyktu to nawet taki oszołom jak ja nie podejrzewa – półcieniem nie podejrzewa. Zresztą chyba nikt z krytyków profesjonalnych, a nawet amatorów nie podnosi zarzutu, że wygrała Rosjanka, ale że nie wygrał Rosjanin, a de facto muzyka Szopena. Dla mnie muzyka i szeroko pojęta sztuka jest tak dalece apolityczna, że Wagner, Nietzsche i nawet Siergiej Michajłowicz Eisenstein jest Twórcą. Polityczny w tym wszystkim jest tylko odbiór Polaków, jak zwykle zresztą. Albo właśnie spisek polityczny, albo równie irytujący rumieniec z powodu prowincjonalnej rodziny wyrazów: Polska, Polak, polskie. W tej jak każdej innej sprawie tego typu, jedyne czego się doszukuję to powiązań towarzyskich, środowiskowych, co jest niestety normą i czym potraktowano prestiż. Dotąd było to światową normą we wszelkiego rodzaju werdyktach przyznających organizację Olimpiad, gdzie skandal gonił skandal, a ostatnio wygrała Coca Cola, aż po najbardziej jaskrawe wybory Miss World (tak się chyba pisze), gdzie chyba jeszcze nigdy nie wygrała najpiękniejsza, tylko najmodniejszy kraj roku. Jeśli z prestiżowego konkursu, elitarnego na poziomie medalu olimpijskiego robi się towarzyskie wybory miss, no to szlag trafia, nawet takiego ignoranta jak ja. Szlag trafia nie z powodów muzycznych, ale z powodów dokładania dziadostwa. I moim zdaniem trzeba drzeć gębę, żeby za 5 lat scenariusz się nie powtórzył. Za 5 lat niech wygra Żyd z Moskwy, albo Rosjanin z Berlina, ale niech on gra Szopena, na chwałę swoją, swojego narodu i POLSKIEGO konkursu, imienia POLSKIEGO kompozytora. Coś nie tak w takim podejściu, gdzie wszystkie narody i muzyka jest szczęśliwa? Tylko i aż tyle mi się marzy.

          • Mnie też
            i jeszcze marzy mi się, żeby konkurs był w mediach publicznych i codziennej prasie, nie tylko w niszowej TVP Kulturze. Gdyby był, być może ludzie lepiej zrozumieliby, dlaczego tegoroczny werdykt wzbudził tyle kontrowersji. Mamy w Polsce dwa wielkie konkursy: Chopinowski oraz Skrzypcowy im. Henryka Wieniawskiego (kolejna edycja w 2011) i co? I nico.

          • Witaj Graz
            Ty chyba jakaś idealistka jesteś. Oglądalności by nie było. Jasmine tam niżej mówi, że została przegłosowana, ja mam inny problem.
            Jak słucham konkursu Chopinowskiego, to mąż marudzi, że nie lubi fortepianu, woli skrzypce, a jak jest Wieniawskiego, to odwrotnie.
            Nie przejmowałbym się, ale marudzi na głos i to przeszkadza.

          • Dzień dobry kochana
            Następną razą oddaj mu telewizor, a sama słuchaj Konkursu Chopinowskiego w Internecie. Późno odkryłam darmowe transmisje (na str. TVP były płatne, wszyscy się skarżyli, że po płatnym smsie nic się nie uruchamiało i kod nie działał) na stronie Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina, poleciłam Jasmince, Tobie też polecam. Dawkuję sobie codziennie, bo po zakończeniu konkursu cierpię na zespół abstynencji.
            Pozdrawiam

            PS. Idealistką jestem, fakt, Ryby podobno tak mają i dostają w płetwę przez całe życie.

  9. Wczoraj wieczorem wyczytało
    Wczoraj wieczorem wyczytało mi, że sama laureatka jest zażenowana wynikiem konkursu. Nie umiem wygrzebać linki do tej wypowiedzi, ale szczerze jej współczuję takiej wygranej. Zwłaszcza jeśli czyta takie wypowiedzi, poniekąd zapewne słuszne.

