Donald nie będzie pilnował żyrandola w Brukseli

Prześlij dalej:

Niestety albo na szczęście zawsze trzeba myśleć i od tej powinności od czasu do czasu każdy z nas robi sobie urlop, a potem takie mamy efekty jakie mamy. Banalny zabieg propagandowy i nikt, absolutnie nikt nie zauważył grubymi nićmi szytej sensacji europejskiej. Buzek, Lewandowski, szyszki z partii unijnych chadeków i jeszcze kilku gwiazdorów klęło się na wszelkie świętości, że Tusk w roli szefa KE to nie żaden żart, ani też plotka tylko realna, bardzo poważna kandydatura – faworyt. No i co? Nie wstyd nam wszystkich publikującym rozmaite mądrości? Nie wstyd? W elementarzu propagandy na pierwszej stronie i w streszczeniu, stoi jak wół: „Gdy frajer i jego otoczenie głośno krzyczy, że jest faworytem na wysokie polityczne stanowisko, to pali swoją kandydaturę nie przebierając w środkach”. Zgadza się? Niestety po czasie. Przez kilka tygodni niejeden się wyrwał jak smarkaty, siebie nie wykluczam, skoro wszyscy to wszyscy. Donald w ostatnim czasie uruchomił wszelkie środki, żeby spalić swoją kandydaturę na szefa KNF i dalsze kroki są konsekwencją obranego celu. Prostackiego numeru nie zauważył nikt, ale interpretacja „decyzji” Tuska jest już zgodna i trafiająca w punkt. Oczywiście, że Tusk wyprzedził swoją katastrofę na odcinku europejskim, łkając u Lisa, że „Polska jest najważniejsza”. Dwóch bohaterów mi się przypomniało, gdy usłyszałem o tym, jak Donald „rezygnuje” z zaszczytów i poświęca się Ojczyźnie. Pierwszym jest Kazimierz Pawlak, który „gdyby chciał się uczyć, to i biskupem mógłby zostać”. Drugi to Leszek Balcerowicz, ten wspaniałomyślny heros, rezygnujący z wielomilionowych apanaży „w każdym światowym banku”, na rzecz ciężkiej pracy u podstaw NBP.

Tusk łączy w sobie obie śmieszności, wystawił Europie „Malucha” przez gankiem i telewizor w oknie, że niby taki wielki gospodarz i choć ubogi krewny, to gorszy nie jest – postęp jak za Gierka. Z drugiej strony opowiedział miejscowym tę samą bajeczkę o księciu, którego świat kocha i tylko we własnym królestwie lud niewdzięczny wiesza psy. Leszek Balcerowicz po najwyżej opłacanej fuszerce w swoim życiu, wylądował nie w światowych bankach, których był pacynką sterowaną przy pomocy palca zatkniętego w …., ale w fundacji, sponsorowanej przez spółki skarbu państwa, jak na neoliberała przystało. Tusk skończy jeszcze gorzej, bo widać, że robi pod siebie i w panice popełnia kardynalne błędy. Nieważne jakie były szanse Donalda na stołek szefa KE, ważne, że wiedział od dawna lub się dowiedział w ostatnim czasie, że szanse ma niewielkie. W normalnej propagandowej formie Donald zrobiłby z minimalnych szans szeptaną sensację podrzucaną zaprzyjaźnionym mediom, z których nieraz zrobił idiotów i nie, żeby to takie trudne było, ale też świadczy co obie strony sobą reprezentują. Media dostałby zadanie propagandowe, natomiast Tusk udawałby raz zażenowanego innym razem siłę spokoju pewną swojej wartości. Donald w formie jest beznadziejnej, dlatego ze strachu, że się legenda o uwielbianym przez Europę polskim premierze posypie, zrobił to co zawsze – uciekł do przodu. Oddał niebagatelne narzędzie propagandowe, ponieważ zląkł się zdemaskowania własnej legendy „europejskiego męża stanu”, którą sam zbudował i pompował. Tani spektakl z poświęceniem dla Ojczyzny daje mu alibi, w sposób oczywisty nikt się nigdy nie dowie ile Donald w Europie jest wart, czyli nadal będzie mówić, że jest wart złote góry, jeno dla Rzeczypospolitej serce ofiarował. Jedno w zachowaniu Tuska jest niezmienne, on nigdy nie zrobił i nie zrobi nic co wymagałby ryzyka, zawsze kombinuje z wróblami w garści, które posiada.

