Reklama

Przed wojną i kawałek po wojnie patologią było jedno nie siedmioro dzieci w rodzinie, tak było. Dziś tekst z cyklu odwieczna wojna psychologii z socjologią, czyli ulubiony obszar użytkowników Internetu, bo temat ogólnie rozwojowy i nie wymagający większej wiedzy. Jak to się zaczyna? A moja babcia miała 7 sióstr i trzech braci. Nie, nie prawda, bo mój tata miał jednego brata! A gdzie tam, moja sąsiadka ma pięcioro dzieci i chleje na umór! Bzdura znam od lat faceta, który wychowuje samotnie czwórkę i wódki do ust nie weźmie. Tyle do powiedzenia ma psychologia. Co na to socjologia? Mój dziadek był jednym z dziewięciorga narodzonych, mój ojciec miał czworo rodzeństwa, ja sam mam jednego brata i jedno dziecko. To jest socjologia, czyli odniesienie do pewnego przekroju, nie do jednostkowych przypadków na podstawie czego przyjmuje się generalne oceny. Problem zwany wielodzietnością, czy też dzietnością w ogóle to chyba najbardziej spłycany, a przecież fundamentalny dla każdego narodu warunek egzystencji. Tak, jak się opowiada bzdury o pijanym Ryśku z Rawicza w kontrze do dzielnej Jadwigi z Przeworska, tak najpopularniejszym powodem niżu demograficznego jest rzekomo pustka w portfelu. Czynnik z całą pewnością istotny, ale w jakich warunkach? Otóż we współczesnych. Przed wojną i tuż po wojnie, wielodzietne rodziny przede wszystkim zasilały statystyki w najniższych stanach, chłopstwo i robotnicy. Jak wiadomo w czasach II RP z robotą było jeszcze gorzej niż obecnie i wiele Polaków, zwłaszcza na wsi żyło na skraju nędzy. Mimo wszystko jakoś nie zadziałało medialne hasło, że brak perspektyw i poczucia bezpieczeństwa ekonomicznego obniża prokreację. Wiadomo, zaraz odezwie się postęp, że wtedy to kondomów nie było i tym bardziej pigułek „dzień po”.

Rzeczywiście jeśli mamy mówić o czymś, co można nazwać kulturą seksualną, to takiego komfortu doświadczali nieliczni, ale człowiek, który głodem przymiera nie kulturą, tylko przetrwaniem się zajmuje. Dziwnym rad sposobem w wielodzietnych rodzinach przedwojennych, nie rzucało się dziećmi po ścianach nie występowały nagminnie szoki i stresy poporodowe, a kobiety po połogu potrafiły za dwie godziny w polu kartofle zbierać. Przywołuję te wszystkie hiperbole, żeby włączyć do dyskusji o dzietności nowy i w mojej ocenie najistotniejszy element. Zmieniły się modele: mężczyzny, kobiety, rodziny. Pamiętam od zawsze, że gdzie się nie poszło, to jedynak i jedynaczka miały najgorsze recenzje. Jak nie ma brata i siostry, to żadna rodzina i nic z takiego jedynaka nie wyrośnie. Wbrew bzdurom opowiadanym przez jałowe feministki, kobiety robiły kariery, czy tego chciały, czy nie chciały. Skąd się brały te gromady dzieciaków z kluczem na szyi? Ano stąd, że ojciec i matka byli „w robocie”, że starszy brat musiał młodszemu obiad odgrzać. Rodzina często i gęsto mieszkała wielopokoleniowej klitce, jednak nikt się nie odważył babci do domu starców odesłać. Więź rodzinna i pokoleniowa sztafeta determinowała niemal wszystkie działania w ramach rodziny. Na wesele składali się dziadkowie, rodzice i chrzestni, a szczytem marzeń była przyzakładowa kawalerka dla młodych i meble z politurą na talon. Dlaczego dziś w Polsce tak ciężko o inny model rodziny niż 2+1? Moja odpowiedź tylko w części składa się z bezpieczeństwa ekonomicznego, które jest pojmowane w chory sposób.

Od 500+ dzieci przybędzie, ale nie spodziewałbym się erupcji demograficznej, bo problem tkwi w psychice, nie materii. Parę prostych wynalazków pozwoliłoby w Polsce podnieść statystyki pod niebiosa. Na początek dla facetów trzeba wynaleźć pilota do dziecka. W pakiecie z dzieckiem dostarczyć samochód, 8 sekund do 100, 400 odkodowanych kanałów, szybkie łącze internetowe i telefon z HD kamerą. Kobiecie bezwarunkowo należy przydzielić dietę cud, powrót bioder na miejsce z czasów liceum, samoobsługowe pieluchy, aplikację na tablet do karmienia piersią, atrakcyjną pracę z dostawą do domu i kabinę z biczami wodnymi w marmurowej łazience z żurnala. Jeszcze 50 lat temu działał instynkt samozachowawczy, najzwyklejszy w świecie, charakterystyczny dla saków i innych gatunków popęd do podtrzymania rodu. Jednak już wtedy był to instynkt przytępiony, wcześniej byliśmy bardziej zwierzęcy. Rodziły się dzieci, bo kto miał pracować w polu, pójść na wojnę, podać szklankę wody na stare lata? Teraz dzieci się nie rodzą z jednego najważniejszego powodu – są rywalami w walce o pilota, kafelki do łazienki, samochód na raty, komfort osobisty i towarzyski rodziców. Fachowo zostało to zdefiniowane mianem społeczeństwa konsumpcyjnego i niestety sam, jako jednostka wybitna na polu perswazji, nie byłem i nie jestem w stanie przekonać lepszej połowy, że drugie dziecko to nie III Wojna Światowa.