    “Zwycięstwo Julianny Awdiejewej w XVI Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Chopina to największe zaskoczenie w historii tego konkursu – uważa autor “Koncertów chopinowskich” w Programie I Polskiego Radia Adam Rozlach.

    – To jest Konkurs Chopinowski. Dotychczasowe decyzje jury świadczyły o tym, że najważniejsze w nim jest oddanie ducha muzyki Chopina. Tymczasem w tym roku wybrano nie Chopina, ale pianistkę – Awdiejewą – powiedział Rozlach.

    Jak podkreślił, Rosjanka nie jest złą pianistką. – Wyrażałem się o niej jak najlepiej. Ona jest wyraźnie ukształtowana, dynamiczna. Ale to dynamiczne, mocne granie nie pasuje do utworów Chopina – zastrzegł.”

    “Wymowna była reakcja publiczności, zgromadzonej w foyer Filharmonii Narodowej. Kiedy ogłoszono nazwisko zwyciężczyni, rozległy się tylko zdawkowe oklaski – dodał.

    Zdaniem Rozlacha, najlepsze wrażenie spośród finalistów konkursu zrobił Danił Trifonow, zdobywca trzeciej nagrody. – On ma do Chopina znacznie bliżej niż Awdiejewa. Jest w nim spontaniczność i naturalność, ale też mądra i dojrzała refleksja. I o to właśnie chodzi, żeby wyrazić nie tylko obecną w muzyce Chopina radość, ale też nostalgię i zadumę.”

    Podobnie donoszą rosyjskie media.

    Nie miałam niestety okazji śledzić Konkursu, bo, jak wyżej napisała Graz, relacja była w niszowej TVP Kultura. Żeby oglądać, w moim przypadku potrzebny jest dodatkowy pakiet a moi rodzinni panowie wybrali sport. Opieram się zatem tylko i wyłącznie na relacjach internetowych i komentarzach z tamże.

  10. Wczoraj wieczorem wyczytało
    Wczoraj wieczorem wyczytało mi, że sama laureatka jest zażenowana wynikiem konkursu. Nie umiem wygrzebać linki do tej wypowiedzi, ale szczerze jej współczuję takiej wygranej. Zwłaszcza jeśli czyta takie wypowiedzi, poniekąd zapewne słuszne.

    “Zwycięstwo Julianny Awdiejewej w XVI Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Chopina to największe zaskoczenie w historii tego konkursu – uważa autor “Koncertów chopinowskich” w Programie I Polskiego Radia Adam Rozlach.

    – To jest Konkurs Chopinowski. Dotychczasowe decyzje jury świadczyły o tym, że najważniejsze w nim jest oddanie ducha muzyki Chopina. Tymczasem w tym roku wybrano nie Chopina, ale pianistkę – Awdiejewą – powiedział Rozlach.

    Jak podkreślił, Rosjanka nie jest złą pianistką. – Wyrażałem się o niej jak najlepiej. Ona jest wyraźnie ukształtowana, dynamiczna. Ale to dynamiczne, mocne granie nie pasuje do utworów Chopina – zastrzegł.”

    “Wymowna była reakcja publiczności, zgromadzonej w foyer Filharmonii Narodowej. Kiedy ogłoszono nazwisko zwyciężczyni, rozległy się tylko zdawkowe oklaski – dodał.

    Zdaniem Rozlacha, najlepsze wrażenie spośród finalistów konkursu zrobił Danił Trifonow, zdobywca trzeciej nagrody. – On ma do Chopina znacznie bliżej niż Awdiejewa. Jest w nim spontaniczność i naturalność, ale też mądra i dojrzała refleksja. I o to właśnie chodzi, żeby wyrazić nie tylko obecną w muzyce Chopina radość, ale też nostalgię i zadumę.”

    Podobnie donoszą rosyjskie media.

    Nie miałam niestety okazji śledzić Konkursu, bo, jak wyżej napisała Graz, relacja była w niszowej TVP Kultura. Żeby oglądać, w moim przypadku potrzebny jest dodatkowy pakiet a moi rodzinni panowie wybrali sport. Opieram się zatem tylko i wyłącznie na relacjach internetowych i komentarzach z tamże.