Spanikowany uciekł przed kompromitacją europejską i pewnie mu się wydawało, że jak pokaże swoją wewnętrzną determinację, to wzmocni się na pozycji lidera partii i rządu. Nic bardziej mylnego, gdyby Tusk nie narobił w gacie mógłby powtórzyć numer z kandydaturą na prezydenta RP, trzymać w napięciu do samego końca i grać politycznie wszelkimi frakcjami w PO oraz konkurencją zewnętrzną. Dopiero na końcu, tuż przed finałem, powinno paść, że „Polska jest najważniejsza”, a nie żyrandol w Brukseli. Stało się odwrotnie i we wszystkich kierunkach poszedł żałosny komunikat. Tusk, co najwyżej może sobie wygrać wybory z Gowinem i Schetyną, w Europie jest nikim, przed wyborami europejskimi stchórzył. Wolta Donalda kolejny raz pokazuje, że hierarchia działania, którą odgadłem bez pudła, nie zmienia się ani na jotę. Celem numer jeden Tuska jest stołek przewodniczącego PO, bo tyle realnie Donald jest jeszcze w stanie osiągnąć i to pod warunkiem, że się będzie śpieszył. Z utratą stołka premiera sopocki trampkarz, też się pogodził i tylko kombinuje w jaki sposób tę „odważną decyzję” w odpowiednim czasie przekazać.

Minimalizm i asekuracja w działaniu od początku politycznej kariery Tuska były jego wizytówką. Umiał włazić w tyłek Wałęsie, Bieleckiemu, Michnikowi i jako bezpieczny włazidup bez większych ambicji dostąpił namaszczenia salonów, bez namaszczenia pałętałby się gdzieś między progiem wyborczym i kolejną inicjatywą „liberalną”. Putinowi i Merkel wchodził jeszcze głębiej, ale poważni politycy nawet marionetki wybierają sobie na odpowiednim poziomie. Po co komu pajacyk, który poza podkładaniem nogi byłym kolegom z własnej partii, nie jest w stanie niczym innym rozśmieszyć, ani zaskoczyć. I jeszcze jedna mała uwaga. Tak sobie myślę, że największy obciach byłby wtedy, gdyby Tuska w wyścigu na stanowisko szefa KE wyprzedził Radek Ćwierkacz, który wbrew pozorom ma więcej argumentów, przede wszystkim odpowiedniej, światowej rangi teściów. Przegrać stołek szefa KE to jedno, a przegrać z Sikorskim, czy jakąś inną baronessą Ashton, to drugie i chyba od tego drugiego Donald narobił w porcięta.

3.51
8982 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

10 (liczba komentarzy)

  1. Kto mu to podsunął? To jest jeszcze większy obciach niż pieniaczenie się z urbanem o przeprosiny w kozaczku&pudelku.pl.
    Przypomniała mi się jedna z fraszek Waligórskiego:
    "Latał sobie z radarem pewien gacek młody
    I po drodze omijał przeróżne przeszkody,
    Lecz właśnie gdy się cieszył, że je tak omija,
    Wpadłszy na jedną z przeszkód rozbił sobie ryja."

  2. avatar

    A tu akurat bardziej pajacują inicjatorzy akcji "ratujmy maluchy". Wyjątkowy kretynizm w klasycznym lewackim stylu i aż mi szczęka opada, gdy widzę zaangażowanie prawicowych aktywistów. Niech mi który wytłumaczy przed czym ratujemy maluchy? Przed szkołą? Szkoła "zabiera dzieciństwo"? Ku...a, toż przy tym lewackie wychowanie "bezstresowe" i klaps na dupę jako przemoc patriarchalna, to pikuś. Niemcy i Anglicy chodzą do szkoło od 5 lub 6 lat i to u nich polskie dzieci po skończonej szkole zmywają gary i przewijają pampersy dorosłym. Autorów tego idiotyzmu posłałbym do szkoły, na stare lata. Tutaj nawet Tusk wygląda mądrzej i to jest dopiero tragedia...

  3. nie rozwiąże się problemów. Zagęszczenie, niedostosowanie, przemoc itd. itp. W jakiejś wsi dzieci żeby dojechać do szkoły muszą o szóstej rano wyjechać gimbusem, bo objeżdża on pół powiatu.
    "Reforma" Hall podobna jest do reformy "śmieciowej", trochę tak, trochę nie, może pójdą w tym roku, może w przyszłym, pójdą te co urodziły się w pierwszym półroczu, rodzice nie wiedzą na czym stoją. W Irlandii dzieci oddawane są przygotowaniu do szkoły już w wielu 4 lat. Tylko czy my możemy w ogóle porównywać się do Niemiec, Angli czy USA? Widziałeś ile waży plecak pierwszoklasisty? A przecież książki i zeszyty mogłyby zostawać w szkole.

