Drugie dziecko to III Wojna Światowa!

Prześlij dalej:

Przed wojną i kawałek po wojnie patologią było jedno nie siedmioro dzieci w rodzinie, tak było. Dziś tekst z cyklu odwieczna wojna psychologii z socjologią, czyli ulubiony obszar użytkowników Internetu, bo temat ogólnie rozwojowy i nie wymagający większej wiedzy. Jak to się zaczyna? A moja babcia miała 7 sióstr i trzech braci. Nie, nie prawda, bo mój tata miał jednego brata! A gdzie tam, moja sąsiadka ma pięcioro dzieci i chleje na umór! Bzdura znam od lat faceta, który wychowuje samotnie czwórkę i wódki do ust nie weźmie. Tyle do powiedzenia ma psychologia. Co na to socjologia? Mój dziadek był jednym z dziewięciorga narodzonych, mój ojciec miał czworo rodzeństwa, ja sam mam jednego brata i jedno dziecko. To jest socjologia, czyli odniesienie do pewnego przekroju, nie do jednostkowych przypadków na podstawie czego przyjmuje się generalne oceny. Problem zwany wielodzietnością, czy też dzietnością w ogóle to chyba najbardziej spłycany, a przecież fundamentalny dla każdego narodu warunek egzystencji. Tak, jak się opowiada bzdury o pijanym Ryśku z Rawicza w kontrze do dzielnej Jadwigi z Przeworska, tak najpopularniejszym powodem niżu demograficznego jest rzekomo pustka w portfelu. Czynnik z całą pewnością istotny, ale w jakich warunkach? Otóż we współczesnych. Przed wojną i tuż po wojnie, wielodzietne rodziny przede wszystkim zasilały statystyki w najniższych stanach, chłopstwo i robotnicy. Jak wiadomo w czasach II RP z robotą było jeszcze gorzej niż obecnie i wiele Polaków, zwłaszcza na wsi żyło na skraju nędzy. Mimo wszystko jakoś nie zadziałało medialne hasło, że brak perspektyw i poczucia bezpieczeństwa ekonomicznego obniża prokreację. Wiadomo, zaraz odezwie się postęp, że wtedy to kondomów nie było i tym bardziej pigułek „dzień po”.

Rzeczywiście jeśli mamy mówić o czymś, co można nazwać kulturą seksualną, to takiego komfortu doświadczali nieliczni, ale człowiek, który głodem przymiera nie kulturą, tylko przetrwaniem się zajmuje. Dziwnym rad sposobem w wielodzietnych rodzinach przedwojennych, nie rzucało się dziećmi po ścianach nie występowały nagminnie szoki i stresy poporodowe, a kobiety po połogu potrafiły za dwie godziny w polu kartofle zbierać. Przywołuję te wszystkie hiperbole, żeby włączyć do dyskusji o dzietności nowy i w mojej ocenie najistotniejszy element. Zmieniły się modele: mężczyzny, kobiety, rodziny. Pamiętam od zawsze, że gdzie się nie poszło, to jedynak i jedynaczka miały najgorsze recenzje. Jak nie ma brata i siostry, to żadna rodzina i nic z takiego jedynaka nie wyrośnie. Wbrew bzdurom opowiadanym przez jałowe feministki, kobiety robiły kariery, czy tego chciały, czy nie chciały. Skąd się brały te gromady dzieciaków z kluczem na szyi? Ano stąd, że ojciec i matka byli „w robocie”, że starszy brat musiał młodszemu obiad odgrzać. Rodzina często i gęsto mieszkała wielopokoleniowej klitce, jednak nikt się nie odważył babci do domu starców odesłać. Więź rodzinna i pokoleniowa sztafeta determinowała niemal wszystkie działania w ramach rodziny. Na wesele składali się dziadkowie, rodzice i chrzestni, a szczytem marzeń była przyzakładowa kawalerka dla młodych i meble z politurą na talon. Dlaczego dziś w Polsce tak ciężko o inny model rodziny niż 2+1? Moja odpowiedź tylko w części składa się z bezpieczeństwa ekonomicznego, które jest pojmowane w chory sposób.