Reklama

54 KOMENTARZE

  1. to jeden z powodów
    kolejny, kóry ja zauważam, to brak poczucia bezpieczeństwa. Moi rodzice cale swoje zawodowe życie przepracowali w jednym zakładzie. Ja nie doświadczę takiej rzeczywistości. Materialna niepewność jutra jest ogromnym hamulcem – przy czym o niepewności mówią i ci, którzy zarabiają 1500 i ci, kórzy zarabiają 15 000. Problem w tym, że i jedni i drudzy boją się ryzyka, bo dzieci są jak kredyt hipoteczny, tyle, że rata co miesiąc wzrasta.
    Sam mam dwie córki

    • Brak poczucia bezpieczeństwa!
      Zgadzam się z przedmówcą. Główny powód nie posiadania przez Polaków większej ilości dzieci to BRAK POCZUCIA BEZPIECZEŃSTWA. Sytuacja wygląda tak, że statystyczny Polak w – nazwijmy to nieładnie – wieku rozrodczym mieszkający w Polsce (i tu do wyboru):
      – nie ma pracy
      – pracuje na czarno
      – pracuje za najniższą krajową lub odrobinkę więcej choć to co jest 'więcej' dostaje w kopercie pod stołem, bo na umowie jak byk stoi najniższa krajowa
      – ma pracę w której zarabia lepszą kasę (to jest zdecydowana mniejszość), ale mieszka w dużym mieście i wynajmuje mieszkanie (więc dalej się nie wzbogaca) i wie, że pracę może stracić z dnia na dzień, a drugiej takiej może nie znaleźć
      – pracuje dorywczo lub na jakieś ćwiartki etatów za ćwiartkę kwoty która jest minimum egzystencji.
      W związku z tym idąc do banku po kredyt na mieszkanie jest skomentowany uśmiechem politowania. Wynajmując mieszkanie je szczaw. 
      W dodatku słabo widzi możliwości poprawy swojej sytuacji i po paru latach takiej "wojny" o normalne życie wyjeżdża do krajów w których takich problemów na razie nie ma. 
      Posiadanie dzieci w sytuacji kiedy tobie nie starcza na życie, nie masz pieniądzy na swoje cztery kąty, co w ogóle jest podstawą, fundamentem bezpieczeństwa w poczuciu powszechnym wydaje się być fantasmagorią, rojeniem, stanem aberracji. Ten człowiek o tym nie myśli, ten człowiek wypiera taki scenariusz, co w grunice rzeczy po latach odbija się negatywnie na jego psychice, bo jednak większość ludzi gdzieś w głębi duszy czuje potrzebę posiadania rodziny. 
      To o czym piszesz Matko Kurko – czyli 'dziecko vs nowy samochód albo deszczownica za 5 kafli w łazience czy wakacje na Karaibach' to jest stan umysłu bardziej Niemca niż Polaka. 
      Przynajmniej nie takiego Polaka jakiego ja znam, a mieszkam w miejscu które można by określić słowami: jeśli wszechświat miałby dupę to sam jej środek byłby tu gdzie mieszkam. 
      Niegdyś 100 tysięczne miasto dziś może 80 tysięczny dom starców. 
      Pozdro! 😉

  2. to jeden z powodów
    kolejny, kóry ja zauważam, to brak poczucia bezpieczeństwa. Moi rodzice cale swoje zawodowe życie przepracowali w jednym zakładzie. Ja nie doświadczę takiej rzeczywistości. Materialna niepewność jutra jest ogromnym hamulcem – przy czym o niepewności mówią i ci, którzy zarabiają 1500 i ci, kórzy zarabiają 15 000. Problem w tym, że i jedni i drudzy boją się ryzyka, bo dzieci są jak kredyt hipoteczny, tyle, że rata co miesiąc wzrasta.
    Sam mam dwie córki

    • Brak poczucia bezpieczeństwa!
      Zgadzam się z przedmówcą. Główny powód nie posiadania przez Polaków większej ilości dzieci to BRAK POCZUCIA BEZPIECZEŃSTWA. Sytuacja wygląda tak, że statystyczny Polak w – nazwijmy to nieładnie – wieku rozrodczym mieszkający w Polsce (i tu do wyboru):
      – nie ma pracy
      – pracuje na czarno
      – pracuje za najniższą krajową lub odrobinkę więcej choć to co jest 'więcej' dostaje w kopercie pod stołem, bo na umowie jak byk stoi najniższa krajowa
      – ma pracę w której zarabia lepszą kasę (to jest zdecydowana mniejszość), ale mieszka w dużym mieście i wynajmuje mieszkanie (więc dalej się nie wzbogaca) i wie, że pracę może stracić z dnia na dzień, a drugiej takiej może nie znaleźć
      – pracuje dorywczo lub na jakieś ćwiartki etatów za ćwiartkę kwoty która jest minimum egzystencji.
      W związku z tym idąc do banku po kredyt na mieszkanie jest skomentowany uśmiechem politowania. Wynajmując mieszkanie je szczaw. 
      W dodatku słabo widzi możliwości poprawy swojej sytuacji i po paru latach takiej "wojny" o normalne życie wyjeżdża do krajów w których takich problemów na razie nie ma. 
      Posiadanie dzieci w sytuacji kiedy tobie nie starcza na życie, nie masz pieniądzy na swoje cztery kąty, co w ogóle jest podstawą, fundamentem bezpieczeństwa w poczuciu powszechnym wydaje się być fantasmagorią, rojeniem, stanem aberracji. Ten człowiek o tym nie myśli, ten człowiek wypiera taki scenariusz, co w grunice rzeczy po latach odbija się negatywnie na jego psychice, bo jednak większość ludzi gdzieś w głębi duszy czuje potrzebę posiadania rodziny. 
      To o czym piszesz Matko Kurko – czyli 'dziecko vs nowy samochód albo deszczownica za 5 kafli w łazience czy wakacje na Karaibach' to jest stan umysłu bardziej Niemca niż Polaka. 
      Przynajmniej nie takiego Polaka jakiego ja znam, a mieszkam w miejscu które można by określić słowami: jeśli wszechświat miałby dupę to sam jej środek byłby tu gdzie mieszkam. 
      Niegdyś 100 tysięczne miasto dziś może 80 tysięczny dom starców. 
      Pozdro! 😉

  3. …Perswazja
    To może zadziała argument, że mając więcej dzieci, kobieta dłużej zachowuje młodość?