  4. avatar

    No to właśnie jest to poplątanie z pomyleniem. Czym innym jest burdel jaki przy okazji tej reformy powstał i tutaj pełna zgoda, a czym innym sama negacja idei, która jest ze wszech miar tandeta płaczliwą. Problem polega na tym, że większość ludzi, którzy "ratują maluchy" mają jakiś dekielek pod czaszką przestawiony, akurat w tej kwestii, bo wśród nich widzę wielu inteligentnych, który nie pozwala im spojrzeć na rzecz racjonalnie. Jest dokładnie odwrotnie, szkoła nie zabija, ale bardzo często ratuje dzieciństwo. Szkoła i szybsze do niej pójście daje większe szanse dzieciom na psychiczny i intelektualny przeskok, zwłaszcza tym, których życie nie rozpieszcza. Dramatyczne opowieści o plecakach i wstawaniu o 6 rano, to naprawdę demagogia. Pewnie, że mogliby wstawać później i mniej nosić, ale życie nie jest usłane różami i tego się trzeba od dziecka uczyć. A jeśli chodzi o wiejskie szkoły, to większym problemem od gimbusa i ciężaru plecaka jest to, że połowa dzieci z popegeerowskich rodzin dopiero w szkole dowiaduje się, że po sikaniu myje się ręce i że nie mówi się "psze pani idę srać", tylko chcę do toalety. Akurat te sprawy mam na bieżąco, bo sam przerabiałem i codziennie słyszę opowieści ze szkoły, także szlag mnie trafia gdy słyszę te wszystkie "pcim ciam, niuniu, niuniu, biedne małe szkraby i już do szkoły". Dziamdzianie niedojrzałych ludzi, którzy "ratują" własne niedostatki emocjonalne, a nie maluchy. Trzeba uporządkować szkoły, a nie wylewać dzieci z kąpielą głupkowatymi, efekciarskimi akcjami.

  5. nie ma mamy ani taty tylko rodzic, 5 letni "homoseksualiści". Istotne jest to, że Tusk nie ma w d 900 000 Polaków, tylko demokrację. Bo demokracją jest to co on sobie w Grupińskim pogadaja w salonie a nie to co Polacy chcą. Ten bełkot ze chodzi o przyszłość dzieci. Skoro przyszłością Polski jest tania siła robocza, po co dawać trzylatki do szkoły? Na pewno musi ich niepokoić fakt że rodzą sie inicjatywy oddolne niesterowane przez jedynie słuszną siłe. Byli organizatorzy, organizacja poparcie. Ważne jest żeby odrzucic polityke "Kaczyński to ekstremista a my reprezentujemy zdrowa większość" bo prawie wszystko co mówi agitator z biuletynu to prawda minus  180 stopni. To on i jego formacja są ekstremistami a Kaczyński reprezentuje tradycyjne poglądy większości Polaków.

  6. Nie chodzi o to, że posłanie sześcioletnich dzieci do szkół jest z zasady niesłuszne - można o tym dyskutować, taką decyzję można sensownie uzasadniać. Chodzi o to kto to robi i w jaki sposób.

    W jednym zdaniu: dzieci są w tej reformie na samym końcu łańcucha troficznego.

  7. avatar

    No tutaj zgoda, jak pisałem wyżej - klasyczny burdel Tuska. Ale nie bądźmy hipokrytami, przecież większość tych celebrytów i aktywistów "ratujących maluchy" protestuje przeciw samej idei, bo zamienili sobie tandetną i szkodliwą emocjonalność z racjonalnym podejściem do socjalizacji, czyli czegoś, co kształtuje człowieka jako człowieka, a nie "synusia mamusi".

  8. poziom edukacji w Polsce. To jest ciekawy temat.

  9. Ja pamiętam jak Sikorski już, już, już o mały włos miał być szefem NATO. A Kwach chyba Sekretarzem Generalnym ONZ. Po Smoleńsku nikt normalny na zachodzie nie bierze chyba poważnie takich ludzi.
    Może oficjalnie Tuska tam chwalą, ale w zaciszu gabinetów pewnie ma opinię użytecznego fagasa Makreli. Dla nas perspektywa Tuska jako premiera do 2015 roku, to bardzo dobra informacja. Oczywiście, szkoda Polski, ale może PO podzieli los AWS i UW? Dla takiej perspektywy warto poczekać te dwa i pół roku. Chyba.

  10. avatar

    Ano obtoczyć go w goownie posypać piórami i wywieść na taczce POza granicę zachodnią jako prezent