„Deklaracja wiary”, czyli ideologiczna paranoja jest goła od przodu i od tyłu

Prześlij dalej:

Banałem jest stwierdzenie, że RPIII dostarcza takiej dawki codziennej paranoi, która pozwala na permanentne podniecanie tłumów, ale bywa też tak, że paranoja się zapętli. Przeczytałem sobie tekst „Deklaracji wiary” i muszę powiedzieć wprost, że autorowi nie postawiłbym miernej na szynach. Tekst jest beznadziejny, brzmi jak dewotka, która zabrała głos w imieniu klubu sejmowego i jest przekonana o genialności wygłaszanych sądów, ponieważ ma błogosławieństwo przewodniczącego. Konstrukcja deklaracji woła o pomstę do nieba, przede wszystkim dlatego, że daje Michnikowi gotową armatę wycelowaną w „ciemnogród”. Nim się zacznie bulwersować ta część narodu, która jest moją częścią, bardzo proszę przez chwilę się zastanowić nad sensem logicznym i gramatycznym następującego zdania: „UZNAJĘ, iż ciało ludzkie i życie, będąc darem Boga, jest święte i nietykalne:
- ciało podlega prawom natury, ale naturę stworzył Stwórca”. Nie interesuje mnie ideologia i wyznanie wiary, czytam to zdanie tylko i wyłącznie pod kątem rozbioru logicznego w podwójnym znaczeniu: gramatycznym i rozumowym. Nie da się odszyfrować powyższych słów inaczej niż: „Niech się dzieje wola nieba”, co jest całkowitym zaprzeczeniem i podważeniem sensu istnienia zawodu lekarza. Lekarze z definicji zajmują się poprawieniem natury i polemiką z bożym porządkiem, który często doświadcza ciężką chorobą dziecko, niewiastę i Bogu ducha winnego męża. Powie ktoś, że przecież w całym tekście chodzi o to, żeby nie zabijać dzieci, które się jeszcze nie narodziły, nie zabijać starców, którzy jeszcze żyją i nie przyszywać cycków facetom, ani penisów facetkom. Zgoda o to właśnie chodzi i pod całością się podpisuję, jako ateusz, ale na miły Bóg to jeszcze trzeba po polsku i z sensem napisać. Deklaracja lekarzy katolików jest sensownym kodeksem etycznym, to znaczy byłaby gdyby dewocja i grafomania nie zastąpiła sedna, którego trzeba się domyślać albo intuicyjnie wyczuć.

Gdy się pisze o sprawach fundamentalnych wypada zachować porządek logiczny, gramatyczny i przede wszystkim jasność przekazu. Tym bardziej smuci tekst deklaracji, że pisali go ludzie wykształceni. Powiem wprost, w życiu bym się pod czymś tak amatorsko skleconym nie podpisał, ale tu się kończy moja ostra krytyka „deklaracji”. Po drugiej stronie paranoi jest to, co zawsze. Postępowe środowiska skorzystały z prezentu w postaci topornej formy i stylistyki tekstu, żeby ukamienować „katolickich fanatyków”. Zaczęła się ostra jazda pod tytułem: „A co będzie, gdy będzie, bo przecież może być?”. Odpowiem mądrzejszym pytaniem. A co było do tej pory? Czy Ci lekarze, u których chciałbym się leczyć, pomimo tego, że nie przeczytali uważnie pod czym się podpisują, kogokolwiek posłali do piachu? Oni się narodzili wraz z „deklaracją wiary”? Wydaje się, że spora część z nich leczy od kilkudziesięciu lat i nie pamiętam artykułu, nawet w GW, w którym katolicki lekarz zabił pacjenta z powodu swojej wiary. Mamy do czynienia z typowym biciem ideologicznej piany i o ile katoliccy lekarze wyprodukowali dewocyjna epistołę w obronie jak najbardziej elementarnych treści przysięgi Hipokratesa, to „postępowcy” skorzystali z wpadki, żeby Hipokratesa sponiewierać. Intencje nie budzą najmniejszych wątpliwości, dla mnie wszystko jest jasne, gorzej, że króluje tandeta w przekazie. Pacjent nie jest od tego, żeby się domyślał, co go czeka w gabinecie lekarza.

Strony

36192 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

33 (liczba komentarzy)

  1. gdy sie nie wi jak sie mowi
    to sie mowi jak sie wi

  2. coś podpisywać, to może by podpisali deklarację, że nie będą leczyć po pijaku, kryć kumpli za błędy medyczne, brać w łapę za przesunięcie w kolejce do zabiegu czy tam takie inne.