Strony

28357 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

27 (liczba komentarzy)

  1. kolejny, kóry ja zauważam, to brak poczucia bezpieczeństwa. Moi rodzice cale swoje zawodowe życie przepracowali w jednym zakładzie. Ja nie doświadczę takiej rzeczywistości. Materialna niepewność jutra jest ogromnym hamulcem - przy czym o niepewności mówią i ci, którzy zarabiają 1500 i ci, kórzy zarabiają 15 000. Problem w tym, że i jedni i drudzy boją się ryzyka, bo dzieci są jak kredyt hipoteczny, tyle, że rata co miesiąc wzrasta.
    Sam mam dwie córki

  2. niedużych domów.

  3. Zgadzam się z przedmówcą. Główny powód nie posiadania przez Polaków większej ilości dzieci to BRAK POCZUCIA BEZPIECZEŃSTWA. Sytuacja wygląda tak, że statystyczny Polak w - nazwijmy to nieładnie - wieku rozrodczym mieszkający w Polsce (i tu do wyboru):
    - nie ma pracy
    - pracuje na czarno
    - pracuje za najniższą krajową lub odrobinkę więcej choć to co jest 'więcej' dostaje w kopercie pod stołem, bo na umowie jak byk stoi najniższa krajowa
    - ma pracę w której zarabia lepszą kasę (to jest zdecydowana mniejszość), ale mieszka w dużym mieście i wynajmuje mieszkanie (więc dalej się nie wzbogaca) i wie, że pracę może stracić z dnia na dzień, a drugiej takiej może nie znaleźć
    - pracuje dorywczo lub na jakieś ćwiartki etatów za ćwiartkę kwoty która jest minimum egzystencji.
    W związku z tym idąc do banku po kredyt na mieszkanie jest skomentowany uśmiechem politowania. Wynajmując mieszkanie je szczaw. 
    W dodatku słabo widzi możliwości poprawy swojej sytuacji i po paru latach takiej "wojny" o normalne życie wyjeżdża do krajów w których takich problemów na razie nie ma. 
    Posiadanie dzieci w sytuacji kiedy tobie nie starcza na życie, nie masz pieniądzy na swoje cztery kąty, co w ogóle jest podstawą, fundamentem bezpieczeństwa w poczuciu powszechnym wydaje się być fantasmagorią, rojeniem, stanem aberracji. Ten człowiek o tym nie myśli, ten człowiek wypiera taki scenariusz, co w grunice rzeczy po latach odbija się negatywnie na jego psychice, bo jednak większość ludzi gdzieś w głębi duszy czuje potrzebę posiadania rodziny. 
    To o czym piszesz Matko Kurko - czyli 'dziecko vs nowy samochód albo deszczownica za 5 kafli w łazience czy wakacje na Karaibach' to jest stan umysłu bardziej Niemca niż Polaka. 
    Przynajmniej nie takiego Polaka jakiego ja znam, a mieszkam w miejscu które można by określić słowami: jeśli wszechświat miałby dupę to sam jej środek byłby tu gdzie mieszkam. 
    Niegdyś 100 tysięczne miasto dziś może 80 tysięczny dom starców. 
    Pozdro! ;)

  4. To może zadziała argument, że mając więcej dzieci, kobieta dłużej zachowuje młodość?

    I to jest rzecz biologii. Ciąża i karmienie zatrzymuje cykl - przeważnie na ok. 12 miesięcy. Później przychodzi menopauza. Później pojawiają się problemy zdrowotne wynikające z  braku „parasola ochronnego” hormonów płciowych.
    ???

  5. Tak. W związku z dwiema ciążami zachowałam talię z liceum (65) bo działały hormony. Ale utrzymuje się ona nadal w związku z instynktem samozachowawczym, który nakazuje nie obżerać się po menopauzie, bo hormony już niestety nie działają. O Matko, co ja wypisuję.

  6. Trzecie samoistnie w 12 tygodniu ciąży odeszło.
    Brat ma piątkę.
    Pierwsze samoistnie w około 20 tygodniu odeszło.
    Po nim poczęła się i narodziła owa piątka.
    Cud-miód-orzeszki.
    Każde jedno.
    Moja żyjąca dwójka  też:)

    Inne było ongiś myślenie, inne świata postrzeganie.
    Nijakich tabletów czy aplikacji.
    Się rodziło i już, po prostu.

    II dziecko to nie III wojna światowa.
    II i kolejne dziecko to po prostu dar, to błogosławieństwo.

  7. Z tymi prezerwatywami to zgoda, ale że pigułki nie było to się nie zgodzę. weź sobie pierwszy lepszy zielnik a w nim znajdziesz przynajmniej trzy ziólka które są w stanie ją zastąpić i nie koniecznie dzień "po" bo i w dłuższych terminach działających.