    I to jest rzecz biologii. Ciąża i karmienie zatrzymuje cykl – przeważnie na ok. 12 miesięcy. Później przychodzi menopauza. Później pojawiają się problemy zdrowotne wynikające z  braku „parasola ochronnego” hormonów płciowych.
    ???

  4. …Perswazja
    To może zadziała argument, że mając więcej dzieci, kobieta dłużej zachowuje młodość?

    I to jest rzecz biologii. Ciąża i karmienie zatrzymuje cykl – przeważnie na ok. 12 miesięcy. Później przychodzi menopauza. Później pojawiają się problemy zdrowotne wynikające z  braku „parasola ochronnego” hormonów płciowych.
    ???

  5. Mam dwójkę.
    Trzecie samoistnie w 12 tygodniu ciąży odeszło.
    Brat ma piątkę.
    Pierwsze samoistnie w około 20 tygodniu odeszło.
    Po nim poczęła się i narodziła owa piątka.
    Cud-miód-orzeszki.
    Każde jedno.
    Moja żyjąca dwójka  też:)

    Inne było ongiś myślenie, inne świata postrzeganie.
    Nijakich tabletów czy aplikacji.
    Się rodziło i już, po prostu.

    II dziecko to nie III wojna światowa.
    II i kolejne dziecko to po prostu dar, to błogosławieństwo.

  6. Mam dwójkę.
    Trzecie samoistnie w 12 tygodniu ciąży odeszło.
    Brat ma piątkę.
    Pierwsze samoistnie w około 20 tygodniu odeszło.
    Po nim poczęła się i narodziła owa piątka.
    Cud-miód-orzeszki.
    Każde jedno.
    Moja żyjąca dwójka  też:)

    Inne było ongiś myślenie, inne świata postrzeganie.
    Nijakich tabletów czy aplikacji.
    Się rodziło i już, po prostu.

    II dziecko to nie III wojna światowa.
    II i kolejne dziecko to po prostu dar, to błogosławieństwo.

  7. Z tymi prezerwatywami to
    Z tymi prezerwatywami to zgoda, ale że pigułki nie było to się nie zgodzę. weź sobie pierwszy lepszy zielnik a w nim znajdziesz przynajmniej trzy ziólka które są w stanie ją zastąpić i nie koniecznie dzień "po" bo i w dłuższych terminach działających.

    Co do ilości potomstwa to była zupełnie inna świadomość społeczna, a wychowanie licznego potomstwa gwarantowało dostatnią jesień życia. Domy starców to obecny wynalazek w dawnych czasach dzieci opiekowały się swymi rodzicielami i było to ich psim obowiązkiem.

    • Owszem…
      Przy okazji mojej amatorskiej kwerendy genealogicznej miałam okazję zaobserwować, ile w poprzednich pokoleniach przodkowie mieli rodzeństwa i potomstwa.

      Jak bardzo się zmieniło nasze myślenie, nie tylko co do posiadania i wychowania dzieci, także pojmowanie młodości i starości. Nie tak dawno przemknęło mi fragment "Kroniki Tygodniowej"  Bolesława Prusa o tym, jak to "furgon potrącił pięćdziesięcioletniego starca".

      Psi obowiązek?  Nie tylko. Mamy poczucie obowiązku, lecz nie bez znaczenia jest więź pokoleniowa. U nas jeszcze bardzo silna. W Polsce zachowało się jeszcze poczucie przyzwoitości i szacunek wobec starszego pokolenia. Chociaż smutnym faktem jest samotność wielu seniorów.

      Na koniec – jako że teraz tyle się mówi o chemii i tablicach Mendelejewa. Takie znalezisko:

  8. Z tymi prezerwatywami to
    Z tymi prezerwatywami to zgoda, ale że pigułki nie było to się nie zgodzę. weź sobie pierwszy lepszy zielnik a w nim znajdziesz przynajmniej trzy ziólka które są w stanie ją zastąpić i nie koniecznie dzień "po" bo i w dłuższych terminach działających.

    Co do ilości potomstwa to była zupełnie inna świadomość społeczna, a wychowanie licznego potomstwa gwarantowało dostatnią jesień życia. Domy starców to obecny wynalazek w dawnych czasach dzieci opiekowały się swymi rodzicielami i było to ich psim obowiązkiem.

    • Owszem…
      Przy okazji mojej amatorskiej kwerendy genealogicznej miałam okazję zaobserwować, ile w poprzednich pokoleniach przodkowie mieli rodzeństwa i potomstwa.

      Jak bardzo się zmieniło nasze myślenie, nie tylko co do posiadania i wychowania dzieci, także pojmowanie młodości i starości. Nie tak dawno przemknęło mi fragment "Kroniki Tygodniowej"  Bolesława Prusa o tym, jak to "furgon potrącił pięćdziesięcioletniego starca".

      Psi obowiązek?  Nie tylko. Mamy poczucie obowiązku, lecz nie bez znaczenia jest więź pokoleniowa. U nas jeszcze bardzo silna. W Polsce zachowało się jeszcze poczucie przyzwoitości i szacunek wobec starszego pokolenia. Chociaż smutnym faktem jest samotność wielu seniorów.