  11. Ach, jak Pan uroczo gra!
    Dzień dobry i jeszcze jak, skoro wpadliśmy na siebie. Chopin wywołuje u mnie wszystkie te uczucia, choć strach dzisiaj się do tego przyznawać, i to publicznie, bo to podobno obciach nad obciachy. Dziś należy przyznawać się do Mozarta, Beethovena, Haendla – bardzo ich lubię, ale miłości do Chopina nigdy się nie wyprę. Emocje Chopin zapisał bardzo dokładnie, trzeba je tylko zagrać.
    Buziaczki 🙂

  12. Ach, jak Pan uroczo gra!
    Dzień dobry i jeszcze jak, skoro wpadliśmy na siebie. Chopin wywołuje u mnie wszystkie te uczucia, choć strach dzisiaj się do tego przyznawać, i to publicznie, bo to podobno obciach nad obciachy. Dziś należy przyznawać się do Mozarta, Beethovena, Haendla – bardzo ich lubię, ale miłości do Chopina nigdy się nie wyprę. Emocje Chopin zapisał bardzo dokładnie, trzeba je tylko zagrać.
    Buziaczki 🙂

  13. Słusznie
    Podanie leku kotu nie jest prostą sprawą.

    Jak podać kotu tabletkę?

    Usiądź na kanapie. Podnieś kota i ułóż go sobie w zgięciu łokcia w taki sposób jakbyś chciała podać dziecku butelkę ze smoczkiem. Mów do niego czułym głosem.
    Prawą ręką drap kota pod brodą tak długo aż otworzy pyszczek (bądź cierpliwa!). Włóż tabletkę do pyszczka. Puść kota, ale zwróć uwagę, w którym kierunku pobiegł.
    Podnieś tabletkę z podłogi i znajdź kota. Usiądź na podłodze w kuchni i trzymając go tak jak poprzednio, włóż tabletkę do pyszczka. Puść kota, ale zwróć uwagę, w którym kierunku pobiegł.
    Schyl się aby podnieść tabletkę z podłogi i idź poszukać kota. Przynieś go z powrotem do kuchni. Przytrzymaj kota tak jak poprzednio, ale tym razem przytrzymaj jego przednie łapy przedramieniem. Włóż mu tabletkę do pyszczka.
    Oderwij pazury tylnych łap kota od swojego ramienia. Ponownie pójdź po kota, podnieś z podłogi na wpół rozpuszczoną tabletkę i wyrzuć ją do śmieci.
    Wyjmij nową tabletkę z buteleczki. Teraz idź do łazienki i przygotuj miękki ręcznik. Zostań w łazience razem z kotem i zamknij drzwi.
    Usiądź na podłodze i owiń kota ręcznikiem, tak aby wystawała tylko głowa. Utul go w ramionach i zdejmij tabletkę z półki.
    Ściągnij kota z kabiny prysznica (nie wiedziałaś, że kot potrafi z miejsca skakać na wysokość dwóch metrów, prawda?!) oraz owiń wokół niego ręcznik nieco mocniej, tak aby tym razem jego łapy na pewno się nie wydostały. Mocno trzymając jego pyszczek palcami, postaraj się go otworzyć i wrzucić tabletkę do środka. Szybko zamknij pyszczek (kota, nie swój).
    Usiądź na podłodze z zawiniętym w ręcznik kotem na kolanach. Głaszcz go i przemawiaj do niego czule przez co najmniej pół godziny – w tym czasie tabletka powinna się rozpuścić.
    Rozwiń ręcznik i wypuść kota. Otwórz drzwi łazienki. Przemyj swoje rany ciepłą wodą z mydłem, uczesz się i znajdź sobie coś do roboty przez następne osiem godzin. Następnie powtórz wszystko od początku.

  14. Słusznie
    Podanie leku kotu nie jest prostą sprawą.

    Jak podać kotu tabletkę?

