Reklama

Poniedziałek to jest taki dzień kiedy o

Poniedziałek to jest taki dzień kiedy oglądam sobie hity, programy udające publicystykę. Zwykle jest tak, że narzekam, krzyczę do telewizora, co jest dość powszechną praktyką w Polsce, tylko niewielu ma się odwagę do tego przyznać, ale wczoraj odpuściłem. Wczoraj zacząłem oglądać Tuska u Lisa i nie w ramach jakiegoś protestu, czy nawet zbulwersowania, tudzież innych niezdrowych emocji, po prostu ze znużenia i obojętności opuściłem publicznego nadawcę. Usłyszałem kilka gładkich słów, tych karkołomnych tez, czego to jeszcze nie brakuje, żeby Polska rosła w siłę i nie dałem rady. Taki już mam etap jak z Kaczyńskim pod koniec kadencji, nie daję rady słuchać tego demagoga, nawet mu brewka nie pyknie, kiedy wygłasza te wszystkie swoje mowy trawy. Potem nadszedł program Teraz My, a tam Boni i minister z kancelarii Kaczyńskiego, też nie dałem rady, odpadłem po paru minutach i znów w odpadnięciu nie było żadnego mocnego postanowienia, po prostu odpadałem na ogólnych zasadach nudnego programu. Nie pisałbym o tym wszystkim, bo i o czym tu pisać, gdyby nie jeden powód, a mianowicie bardzo oryginalna jak mi się zdaje uwaga. Tyle ile zdążyłem wysłuchać Tuska, to oczywiście chodziło o to, że dopóki nie ma pełni władzy, to nie ma skuteczności i mnie się oczywiście tej mantry nie chce rozbierać, tak jak to czyniono do tej pory, mnie się chce zerknąć na to wszystko nieco inaczej.

Spójrzmy na system zwany demokratycznym, rozejrzyjmy się po krajach tak zwanej starej demokracji i spróbujmy odnaleźć w ostatnim dwudziestoleciu kraj, w którym jedna partia miałby pełnię władzy. Powiem od razu, że takiej analizy nie przeprowadziłem, założyłem w ciemno, że nie było takiego kraju, który miałby większość konieczną do zmian konstytucyjnych, swojego premiera i prezydenta, jeśli akurat kraj ma taki ustrój, i do tego jeszcze wygenerowany postulat, żeby opozycja nie miała dostępu do publicznej TV oraz straciła swoich przedstawicieli w służbach i innych takich organizacjach użytku publicznego. Poczyniłem takie założenie, ponieważ w demokracji z założenia podobne rzeczy nie mogą mieć miejsca, można mieć wiele, bardzo wiele władzy, ale nigdy pełnię władzy, bo po przekroczeniu tej granicy żegnamy się z demokracją i zaczyna się totalitaryzm.

Teraz spójrzmy na sytuację partii rządzącej w Polsce, dalej dla wygody będziemy ją nazywać PO. Co ma PO? Po ma w tej chwili prawie połowę posłów w sejmie, z PSL więcej niż połowę, dogadując się z SLD jest w stanie odrzucić każde veto prezydenta. Nie ma już poza RPO i TVP przedstawicieli opozycji w ważnych instytucjach państwowych, o ile TVP w ogóle można za taką uznać. Teoretycznie jest Skrzypek w NBP, ale ja poza tym, że zewsząd nazywają go bucem, nie słyszałem o JEDNEJ złej decyzji jaką by podjął. Słyszałem natomiast, że podobnie jak Balcerowicz krzyczał do Rostkowskiego „ręce precz od rezerw NBP”, kiedy Rostkowski chciał skonsumować różnice w kursach walut. PO ma większość w samorządach, czyli rządzi na dole, ma większość w PE, jest w największej partii i ma swojego przewodniczącego PE.

Czy wszystkie te narzędzia władzy zostały przez Szanownego Czytelnika odnotowane? Na wszelki wypadek podsumuję:

1)    Większość parlamentarna z PSL, z SLD zdolna do odrzucenia veta prezydenta (kilkanaście przykładów na to).
2)    Najwięcej władzy w samorządach.
3)    Najwięcej władzy w PE plus przewodniczący PE.
4)    Poza TVP i RPO, żadnych istotnych stanowisk zajętych przez opozycję, odzyskana CBA.

Zbliżamy się niebezpiecznie do pełni władzy, dalej definiowanej jako totalitaryzm. I teraz pytanie kluczowe. Co na to wszystko partia PO? Partia PO przy tak przytłaczającej przewadze w posiadaniu narzędzi władzy, stawia tezę. Nic nie jesteśmy w stanie zrobić, ponieważ nie mamy do dyspozycji zupełnie nieistotnego, nastawionego na prestiż i właściwie niepotrzebnego urzędu, zwanego prezydent Polski. Naprawdę! Tak właśnie jest, od dwóch lat partia PO, która stoi na krawędzi demokracji i totalitaryzmu, wmówiła milionom Polaków, że jeden Kaczyński sparaliżował działania PO w parlamencie, samorządach, Parlamencie Europejskim i Polska w to uwierzyła. Dlaczego? Już mówię. Bo Polska uczy się demokracji od 20 lat, a na czele narodu stają kolejne opcje, które zdecydowanie lepiej znają reguły rządzące systemem totalitarnym niż demokratycznym, ponieważ w systemie totalitarnym dorastali i nabierali nawyków. Kiedy Jarosław Kaczyński przyszedł do władzy postawił tezę, że dopóki PIS nie obstawi wszystkich urzędów Polska będzie rozkradana przez wrogów zewnętrznych i wewnętrznych.

Kaczyński miał wszelkie narzędzia władzy, poza komercyjnymi mediami, żeby przeprowadzić dowolny projekt, może z wyjątkiem zmian konstytucyjnych. Odkąd powstała koalicja SO LPR PiS plus dyspozycyjny prezydent do tego, każde głosowanie w sejmie należało do władzy, obsadzili na stanowiskach samych swoich ludzi i za niewielką opłatą Roman Giertych wraz z Andrzejem Lepperem dalej podnosiliby łapki, a Kaczyński mógłby uzdrawiać Polskę. Ale…ale co zgubiło Kaczyńskiego? Nawyki z młodości, Kaczyński napatrzył się jak się sprawuje władzę w Polsce i zapamiętał tyle, że władza w pocie czoła wyznacza kierunki i horyzonty, aby linia była prawidłowa, a opozycja spekuluje, szpieguje, kradnie, sabotuje, niszczy Polskę. Głębokie przekonanie o tym, że my władza stoimy na straży i dopóki żyje ostanie zarzewie oporu, nic się w Polsce nie da zrobić, bo co się zrobi, to zaraz wraża, antypolska siła podpali i buldożerem potraktuje. Taką wizję Polski i sprawowania władzy miał Kaczyński, gdy przyszedł Tusk… dołożył do tej wizji swoją cegiełkę.

Nie zniósł wizji, ale dołożył własny wkład, otóż Tusk wymyślił, że nie wystarczy zatłuc opozycję, ale trzeba to jeszcze zrobić w imię miłości, nowej jakości polityki i zniesienia podziałów między Polakami i naród uwierzył, że dopóki nie wbije się na pal ostatniego tępego pisiaka, a i ostatniego złodziejskiego lewaka, ewentualnie pozostawiając chłopa z PSL, o ile nie będzie pyskował, nie będzie w Polsce normalnie i sympatycznie. Wszystko to jednak jest mało zabawne, dużo zabawniejsze są dwie inne rzeczy. Rzecz pierwsza jest taka, że Tusk mając to co ma, mógłby faktycznie wymieść ze sceny politycznej wszystkich, którym losy ojczyzny powiewają i to w prosty demokratyczny sposób. Wciągnąć do władzy SLD lub PIS w zasadzie obojętnie kogo, oczywiście naturalniej byłoby wciągnąć PiS, naturalniej i z większym pożytkiem, bo w takim składzie można w Polsce wszystko. Jeśli chodzi o SLD, to rzecz jest banalna, po prostu daje się chłopakom ze dwa ministerialne stołki i po sprawie, ale oczywiście podniesie się larum, że wraca żydokomuna i tak dalej. Niech się podnosi, ponieważ średnio rozgarnięty lider takiego rządu i koalicji, mówi do narodu, że nie interesuje go kto chce pomóc w przeprowadzeniu reform, interesuje go jak reformy przeprowadzić. Potrzeba nam SLD inaczej nie przegłosujemy reform, no i rzecz najważniejsza w tym pakiecie, trzeba faktycznie chcieć przeprowadzić reformy i wiedzieć jak to zrobić. Jeśli tylko się chce i wiadomo jak, daję 100% gwarancję, że wyborca widzący szeroką koalicję, która sprząta to co już dawno należało sprzątać, wymiata paskudzącą opozycję PiS bez najmniejszego żalu.

Wariant drugi to… proszę uważać padnie brzydkie słowo… POPiS. Ten wariant po 4 latach okładania się cepami jest jak najbardziej możliwy i rewolucyjny. Patent jest prosty, zostawiamy Kaczyńskiego na drugą kadencję, popieramy go po prostu jako prezydenta i zgodnie z własną definicją, jaką uformował Tusk, nic nie tracimy poza srebrnymi zastawami i pałacowymi dywanami. Za jaką cenę? Za cenę premiera Tuska i żadnej fuchy w rządzie dla prezesa Jarosława. Teraz wystarczy dobrać kilku ministrów z PiS, którzy nie straszyliby ludzi no i oczywiście chcieć i wiedzieć jak przeprowadzić reformy, w takim składzie można w Polsce zmienić WSZYSTKO! Wiem, już niejeden się ubawił i puka się w czoło, bo przecież to jakieś absurdy! Przecież to niewyobrażalne! Naprawdę Kochani Rodacy, uważacie że te dwa scenariusze, które zostały przedstawione są abstrakcją i niedorzecznością? W takim razie odpowiem tak. W każdym demokratycznym kraju, który rozumie ten model sprawowania władzy, taka partia jak PO, czyli jakieś niewiadomo co, w sumie chyba prawicowe centrum ze zdolnością do kursu w dowolnym kierunku, jest naturalnym partnerem dla prawicowego PiS i nic nie stoi na przeszkodzie, żeby się porozumiała z lewicowo-liberalną SLD. To nie tylko nie jest to abstrakcją, ale mamy z ostatniej chwili europejskie przykłady, gdzie Pani Merkel kadencję rządziła z lewicą, a drugą rządzi z liberałami i to można uznać za abstrakcję, lewicowo-prawicową koalicję. Fakt, że w Polsce uważa się za obłęd naturalną koalicję dwóch prawicowych partii, czy koalicję partii lewicowej i centrowej, gdzie w obu są skłonności do liberalizmu, to jest dopiero paranoja i abstrakt. Poza wszystkim jeśli PiS ma jakąkolwiek szansę na sprawowanie władzy to tylko taką jak koalicja z PO, jeśli SLD ma jakąkolwiek szansę na odbicie się od dna, to tylko pokazując, że jest zdolna do czynu, nie pustej retoryki ćwierćinteligenta Napieralskiego. Opozycji układ z PO opłaca się politycznie i to każdej opozycji.