    Co do ilości potomstwa to była zupełnie inna świadomość społeczna, a wychowanie licznego potomstwa gwarantowało dostatnią jesień życia. Domy starców to obecny wynalazek w dawnych czasach dzieci opiekowały się swymi rodzicielami i było to ich psim obowiązkiem.

  8. Przy okazji mojej amatorskiej kwerendy genealogicznej miałam okazję zaobserwować, ile w poprzednich pokoleniach przodkowie mieli rodzeństwa i potomstwa.

    Jak bardzo się zmieniło nasze myślenie, nie tylko co do posiadania i wychowania dzieci, także pojmowanie młodości i starości. Nie tak dawno przemknęło mi fragment "Kroniki Tygodniowej"  Bolesława Prusa o tym, jak to "furgon potrącił pięćdziesięcioletniego starca".

    Psi obowiązek?  Nie tylko. Mamy poczucie obowiązku, lecz nie bez znaczenia jest więź pokoleniowa. U nas jeszcze bardzo silna. W Polsce zachowało się jeszcze poczucie przyzwoitości i szacunek wobec starszego pokolenia. Chociaż smutnym faktem jest samotność wielu seniorów.

    Na koniec - jako że teraz tyle się mówi o chemii i tablicach Mendelejewa. Takie znalezisko:

  9. W Baninie pod Gdańskiem jest taka reklama: Dom seniora - bo kocham babcię i dziadka.

  10. Po pierwsze MEDYCYNA
     i po pierwsze w ramach medycyny - żywotność lub też przeżywalność kobiet po porodzie. Około 100 lat temu kobity po porodach marły jak muchy. Cięcie cesarskie to wprawdzie bardzo stary wynalazek, ale cięcie cesarskie to po prostu przecięcie powłok brzusznych + przecięcie mięśnia macicy. To jest krwotok i to potężny. Porównywalny z tym, żeby facetowi przeciąć mięsień czworogłowy uda, poczekać aż literek krwi z niego spłynie i dopiero zacząć go cerować.
    Mówiąc wprost, to jak się trafiała zdrowa baba, która urodziła 2 lub 3 dzieci i nadal była w dobrym zdrowiu, to się ją traktowało jak klacz zarodową. I to zarówno w czworakach jak i w pałacu hrabiowskim

    po drugie w ramach medycyny
    żywotnośc, a własciwie przeżywalność dzieci. Tu również dopiero ostatnie 50-70 lat daje gwarancję (zaczyna dawać gwarancję), że jedynak dożyje 20-30 lat i też zdąży mieć swoje dzieci. Koklusz, dezynteria, gruźlica, zwykła ostrzejsza biegunka jeszcze 70 lat temu załatwiała dzieciaka.
    Stąd była potrzeba psychologiczna posiadania dużej liczby potomstwa aby mieć dużą szansę by chociaż jedno przeżyło.

    Po dugie
    dopiero tutaj socjologia i warunki społeczne
    to też się wiąże z medycyną. Skoro warunki medyczne w praktyce gwarantują że jedno dziecko osiągnie wiek dojrzały to nie ma sensu ryzykować własnym życiem (kobieta) kolejnej ciąży. Owszem niestety nadal zdażają się przypadki kobiet, które pomimo astronomicznych postępów medycznych umierają przy porodach.
    Jeszcze 70-100  lat temu przetoczenie krwi było ewenementem. Dopiero wtedy zauważono, że lekarz, który właśnie odszedł od sekcji zwłok winien umyć ręce przed pójściem na salę z kobietami w ciąży. Obecnie na Akademii Medycznej kobiety w ciąży mają zakaz wchodzenia do budynku prosektorium - tak silny potencjalnie jest to czynnik.

    I teraz te wszystkie strachy medyczne powoli zostają wygaszone - właśnie dlatego obserwujemy spadek dzietności.

    I drugi aspekt socjologiczny.
    Im jest gorzej - tym mamy więcej dzieci, na zasadzie może chociaż jednemu się uda odnieść sukces. Ostatni wyż demograficzny w Polsce to okolice roku 1982 - czyli stan wojenny - kompletna nędza i beznadzieja.

    Natomiast wniosek jak najbardziej słuszny - nikt się nie zdecyduje na 2 i kolejne dziecko żeby mieć dodatkowe 500 w kieszeni co miesiąc.

  11. Strony