    Usiądź na kanapie. Podnieś kota i ułóż go sobie w zgięciu łokcia w taki sposób jakbyś chciała podać dziecku butelkę ze smoczkiem. Mów do niego czułym głosem.
    Prawą ręką drap kota pod brodą tak długo aż otworzy pyszczek (bądź cierpliwa!). Włóż tabletkę do pyszczka. Puść kota, ale zwróć uwagę, w którym kierunku pobiegł.
    Podnieś tabletkę z podłogi i znajdź kota. Usiądź na podłodze w kuchni i trzymając go tak jak poprzednio, włóż tabletkę do pyszczka. Puść kota, ale zwróć uwagę, w którym kierunku pobiegł.
    Schyl się aby podnieść tabletkę z podłogi i idź poszukać kota. Przynieś go z powrotem do kuchni. Przytrzymaj kota tak jak poprzednio, ale tym razem przytrzymaj jego przednie łapy przedramieniem. Włóż mu tabletkę do pyszczka.
    Oderwij pazury tylnych łap kota od swojego ramienia. Ponownie pójdź po kota, podnieś z podłogi na wpół rozpuszczoną tabletkę i wyrzuć ją do śmieci.
    Wyjmij nową tabletkę z buteleczki. Teraz idź do łazienki i przygotuj miękki ręcznik. Zostań w łazience razem z kotem i zamknij drzwi.
    Usiądź na podłodze i owiń kota ręcznikiem, tak aby wystawała tylko głowa. Utul go w ramionach i zdejmij tabletkę z półki.
    Ściągnij kota z kabiny prysznica (nie wiedziałaś, że kot potrafi z miejsca skakać na wysokość dwóch metrów, prawda?!) oraz owiń wokół niego ręcznik nieco mocniej, tak aby tym razem jego łapy na pewno się nie wydostały. Mocno trzymając jego pyszczek palcami, postaraj się go otworzyć i wrzucić tabletkę do środka. Szybko zamknij pyszczek (kota, nie swój).
    Usiądź na podłodze z zawiniętym w ręcznik kotem na kolanach. Głaszcz go i przemawiaj do niego czule przez co najmniej pół godziny – w tym czasie tabletka powinna się rozpuścić.
    Rozwiń ręcznik i wypuść kota. Otwórz drzwi łazienki. Przemyj swoje rany ciepłą wodą z mydłem, uczesz się i znajdź sobie coś do roboty przez następne osiem godzin. Następnie powtórz wszystko od początku.

        • Mówił, że idzie, to pewnie
          Mówił, że idzie, to pewnie poszedł.:)
          Schuberta też!:)) Dziękuję, mam do słuchania na tydzień co najmniej.:) Tym bardziej, że pewnie coś tam jeszcze sobie wygrzebię po drodze, żeby się powzruszać ukulturalniając, zanim wrócę do ukochanego rocka.:) Muzycznie to mam rozrzut jak stąd do tamtąd.:)

          • Już więcej nic
            Mercadante był kiedyś modny, leciało w radio i TV co i raz, teraz umilkło
            A jest dosyć wdzięczne Rondo russo

            I się wyłączam, bo tyle roboty, że dziś nie skończę, jak się nie sprężę.

          • A właśnie
            to jakaś pani grała w popowej aranżacji i w teledysku, dość wdzięczna blondynka – czy nie z Holandii czasem. Dziwna rzecz, nie mogę tego znaleźć w necie?

          • Jak już tak daleko odbiliśmy
            Jak już tak daleko odbiliśmy od wątku głównego to jeszcze podzielę się tym co kocham równie mocno jak Szopena. Kilka lat zajęło mi zgromadzenie wszystkich płyt Gheorghe Zamfira a to o czymś tam świadczy.:)

          • Hm hmm
            Co człek, to skojarzenia – mnie się taka muzyka raczej kojarzy z sierpniem (a nawet końcówką tego miesiąca), niż z październikiem. Jeszcze ciepło, czasem nawet gorąco, ale dni coraz krótsze, wieczory zaczynają być chłodnawe i lato zaczyna się chylić ku końcowi. Zwróć uwagę, że w większości linkowanych utworów na pierwszy plan wysuwa się flet lub fletnia – coś musi być w dźwiękach tego typu, że się kojarzą z jesienią.