Rzecz druga i też z pozoru niedorzeczna jest taka, że w Polsce największe przełomy ustrojowe nastąpiły w warunkach niebywałej wręcz sytuacji politycznej. Proszę, aby od razu nie uruchamiać prostych skojarzeń, ponieważ będzie mowa o czymś innym niż zwykło się od sztancy opowiadać. Dwa rządy dokonały największych przełomów ustrojowych w Polsce. Pierwszy to był oczywiście rząd Mazowieckiego, drugi to rządy AWS i UW, z prezydentem Kwaśniewskim. Tak jak prosiłem, tak proszę raz jeszcze nie mówić o złodziejach, zdrajcach ojczyzny i partaczach z AWS, bo nie o to tu chodzi, chodzi o to, że szeroka koalicja od Kiszczaka po Kaczyńskiego na przełomie lat 1989/90 doprowadziła do zmian jakich Polska od 45 lat nie notowała. Były wolne wybory i rozpoczynały się reformy jakich nikt jeszcze nie przeprowadzał. Tym razem nie ważne co o tych zmianach myślimy, ważne jest, że w skrajnie trudnych warunkach politycznych, dało się mechanizmami demokratycznymi doprowadzić do zmian, które dały podstawy do demokratycznego ustroju, jak te podstawy potem wykorzystywano i profanowano, to już inna rzecz. Podobnie sprawy się mają z AWS, szeroka koalicja od Buzka, przez Krzaklewskiego do Kurskiego, plus Geremek, Tusk, Olechowski, Płażyński, no i Kwaśniewski, ta ekipa przeprowadziła 4 jak dotąd największe reformy w IIIRP i znów można je oceniać jak się chce, ale mnie tylko chodzi o mechanizm demokratyczny, który doprowadził do tych zmian. Dało się w tak nieprawdopodobnym składzie i też w warunkach permanentnej kampanii prezydenckiej, przeprowadzić wszystkie najważniejsze projekty.

Takiej sytuacji politycznej jaką ma Tusk i PO, nie było od czasów rządów Milera i Kwaśniewskiego i to wcale nie jest tak, że Kwaśniewski był lepszy dla Milera niż Kaczyński dla Tuska, śmiem twierdzić, że było zupełnie odwrotnie, tylko Kwaśniewski zarzynał Milera za kulisami, a nie wetem. I co łączy te dwa okresy władzy? Tuska i Milera łączy jałowość, bicie piany, PR-owskie fajerwerki, pozorne reformy, cmentarze i fury z firankami. Łączy te dwa okresy władzy bezczynność, marazm, demagogia, wykańczanie konkurencji wewnątrzpartyjnej i zewnętrznej, Miler zajął się wodzowaniem SLD i Pawlakiem, którego chciał zagryźć, Tusk robi dokładnie to samo, wodzowskie partyjnictwo i śruba na punkcie Kaczyńskich. Jaki z tego wniosek? Stary jak świat, banał okrutny! Władza deprawuje, pełnia władzy deprawuje w pełni. Jeśli ktoś dziś jest w stanie uwierzyć, że Tusk mając do dyspozycji taki potencjał, ma za mało do przeprowadzenia istotnego projektu, ponieważ nie pozwala mu na to jeden Kaczyński zajmujący urząd, który nie ma żadnego wpływu na realne działania, to mnie wypada tylko z politowaniem pokiwać głową. Tusk ma paletę możliwości, aby zrobić rzeczy wielkie, ale ponieważ jest małym Kaczyńskim, małym Milerem i małym wodzem partyjniackim, nie spocznie póki nie zarżnie ostatniego wroga, czającego się wewnątrz partii i w samym sercu ojczyzny. Tusk, Kaczyński, czy Miler to ten sam nawyk, ta sama mentalność i to samo podejście do polityki z inklinacją do autorytaryzmu.

Wódz pacyfikujący wszystko co poza wodzem, a ponieważ to zajęcie nie ma końca, nie będzie żadnego początku zmian, będą kolejne preteksty do wbijania na pale, kolejnych śmiertelnych wrogów ludowej ojczyzny. Na to wszystko nakłada się emocja wyborcza, dawno już straciłem orientację, kto jest wyborcą PiS, a kto wyborcą PO. Te same zgrane żale, oni powiedzieli brzydkie wyrazy, oni są hańba dla Polski, oni są nienawistni, oni są typowo polscy, oni, oni, oni i tu wkleić dowolny skrót. Długo bawiłem się w te klocki, uważałem i uważam nadal, że Kaczyński jako samotny wódz u władzy, to była tragedia jaka się Polsce dawno nie przydarzyła, ale to samo uważam o Tusku. Tusk z pełnią władzy w Polsce jest znacznie niebezpieczniejszy niż Kaczyński, ponieważ Kaczyński w ogóle nie potrafi ukryć swoich intencji, natomiast Tusk opanował tę sztukę prawie perfekcyjnie. Kaczyński jest szaleńcem, którego zdiagnozuje każdy słuchający Kaczyńskiego, Tusk to lekarz, który z uśmiechem na ustach podaje pawulon. O nim za jakiś czas będzie się mówić, że był taki grzeczny, zawsze mówił dzień dobry i kto by pomyślał, kto by pomyślał… Jestem coraz bliżej podjęcia desperackiej decyzji, aby w wyborach prezydenckich poprzeć Kaczyńskiego, ponieważ mnie efekty 20-latniej edukacji demokratycznej zaczynają totalitarnie przerażać. Nawet najbardziej żałosna opozycja jest większą gwarancją demokracji, niż najdoskonalsza władza, a przecież PO to nie doskonałość, to mniejsze zło. Nie sądziłem, że to zło będzie miało tak wielkie do władzy absolutnej ambicje, które i dobru strach oddawać. Zaczynam patrzeć na mniejsze zło w przeciwnym kierunku, z tego co przez te lata się dowiedziałem, o całe dwa centemtry mniejsze.

 

Reklama

85 KOMENTARZE

  1. Uważaj
    MK w dobie powszechnej tabloidyzacji wszystkiego i wszystkich wokół twoje teksty się robią za długie. Dopiero wieczorem będę miał czas w ciszy i spokoju przeczytać ten elaborat. I jakoś odnieść się do niego w kilku najwyżej słowach.
    Pozdr.

  2. Uważaj
    MK w dobie powszechnej tabloidyzacji wszystkiego i wszystkich wokół twoje teksty się robią za długie. Dopiero wieczorem będę miał czas w ciszy i spokoju przeczytać ten elaborat. I jakoś odnieść się do niego w kilku najwyżej słowach.
    Pozdr.

  3. Uważaj
    MK w dobie powszechnej tabloidyzacji wszystkiego i wszystkich wokół twoje teksty się robią za długie. Dopiero wieczorem będę miał czas w ciszy i spokoju przeczytać ten elaborat. I jakoś odnieść się do niego w kilku najwyżej słowach.
    Pozdr.

  4. Uważaj
    MK w dobie powszechnej tabloidyzacji wszystkiego i wszystkich wokół twoje teksty się robią za długie. Dopiero wieczorem będę miał czas w ciszy i spokoju przeczytać ten elaborat. I jakoś odnieść się do niego w kilku najwyżej słowach.
    Pozdr.

  5. Uważaj
    MK w dobie powszechnej tabloidyzacji wszystkiego i wszystkich wokół twoje teksty się robią za długie. Dopiero wieczorem będę miał czas w ciszy i spokoju przeczytać ten elaborat. I jakoś odnieść się do niego w kilku najwyżej słowach.
    Pozdr.

  6. Jeden z podanych przez MK scenariuszy jest czczą abstrakcją.
    Jeden z podanych przez MK scenariuszy zaczyna
    się tak :
    { cytuję }
    “Patent jest prosty, zostawiamy Kaczyńskiego
    na drugą kadencję, popieramy go po prostu
    jako prezydenta …”
    { koniec cytatu }
    Potem MK twierdzi, że to całkiem realny
    scenariusz. Ja jednak twierdzę, że nie.

    Partie mogą zawierać najrozmaitsze układy,
    ale nie da się zawrzeć układu ze społeczeństwem,
    by wybrało ponownie Kaczyńskiego na prezydenta
    wbrew swojej woli.
    Handel opcjami politycznymi ze społeczeństwem
    nie jest w ogóle możliwy do zrealizowania.

      • Nie żartuję. Chodzi mi o dużą bezwładność poglądów.
        Chodzi mi o to, że choć da się manipulować
        społeczeństwem tak, by uzyskać zamierzony
        efekt – nie jest to na tyle łatwym zadaniem,
        by sobie móc w jednej chwili, tuż przed wyborami
        zamarzyć o określonej opcji i ją zrealizować
        poprzez manipulację nastrojami.

        Wyłożenie zaś kawę na ławę , że realizujemy
        pewną strategię korzystną dla społeczeństwa
        i dlatego prosimy społeczeństwo o wybranie
        ogólnie nielubianego prezydenta – to handel
        ze społeczeństwem bez szans na powodzenie.
        Dla zbyt wielu ludzi głosowanie wbrew własnym
        upodobaniom wyborczym będzie psychicznie
        niemożliwym do zrealizowania.
        Z kolei dla wielu racjonalnie myślących
        scenariusz przez Ciebie przedstawiony
        będzie się wydawał mieć zbyt małą
        sterowalność, czyli będzie się wydawał mieć
        zbyt małe szanse na wprowadzenie go w życie.
        Przy małych szansach na jego realizację
        ludzie ci dojdą do wniosku, że nie warto
        się dla tego scenariusza szmacić.

        Wałęsa kiedyś mówił, że dużym autobusem
        trudno gwałtownie zakręcić.
        Ta analogia tu pasuje.

        • Gdyby to co piszesz miało
          Gdyby to co piszesz miało jakikolwiek sens, to już można postawić krzyżyk na PO, bo przecież Tusk ze społeczeństwem zrobił dokładnie to co uważasz za niemożliwe. Wymyślił sobie, że kogokolwiek podrzuci, na prezydenta tego będzie “duży autobus” głosował. Nwet nie wiesz, kto to będzie, a już wiesz, że na niego zagłosujesz, to jest dopiero szczyt poniewierania wyborcą. Nie widzisz ewidentnej sprzeczności w tym co piszesz? 4 lata temu Tusk mówił, że będzie rządził z Kaczyńskim, czułeś się “zeszmacony” głosując na niego? Wszystko jest kontraktem ze społeczeństwem i jest więcej niż pewne, że Kaczyński z poparciem Tuska oraz wspólnym projektem politycznym POPiS ma prezydenturę w garści. PO popierając kogokolwiek, od Olechowskiego, przez Cimoszewicza do Kaczyńskiego może dymać społeczeństw jak chce. Nienawidzisz Kaczyńskich i dlatego zbudowałeś pozbawioną sensu, odrębną regułę, dla tego jednego wyboru. Też nie darzę szacunkiem bliźniaczej małości, ale oddać całą władzę Tuskowi to więcej niż szaleństwo.

