Dla mnie rok 2013 był rokiem „Berka” – sukces wolnych ludzi

Prześlij dalej:

Co dla pana/pani było wydarzeniem roku? Takich pytań padnie zewsząd mnóstwo i większość odpowiedzi nie będzie dotyczyć treści pytania, ale wydarzeń jako takich. Odpowiadając precyzyjnie na rutynową formułkę „dla mnie”, którą wygłasza się z końcem każdego roku, mogę użyć tylko jednego słowa – „Berek”. Historia pisania i wydawania zakazanej powieści jest dokładnie taka sama jak książka i taka sama, jak otaczająca nas rzeczywistość, z którą wielu z nas szarpie się codziennie. Pisałem „Berka” trochę dłużej niż rok, po wszystkich wydawnictwach tułałem się ponad dwa lata i zwracam uwagę na kolejną precyzję: „wszystkich wydawnictwach”. Nim stał się cud połączony z przypadkiem, książka trafiła do kliku „niepokornych” recenzentów, cześć się w ogóle nie odezwała, paru się odezwało: „życzę powodzenia, obiecujące, ale wie pan, sam pan rozumie”. Nie będę się pastwił nad nazwiskami i wydawnictwami, które odpowiadały językiem topornej dyplomacji, każdy ma prawo być w takim stopniu niepokorny, na ile czuje się na siłach. Chciałbym jednak podkreślić rzecz niezwykle istotną, bo nikogo nie zamierzam molestować długimi zachętami i anegdotami kierującymi do księgarni. W ostatnich tygodniach dużą karierę robią „Resortowe dzieci” i mam ten komfort, że nie muszę się tłumaczyć z zazdrości, kompleksów oraz innych niecnych zamiarów. Swoją niewyparzoną gębą odszczeknąłem się w stronę krytyków „Resortowych dzieci”, jako jeden z pierwszych, zwłaszcza tych krytyków z prawej strony. Książka i przede wszystkim sukces ksiązki jest niezwykle potrzebny, chociaż jej siłę przekazu trochę rozdęto, moim zdaniem mamy do czynienia z kolejną kroplą, nie lawiną drążącą skałę, niemniej tym razem kropla wwierciła się wyjątkowo głęboko i boleśnie, co widać wyraźnie po histerycznych reakcjach bohaterskich dzieci resortu. Chwała Autorom! Póki żyje i wątroba wytrzymuje przyjmowanie płynów, będę bronił takich książek, ponieważ one powinny powstać już wieki temu, wbrew wszelkim lamentom tandetnie moralizatorskim.

Strony

12581 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

19 (liczba komentarzy)

  1. rd - zagladanie do szafy i plotkownie - dobrze sie sprzedaje
    b - policzek zasluzenie oddany - dobrze sie sprzedaje ale... czyta 'po cichu' bo starsi-madrzejsi... wicie-rozumicie

    ps
    re. b - czy juz slychac nadchodzacy wrzask?

  2. po Czarnym ptasiorze Siedleckiej? Czy tylko skończyło na na mianie "najgłośniejszej"?

  3. spowodowany przez b ('Berek')

  4. i pytam czy jest jakaś nadzieja ...

  5. To że Berek dobrze idzie, bardzo cieszy. Idzie cichcem, ale idzie.
    Nie mogę pozbyć się resztek przekąsu gdy chodzi o zbyt "dzieci resortowych". Po pierwsze, ksiażka nikomo nie szkodzi, bo jej bohaterami są zawodowi celebryci (poza Solorzem), czyli ich wartosć rynkowa i zarobki rosną gdy często o nich się mówi.
    Po drugie twarze na okładce mają tak dobrze znane życiorysy, że w zasadzie nie warto czytac.
    No, ale jakby to były np twarze nieznanych bankierów, to nikt by nie kupił.

  6. jak by się wydawało ... I w wielu przypadkach książka rozbija beztroskie zapomnienie, że Wiadomości to Dziennik Telewizyjny, teraz już nawet nie w wersji zachodniej, jak to było na początku, tylko styl, nawet intonacja całkiem peerelowe. Naprawdę działa jako argument jak się ma wokół siebie oczadziałych co to argumentację mają "a w wiadomościach mówili".
    Nie mogę się wprost doczekać reszty, szczególnie "ludzi nauki".

    Berka przeczytałam, teraz podam dalej a drugi egzemplarz kupię do mojej biblioteki.

  7. No zobaczymy, albo nie.
    Jeśli o ludziach nauki, to raczej nie o jakimś profesorze Gąbce od hydrauliki, tylko znów ludzie z telewizji, czyli ten sam lep na publicznośc.
    Ale może być ciekawe i pożyteczne.
    Pożytek płynący z upuszczenia pary z niektórych nadętych.