          • Mnie nastrajają
            Mnie nastrajają nostalgicznie…Coś się kończy, czekam na nowe…Jesień. Chociaż śmiem twierdzić, że to wszystko jest w nas. Pory roku też. Niezależnie od kalendarza. Wciąż pamiętam zapach fiołków w środku Zimy.

            Na koniec spamowania, zanim MK się zdenerwuje, jeszcze to i milknę.:)

            Może byśmy zebrali do kupy w jednym temacie co nam w duszy gra jesienią, żeby nie zaśmiecać innych wątków?

          • Ja tylko na chwilę
            mała przerwa, bo się zaczynam mylić
            quackie słusznie ten flet (fletnię) tu przywołał. Wczesne lato. lato, późne lato i jesień to pora bożka Pana, odpoczywającego z fletnią. Nie myśmy to wymyślili, to się kojarzy od greckicj czasów

        • Mówił, że idzie, to pewnie
          Mówił, że idzie, to pewnie poszedł.:)
          Schuberta też!:)) Dziękuję, mam do słuchania na tydzień co najmniej.:) Tym bardziej, że pewnie coś tam jeszcze sobie wygrzebię po drodze, żeby się powzruszać ukulturalniając, zanim wrócę do ukochanego rocka.:) Muzycznie to mam rozrzut jak stąd do tamtąd.:)

          • Już więcej nic
            Mercadante był kiedyś modny, leciało w radio i TV co i raz, teraz umilkło
            A jest dosyć wdzięczne Rondo russo

            I się wyłączam, bo tyle roboty, że dziś nie skończę, jak się nie sprężę.

          • A właśnie
            to jakaś pani grała w popowej aranżacji i w teledysku, dość wdzięczna blondynka – czy nie z Holandii czasem. Dziwna rzecz, nie mogę tego znaleźć w necie?

          • Jak już tak daleko odbiliśmy
            Jak już tak daleko odbiliśmy od wątku głównego to jeszcze podzielę się tym co kocham równie mocno jak Szopena. Kilka lat zajęło mi zgromadzenie wszystkich płyt Gheorghe Zamfira a to o czymś tam świadczy.:)

          • Hm hmm
            Co człek, to skojarzenia – mnie się taka muzyka raczej kojarzy z sierpniem (a nawet końcówką tego miesiąca), niż z październikiem. Jeszcze ciepło, czasem nawet gorąco, ale dni coraz krótsze, wieczory zaczynają być chłodnawe i lato zaczyna się chylić ku końcowi. Zwróć uwagę, że w większości linkowanych utworów na pierwszy plan wysuwa się flet lub fletnia – coś musi być w dźwiękach tego typu, że się kojarzą z jesienią.

          • Mnie nastrajają
            Mnie nastrajają nostalgicznie…Coś się kończy, czekam na nowe…Jesień. Chociaż śmiem twierdzić, że to wszystko jest w nas. Pory roku też. Niezależnie od kalendarza. Wciąż pamiętam zapach fiołków w środku Zimy.

            Na koniec spamowania, zanim MK się zdenerwuje, jeszcze to i milknę.:)

            Może byśmy zebrali do kupy w jednym temacie co nam w duszy gra jesienią, żeby nie zaśmiecać innych wątków?