          • To, że Tusk tak sobie wymyślił, nie znaczy, że zrealizuje.
            Mówisz : “Wymyślił sobie, że kogokolwiek podrzuci,
            na prezydenta na tego będzie “duży autobus”
            głosował.”
            Nie sądzę, aby Tusk był aż tak bardzo pewien siebie.
            Raczej chodzi mu tylko o to, by dało się
            z nowym prezydentem jakoś współistnieć,
            a to gwarantuje każdy inny niż Kaczyński.
            “By jakoś współistnieć [w polityce]” nie znaczy
            by móc kierować prezydentem, jak marionetką,
            lecz “by móc cierpliwie znosić jego odmienne
            poglądy”.
            Olechowski już dał swoim niedawnym “non
            possumus” znać Tuskowi, że jego marionetką
            nie będzie.
            Olechowski czuje, że ma większe szanse
            na prezydenta przeciwstawiając się teraz Tuskowi
            niż grając z nim w jednej lidze.
            Zatem Olechowski nie wierzy, że próba
            zahandlowania ze społeczeństwem Tuskowi
            (wg. Twojego w.w. schematu) się powiedzie.
            Tzn. Olechowski nie sądzi, że trzeba być
            namaszczonym przez Tuska, by zwyciężyć.
            No oczywiście można tu kontrargumentować,
            że Olechowski i bez Tuska ma jakąś szansę,
            a Kaczyński nie.
            Mnie tylko chodzi o to, że skoro Olechowski
            wątpi w siłę oddziaływania Tuska na
            społeczeństwo, to jest to argument za moimi
            wątpliwościami co do szans na realizację
            dowolnego scenariusza prezydenckiego
            wymyślonego przez Tuska.
            Podsumowując, różnica w naszych poglądach
            się sprowadza do tego, że ja nie wierzę,
            by oddziaływanie Tuska na społeczeństwo
            było aż tak silne, jak Ty to ilustrujesz.
            Wymyślać scenariusze Tusk sobie może,
            ale, aby je zrealizować ma za mało weny.
            Jeszcze raz powtórzę …
            Nie wierzę, by podsunięcie Kaczyńskiego
            społeczeństwu do wybrania w ramach
            układu z PIS miało jakiekolwiek szanse
            na wysterowany sukces.
            Mówię “wysterowany”, bo bywają niespodzianki
            losowe nie związane ze sterowaniem,
            np. wszyscy kandydaci poza Kaczyńskim
            mogliby autentycznie przypadkowo mieć
            śmiertelny wypadek.

            A tak w ogóle, to sądzę, że prezydentem
            zostanie Olechowski – i to bez poparcia PO.

  7. Jeden z podanych przez MK scenariuszy jest czczą abstrakcją.
    Jeden z podanych przez MK scenariuszy zaczyna
    się tak :
    { cytuję }
    “Patent jest prosty, zostawiamy Kaczyńskiego
    na drugą kadencję, popieramy go po prostu
    jako prezydenta …”
    { koniec cytatu }
    Potem MK twierdzi, że to całkiem realny
    scenariusz. Ja jednak twierdzę, że nie.

    Partie mogą zawierać najrozmaitsze układy,
    ale nie da się zawrzeć układu ze społeczeństwem,
    by wybrało ponownie Kaczyńskiego na prezydenta
    wbrew swojej woli.
    Handel opcjami politycznymi ze społeczeństwem
    nie jest w ogóle możliwy do zrealizowania.

      • Nie żartuję. Chodzi mi o dużą bezwładność poglądów.
        Chodzi mi o to, że choć da się manipulować
        społeczeństwem tak, by uzyskać zamierzony
        efekt – nie jest to na tyle łatwym zadaniem,
        by sobie móc w jednej chwili, tuż przed wyborami
        zamarzyć o określonej opcji i ją zrealizować
        poprzez manipulację nastrojami.

        Wyłożenie zaś kawę na ławę , że realizujemy
        pewną strategię korzystną dla społeczeństwa
        i dlatego prosimy społeczeństwo o wybranie
        ogólnie nielubianego prezydenta – to handel
        ze społeczeństwem bez szans na powodzenie.
        Dla zbyt wielu ludzi głosowanie wbrew własnym
        upodobaniom wyborczym będzie psychicznie
        niemożliwym do zrealizowania.
        Z kolei dla wielu racjonalnie myślących
        scenariusz przez Ciebie przedstawiony
        będzie się wydawał mieć zbyt małą
        sterowalność, czyli będzie się wydawał mieć
        zbyt małe szanse na wprowadzenie go w życie.
        Przy małych szansach na jego realizację
        ludzie ci dojdą do wniosku, że nie warto
        się dla tego scenariusza szmacić.

        Wałęsa kiedyś mówił, że dużym autobusem
        trudno gwałtownie zakręcić.
        Ta analogia tu pasuje.

        • Gdyby to co piszesz miało
          Gdyby to co piszesz miało jakikolwiek sens, to już można postawić krzyżyk na PO, bo przecież Tusk ze społeczeństwem zrobił dokładnie to co uważasz za niemożliwe. Wymyślił sobie, że kogokolwiek podrzuci, na prezydenta tego będzie “duży autobus” głosował. Nwet nie wiesz, kto to będzie, a już wiesz, że na niego zagłosujesz, to jest dopiero szczyt poniewierania wyborcą. Nie widzisz ewidentnej sprzeczności w tym co piszesz? 4 lata temu Tusk mówił, że będzie rządził z Kaczyńskim, czułeś się “zeszmacony” głosując na niego? Wszystko jest kontraktem ze społeczeństwem i jest więcej niż pewne, że Kaczyński z poparciem Tuska oraz wspólnym projektem politycznym POPiS ma prezydenturę w garści. PO popierając kogokolwiek, od Olechowskiego, przez Cimoszewicza do Kaczyńskiego może dymać społeczeństw jak chce. Nienawidzisz Kaczyńskich i dlatego zbudowałeś pozbawioną sensu, odrębną regułę, dla tego jednego wyboru. Też nie darzę szacunkiem bliźniaczej małości, ale oddać całą władzę Tuskowi to więcej niż szaleństwo.

          • To, że Tusk tak sobie wymyślił, nie znaczy, że zrealizuje.
            Mówisz : “Wymyślił sobie, że kogokolwiek podrzuci,
            na prezydenta na tego będzie “duży autobus”
            głosował.”
            Nie sądzę, aby Tusk był aż tak bardzo pewien siebie.
            Raczej chodzi mu tylko o to, by dało się
            z nowym prezydentem jakoś współistnieć,
            a to gwarantuje każdy inny niż Kaczyński.
            “By jakoś współistnieć [w polityce]” nie znaczy
            by móc kierować prezydentem, jak marionetką,
            lecz “by móc cierpliwie znosić jego odmienne
            poglądy”.
            Olechowski już dał swoim niedawnym “non
            possumus” znać Tuskowi, że jego marionetką
            nie będzie.
            Olechowski czuje, że ma większe szanse
            na prezydenta przeciwstawiając się teraz Tuskowi
            niż grając z nim w jednej lidze.
            Zatem Olechowski nie wierzy, że próba
            zahandlowania ze społeczeństwem Tuskowi
            (wg. Twojego w.w. schematu) się powiedzie.
            Tzn. Olechowski nie sądzi, że trzeba być
            namaszczonym przez Tuska, by zwyciężyć.
            No oczywiście można tu kontrargumentować,
            że Olechowski i bez Tuska ma jakąś szansę,
            a Kaczyński nie.
            Mnie tylko chodzi o to, że skoro Olechowski
            wątpi w siłę oddziaływania Tuska na
            społeczeństwo, to jest to argument za moimi
            wątpliwościami co do szans na realizację
            dowolnego scenariusza prezydenckiego
            wymyślonego przez Tuska.
            Podsumowując, różnica w naszych poglądach
            się sprowadza do tego, że ja nie wierzę,
            by oddziaływanie Tuska na społeczeństwo
            było aż tak silne, jak Ty to ilustrujesz.
            Wymyślać scenariusze Tusk sobie może,
            ale, aby je zrealizować ma za mało weny.
            Jeszcze raz powtórzę …
            Nie wierzę, by podsunięcie Kaczyńskiego
            społeczeństwu do wybrania w ramach
            układu z PIS miało jakiekolwiek szanse
            na wysterowany sukces.
            Mówię “wysterowany”, bo bywają niespodzianki
            losowe nie związane ze sterowaniem,
            np. wszyscy kandydaci poza Kaczyńskim
            mogliby autentycznie przypadkowo mieć
            śmiertelny wypadek.

            A tak w ogóle, to sądzę, że prezydentem
            zostanie Olechowski – i to bez poparcia PO.

  8. Jeden z podanych przez MK scenariuszy jest czczą abstrakcją.
    Jeden z podanych przez MK scenariuszy zaczyna
    się tak :
    { cytuję }
    “Patent jest prosty, zostawiamy Kaczyńskiego
    na drugą kadencję, popieramy go po prostu
    jako prezydenta …”
    { koniec cytatu }
    Potem MK twierdzi, że to całkiem realny
    scenariusz. Ja jednak twierdzę, że nie.

    Partie mogą zawierać najrozmaitsze układy,
    ale nie da się zawrzeć układu ze społeczeństwem,
    by wybrało ponownie Kaczyńskiego na prezydenta
    wbrew swojej woli.
    Handel opcjami politycznymi ze społeczeństwem
    nie jest w ogóle możliwy do zrealizowania.

      • Nie żartuję. Chodzi mi o dużą bezwładność poglądów.
        Chodzi mi o to, że choć da się manipulować
        społeczeństwem tak, by uzyskać zamierzony
        efekt – nie jest to na tyle łatwym zadaniem,
        by sobie móc w jednej chwili, tuż przed wyborami
        zamarzyć o określonej opcji i ją zrealizować
        poprzez manipulację nastrojami.

        Wyłożenie zaś kawę na ławę , że realizujemy
        pewną strategię korzystną dla społeczeństwa
        i dlatego prosimy społeczeństwo o wybranie
        ogólnie nielubianego prezydenta – to handel
        ze społeczeństwem bez szans na powodzenie.
        Dla zbyt wielu ludzi głosowanie wbrew własnym
        upodobaniom wyborczym będzie psychicznie
        niemożliwym do zrealizowania.
        Z kolei dla wielu racjonalnie myślących
        scenariusz przez Ciebie przedstawiony
        będzie się wydawał mieć zbyt małą
        sterowalność, czyli będzie się wydawał mieć
        zbyt małe szanse na wprowadzenie go w życie.
        Przy małych szansach na jego realizację
        ludzie ci dojdą do wniosku, że nie warto
        się dla tego scenariusza szmacić.