      Na koniec – jako że teraz tyle się mówi o chemii i tablicach Mendelejewa. Takie znalezisko:

  9. Fundamentalnie się z Tobą nie zgodzę
    Po pierwsze MEDYCYNA
     i po pierwsze w ramach medycyny – żywotność lub też przeżywalność kobiet po porodzie. Około 100 lat temu kobity po porodach marły jak muchy. Cięcie cesarskie to wprawdzie bardzo stary wynalazek, ale cięcie cesarskie to po prostu przecięcie powłok brzusznych + przecięcie mięśnia macicy. To jest krwotok i to potężny. Porównywalny z tym, żeby facetowi przeciąć mięsień czworogłowy uda, poczekać aż literek krwi z niego spłynie i dopiero zacząć go cerować.
    Mówiąc wprost, to jak się trafiała zdrowa baba, która urodziła 2 lub 3 dzieci i nadal była w dobrym zdrowiu, to się ją traktowało jak klacz zarodową. I to zarówno w czworakach jak i w pałacu hrabiowskim

    po drugie w ramach medycyny
    żywotnośc, a własciwie przeżywalność dzieci. Tu również dopiero ostatnie 50-70 lat daje gwarancję (zaczyna dawać gwarancję), że jedynak dożyje 20-30 lat i też zdąży mieć swoje dzieci. Koklusz, dezynteria, gruźlica, zwykła ostrzejsza biegunka jeszcze 70 lat temu załatwiała dzieciaka.
    Stąd była potrzeba psychologiczna posiadania dużej liczby potomstwa aby mieć dużą szansę by chociaż jedno przeżyło.

    Po dugie
    dopiero tutaj socjologia i warunki społeczne
    to też się wiąże z medycyną. Skoro warunki medyczne w praktyce gwarantują że jedno dziecko osiągnie wiek dojrzały to nie ma sensu ryzykować własnym życiem (kobieta) kolejnej ciąży. Owszem niestety nadal zdażają się przypadki kobiet, które pomimo astronomicznych postępów medycznych umierają przy porodach.
    Jeszcze 70-100  lat temu przetoczenie krwi było ewenementem. Dopiero wtedy zauważono, że lekarz, który właśnie odszedł od sekcji zwłok winien umyć ręce przed pójściem na salę z kobietami w ciąży. Obecnie na Akademii Medycznej kobiety w ciąży mają zakaz wchodzenia do budynku prosektorium – tak silny potencjalnie jest to czynnik.

    I teraz te wszystkie strachy medyczne powoli zostają wygaszone – właśnie dlatego obserwujemy spadek dzietności.

    I drugi aspekt socjologiczny.
    Im jest gorzej – tym mamy więcej dzieci, na zasadzie może chociaż jednemu się uda odnieść sukces. Ostatni wyż demograficzny w Polsce to okolice roku 1982 – czyli stan wojenny – kompletna nędza i beznadzieja.

    Natomiast wniosek jak najbardziej słuszny – nikt się nie zdecyduje na 2 i kolejne dziecko żeby mieć dodatkowe 500 w kieszeni co miesiąc.

  10. Fundamentalnie się z Tobą nie zgodzę
    Po pierwsze MEDYCYNA
     i po pierwsze w ramach medycyny – żywotność lub też przeżywalność kobiet po porodzie. Około 100 lat temu kobity po porodach marły jak muchy. Cięcie cesarskie to wprawdzie bardzo stary wynalazek, ale cięcie cesarskie to po prostu przecięcie powłok brzusznych + przecięcie mięśnia macicy. To jest krwotok i to potężny. Porównywalny z tym, żeby facetowi przeciąć mięsień czworogłowy uda, poczekać aż literek krwi z niego spłynie i dopiero zacząć go cerować.
    Mówiąc wprost, to jak się trafiała zdrowa baba, która urodziła 2 lub 3 dzieci i nadal była w dobrym zdrowiu, to się ją traktowało jak klacz zarodową. I to zarówno w czworakach jak i w pałacu hrabiowskim

    po drugie w ramach medycyny
    żywotnośc, a własciwie przeżywalność dzieci. Tu również dopiero ostatnie 50-70 lat daje gwarancję (zaczyna dawać gwarancję), że jedynak dożyje 20-30 lat i też zdąży mieć swoje dzieci. Koklusz, dezynteria, gruźlica, zwykła ostrzejsza biegunka jeszcze 70 lat temu załatwiała dzieciaka.
    Stąd była potrzeba psychologiczna posiadania dużej liczby potomstwa aby mieć dużą szansę by chociaż jedno przeżyło.

    Po dugie
    dopiero tutaj socjologia i warunki społeczne
    to też się wiąże z medycyną. Skoro warunki medyczne w praktyce gwarantują że jedno dziecko osiągnie wiek dojrzały to nie ma sensu ryzykować własnym życiem (kobieta) kolejnej ciąży. Owszem niestety nadal zdażają się przypadki kobiet, które pomimo astronomicznych postępów medycznych umierają przy porodach.
    Jeszcze 70-100  lat temu przetoczenie krwi było ewenementem. Dopiero wtedy zauważono, że lekarz, który właśnie odszedł od sekcji zwłok winien umyć ręce przed pójściem na salę z kobietami w ciąży. Obecnie na Akademii Medycznej kobiety w ciąży mają zakaz wchodzenia do budynku prosektorium – tak silny potencjalnie jest to czynnik.

    I teraz te wszystkie strachy medyczne powoli zostają wygaszone – właśnie dlatego obserwujemy spadek dzietności.

    I drugi aspekt socjologiczny.
    Im jest gorzej – tym mamy więcej dzieci, na zasadzie może chociaż jednemu się uda odnieść sukces. Ostatni wyż demograficzny w Polsce to okolice roku 1982 – czyli stan wojenny – kompletna nędza i beznadzieja.

    Natomiast wniosek jak najbardziej słuszny – nikt się nie zdecyduje na 2 i kolejne dziecko żeby mieć dodatkowe 500 w kieszeni co miesiąc.