          • Ja tylko na chwilę
            mała przerwa, bo się zaczynam mylić
            quackie słusznie ten flet (fletnię) tu przywołał. Wczesne lato. lato, późne lato i jesień to pora bożka Pana, odpoczywającego z fletnią. Nie myśmy to wymyślili, to się kojarzy od greckicj czasów

  15. Ja też ni kuta na
    Ja też ni kuta na interpretacji Szopena się nie znam. Podobno jest taka profesja “chopinista” – taki co jest ekspertem od tego jakie nutki jak akcentować żeby … no właśnie – żeby zabrzmiało tak po szopenowsku czyli po polsku. Podoba mi się taki wpis niby o niczym, bo pokazuje, że gdzieś tam w głębi krzyczy w Tobie ta romantyczna nuta. To jest ta prawdziwa polskość – muzyka, której nie można nie kochać będąc Polakiem. Nikt według mnie tego nie wyczuje, żaden francuz, niemiec czy nawet rosjanin. Tym bardziej boli, że konkurs stał się zawodami na biegłość wybierania między białymi i czarnymi klawiszami i tyle.

    • Aż tak dramatycznie bym tego
      Aż tak dramatycznie bym tego nie widział. Japończycy dają się pokroić za Chopina, Francuzi non stop o Chopina z nami walczą, a Rosjanie czują bardzo dobrze. Tu nie o to rzecz idzie, aby Fryderyka zamykać w polskiej złotej klatce, ale żeby do tej klatki nie robić pod siebie. Tu jest kilka osób, które wiedzą co mówią i słuchają i zdaje się, że w tym roku Polacy wypadli blado, nie tylko przed jury, ale w ogóle. Się nie znam, ale Blechacz mnie 5 lat temu wziął i z tego co pamiętam ten, wówczas, 20 letni chłopak był recenzowany nawet tak, że grał jak Chopin. Także różnie z tym bywa, 5 lat temu Polak grał pierwszy fortepian w tym Rosjanie i Austriak. Mam na co dzień gamy u siebie, to naprawdę jest do połączenia setki rzeczy w tym te dwie główne jak mi się wydaje, czyli technika i czucie muzyki cokolwiek to znaczy. Narodowość być może ma tu jakieś znaczenie, ale na pewno tylko w tym drugim wymiarze i jak sadzę nie jest decydująca, pewnie pomocna.

    • Dobry wieczór mackowalski
      Wybacz, ale takich opinii o Szopenie boję się najbardziej. Gdybyś miał rację, wszystkie konkursy wygrywaliby Polacy; znam Polaków, którzy nie lubią Szopena. Banał to straszliwy, ale muzyka nie ma narodowości, podobnie jak muzyczna wrażliwość. MK słusznie wspomniał Japończyków – inna kultura, muzyczna też, a grają Szopena do zachwytu.

      Pozdrawiam

      • Dzień dobry graz
        ” Japończycy poddani wskutek powojennej okupacji najintensywniejszemu oddziaływaniu kultury zachodniej, czy też bardziej jej amerykańskiej wersji, w efekcie tego oddziaływania przyswoili bardzo wiele, ale także „przetrawili” i przystosowali to wszystko do swoich gustów. W rezultacie japońska kultura masowa otoczona swoistym nimbem zachodniości stała się bardziej przyswajalna dla mieszkańców Azji Wschodniej, z kolei Europejczycy i Amerykanie nie widzą w niej nic zachodniego i uważają za egzotyczną, oryginalną i, poniekąd już słusznie, za reprezentatywną dla regionu.”
        To oczywiście dotyczy kultury masowej a nie tej wyższej, ale ponieważ tam przeżywają od wielu lat swoisty japoński kryzys wartości, to chciałbym zaznaczyć, że to jest w przypadku Szopena wyjątek od pewnej reguły. Japończycy są perfekcjonistami w każdej wręcz dziedzinie za którą się na serio zabiorą. Połączenie tej niesamowitej perfekcyjności (z tego co wiem, technicznie Japończycy zawsze byli bez zarzutu w konkursie) i podobnej wrażliwości daje efekt większego prawdopodobieństwa wygrania takiego konkursu niż przez Włochów, Anglików czy nawet Francuzów. Skąd ta podobna wrażliwość? Może z takich samych przykrych doświadczeń okupacyjnych, z tej samej tęsknoty za wolnością, z uczuć wyższych?
        Muzyka nie ma narodowości, ale wytrawny meloman jest w stanie rozpoznać czy jej odtwórca przedstawia wrażliwość twórcy – “gra jak sam Szopen”, czy wychodzi z niego wrażliwość człowieka osadzonego w danej subkulturze zachodniej, azjatyckiej czy wschodniej.
        A z tymi Polakami, co nie lubią Szopena, to nie wiem co to miało znaczyć. To tak jak napisać, że znam Polaków, którzy nie lubią Kieślowskiego, Kołakowskiego. To nie znaczy nic.