        Wałęsa kiedyś mówił, że dużym autobusem
        trudno gwałtownie zakręcić.
        Ta analogia tu pasuje.

        • Gdyby to co piszesz miało
          Gdyby to co piszesz miało jakikolwiek sens, to już można postawić krzyżyk na PO, bo przecież Tusk ze społeczeństwem zrobił dokładnie to co uważasz za niemożliwe. Wymyślił sobie, że kogokolwiek podrzuci, na prezydenta tego będzie “duży autobus” głosował. Nwet nie wiesz, kto to będzie, a już wiesz, że na niego zagłosujesz, to jest dopiero szczyt poniewierania wyborcą. Nie widzisz ewidentnej sprzeczności w tym co piszesz? 4 lata temu Tusk mówił, że będzie rządził z Kaczyńskim, czułeś się “zeszmacony” głosując na niego? Wszystko jest kontraktem ze społeczeństwem i jest więcej niż pewne, że Kaczyński z poparciem Tuska oraz wspólnym projektem politycznym POPiS ma prezydenturę w garści. PO popierając kogokolwiek, od Olechowskiego, przez Cimoszewicza do Kaczyńskiego może dymać społeczeństw jak chce. Nienawidzisz Kaczyńskich i dlatego zbudowałeś pozbawioną sensu, odrębną regułę, dla tego jednego wyboru. Też nie darzę szacunkiem bliźniaczej małości, ale oddać całą władzę Tuskowi to więcej niż szaleństwo.

          • To, że Tusk tak sobie wymyślił, nie znaczy, że zrealizuje.
            Mówisz : “Wymyślił sobie, że kogokolwiek podrzuci,
            na prezydenta na tego będzie “duży autobus”
            głosował.”
            Nie sądzę, aby Tusk był aż tak bardzo pewien siebie.
            Raczej chodzi mu tylko o to, by dało się
            z nowym prezydentem jakoś współistnieć,
            a to gwarantuje każdy inny niż Kaczyński.
            “By jakoś współistnieć [w polityce]” nie znaczy
            by móc kierować prezydentem, jak marionetką,
            lecz “by móc cierpliwie znosić jego odmienne
            poglądy”.
            Olechowski już dał swoim niedawnym “non
            possumus” znać Tuskowi, że jego marionetką
            nie będzie.
            Olechowski czuje, że ma większe szanse
            na prezydenta przeciwstawiając się teraz Tuskowi
            niż grając z nim w jednej lidze.
            Zatem Olechowski nie wierzy, że próba
            zahandlowania ze społeczeństwem Tuskowi
            (wg. Twojego w.w. schematu) się powiedzie.
            Tzn. Olechowski nie sądzi, że trzeba być
            namaszczonym przez Tuska, by zwyciężyć.
            No oczywiście można tu kontrargumentować,
            że Olechowski i bez Tuska ma jakąś szansę,
            a Kaczyński nie.
            Mnie tylko chodzi o to, że skoro Olechowski
            wątpi w siłę oddziaływania Tuska na
            społeczeństwo, to jest to argument za moimi
            wątpliwościami co do szans na realizację
            dowolnego scenariusza prezydenckiego
            wymyślonego przez Tuska.
            Podsumowując, różnica w naszych poglądach
            się sprowadza do tego, że ja nie wierzę,
            by oddziaływanie Tuska na społeczeństwo
            było aż tak silne, jak Ty to ilustrujesz.
            Wymyślać scenariusze Tusk sobie może,
            ale, aby je zrealizować ma za mało weny.
            Jeszcze raz powtórzę …
            Nie wierzę, by podsunięcie Kaczyńskiego
            społeczeństwu do wybrania w ramach
            układu z PIS miało jakiekolwiek szanse
            na wysterowany sukces.
            Mówię “wysterowany”, bo bywają niespodzianki
            losowe nie związane ze sterowaniem,
            np. wszyscy kandydaci poza Kaczyńskim
            mogliby autentycznie przypadkowo mieć
            śmiertelny wypadek.

            A tak w ogóle, to sądzę, że prezydentem
            zostanie Olechowski – i to bez poparcia PO.

  9. Jeden z podanych przez MK scenariuszy jest czczą abstrakcją.
    Jeden z podanych przez MK scenariuszy zaczyna
    się tak :
    { cytuję }
    “Patent jest prosty, zostawiamy Kaczyńskiego
    na drugą kadencję, popieramy go po prostu
    jako prezydenta …”
    { koniec cytatu }
    Potem MK twierdzi, że to całkiem realny
    scenariusz. Ja jednak twierdzę, że nie.

    Partie mogą zawierać najrozmaitsze układy,
    ale nie da się zawrzeć układu ze społeczeństwem,
    by wybrało ponownie Kaczyńskiego na prezydenta
    wbrew swojej woli.
    Handel opcjami politycznymi ze społeczeństwem
    nie jest w ogóle możliwy do zrealizowania.

      • Nie żartuję. Chodzi mi o dużą bezwładność poglądów.
        Chodzi mi o to, że choć da się manipulować
        społeczeństwem tak, by uzyskać zamierzony
        efekt – nie jest to na tyle łatwym zadaniem,
        by sobie móc w jednej chwili, tuż przed wyborami
        zamarzyć o określonej opcji i ją zrealizować
        poprzez manipulację nastrojami.

        Wyłożenie zaś kawę na ławę , że realizujemy
        pewną strategię korzystną dla społeczeństwa
        i dlatego prosimy społeczeństwo o wybranie
        ogólnie nielubianego prezydenta – to handel
        ze społeczeństwem bez szans na powodzenie.
        Dla zbyt wielu ludzi głosowanie wbrew własnym
        upodobaniom wyborczym będzie psychicznie
        niemożliwym do zrealizowania.
        Z kolei dla wielu racjonalnie myślących
        scenariusz przez Ciebie przedstawiony
        będzie się wydawał mieć zbyt małą
        sterowalność, czyli będzie się wydawał mieć
        zbyt małe szanse na wprowadzenie go w życie.
        Przy małych szansach na jego realizację
        ludzie ci dojdą do wniosku, że nie warto
        się dla tego scenariusza szmacić.

        Wałęsa kiedyś mówił, że dużym autobusem
        trudno gwałtownie zakręcić.
        Ta analogia tu pasuje.

        • Gdyby to co piszesz miało
          Gdyby to co piszesz miało jakikolwiek sens, to już można postawić krzyżyk na PO, bo przecież Tusk ze społeczeństwem zrobił dokładnie to co uważasz za niemożliwe. Wymyślił sobie, że kogokolwiek podrzuci, na prezydenta tego będzie “duży autobus” głosował. Nwet nie wiesz, kto to będzie, a już wiesz, że na niego zagłosujesz, to jest dopiero szczyt poniewierania wyborcą. Nie widzisz ewidentnej sprzeczności w tym co piszesz? 4 lata temu Tusk mówił, że będzie rządził z Kaczyńskim, czułeś się “zeszmacony” głosując na niego? Wszystko jest kontraktem ze społeczeństwem i jest więcej niż pewne, że Kaczyński z poparciem Tuska oraz wspólnym projektem politycznym POPiS ma prezydenturę w garści. PO popierając kogokolwiek, od Olechowskiego, przez Cimoszewicza do Kaczyńskiego może dymać społeczeństw jak chce. Nienawidzisz Kaczyńskich i dlatego zbudowałeś pozbawioną sensu, odrębną regułę, dla tego jednego wyboru. Też nie darzę szacunkiem bliźniaczej małości, ale oddać całą władzę Tuskowi to więcej niż szaleństwo.

          • To, że Tusk tak sobie wymyślił, nie znaczy, że zrealizuje.
            Mówisz : “Wymyślił sobie, że kogokolwiek podrzuci,
            na prezydenta na tego będzie “duży autobus”
            głosował.”
            Nie sądzę, aby Tusk był aż tak bardzo pewien siebie.
            Raczej chodzi mu tylko o to, by dało się
            z nowym prezydentem jakoś współistnieć,
            a to gwarantuje każdy inny niż Kaczyński.
            “By jakoś współistnieć [w polityce]” nie znaczy
            by móc kierować prezydentem, jak marionetką,
            lecz “by móc cierpliwie znosić jego odmienne
            poglądy”.
            Olechowski już dał swoim niedawnym “non
            possumus” znać Tuskowi, że jego marionetką
            nie będzie.
            Olechowski czuje, że ma większe szanse
            na prezydenta przeciwstawiając się teraz Tuskowi
            niż grając z nim w jednej lidze.
            Zatem Olechowski nie wierzy, że próba
            zahandlowania ze społeczeństwem Tuskowi
            (wg. Twojego w.w. schematu) się powiedzie.
            Tzn. Olechowski nie sądzi, że trzeba być
            namaszczonym przez Tuska, by zwyciężyć.
            No oczywiście można tu kontrargumentować,
            że Olechowski i bez Tuska ma jakąś szansę,
            a Kaczyński nie.
            Mnie tylko chodzi o to, że skoro Olechowski
            wątpi w siłę oddziaływania Tuska na
            społeczeństwo, to jest to argument za moimi
            wątpliwościami co do szans na realizację
            dowolnego scenariusza prezydenckiego
            wymyślonego przez Tuska.
            Podsumowując, różnica w naszych poglądach
            się sprowadza do tego, że ja nie wierzę,
            by oddziaływanie Tuska na społeczeństwo
            było aż tak silne, jak Ty to ilustrujesz.
            Wymyślać scenariusze Tusk sobie może,
            ale, aby je zrealizować ma za mało weny.
            Jeszcze raz powtórzę …
            Nie wierzę, by podsunięcie Kaczyńskiego
            społeczeństwu do wybrania w ramach
            układu z PIS miało jakiekolwiek szanse
            na wysterowany sukces.
            Mówię “wysterowany”, bo bywają niespodzianki
            losowe nie związane ze sterowaniem,
            np. wszyscy kandydaci poza Kaczyńskim
            mogliby autentycznie przypadkowo mieć
            śmiertelny wypadek.

            A tak w ogóle, to sądzę, że prezydentem
            zostanie Olechowski – i to bez poparcia PO.

  10. Jeden z podanych przez MK scenariuszy jest czczą abstrakcją.
    Jeden z podanych przez MK scenariuszy zaczyna
    się tak :
    { cytuję }
    “Patent jest prosty, zostawiamy Kaczyńskiego
    na drugą kadencję, popieramy go po prostu
    jako prezydenta …”
    { koniec cytatu }
    Potem MK twierdzi, że to całkiem realny
    scenariusz. Ja jednak twierdzę, że nie.