  11. W jednych krajach becikowe wspomaga liczbę urodzeń, np.
    w Rosji (w ciągu 10 lat funkcjonowania wzrost liczby urodzeń o 140 000/rok przy becikowym 10 000 dolarów), a w innych nie wspomaga, np. Niemcy (ujemny przyrost naturalny od 45 lat przy becikowym do 25 200 euro). Ale i tak w obu przypadkach licza ludności spada – w Rosji do 2050 ze 142 mln do 112 mln (potworna śmiertelność – alkohol, narkotyki, HIV-y, poziom życia, służba zdrowia, połowa małżeństw nia ma żadnego!!! dziecka), w Niemczech z 80 mln do 70 mln (i to po uwzględnieniu imigrantów). Na Ukrainie jest becikowe, ale do 2050 r. zjadą z ludnością z 46 mln do 26. Proporcjonalnie do Ukrainy zjedzie z ludnością Japonia (Polska też dość blisko tych czterech światowych liderów). Wniosek: Jeśli jakiś naród chce się samounicestwić przez brak dzieci (niską dzietność), to nic mu nie przeszkodzi, a sąsiedzi wręcz pomogą. Np. jeśli tendencje się utrzymają, to Rosja w 2100 r. będzie miała (jeśli się nie rozpadnie w 2017 r.) 50 mln, a Chiny 2 mld – kto wtedy utrzyma Chińczyka na granicznej rzece Amur? (góry Ural może powstrzymają). Z "małego" problemu dzietności mogą (wynikną) wielkie przemiany polityczne.

    • Dalsze wnioski – te dla Polski. Wyciąć w pień do gołej gleby,
      a potem zaorać i zabetonować konsumpcjonistyczne wraże telewizje i gazety (róbta co chceta w krajach Waszego pochodzenia). Nasze 500+ zamienić na 500+20 (plus 20% od trzeciego dziecka – czyli 600, 720 na czwarte, itd.).

  12. W jednych krajach becikowe wspomaga liczbę urodzeń, np.
    w Rosji (w ciągu 10 lat funkcjonowania wzrost liczby urodzeń o 140 000/rok przy becikowym 10 000 dolarów), a w innych nie wspomaga, np. Niemcy (ujemny przyrost naturalny od 45 lat przy becikowym do 25 200 euro). Ale i tak w obu przypadkach licza ludności spada – w Rosji do 2050 ze 142 mln do 112 mln (potworna śmiertelność – alkohol, narkotyki, HIV-y, poziom życia, służba zdrowia, połowa małżeństw nia ma żadnego!!! dziecka), w Niemczech z 80 mln do 70 mln (i to po uwzględnieniu imigrantów). Na Ukrainie jest becikowe, ale do 2050 r. zjadą z ludnością z 46 mln do 26. Proporcjonalnie do Ukrainy zjedzie z ludnością Japonia (Polska też dość blisko tych czterech światowych liderów). Wniosek: Jeśli jakiś naród chce się samounicestwić przez brak dzieci (niską dzietność), to nic mu nie przeszkodzi, a sąsiedzi wręcz pomogą. Np. jeśli tendencje się utrzymają, to Rosja w 2100 r. będzie miała (jeśli się nie rozpadnie w 2017 r.) 50 mln, a Chiny 2 mld – kto wtedy utrzyma Chińczyka na granicznej rzece Amur? (góry Ural może powstrzymają). Z "małego" problemu dzietności mogą (wynikną) wielkie przemiany polityczne.

    • Dalsze wnioski – te dla Polski. Wyciąć w pień do gołej gleby,
      a potem zaorać i zabetonować konsumpcjonistyczne wraże telewizje i gazety (róbta co chceta w krajach Waszego pochodzenia). Nasze 500+ zamienić na 500+20 (plus 20% od trzeciego dziecka – czyli 600, 720 na czwarte, itd.).

  13. prawda
    Oczywiście tak właśnie jest.jak piszesz.. O dzietności decydują zwyczaje przyjęte w danej kulturze, a czynniki materialne i poczucie bezpieczeństwa maja pewien, zaledwie drugorzędny wpływ. Te zwyczaje zmieniają się dosyć wolno, zwłaszcza w narodach konserwatywnych, jednak tylko w jednym kierunku.
    Program 500+ był fałszywie reklamowany jako środek na poprawę przyrostu, co oznacza iż w wydziale propagandy siedzą durnie, albo za durniów ma władza lokalną siłę roboczą.
    Dzięki temu programowi ludziom dzieciatym będzie lżej, i to jest całkowicie wystarczający powód do jego wprowadzenia.

    • @chlorze, wychodzi z Ciebie coś z korwinisty (nie licząc tego,
      że uczepiłeś się jak pijany płota jedej tezy). Polki w GB rodzą prawie dwa razy tyle dzieci, co w Polsce. Przejechały granicę i w sekundę zmieniły wszystkie swoje zwyczaje i kulturę? Chyba pobłądziłeś troszkę.

    • ” to jest całkowicie wystarczający powód do jego wprowadzenia”
      Oczywiście, że 🙂

      Pytaniem jest, i nie znam odpowiedzi, dlaczego małżeństwo ma dzieci.  Geny genami ale w słowie "dlaczego" chodzi o odpowiedż  w sensie 'chemii mózgu'. 

      Po otrzymaniu odpowiedzi można, indywidualnie, włączyć sobie: 'pełna paranoja pełnią świadomości'. Ten akapit to na poważnie był.