  16. Ja też ni kuta na
    Ja też ni kuta na interpretacji Szopena się nie znam. Podobno jest taka profesja “chopinista” – taki co jest ekspertem od tego jakie nutki jak akcentować żeby … no właśnie – żeby zabrzmiało tak po szopenowsku czyli po polsku. Podoba mi się taki wpis niby o niczym, bo pokazuje, że gdzieś tam w głębi krzyczy w Tobie ta romantyczna nuta. To jest ta prawdziwa polskość – muzyka, której nie można nie kochać będąc Polakiem. Nikt według mnie tego nie wyczuje, żaden francuz, niemiec czy nawet rosjanin. Tym bardziej boli, że konkurs stał się zawodami na biegłość wybierania między białymi i czarnymi klawiszami i tyle.

    • Aż tak dramatycznie bym tego
      Aż tak dramatycznie bym tego nie widział. Japończycy dają się pokroić za Chopina, Francuzi non stop o Chopina z nami walczą, a Rosjanie czują bardzo dobrze. Tu nie o to rzecz idzie, aby Fryderyka zamykać w polskiej złotej klatce, ale żeby do tej klatki nie robić pod siebie. Tu jest kilka osób, które wiedzą co mówią i słuchają i zdaje się, że w tym roku Polacy wypadli blado, nie tylko przed jury, ale w ogóle. Się nie znam, ale Blechacz mnie 5 lat temu wziął i z tego co pamiętam ten, wówczas, 20 letni chłopak był recenzowany nawet tak, że grał jak Chopin. Także różnie z tym bywa, 5 lat temu Polak grał pierwszy fortepian w tym Rosjanie i Austriak. Mam na co dzień gamy u siebie, to naprawdę jest do połączenia setki rzeczy w tym te dwie główne jak mi się wydaje, czyli technika i czucie muzyki cokolwiek to znaczy. Narodowość być może ma tu jakieś znaczenie, ale na pewno tylko w tym drugim wymiarze i jak sadzę nie jest decydująca, pewnie pomocna.

    • Dobry wieczór mackowalski
      Wybacz, ale takich opinii o Szopenie boję się najbardziej. Gdybyś miał rację, wszystkie konkursy wygrywaliby Polacy; znam Polaków, którzy nie lubią Szopena. Banał to straszliwy, ale muzyka nie ma narodowości, podobnie jak muzyczna wrażliwość. MK słusznie wspomniał Japończyków – inna kultura, muzyczna też, a grają Szopena do zachwytu.

      Pozdrawiam

      • Dzień dobry graz
        ” Japończycy poddani wskutek powojennej okupacji najintensywniejszemu oddziaływaniu kultury zachodniej, czy też bardziej jej amerykańskiej wersji, w efekcie tego oddziaływania przyswoili bardzo wiele, ale także „przetrawili” i przystosowali to wszystko do swoich gustów. W rezultacie japońska kultura masowa otoczona swoistym nimbem zachodniości stała się bardziej przyswajalna dla mieszkańców Azji Wschodniej, z kolei Europejczycy i Amerykanie nie widzą w niej nic zachodniego i uważają za egzotyczną, oryginalną i, poniekąd już słusznie, za reprezentatywną dla regionu.”
        To oczywiście dotyczy kultury masowej a nie tej wyższej, ale ponieważ tam przeżywają od wielu lat swoisty japoński kryzys wartości, to chciałbym zaznaczyć, że to jest w przypadku Szopena wyjątek od pewnej reguły. Japończycy są perfekcjonistami w każdej wręcz dziedzinie za którą się na serio zabiorą. Połączenie tej niesamowitej perfekcyjności (z tego co wiem, technicznie Japończycy zawsze byli bez zarzutu w konkursie) i podobnej wrażliwości daje efekt większego prawdopodobieństwa wygrania takiego konkursu niż przez Włochów, Anglików czy nawet Francuzów. Skąd ta podobna wrażliwość? Może z takich samych przykrych doświadczeń okupacyjnych, z tej samej tęsknoty za wolnością, z uczuć wyższych?
        Muzyka nie ma narodowości, ale wytrawny meloman jest w stanie rozpoznać czy jej odtwórca przedstawia wrażliwość twórcy – “gra jak sam Szopen”, czy wychodzi z niego wrażliwość człowieka osadzonego w danej subkulturze zachodniej, azjatyckiej czy wschodniej.
        A z tymi Polakami, co nie lubią Szopena, to nie wiem co to miało znaczyć. To tak jak napisać, że znam Polaków, którzy nie lubią Kieślowskiego, Kołakowskiego. To nie znaczy nic.