    Partie mogą zawierać najrozmaitsze układy,
    ale nie da się zawrzeć układu ze społeczeństwem,
    by wybrało ponownie Kaczyńskiego na prezydenta
    wbrew swojej woli.
    Handel opcjami politycznymi ze społeczeństwem
    nie jest w ogóle możliwy do zrealizowania.

      • Nie żartuję. Chodzi mi o dużą bezwładność poglądów.
        Chodzi mi o to, że choć da się manipulować
        społeczeństwem tak, by uzyskać zamierzony
        efekt – nie jest to na tyle łatwym zadaniem,
        by sobie móc w jednej chwili, tuż przed wyborami
        zamarzyć o określonej opcji i ją zrealizować
        poprzez manipulację nastrojami.

        Wyłożenie zaś kawę na ławę , że realizujemy
        pewną strategię korzystną dla społeczeństwa
        i dlatego prosimy społeczeństwo o wybranie
        ogólnie nielubianego prezydenta – to handel
        ze społeczeństwem bez szans na powodzenie.
        Dla zbyt wielu ludzi głosowanie wbrew własnym
        upodobaniom wyborczym będzie psychicznie
        niemożliwym do zrealizowania.
        Z kolei dla wielu racjonalnie myślących
        scenariusz przez Ciebie przedstawiony
        będzie się wydawał mieć zbyt małą
        sterowalność, czyli będzie się wydawał mieć
        zbyt małe szanse na wprowadzenie go w życie.
        Przy małych szansach na jego realizację
        ludzie ci dojdą do wniosku, że nie warto
        się dla tego scenariusza szmacić.

        Wałęsa kiedyś mówił, że dużym autobusem
        trudno gwałtownie zakręcić.
        Ta analogia tu pasuje.

        • Gdyby to co piszesz miało
          Gdyby to co piszesz miało jakikolwiek sens, to już można postawić krzyżyk na PO, bo przecież Tusk ze społeczeństwem zrobił dokładnie to co uważasz za niemożliwe. Wymyślił sobie, że kogokolwiek podrzuci, na prezydenta tego będzie “duży autobus” głosował. Nwet nie wiesz, kto to będzie, a już wiesz, że na niego zagłosujesz, to jest dopiero szczyt poniewierania wyborcą. Nie widzisz ewidentnej sprzeczności w tym co piszesz? 4 lata temu Tusk mówił, że będzie rządził z Kaczyńskim, czułeś się “zeszmacony” głosując na niego? Wszystko jest kontraktem ze społeczeństwem i jest więcej niż pewne, że Kaczyński z poparciem Tuska oraz wspólnym projektem politycznym POPiS ma prezydenturę w garści. PO popierając kogokolwiek, od Olechowskiego, przez Cimoszewicza do Kaczyńskiego może dymać społeczeństw jak chce. Nienawidzisz Kaczyńskich i dlatego zbudowałeś pozbawioną sensu, odrębną regułę, dla tego jednego wyboru. Też nie darzę szacunkiem bliźniaczej małości, ale oddać całą władzę Tuskowi to więcej niż szaleństwo.

          • To, że Tusk tak sobie wymyślił, nie znaczy, że zrealizuje.
            Mówisz : “Wymyślił sobie, że kogokolwiek podrzuci,
            na prezydenta na tego będzie “duży autobus”
            głosował.”
            Nie sądzę, aby Tusk był aż tak bardzo pewien siebie.
            Raczej chodzi mu tylko o to, by dało się
            z nowym prezydentem jakoś współistnieć,
            a to gwarantuje każdy inny niż Kaczyński.
            “By jakoś współistnieć [w polityce]” nie znaczy
            by móc kierować prezydentem, jak marionetką,
            lecz “by móc cierpliwie znosić jego odmienne
            poglądy”.
            Olechowski już dał swoim niedawnym “non
            possumus” znać Tuskowi, że jego marionetką
            nie będzie.
            Olechowski czuje, że ma większe szanse
            na prezydenta przeciwstawiając się teraz Tuskowi
            niż grając z nim w jednej lidze.
            Zatem Olechowski nie wierzy, że próba
            zahandlowania ze społeczeństwem Tuskowi
            (wg. Twojego w.w. schematu) się powiedzie.
            Tzn. Olechowski nie sądzi, że trzeba być
            namaszczonym przez Tuska, by zwyciężyć.
            No oczywiście można tu kontrargumentować,
            że Olechowski i bez Tuska ma jakąś szansę,
            a Kaczyński nie.
            Mnie tylko chodzi o to, że skoro Olechowski
            wątpi w siłę oddziaływania Tuska na
            społeczeństwo, to jest to argument za moimi
            wątpliwościami co do szans na realizację
            dowolnego scenariusza prezydenckiego
            wymyślonego przez Tuska.
            Podsumowując, różnica w naszych poglądach
            się sprowadza do tego, że ja nie wierzę,
            by oddziaływanie Tuska na społeczeństwo
            było aż tak silne, jak Ty to ilustrujesz.
            Wymyślać scenariusze Tusk sobie może,
            ale, aby je zrealizować ma za mało weny.
            Jeszcze raz powtórzę …
            Nie wierzę, by podsunięcie Kaczyńskiego
            społeczeństwu do wybrania w ramach
            układu z PIS miało jakiekolwiek szanse
            na wysterowany sukces.
            Mówię “wysterowany”, bo bywają niespodzianki
            losowe nie związane ze sterowaniem,
            np. wszyscy kandydaci poza Kaczyńskim
            mogliby autentycznie przypadkowo mieć
            śmiertelny wypadek.

            A tak w ogóle, to sądzę, że prezydentem
            zostanie Olechowski – i to bez poparcia PO.

  11. Nie ostatni Kaczyński, a Kaczyński Jarosław.
    Zapewne po tym co zaraz napiszę posypią się na mnie gromy, ale co tam.
    Obserwując raz mniej, raz bardziej prezydenturę Kaczyńskiego dochodzę do wniosku ze nie byłby takim złym prezydentem jakim jest teraz. Gdyby nie to ze zamiast myślec samodzielnie, za bardzo radzi się swojego nawiedzonego brata.
    Z obserwacji wydaje mi się że jest on dużo bardziej skłonny do kompromisów z rządem niż to wygląda obecnie. Mam tu na myśli chocby wyjazdy na szczyty do Brukseli. Kiedy strona rządowa, czy nawet sam Tusk proponowali wspólny wylot na szczyt, podział obowiązków na miejscu. Umiał bez problemu dojśc do porozumienia, a kilka godzin później zmieniał stanowisko o 180 stopni i stawiał niezrozumiałe i całkiem niemożliwe do zrealizowania stanowisko.
    I zgodzę się z MK ze sytuacja w której Kaczyński zostaje prezydentem na druga kadencje, byłaby dobra. Ale tylko i wyłącznie w przypadku takim że Jarosław zostaje wygnany i nie ma ŻADNEGO wpływu na decyzje brata.
    Oczywiście pomijam tutaj wady Kaczyńskiego, takie jak jego ‘mocarstwowe’ ambicje i obrażanie się o byle co.
    Odnosząc się do słów MK o tym że zaczyna myślec o oddaniu głosu na Kaczyńskiego. To niestety zaczynasz rozważac typowo polski wybór : nie za kimś tylko przeciwko komuś.
    Najpierw należałoby doprowadzic do sytuacji w której będziemy miec możliwośc dobrego wyboru, a nie wyboru mniejszego zła.

    • Zgoda, ale co do ostatniego
      Zgoda, ale co do ostatniego akapitu trudno mieć do mnie pretensje. Po prostu znów nie ma wyboru, bardzo, ale to bardzo boję się sytuacji, w której PO ma monopol na władzę, to jest dla mnie perspektywa katastrofalna. Nie wiem co będzie, wyrywanie się dziś z deklaracjami w takim kraju jak Polska to loteria, ale tego jednego jestem pewien, że oddanie pełni władzy Tuskowi skończy się katastrofą.

      • Ja nie mam o to pretensji, bo
        Ja nie mam o to pretensji, bo ja bardzo dobrze rozumiem dlaczego tak myślisz i dlaczego zaczynasz się zastanawiac nad oddaniem głosu na Kaczyńskiego.
        Problem w tym ze prócz Kaczyńskiego, nie ma takiego kandydata który po zwycięstwie mógłby ograniczyc autorytarne zapędy Tuska.
        A nawet gdyby był to i tak znów wybór skupia się nie na hipotetycznej współpracy prezydenta z rządem po wyborach, a na hamowaniu się nawzajem przez jednego i drugiego.

    • Przypadek Kaczyńskiego Lecha
      to przypadek ostatniego pół roku pracy nad sobą i determinacji przed kolejnymi wyborami prezydenckimi. No i oczywiście wpływ doradców tj. zapewne Stasiaka. Nie mogę jakoś uwierzyć w tę trwałą przemianę JE Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

      • Tłumów urokiem osobistym to
        Tłumów urokiem osobistym to on porywał nie będzie nigdy. Ale sporo w tym racji, że to nieco inna osobowość niż brat i mamusia, o której nie należy zapominać, choćby jego osobiste życie o tym świadczy, ma żonę i córki nie wyklął gdy się rozwiodła z PiS i ożeniła z SLD. Zresztą poruszamy się w oparach beznadziei, takie subtelności w ogóle bym sobie darował. Teraz trzeba patrzeć na to, aby cokolwiek patrzyło na ręce PO, niczego poza Kaczyńskim niestety nie widzę.

  12. Nie ostatni Kaczyński, a Kaczyński Jarosław.
    Zapewne po tym co zaraz napiszę posypią się na mnie gromy, ale co tam.
    Obserwując raz mniej, raz bardziej prezydenturę Kaczyńskiego dochodzę do wniosku ze nie byłby takim złym prezydentem jakim jest teraz. Gdyby nie to ze zamiast myślec samodzielnie, za bardzo radzi się swojego nawiedzonego brata.
    Z obserwacji wydaje mi się że jest on dużo bardziej skłonny do kompromisów z rządem niż to wygląda obecnie. Mam tu na myśli chocby wyjazdy na szczyty do Brukseli. Kiedy strona rządowa, czy nawet sam Tusk proponowali wspólny wylot na szczyt, podział obowiązków na miejscu. Umiał bez problemu dojśc do porozumienia, a kilka godzin później zmieniał stanowisko o 180 stopni i stawiał niezrozumiałe i całkiem niemożliwe do zrealizowania stanowisko.
    I zgodzę się z MK ze sytuacja w której Kaczyński zostaje prezydentem na druga kadencje, byłaby dobra. Ale tylko i wyłącznie w przypadku takim że Jarosław zostaje wygnany i nie ma ŻADNEGO wpływu na decyzje brata.
    Oczywiście pomijam tutaj wady Kaczyńskiego, takie jak jego ‘mocarstwowe’ ambicje i obrażanie się o byle co.
    Odnosząc się do słów MK o tym że zaczyna myślec o oddaniu głosu na Kaczyńskiego. To niestety zaczynasz rozważac typowo polski wybór : nie za kimś tylko przeciwko komuś.
    Najpierw należałoby doprowadzic do sytuacji w której będziemy miec możliwośc dobrego wyboru, a nie wyboru mniejszego zła.