  14. prawda
    Oczywiście tak właśnie jest.jak piszesz.. O dzietności decydują zwyczaje przyjęte w danej kulturze, a czynniki materialne i poczucie bezpieczeństwa maja pewien, zaledwie drugorzędny wpływ. Te zwyczaje zmieniają się dosyć wolno, zwłaszcza w narodach konserwatywnych, jednak tylko w jednym kierunku.
    Program 500+ był fałszywie reklamowany jako środek na poprawę przyrostu, co oznacza iż w wydziale propagandy siedzą durnie, albo za durniów ma władza lokalną siłę roboczą.
    Dzięki temu programowi ludziom dzieciatym będzie lżej, i to jest całkowicie wystarczający powód do jego wprowadzenia.

    • @chlorze, wychodzi z Ciebie coś z korwinisty (nie licząc tego,
      że uczepiłeś się jak pijany płota jedej tezy). Polki w GB rodzą prawie dwa razy tyle dzieci, co w Polsce. Przejechały granicę i w sekundę zmieniły wszystkie swoje zwyczaje i kulturę? Chyba pobłądziłeś troszkę.

    • ” to jest całkowicie wystarczający powód do jego wprowadzenia”
      Oczywiście, że 🙂

      Pytaniem jest, i nie znam odpowiedzi, dlaczego małżeństwo ma dzieci.  Geny genami ale w słowie "dlaczego" chodzi o odpowiedż  w sensie 'chemii mózgu'. 

      Po otrzymaniu odpowiedzi można, indywidualnie, włączyć sobie: 'pełna paranoja pełnią świadomości'. Ten akapit to na poważnie był.

  15. Od 500 +
    Przybędzie.Ale pi…matów żerujących chociażby na okradanych poprzez opłaty za tv emerytach.Wspaniała Socjologia MK – jestem pełen podziwu.Wg mnie wszystko wpisuje się w piękny"plan".Koniec zabawy Panowie,zaczynamy ostrzyć noże.Gdzie padnie pierwszy cios?Imigrantów już nie ma więc co?.
    Wiem że wygląda to jak wpis paranoika,ale paranoika który gdzieś kiedyś wierzył że Polska może być wolna i NORMALNA,
    Wierzył doputy w pewnym nie istniejącym już zakładzie wierchuszki Solidarności nie objął były beton PZPR.
    Zarządaliślmy "stałej obecności NATO" – jak potraktowano Polskę? – wysłano zasrany (nie pierwszego sortu) niszyczyciel.Rosja przeciwko NATO? – Nie Panowie1.Rosja CZEKAŁA na POLSKI ŚMIGŁOWIEC na jego pokładzie by pokazać POLSCE co znaczą jej żądania i że od paktu z Anglią i Francją nic się nie zmieniło.
    Bo NIC się nie zmieniło,nadal działania na pozór.
    Macierewicz ze swoimi deklaracjami może sobie poświstać.Wyszkolenie Armii z prawdziwego zdarzenia mogącej konkurować choćby z rosyjskim poborem 2013 to marzenie – 8 lat charówy i koszmarne koszty..Tu nie pomogą Narodowcy tu potrzebna jest wiedza i szkolenie.
    Panowie Kosynierzy stulcie buźki,odbudujcie Polskę a dzieci same się znajdą.Mądre a nie te poczęte z racjii 500+ .Z tego nigdy nie będzie "mąki".

  16. Od 500 +
    Przybędzie.Ale pi…matów żerujących chociażby na okradanych poprzez opłaty za tv emerytach.Wspaniała Socjologia MK – jestem pełen podziwu.Wg mnie wszystko wpisuje się w piękny"plan".Koniec zabawy Panowie,zaczynamy ostrzyć noże.Gdzie padnie pierwszy cios?Imigrantów już nie ma więc co?.
    Wiem że wygląda to jak wpis paranoika,ale paranoika który gdzieś kiedyś wierzył że Polska może być wolna i NORMALNA,
    Wierzył doputy w pewnym nie istniejącym już zakładzie wierchuszki Solidarności nie objął były beton PZPR.
    Zarządaliślmy "stałej obecności NATO" – jak potraktowano Polskę? – wysłano zasrany (nie pierwszego sortu) niszyczyciel.Rosja przeciwko NATO? – Nie Panowie1.Rosja CZEKAŁA na POLSKI ŚMIGŁOWIEC na jego pokładzie by pokazać POLSCE co znaczą jej żądania i że od paktu z Anglią i Francją nic się nie zmieniło.
    Bo NIC się nie zmieniło,nadal działania na pozór.
    Macierewicz ze swoimi deklaracjami może sobie poświstać.Wyszkolenie Armii z prawdziwego zdarzenia mogącej konkurować choćby z rosyjskim poborem 2013 to marzenie – 8 lat charówy i koszmarne koszty..Tu nie pomogą Narodowcy tu potrzebna jest wiedza i szkolenie.
    Panowie Kosynierzy stulcie buźki,odbudujcie Polskę a dzieci same się znajdą.Mądre a nie te poczęte z racjii 500+ .Z tego nigdy nie będzie "mąki".

  17. Mówi się ,że
    2000 tyś piechotą nie chodzi .Nie prawda .10 kwietnia w Warszawie  pan Terlikowski z dzieckiem w wózku i czwórką DZIECIAKÓW  obok wózka PIECHOTKĄ!! zasuwa po Krakowskim Przedmieściu  -piękny widok.
    Szału demograficznego nie będzie "ale " POLAK POTRAFI  zaskakiwać  i tego trzeba się trzymać .Mój ojciec pochodzi z wielodzietnej rodziny .I nie ma nic ciekawszego od opowieści na imprezach rodzinnych .O tym jak było , jak jest ,a czasem jak będzie .Od profesora ekonomi z UJ do górnika -to po prostu szkoła życia .
    Teraz na zachodzie preferują model zachowań jak w filmie z 1983 r "Ballada o Narayamie".Trudno ,ich problem, ale w przyszłości możemy się spodziewać ,że zachodni EMERYCI będą się osiedlać w POLSCE!!