  17. Chcialem dodac jeszcze taka mala ciekawostke a’propos
    Japonczykow. Jest taka piosenka, ktora kazde japonskie dziecko uczy sie w szkole grac, jest nia “Szla dzieweczka do laseczka” slowa tez sa dokladnie przetlumaczone. Kiedy ja mowie naszym znajomym Japonczykom, ze to jest polska piosenka folklorystyczna sa bardzo zaskoczeni. Mnie sie wydaje, ze jest ona znana podobnie jak “Zasiali Gorale owies” Dzieki “Mazowszu” lub “Slasku”, ktore juz od dawna odwiedzaja Japonie.

      • Dzieki, Jasmine za ten link w imieniu Hiromi i cory Maji.
        Nie jest z nami tak zle, skoro nasza muzyka jest znana w tak egzotycznych miejscach. Dodam jeszcze, ze w latach 1996-98 trzy razy bylem razem z Hiromi w Polsce i za kazdym razem zabieralismy z nami pare znajomych Japonczykow, kazdemu Polska (a zjechalismy za kazdym razem kraj, od Gdanska do Zakopca) robila bardzo dobre wrazenie i nie bylo w tym udawanej uprzejmosci. Zabytki, nawet bicie dzwonw w kosciolach (co dla nas jest czyms powszednim), a szczegolnie ludzie, bardzo na nich zrobily dobre wrazenie. Poza polityka, jestesmy naprawde fajnym krajem i to wiem nie tylko od Japonczykow. Pozdrawiam rowniez.

  18. Chcialem dodac jeszcze taka mala ciekawostke a’propos
    Japonczykow. Jest taka piosenka, ktora kazde japonskie dziecko uczy sie w szkole grac, jest nia “Szla dzieweczka do laseczka” slowa tez sa dokladnie przetlumaczone. Kiedy ja mowie naszym znajomym Japonczykom, ze to jest polska piosenka folklorystyczna sa bardzo zaskoczeni. Mnie sie wydaje, ze jest ona znana podobnie jak “Zasiali Gorale owies” Dzieki “Mazowszu” lub “Slasku”, ktore juz od dawna odwiedzaja Japonie.

      • Dzieki, Jasmine za ten link w imieniu Hiromi i cory Maji.
        Nie jest z nami tak zle, skoro nasza muzyka jest znana w tak egzotycznych miejscach. Dodam jeszcze, ze w latach 1996-98 trzy razy bylem razem z Hiromi w Polsce i za kazdym razem zabieralismy z nami pare znajomych Japonczykow, kazdemu Polska (a zjechalismy za kazdym razem kraj, od Gdanska do Zakopca) robila bardzo dobre wrazenie i nie bylo w tym udawanej uprzejmosci. Zabytki, nawet bicie dzwonw w kosciolach (co dla nas jest czyms powszednim), a szczegolnie ludzie, bardzo na nich zrobily dobre wrazenie. Poza polityka, jestesmy naprawde fajnym krajem i to wiem nie tylko od Japonczykow. Pozdrawiam rowniez.