    • Zgoda, ale co do ostatniego
      Zgoda, ale co do ostatniego akapitu trudno mieć do mnie pretensje. Po prostu znów nie ma wyboru, bardzo, ale to bardzo boję się sytuacji, w której PO ma monopol na władzę, to jest dla mnie perspektywa katastrofalna. Nie wiem co będzie, wyrywanie się dziś z deklaracjami w takim kraju jak Polska to loteria, ale tego jednego jestem pewien, że oddanie pełni władzy Tuskowi skończy się katastrofą.

      • Ja nie mam o to pretensji, bo
        Ja nie mam o to pretensji, bo ja bardzo dobrze rozumiem dlaczego tak myślisz i dlaczego zaczynasz się zastanawiac nad oddaniem głosu na Kaczyńskiego.
        Problem w tym ze prócz Kaczyńskiego, nie ma takiego kandydata który po zwycięstwie mógłby ograniczyc autorytarne zapędy Tuska.
        A nawet gdyby był to i tak znów wybór skupia się nie na hipotetycznej współpracy prezydenta z rządem po wyborach, a na hamowaniu się nawzajem przez jednego i drugiego.

    • Przypadek Kaczyńskiego Lecha
      to przypadek ostatniego pół roku pracy nad sobą i determinacji przed kolejnymi wyborami prezydenckimi. No i oczywiście wpływ doradców tj. zapewne Stasiaka. Nie mogę jakoś uwierzyć w tę trwałą przemianę JE Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

      • Tłumów urokiem osobistym to
        Tłumów urokiem osobistym to on porywał nie będzie nigdy. Ale sporo w tym racji, że to nieco inna osobowość niż brat i mamusia, o której nie należy zapominać, choćby jego osobiste życie o tym świadczy, ma żonę i córki nie wyklął gdy się rozwiodła z PiS i ożeniła z SLD. Zresztą poruszamy się w oparach beznadziei, takie subtelności w ogóle bym sobie darował. Teraz trzeba patrzeć na to, aby cokolwiek patrzyło na ręce PO, niczego poza Kaczyńskim niestety nie widzę.

  13. Nie ostatni Kaczyński, a Kaczyński Jarosław.
    Zapewne po tym co zaraz napiszę posypią się na mnie gromy, ale co tam.
    Obserwując raz mniej, raz bardziej prezydenturę Kaczyńskiego dochodzę do wniosku ze nie byłby takim złym prezydentem jakim jest teraz. Gdyby nie to ze zamiast myślec samodzielnie, za bardzo radzi się swojego nawiedzonego brata.
    Z obserwacji wydaje mi się że jest on dużo bardziej skłonny do kompromisów z rządem niż to wygląda obecnie. Mam tu na myśli chocby wyjazdy na szczyty do Brukseli. Kiedy strona rządowa, czy nawet sam Tusk proponowali wspólny wylot na szczyt, podział obowiązków na miejscu. Umiał bez problemu dojśc do porozumienia, a kilka godzin później zmieniał stanowisko o 180 stopni i stawiał niezrozumiałe i całkiem niemożliwe do zrealizowania stanowisko.
    I zgodzę się z MK ze sytuacja w której Kaczyński zostaje prezydentem na druga kadencje, byłaby dobra. Ale tylko i wyłącznie w przypadku takim że Jarosław zostaje wygnany i nie ma ŻADNEGO wpływu na decyzje brata.
    Oczywiście pomijam tutaj wady Kaczyńskiego, takie jak jego ‘mocarstwowe’ ambicje i obrażanie się o byle co.
    Odnosząc się do słów MK o tym że zaczyna myślec o oddaniu głosu na Kaczyńskiego. To niestety zaczynasz rozważac typowo polski wybór : nie za kimś tylko przeciwko komuś.
    Najpierw należałoby doprowadzic do sytuacji w której będziemy miec możliwośc dobrego wyboru, a nie wyboru mniejszego zła.

    • Zgoda, ale co do ostatniego
      Zgoda, ale co do ostatniego akapitu trudno mieć do mnie pretensje. Po prostu znów nie ma wyboru, bardzo, ale to bardzo boję się sytuacji, w której PO ma monopol na władzę, to jest dla mnie perspektywa katastrofalna. Nie wiem co będzie, wyrywanie się dziś z deklaracjami w takim kraju jak Polska to loteria, ale tego jednego jestem pewien, że oddanie pełni władzy Tuskowi skończy się katastrofą.

      • Ja nie mam o to pretensji, bo
        Ja nie mam o to pretensji, bo ja bardzo dobrze rozumiem dlaczego tak myślisz i dlaczego zaczynasz się zastanawiac nad oddaniem głosu na Kaczyńskiego.
        Problem w tym ze prócz Kaczyńskiego, nie ma takiego kandydata który po zwycięstwie mógłby ograniczyc autorytarne zapędy Tuska.
        A nawet gdyby był to i tak znów wybór skupia się nie na hipotetycznej współpracy prezydenta z rządem po wyborach, a na hamowaniu się nawzajem przez jednego i drugiego.

    • Przypadek Kaczyńskiego Lecha
      to przypadek ostatniego pół roku pracy nad sobą i determinacji przed kolejnymi wyborami prezydenckimi. No i oczywiście wpływ doradców tj. zapewne Stasiaka. Nie mogę jakoś uwierzyć w tę trwałą przemianę JE Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

      • Tłumów urokiem osobistym to
        Tłumów urokiem osobistym to on porywał nie będzie nigdy. Ale sporo w tym racji, że to nieco inna osobowość niż brat i mamusia, o której nie należy zapominać, choćby jego osobiste życie o tym świadczy, ma żonę i córki nie wyklął gdy się rozwiodła z PiS i ożeniła z SLD. Zresztą poruszamy się w oparach beznadziei, takie subtelności w ogóle bym sobie darował. Teraz trzeba patrzeć na to, aby cokolwiek patrzyło na ręce PO, niczego poza Kaczyńskim niestety nie widzę.

  14. Nie ostatni Kaczyński, a Kaczyński Jarosław.
    Zapewne po tym co zaraz napiszę posypią się na mnie gromy, ale co tam.
    Obserwując raz mniej, raz bardziej prezydenturę Kaczyńskiego dochodzę do wniosku ze nie byłby takim złym prezydentem jakim jest teraz. Gdyby nie to ze zamiast myślec samodzielnie, za bardzo radzi się swojego nawiedzonego brata.
    Z obserwacji wydaje mi się że jest on dużo bardziej skłonny do kompromisów z rządem niż to wygląda obecnie. Mam tu na myśli chocby wyjazdy na szczyty do Brukseli. Kiedy strona rządowa, czy nawet sam Tusk proponowali wspólny wylot na szczyt, podział obowiązków na miejscu. Umiał bez problemu dojśc do porozumienia, a kilka godzin później zmieniał stanowisko o 180 stopni i stawiał niezrozumiałe i całkiem niemożliwe do zrealizowania stanowisko.
    I zgodzę się z MK ze sytuacja w której Kaczyński zostaje prezydentem na druga kadencje, byłaby dobra. Ale tylko i wyłącznie w przypadku takim że Jarosław zostaje wygnany i nie ma ŻADNEGO wpływu na decyzje brata.
    Oczywiście pomijam tutaj wady Kaczyńskiego, takie jak jego ‘mocarstwowe’ ambicje i obrażanie się o byle co.
    Odnosząc się do słów MK o tym że zaczyna myślec o oddaniu głosu na Kaczyńskiego. To niestety zaczynasz rozważac typowo polski wybór : nie za kimś tylko przeciwko komuś.
    Najpierw należałoby doprowadzic do sytuacji w której będziemy miec możliwośc dobrego wyboru, a nie wyboru mniejszego zła.

    • Zgoda, ale co do ostatniego
      Zgoda, ale co do ostatniego akapitu trudno mieć do mnie pretensje. Po prostu znów nie ma wyboru, bardzo, ale to bardzo boję się sytuacji, w której PO ma monopol na władzę, to jest dla mnie perspektywa katastrofalna. Nie wiem co będzie, wyrywanie się dziś z deklaracjami w takim kraju jak Polska to loteria, ale tego jednego jestem pewien, że oddanie pełni władzy Tuskowi skończy się katastrofą.

      • Ja nie mam o to pretensji, bo
        Ja nie mam o to pretensji, bo ja bardzo dobrze rozumiem dlaczego tak myślisz i dlaczego zaczynasz się zastanawiac nad oddaniem głosu na Kaczyńskiego.
        Problem w tym ze prócz Kaczyńskiego, nie ma takiego kandydata który po zwycięstwie mógłby ograniczyc autorytarne zapędy Tuska.
        A nawet gdyby był to i tak znów wybór skupia się nie na hipotetycznej współpracy prezydenta z rządem po wyborach, a na hamowaniu się nawzajem przez jednego i drugiego.

    • Przypadek Kaczyńskiego Lecha
      to przypadek ostatniego pół roku pracy nad sobą i determinacji przed kolejnymi wyborami prezydenckimi. No i oczywiście wpływ doradców tj. zapewne Stasiaka. Nie mogę jakoś uwierzyć w tę trwałą przemianę JE Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

      • Tłumów urokiem osobistym to
        Tłumów urokiem osobistym to on porywał nie będzie nigdy. Ale sporo w tym racji, że to nieco inna osobowość niż brat i mamusia, o której nie należy zapominać, choćby jego osobiste życie o tym świadczy, ma żonę i córki nie wyklął gdy się rozwiodła z PiS i ożeniła z SLD. Zresztą poruszamy się w oparach beznadziei, takie subtelności w ogóle bym sobie darował. Teraz trzeba patrzeć na to, aby cokolwiek patrzyło na ręce PO, niczego poza Kaczyńskim niestety nie widzę.