  18. Mówi się ,że
    2000 tyś piechotą nie chodzi .Nie prawda .10 kwietnia w Warszawie  pan Terlikowski z dzieckiem w wózku i czwórką DZIECIAKÓW  obok wózka PIECHOTKĄ!! zasuwa po Krakowskim Przedmieściu  -piękny widok.
    Szału demograficznego nie będzie "ale " POLAK POTRAFI  zaskakiwać  i tego trzeba się trzymać .Mój ojciec pochodzi z wielodzietnej rodziny .I nie ma nic ciekawszego od opowieści na imprezach rodzinnych .O tym jak było , jak jest ,a czasem jak będzie .Od profesora ekonomi z UJ do górnika -to po prostu szkoła życia .
    Teraz na zachodzie preferują model zachowań jak w filmie z 1983 r "Ballada o Narayamie".Trudno ,ich problem, ale w przyszłości możemy się spodziewać ,że zachodni EMERYCI będą się osiedlać w POLSCE!!

  19. Chyba spokojnie mozna dojść do konkluzji, że
    mało/wielo-dzietnośc to złożony zespół wielu współistniejących, choć nie proporcjonalnych czynników: kulturowych, ekonomicznych, osobniczych (odmiennych dla każdego osobnika), politycznych (np. zakaz środków przed, w czasie i po), warunków bytowych, warunków i świadomości medycznej. Co niestety (a raczej stety) pokazuje rządom (naszemu rządowi), że oprócz 500+ musi się jeszcze paroma sprawami dla poprawy dzietności zająć. Metodycznie, spokojnie, krok po kroku – nie od razu Kraków zbudowano, byle zawsze w dobrym kierunku.

  20. Chyba spokojnie mozna dojść do konkluzji, że
    mało/wielo-dzietnośc to złożony zespół wielu współistniejących, choć nie proporcjonalnych czynników: kulturowych, ekonomicznych, osobniczych (odmiennych dla każdego osobnika), politycznych (np. zakaz środków przed, w czasie i po), warunków bytowych, warunków i świadomości medycznej. Co niestety (a raczej stety) pokazuje rządom (naszemu rządowi), że oprócz 500+ musi się jeszcze paroma sprawami dla poprawy dzietności zająć. Metodycznie, spokojnie, krok po kroku – nie od razu Kraków zbudowano, byle zawsze w dobrym kierunku.

  21. Niewątpliwą zaletą programu
    Niewątpliwą zaletą programu 500+ jest wymierna pomoc finansowa udzielona rodzinom wielodzietnym i to wystarczy by uznać ten projekt za bardzo potrzebny.
    Dla większości, już od dawna, seks jest formą rozrywki, a "zajście" niefortunną wpadką. Tego już nie zmienimy.
    Deficytu demograficznego nie da się cofnąć. Musimy go uwzględniać przy kolejnych reformach państwa.
    Rozwiązania proponowane przez liberlewacką Europę są nie do przyjęcia. Pogłębią problem i stworzą dodatkowe zagrożenia.

  22. Niewątpliwą zaletą programu
    Niewątpliwą zaletą programu 500+ jest wymierna pomoc finansowa udzielona rodzinom wielodzietnym i to wystarczy by uznać ten projekt za bardzo potrzebny.
    Dla większości, już od dawna, seks jest formą rozrywki, a "zajście" niefortunną wpadką. Tego już nie zmienimy.
    Deficytu demograficznego nie da się cofnąć. Musimy go uwzględniać przy kolejnych reformach państwa.
    Rozwiązania proponowane przez liberlewacką Europę są nie do przyjęcia. Pogłębią problem i stworzą dodatkowe zagrożenia.

  23. IIIWŚ w mózgu jedynie
    Dawno tu nie komentowałam, ale teraz nie wytrzymałam. To nie jest problem braku poczucia bezpieczeństwa, bo w czasie wojny zaborów, wojny, głodu małżeństwa świadomie decydowały się na dzieci (nikt mi nie wmówi, że kilka milionów dzieci urodzonych w czasie IIWŚ to wpadki, albo wynik gwałtów). To Wasza WYGODA. WYGODNICTWO.
    Posiadanie jednego dziecka to obowiązek, tak wypada, by ciotki się odczepiły, ale już drugie? Po co?! Znów w pieluchy? (wprawdzie teraz są niemal samoobsługowe pampersy a nie pieluchy, ale hasło-wytrych pozostało). Znów zupki? (wprawdzie teraz wszystko gotowe w słoiczkach, ale jak wyżej). Jesteście ludzie wygodni. Drugie i kolejne dziecko to ponownie niemożność wyskoczenia na miasto, na imprezę, to potencjalna utrata stanowiska w ukochanej korpo.
    Ja jestem samotną matką dwójki dzieci. Drugie urodziłam tuż po czterdziestce i byłam przeszczęśliwa, choć mogłam odcinać kupony i podróżować po świecie po odchowaniu pierwszego. Wbrew pozorom podróże dookoła świata nie są takie drogie – chcieć to móc. Ale zrezygnowałam z wolności, bo pragnęłam być matką. Odłożyłam wygodnictwo na bok, uwiązałam się dzieckiem w domu. Dodam, że chętnie urodziłabym jeszcze trzecie, ale matka dobiegająca pięćdziesiątki to już przesada. Nie zrobię tego mojemu nienarodzonemu dziecku.
    Ludzie – Polacy – stali się wygodni i tyle. Po co użerać się z dziećmi, jak można polec (nawet nie poleżeć) przed TV?
    I jeszcze to pieprzenie o figurze, którą psuje ciąża. Jeśli nie żresz ponad miarę, to odzyskasz figurę po 3 miesiącach od porodu, bez żadnych diet i ćwiczeń. Wystarczy, że mały ssak wyssie z ciebie wszystkie soki. Ale trzeba chcieć ssaka karmić piersią, a to już NIEWYGODNE.
    Przez Wasze wygodnictwo więc, szanowne pokolenie X, Y, czy Nic, już nie wiem, jak Was nazywają, pogubiłam się, biała rasa wymiera. Zastąpią ją ciapaci, u których kobieta jest po to, żeby rodzić i wychowywać dzieci, a facet po to, żeby utrzymać rodzinę.
    I gdy patrzę na okutaną w namiot babę, która ciągnie za sobą tabun karmelowych dzieciaków i jej pana i władcę, kroczącego z tyłu, z jednej strony mi Was żal, z drugiej: zasłużyliście na wymarcie. Właśnie przez grzech wygodnictwa.
    Nie pieprzcie więc o biedzie, bo nie wiecie – wy, wgapieni w 40 calową plazmę, w jak biednych czasach ludzie żyli i się rozmnażali. Rząd wyciągnął do rodzin pomocną dłoń i chwała mu za to (dodam, że ja nie dostanę ani złotówki, nie kwalifikuję się), ale Wy potraficie jedynie narzekać na trudne czasy.
    Bierzcie się do roboty.
    Skoro ja, matka dwojga dzieci, mogłam dorobić się samodzielnie jakiegoś tam majątku od zera, to każdy, komu się chce, też może.
    Womituję narzekactwem, zawiścią i roszczeniowością Polaków w Polsce. Bo za granicą to umiecie harować, no nie?