  8. I o to chodzi, żeby pokazać co to za "ałtorytety medialne". Spod jakiego kamienia toto wypełzło.
    Środzina aż się prosi, zwłaszcza, że co zajrzę do Wiki, to mniej i mniej o tatusiu informacji.
    Co nas obchodzi przeciętny Gąbka, co się do partii był zapisał, jeśli jest przyzwoitym hydraulikiem, nie jakimś Łysenką, rzecz jasna.
    Biedronia by warto wyobracać ... To coś Grodzkie ładnie opisać.
    Pewnie, że mogą być problemy ale mam nadzieję, że do przezwyciężenia. Bo już kilka tytułów przepisanych żywcem z IPN wyszło i mają się świetnie. Ku mej radości :)

  9. Gratuluje sukcesu książki. Kiedyś napewno kupię.
    Co do "towarzycha", to najwazniejsze jest rozbicie tego układu, gdyby się to udało, to potem martwić można się co dalej. 
    Za dziećmi resortowymi stoi ktoś wyższy, oni są tylko głosem ich przemyśleń, choć pewnie sami bronią zapewne i siebie i resztę. Najwazniejsze że sukcesy są, bo książka podobno sprzedaje się dobrze. Też pewnie nie przeczytam w najblizszym czasie, bo patologia mnie nie interesuje, wystarczy że wiem kto i co robił z netu. 
    Zgadzam się że droga i długa i trudna. 
    Najwazniejsze to zmiana mentalnosci Polaków, bo to jest katastrofa. Wad jest tyle co nie miara. Widać zmiany, po głosach na forach.

  10. Lecz na drugą stronę
    Głową przebić się
    Przez obłędu los-
    To jest dopiero coś!"

    Czas na scenariusz do filmu. Może jeszcze nie teraz...

  11. a bigos czyli pomieszanie z poplataniem to przeciez najcudowniejsza potrawa swiata.
    i masz racje, ze to nie kwestia skladnikow ale ich proporcji i jakosci: jestesmy poki co za biedni, zeby z obecnych skladnikow wyszedl bigos inny od tego jaki podawano na stolowkach kopalnianych, gdzie stolowalismy sie czasami za darmo, bo tata byl gornikiem. Z calym szacunkiem dla kochanych pan kucharek, nie byl to bigos z grzybami, suszonymi sliwkami, podlany czerwonym winem i odstany kilka conajmniej dni. Na cos takiego musimy jeszcze poczekac.

    dzisiejszy wpis uswiadomil mi dlaczego zawsze czulam symptie do Kaczorow i co glownie impregnowalo mnie na gowno rozpylane w betoniarach medialnych pod ich adresem: oni mieli/maja na czole wypisane, ze sami sa sobie sterem i zeglarzem.
    Smolensk temu diamentowi dodal tylku sznytu (z calym szacunkiem dla cierpienia, ale tak to wlasnie jest).


  12. i ja to zaobserwowałam. Przykro mówić ale nabrał szlifu.
    Wyjąca tłuszcza natomiast zmieniła narrację ze "śmiesznego" na "nienawistnego". O dziwo i oni mają oczy :)

  13. i ja to zaobserwowałam. Przykro mówić ale nabrał szlifu.
    Wyjąca tłuszcza natomiast zmieniła narrację ze "śmiesznego" na "nienawistnego". O dziwo i oni mają oczy :)

  14. avatar

    W końcówce się rozpędziłem i coś mi nie pasowało. Więc wróciłem jeszcze raz do przeczytania jak ostatecznie został zmontowany wywiad. 

    Co było odkryciem? "Anonimowi zwycięzcy". Po prostu iluminacja. Chodziło to za mną przez długi czas i się nie wyartykułowalo. Ująłeś to Matka w dwa słowa. Majstersztyk.

    Co jeszcze mnie trafiło? "Najtrudniej jest skazać niewinnego". To przejdzie do języka potocznego.

  15. avatar

    Jurek O. znów nadaje ...

  16. ...Owsik jeszcze się lansuję z pobitymi dziećmi, co za menda. Ale czego nie zrobi się aby Złoty Melon się kręcił.

  17. avatar

    W 2014. Żeby dotarły do większej liczby czytelników i przywróciły proporcję ( mocium panie)

    Resortowe dzieci trzeba mieć. To jest książka z gatunku "Who is who". Ewentualne poprawki sobie samemu wprowadzać.

    Niestety koteria opozycji jest nieunikniona. Nie od dziś wiadomo, że w pojedynkę się nie da rady.  Z drugiej strony koteria rozmywa siłę i przekaz staje się niwiarygodny. 
    W pojedynkę  jest dużo trudniej. A więcej , można przepaść. Żeby się tak nie stało.

    ( TV niedawno  dało film  „Mis”  To Resortowi rodzice )                              
     

  18. życzę Panu Piotrowi scenariusza do filmu pod tym samym tytułem. W ramach zachowania symetrii, której dziś tak brakuje. Do 1989 roku, z pominięciem tzw. "wydarzeń marcowych", byłem od tego tematu wolny.

  19. avatar

    http://histmag.org/8790 ale podobny do Węglarczyka

  20. Strony