  15. Nie ostatni Kaczyński, a Kaczyński Jarosław.
    Zapewne po tym co zaraz napiszę posypią się na mnie gromy, ale co tam.
    Obserwując raz mniej, raz bardziej prezydenturę Kaczyńskiego dochodzę do wniosku ze nie byłby takim złym prezydentem jakim jest teraz. Gdyby nie to ze zamiast myślec samodzielnie, za bardzo radzi się swojego nawiedzonego brata.
    Z obserwacji wydaje mi się że jest on dużo bardziej skłonny do kompromisów z rządem niż to wygląda obecnie. Mam tu na myśli chocby wyjazdy na szczyty do Brukseli. Kiedy strona rządowa, czy nawet sam Tusk proponowali wspólny wylot na szczyt, podział obowiązków na miejscu. Umiał bez problemu dojśc do porozumienia, a kilka godzin później zmieniał stanowisko o 180 stopni i stawiał niezrozumiałe i całkiem niemożliwe do zrealizowania stanowisko.
    I zgodzę się z MK ze sytuacja w której Kaczyński zostaje prezydentem na druga kadencje, byłaby dobra. Ale tylko i wyłącznie w przypadku takim że Jarosław zostaje wygnany i nie ma ŻADNEGO wpływu na decyzje brata.
    Oczywiście pomijam tutaj wady Kaczyńskiego, takie jak jego ‘mocarstwowe’ ambicje i obrażanie się o byle co.
    Odnosząc się do słów MK o tym że zaczyna myślec o oddaniu głosu na Kaczyńskiego. To niestety zaczynasz rozważac typowo polski wybór : nie za kimś tylko przeciwko komuś.
    Najpierw należałoby doprowadzic do sytuacji w której będziemy miec możliwośc dobrego wyboru, a nie wyboru mniejszego zła.

    • Zgoda, ale co do ostatniego
      Zgoda, ale co do ostatniego akapitu trudno mieć do mnie pretensje. Po prostu znów nie ma wyboru, bardzo, ale to bardzo boję się sytuacji, w której PO ma monopol na władzę, to jest dla mnie perspektywa katastrofalna. Nie wiem co będzie, wyrywanie się dziś z deklaracjami w takim kraju jak Polska to loteria, ale tego jednego jestem pewien, że oddanie pełni władzy Tuskowi skończy się katastrofą.

      • Ja nie mam o to pretensji, bo
        Ja nie mam o to pretensji, bo ja bardzo dobrze rozumiem dlaczego tak myślisz i dlaczego zaczynasz się zastanawiac nad oddaniem głosu na Kaczyńskiego.
        Problem w tym ze prócz Kaczyńskiego, nie ma takiego kandydata który po zwycięstwie mógłby ograniczyc autorytarne zapędy Tuska.
        A nawet gdyby był to i tak znów wybór skupia się nie na hipotetycznej współpracy prezydenta z rządem po wyborach, a na hamowaniu się nawzajem przez jednego i drugiego.

    • Przypadek Kaczyńskiego Lecha
      to przypadek ostatniego pół roku pracy nad sobą i determinacji przed kolejnymi wyborami prezydenckimi. No i oczywiście wpływ doradców tj. zapewne Stasiaka. Nie mogę jakoś uwierzyć w tę trwałą przemianę JE Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

      • Tłumów urokiem osobistym to
        Tłumów urokiem osobistym to on porywał nie będzie nigdy. Ale sporo w tym racji, że to nieco inna osobowość niż brat i mamusia, o której nie należy zapominać, choćby jego osobiste życie o tym świadczy, ma żonę i córki nie wyklął gdy się rozwiodła z PiS i ożeniła z SLD. Zresztą poruszamy się w oparach beznadziei, takie subtelności w ogóle bym sobie darował. Teraz trzeba patrzeć na to, aby cokolwiek patrzyło na ręce PO, niczego poza Kaczyńskim niestety nie widzę.

  16. To jest setka, nic z tego nie będzie
    Masz 100% racji, i to nie swojej, tylko obiektywnej. To oznacza, że żaden z tych pomysłów nie przejdzie. Pomysły na koalicję są jak najbardziej realne, stoi im tylko na drodze jedna niewielka przeszkoda, Tusk. W sprawowaniu władzy chodzi o władzę a nie jej sprawowanie z pożytkiem ogółu, dlatego nikt się dobrowolnie władzą nie podzieli, a już na pewno nie Rudy. Tusk to jest dwóch Kaczyńskich w czystych butach.

    Śmiałe są słowa o ewentualnym poparciu w tym konkretnym glosowaniu Kaczyńskiego, tylko że wzięcia takiej możliwości pod uwagę potrzeba mieć w sobie nutę pragmatyzmu, a nie nocnik ideologii na łbie.

    Zastanawiam się, czy kiedy czytasz niektóre komentarze, to się zaśmiewasz czy zalewa Cię krew. Masz tu sporą kupkę betonu, która alergicznie reaguje na Kaczyńskich, po czym z z całą powagą pisze, że to Ty się uprzedziłeś do Tuska. Pisałem to u siebie, powtórzę i tutaj – peowcy to jest dokładnie taki sam beton jak pisowcy, tyle że są bardziej wygadani.

  17. To jest setka, nic z tego nie będzie
    Masz 100% racji, i to nie swojej, tylko obiektywnej. To oznacza, że żaden z tych pomysłów nie przejdzie. Pomysły na koalicję są jak najbardziej realne, stoi im tylko na drodze jedna niewielka przeszkoda, Tusk. W sprawowaniu władzy chodzi o władzę a nie jej sprawowanie z pożytkiem ogółu, dlatego nikt się dobrowolnie władzą nie podzieli, a już na pewno nie Rudy. Tusk to jest dwóch Kaczyńskich w czystych butach.

    Śmiałe są słowa o ewentualnym poparciu w tym konkretnym glosowaniu Kaczyńskiego, tylko że wzięcia takiej możliwości pod uwagę potrzeba mieć w sobie nutę pragmatyzmu, a nie nocnik ideologii na łbie.

    Zastanawiam się, czy kiedy czytasz niektóre komentarze, to się zaśmiewasz czy zalewa Cię krew. Masz tu sporą kupkę betonu, która alergicznie reaguje na Kaczyńskich, po czym z z całą powagą pisze, że to Ty się uprzedziłeś do Tuska. Pisałem to u siebie, powtórzę i tutaj – peowcy to jest dokładnie taki sam beton jak pisowcy, tyle że są bardziej wygadani.

  18. To jest setka, nic z tego nie będzie
    Masz 100% racji, i to nie swojej, tylko obiektywnej. To oznacza, że żaden z tych pomysłów nie przejdzie. Pomysły na koalicję są jak najbardziej realne, stoi im tylko na drodze jedna niewielka przeszkoda, Tusk. W sprawowaniu władzy chodzi o władzę a nie jej sprawowanie z pożytkiem ogółu, dlatego nikt się dobrowolnie władzą nie podzieli, a już na pewno nie Rudy. Tusk to jest dwóch Kaczyńskich w czystych butach.

    Śmiałe są słowa o ewentualnym poparciu w tym konkretnym glosowaniu Kaczyńskiego, tylko że wzięcia takiej możliwości pod uwagę potrzeba mieć w sobie nutę pragmatyzmu, a nie nocnik ideologii na łbie.

    Zastanawiam się, czy kiedy czytasz niektóre komentarze, to się zaśmiewasz czy zalewa Cię krew. Masz tu sporą kupkę betonu, która alergicznie reaguje na Kaczyńskich, po czym z z całą powagą pisze, że to Ty się uprzedziłeś do Tuska. Pisałem to u siebie, powtórzę i tutaj – peowcy to jest dokładnie taki sam beton jak pisowcy, tyle że są bardziej wygadani.

  19. To jest setka, nic z tego nie będzie
    Masz 100% racji, i to nie swojej, tylko obiektywnej. To oznacza, że żaden z tych pomysłów nie przejdzie. Pomysły na koalicję są jak najbardziej realne, stoi im tylko na drodze jedna niewielka przeszkoda, Tusk. W sprawowaniu władzy chodzi o władzę a nie jej sprawowanie z pożytkiem ogółu, dlatego nikt się dobrowolnie władzą nie podzieli, a już na pewno nie Rudy. Tusk to jest dwóch Kaczyńskich w czystych butach.

    Śmiałe są słowa o ewentualnym poparciu w tym konkretnym glosowaniu Kaczyńskiego, tylko że wzięcia takiej możliwości pod uwagę potrzeba mieć w sobie nutę pragmatyzmu, a nie nocnik ideologii na łbie.

    Zastanawiam się, czy kiedy czytasz niektóre komentarze, to się zaśmiewasz czy zalewa Cię krew. Masz tu sporą kupkę betonu, która alergicznie reaguje na Kaczyńskich, po czym z z całą powagą pisze, że to Ty się uprzedziłeś do Tuska. Pisałem to u siebie, powtórzę i tutaj – peowcy to jest dokładnie taki sam beton jak pisowcy, tyle że są bardziej wygadani.

  20. To jest setka, nic z tego nie będzie
    Masz 100% racji, i to nie swojej, tylko obiektywnej. To oznacza, że żaden z tych pomysłów nie przejdzie. Pomysły na koalicję są jak najbardziej realne, stoi im tylko na drodze jedna niewielka przeszkoda, Tusk. W sprawowaniu władzy chodzi o władzę a nie jej sprawowanie z pożytkiem ogółu, dlatego nikt się dobrowolnie władzą nie podzieli, a już na pewno nie Rudy. Tusk to jest dwóch Kaczyńskich w czystych butach.

    Śmiałe są słowa o ewentualnym poparciu w tym konkretnym glosowaniu Kaczyńskiego, tylko że wzięcia takiej możliwości pod uwagę potrzeba mieć w sobie nutę pragmatyzmu, a nie nocnik ideologii na łbie.

    Zastanawiam się, czy kiedy czytasz niektóre komentarze, to się zaśmiewasz czy zalewa Cię krew. Masz tu sporą kupkę betonu, która alergicznie reaguje na Kaczyńskich, po czym z z całą powagą pisze, że to Ty się uprzedziłeś do Tuska. Pisałem to u siebie, powtórzę i tutaj – peowcy to jest dokładnie taki sam beton jak pisowcy, tyle że są bardziej wygadani.

  21. kto tu naprawdę miesza
    Jak trafnie zauważyłeś Polska nie jest zwykłym krajem.
    Może tutaj aby rządzić trzeba mieć szerokie poparcie w całej ubecji. Służb jest sporo, pracuje w nich masa wpływowych ludzi którzy ”muszą” żyć godnie.
    Nie wiadomo nawet czy rząd ten interes kontroluje, czy też tylko wkupia się w ich łaski kosztownymi prezentami typu np. ustawy antyhazardowej.

    W krajach cywilizowanych jest dość podobnie, jednak tam służby zatrudniają ideowców ze starych rodów bezpieczniackich, oni wprawdzie też żerują na państwie, jednak odczuwają z nim jakaś tam ideową wieź.

    W Polsce jest inaczej, ideowców słusznie wywalono z uwagi na fatalność wyznawanej komuszej idei i zastąpiono młodymi przedsiębiorczymi ze smykałką do biznesu, którym Państwo Polskie całkowicie zwisa, pracują dla tego, kto lepiej zapłaci.
    Czy to będzie rząd, mafia, czy obce państwo – wszystko jedno.
    Jak do tego towarzystwa dodać jeszcze w roli szefów paru wytrawnych funkcjonariuszy którzy zjedli zęby na każdym rządzie od Gierka poczynając, to mamy spore państwo w państwie kierujące się wyłącznie własnym klanowym interesem, w dodatku rozbite na rywalizujące księstwa typu CBA i reszta.