  24. IIIWŚ w mózgu jedynie
    Dawno tu nie komentowałam, ale teraz nie wytrzymałam. To nie jest problem braku poczucia bezpieczeństwa, bo w czasie wojny zaborów, wojny, głodu małżeństwa świadomie decydowały się na dzieci (nikt mi nie wmówi, że kilka milionów dzieci urodzonych w czasie IIWŚ to wpadki, albo wynik gwałtów). To Wasza WYGODA. WYGODNICTWO.
    Posiadanie jednego dziecka to obowiązek, tak wypada, by ciotki się odczepiły, ale już drugie? Po co?! Znów w pieluchy? (wprawdzie teraz są niemal samoobsługowe pampersy a nie pieluchy, ale hasło-wytrych pozostało). Znów zupki? (wprawdzie teraz wszystko gotowe w słoiczkach, ale jak wyżej). Jesteście ludzie wygodni. Drugie i kolejne dziecko to ponownie niemożność wyskoczenia na miasto, na imprezę, to potencjalna utrata stanowiska w ukochanej korpo.
    Ja jestem samotną matką dwójki dzieci. Drugie urodziłam tuż po czterdziestce i byłam przeszczęśliwa, choć mogłam odcinać kupony i podróżować po świecie po odchowaniu pierwszego. Wbrew pozorom podróże dookoła świata nie są takie drogie – chcieć to móc. Ale zrezygnowałam z wolności, bo pragnęłam być matką. Odłożyłam wygodnictwo na bok, uwiązałam się dzieckiem w domu. Dodam, że chętnie urodziłabym jeszcze trzecie, ale matka dobiegająca pięćdziesiątki to już przesada. Nie zrobię tego mojemu nienarodzonemu dziecku.
    Ludzie – Polacy – stali się wygodni i tyle. Po co użerać się z dziećmi, jak można polec (nawet nie poleżeć) przed TV?
    I jeszcze to pieprzenie o figurze, którą psuje ciąża. Jeśli nie żresz ponad miarę, to odzyskasz figurę po 3 miesiącach od porodu, bez żadnych diet i ćwiczeń. Wystarczy, że mały ssak wyssie z ciebie wszystkie soki. Ale trzeba chcieć ssaka karmić piersią, a to już NIEWYGODNE.
    Przez Wasze wygodnictwo więc, szanowne pokolenie X, Y, czy Nic, już nie wiem, jak Was nazywają, pogubiłam się, biała rasa wymiera. Zastąpią ją ciapaci, u których kobieta jest po to, żeby rodzić i wychowywać dzieci, a facet po to, żeby utrzymać rodzinę.
    I gdy patrzę na okutaną w namiot babę, która ciągnie za sobą tabun karmelowych dzieciaków i jej pana i władcę, kroczącego z tyłu, z jednej strony mi Was żal, z drugiej: zasłużyliście na wymarcie. Właśnie przez grzech wygodnictwa.
    Nie pieprzcie więc o biedzie, bo nie wiecie – wy, wgapieni w 40 calową plazmę, w jak biednych czasach ludzie żyli i się rozmnażali. Rząd wyciągnął do rodzin pomocną dłoń i chwała mu za to (dodam, że ja nie dostanę ani złotówki, nie kwalifikuję się), ale Wy potraficie jedynie narzekać na trudne czasy.
    Bierzcie się do roboty.
    Skoro ja, matka dwojga dzieci, mogłam dorobić się samodzielnie jakiegoś tam majątku od zera, to każdy, komu się chce, też może.
    Womituję narzekactwem, zawiścią i roszczeniowością Polaków w Polsce. Bo za granicą to umiecie harować, no nie?

  25. ojciec 5-tki dzieci, wspaniałych dzieci
    Jako ojciec 5-tki wspaniałych dzieci płaczę do rozpuku kiedy czytam/słucham/obserwuję miotania się singli/konkubentów/celebrytów/idiotów w temacie wielodzietności 🙂

    I mogę jako praktyk te miotania podsumować JEDNYM ZWROTEM:

    GÓWNOPRAWDA.

  26. ojciec 5-tki dzieci, wspaniałych dzieci
    Jako ojciec 5-tki wspaniałych dzieci płaczę do rozpuku kiedy czytam/słucham/obserwuję miotania się singli/konkubentów/celebrytów/idiotów w temacie wielodzietności 🙂

    I mogę jako praktyk te miotania podsumować JEDNYM ZWROTEM:

    GÓWNOPRAWDA.