    Każda służba musi mieć żłób z którego żyje, tradycyjnie tą rolę pełnią banki, hazard, media i sport, gospodarka niestety też.
    Nie mam pojęcia czy ten obraz jest prawdziwy, objawy wskazują, że to nie wykluczone.
    W Polsce niezwykle trudno wprowadzić jakąkolwiek zmianę ułatwiającą i upraszczającą życie podatnikom kosztem wygody i władzy administracji, natomiast ustawy kagańcowe załatwia się w trymiga. Coś w tym musi być.

  22. kto tu naprawdę miesza
    Jak trafnie zauważyłeś Polska nie jest zwykłym krajem.
    Może tutaj aby rządzić trzeba mieć szerokie poparcie w całej ubecji. Służb jest sporo, pracuje w nich masa wpływowych ludzi którzy ”muszą” żyć godnie.
    Nie wiadomo nawet czy rząd ten interes kontroluje, czy też tylko wkupia się w ich łaski kosztownymi prezentami typu np. ustawy antyhazardowej.

    W krajach cywilizowanych jest dość podobnie, jednak tam służby zatrudniają ideowców ze starych rodów bezpieczniackich, oni wprawdzie też żerują na państwie, jednak odczuwają z nim jakaś tam ideową wieź.

    W Polsce jest inaczej, ideowców słusznie wywalono z uwagi na fatalność wyznawanej komuszej idei i zastąpiono młodymi przedsiębiorczymi ze smykałką do biznesu, którym Państwo Polskie całkowicie zwisa, pracują dla tego, kto lepiej zapłaci.
    Czy to będzie rząd, mafia, czy obce państwo – wszystko jedno.
    Jak do tego towarzystwa dodać jeszcze w roli szefów paru wytrawnych funkcjonariuszy którzy zjedli zęby na każdym rządzie od Gierka poczynając, to mamy spore państwo w państwie kierujące się wyłącznie własnym klanowym interesem, w dodatku rozbite na rywalizujące księstwa typu CBA i reszta.

    Każda służba musi mieć żłób z którego żyje, tradycyjnie tą rolę pełnią banki, hazard, media i sport, gospodarka niestety też.
    Nie mam pojęcia czy ten obraz jest prawdziwy, objawy wskazują, że to nie wykluczone.
    W Polsce niezwykle trudno wprowadzić jakąkolwiek zmianę ułatwiającą i upraszczającą życie podatnikom kosztem wygody i władzy administracji, natomiast ustawy kagańcowe załatwia się w trymiga. Coś w tym musi być.

  23. kto tu naprawdę miesza
    Jak trafnie zauważyłeś Polska nie jest zwykłym krajem.
    Może tutaj aby rządzić trzeba mieć szerokie poparcie w całej ubecji. Służb jest sporo, pracuje w nich masa wpływowych ludzi którzy ”muszą” żyć godnie.
    Nie wiadomo nawet czy rząd ten interes kontroluje, czy też tylko wkupia się w ich łaski kosztownymi prezentami typu np. ustawy antyhazardowej.

    W krajach cywilizowanych jest dość podobnie, jednak tam służby zatrudniają ideowców ze starych rodów bezpieczniackich, oni wprawdzie też żerują na państwie, jednak odczuwają z nim jakaś tam ideową wieź.

    W Polsce jest inaczej, ideowców słusznie wywalono z uwagi na fatalność wyznawanej komuszej idei i zastąpiono młodymi przedsiębiorczymi ze smykałką do biznesu, którym Państwo Polskie całkowicie zwisa, pracują dla tego, kto lepiej zapłaci.
    Czy to będzie rząd, mafia, czy obce państwo – wszystko jedno.
    Jak do tego towarzystwa dodać jeszcze w roli szefów paru wytrawnych funkcjonariuszy którzy zjedli zęby na każdym rządzie od Gierka poczynając, to mamy spore państwo w państwie kierujące się wyłącznie własnym klanowym interesem, w dodatku rozbite na rywalizujące księstwa typu CBA i reszta.

    Każda służba musi mieć żłób z którego żyje, tradycyjnie tą rolę pełnią banki, hazard, media i sport, gospodarka niestety też.
    Nie mam pojęcia czy ten obraz jest prawdziwy, objawy wskazują, że to nie wykluczone.
    W Polsce niezwykle trudno wprowadzić jakąkolwiek zmianę ułatwiającą i upraszczającą życie podatnikom kosztem wygody i władzy administracji, natomiast ustawy kagańcowe załatwia się w trymiga. Coś w tym musi być.

  24. kto tu naprawdę miesza
    Jak trafnie zauważyłeś Polska nie jest zwykłym krajem.
    Może tutaj aby rządzić trzeba mieć szerokie poparcie w całej ubecji. Służb jest sporo, pracuje w nich masa wpływowych ludzi którzy ”muszą” żyć godnie.
    Nie wiadomo nawet czy rząd ten interes kontroluje, czy też tylko wkupia się w ich łaski kosztownymi prezentami typu np. ustawy antyhazardowej.

    W krajach cywilizowanych jest dość podobnie, jednak tam służby zatrudniają ideowców ze starych rodów bezpieczniackich, oni wprawdzie też żerują na państwie, jednak odczuwają z nim jakaś tam ideową wieź.

    W Polsce jest inaczej, ideowców słusznie wywalono z uwagi na fatalność wyznawanej komuszej idei i zastąpiono młodymi przedsiębiorczymi ze smykałką do biznesu, którym Państwo Polskie całkowicie zwisa, pracują dla tego, kto lepiej zapłaci.
    Czy to będzie rząd, mafia, czy obce państwo – wszystko jedno.
    Jak do tego towarzystwa dodać jeszcze w roli szefów paru wytrawnych funkcjonariuszy którzy zjedli zęby na każdym rządzie od Gierka poczynając, to mamy spore państwo w państwie kierujące się wyłącznie własnym klanowym interesem, w dodatku rozbite na rywalizujące księstwa typu CBA i reszta.

    Każda służba musi mieć żłób z którego żyje, tradycyjnie tą rolę pełnią banki, hazard, media i sport, gospodarka niestety też.
    Nie mam pojęcia czy ten obraz jest prawdziwy, objawy wskazują, że to nie wykluczone.
    W Polsce niezwykle trudno wprowadzić jakąkolwiek zmianę ułatwiającą i upraszczającą życie podatnikom kosztem wygody i władzy administracji, natomiast ustawy kagańcowe załatwia się w trymiga. Coś w tym musi być.

  25. kto tu naprawdę miesza
    Jak trafnie zauważyłeś Polska nie jest zwykłym krajem.
    Może tutaj aby rządzić trzeba mieć szerokie poparcie w całej ubecji. Służb jest sporo, pracuje w nich masa wpływowych ludzi którzy ”muszą” żyć godnie.
    Nie wiadomo nawet czy rząd ten interes kontroluje, czy też tylko wkupia się w ich łaski kosztownymi prezentami typu np. ustawy antyhazardowej.

    W krajach cywilizowanych jest dość podobnie, jednak tam służby zatrudniają ideowców ze starych rodów bezpieczniackich, oni wprawdzie też żerują na państwie, jednak odczuwają z nim jakaś tam ideową wieź.

    W Polsce jest inaczej, ideowców słusznie wywalono z uwagi na fatalność wyznawanej komuszej idei i zastąpiono młodymi przedsiębiorczymi ze smykałką do biznesu, którym Państwo Polskie całkowicie zwisa, pracują dla tego, kto lepiej zapłaci.
    Czy to będzie rząd, mafia, czy obce państwo – wszystko jedno.
    Jak do tego towarzystwa dodać jeszcze w roli szefów paru wytrawnych funkcjonariuszy którzy zjedli zęby na każdym rządzie od Gierka poczynając, to mamy spore państwo w państwie kierujące się wyłącznie własnym klanowym interesem, w dodatku rozbite na rywalizujące księstwa typu CBA i reszta.

    Każda służba musi mieć żłób z którego żyje, tradycyjnie tą rolę pełnią banki, hazard, media i sport, gospodarka niestety też.
    Nie mam pojęcia czy ten obraz jest prawdziwy, objawy wskazują, że to nie wykluczone.
    W Polsce niezwykle trudno wprowadzić jakąkolwiek zmianę ułatwiającą i upraszczającą życie podatnikom kosztem wygody i władzy administracji, natomiast ustawy kagańcowe załatwia się w trymiga. Coś w tym musi być.

  26. a może to taka “chciwość” polityczna
    Tusk nie chce sie dzielić ew sukcesami z nikim.
    Zanim MK mnie op.. przypomnę co wyczytałem nie tak dawno – cytuję z pamięci “zgłaszało się do mnie wiele osób ze świecznika”, “ale JA nie uległem”
    Co prawda w Tuska nie za bardzo wierzę ale takie rozwiązanie zostało pominięte w wykazie.

  27. a może to taka “chciwość” polityczna
    Tusk nie chce sie dzielić ew sukcesami z nikim.
    Zanim MK mnie op.. przypomnę co wyczytałem nie tak dawno – cytuję z pamięci “zgłaszało się do mnie wiele osób ze świecznika”, “ale JA nie uległem”
    Co prawda w Tuska nie za bardzo wierzę ale takie rozwiązanie zostało pominięte w wykazie.

  28. a może to taka “chciwość” polityczna
    Tusk nie chce sie dzielić ew sukcesami z nikim.
    Zanim MK mnie op.. przypomnę co wyczytałem nie tak dawno – cytuję z pamięci “zgłaszało się do mnie wiele osób ze świecznika”, “ale JA nie uległem”
    Co prawda w Tuska nie za bardzo wierzę ale takie rozwiązanie zostało pominięte w wykazie.

  29. a może to taka “chciwość” polityczna
    Tusk nie chce sie dzielić ew sukcesami z nikim.
    Zanim MK mnie op.. przypomnę co wyczytałem nie tak dawno – cytuję z pamięci “zgłaszało się do mnie wiele osób ze świecznika”, “ale JA nie uległem”
    Co prawda w Tuska nie za bardzo wierzę ale takie rozwiązanie zostało pominięte w wykazie.

  30. a może to taka “chciwość” polityczna
    Tusk nie chce sie dzielić ew sukcesami z nikim.
    Zanim MK mnie op.. przypomnę co wyczytałem nie tak dawno – cytuję z pamięci “zgłaszało się do mnie wiele osób ze świecznika”, “ale JA nie uległem”
    Co prawda w Tuska nie za bardzo wierzę ale takie rozwiązanie zostało pominięte w wykazie.