    Ortodonta czy inny reumatolog na takiej liście wygląda pociesznie. Choć oczywiście nie odmawiam szczerości chęci. :)

  3. avatar

    Pomieszanie z pooplataniem niestety w całej tej politycznej spirali. Lekarz jest od leczenia, czyli nie od zabijania człowieka na początku i na końcu życiowej drogi. Z drugiej strony lekarz nie jest od pieprzenia i podpisywania, tylko od leczenia. Obie strony zostały wywrócone na dupy stronę. I jest trzecia strona. Masz rację w swojej uszczypliwości, taka deklaracja jaką zaproponowałeś powinna wisieć na drzwiach gabinetu.

  4. I słusznie, tylko powiem co wyczytałam.
    Dajmy na to- in vitro: 26 lecznic w kraju dostaje dotacje, wiadomo, że oznacza to konfiturę, bo kto nie skorzysta z dotacji choć to ułamek ceny, jaką musi wybulić.
    I teraz: lekarz, który potrafiłby wyleczyć (wiem, co mówię, jestem kobietą, leczyłam się i byłam kilka razy w ciąży), nie zada sobie trudu, bo intratniej jest skierować frajerkę do kolegi na IV. Powie, że przepchniecie jajowodów niewykonalne, albo endometrioza niewyleczalna, a do kurwy nędzy, na mózgu się teraz takie operacje robi, że łeb dosłownie puchnie. Czyli technologia jest.

    To samo z leczeniem raka w ciąży, powie: Idź się babo wyskrob, to cię będę leczyć. A taki, który się podejmuje (niewielu, a jednak) ma świetne wyniki, bo mu się chce tak pokierować leczeniem żeby złapać dwie sroki za jeden ogon. 
    Kolejny się przyłoży do wybudzania pacjenta zamiast zrobić od razu podział organów. Następny będzie się z oddaniem zajmował kimś kogo kto inny by zwyczajnie uśpił, bo po co się starać i tak zaraz zejdzie. Niech zdycha w bólu.
    Zza propagandy rozdmuchanej przez postępowe miotły w rodzaju Olejnik, wyłania się bardzo, ale to bardzo ciekawy obraz. Lekarze piszą ciekawe artykuły i dają interesujące wywiady. Przedstawiają wyniki leczenia i badań. Przerażające jest to, że większośc obiegowych opinii, to trzecia kategoria prawdy czyli gówno-prawda.
    A cały pomysł zapewne zrodził się przy okazji afery z położnymi w Pro Familia (sic!), które nie chciały wyciągać z kobiet pokawałkowanych płodów, bo szpital realizował zamówienie na czystą rasę.
    Bo ich szef (Łoziński się nazywa) powiedział: "Przecież to dziecko i tak umrze".
    Taka nowa moda na nieleczenie: Bo przecież każdy i tak umrze.
    Ludzie, którzy się nie zgadzają z tym, chcą to zademonstrować i poczuć, że jest ich więcej. Choćby się mieli podpisać pod największą stylistyczną bzdurą świata, chcą zademonstrować, że nie pójdą w stronę Belgii.
    Niejeden z tam podpisanych (Chazan, Wasilewski) mają takie poważanie i takie obłożenie, właśnie dzięki temu pod czym się podpisali. To ich pcha z właściwych pobudek do stetoskopów.
    PS Zapomniałam o bezmyślnym obrzynaniu ludzi z cycków i jaj, zamiast zająć się głową. I to ludzi poniżej 18 roku życia- już w krajach postępu przygotowane, żeby 12 latkom dawać tabletki na zatrzymanie rozwoju, bo "nie czują sie dobrze w swoim ciele".

  5. avatar

    Dokładnie to napisałem albo chciałem napisać. In vitro jest dla mnie komercją, na której żeruje "korpo", ale po wyczerpaniu wszystkich możliwości nie miałbym oporów. Paranoja polega na "leczeniu in vitro", skrobaniu na oślep i "wychowaniu seksualnym" i tu się posłużę słowami JKM - psa nikt nie uczy jak to się robi. Ideologia w medycynie, czy w jakimkolwiek fachu jest kryminogenna. Jednocześnie wyraźnie chcę podkreślić, że wolałbym się leczyć u lekarza, który podpisuje taką bzdurną deklarację, niż u takiego, który tłucze kasę na "zabiegach nowoczesnych".

  6. A skąd byś wiedział, że to już koniec możliwości, gdyby nie ich ideologia skutkująca bezwzględną uczciwością? 
    To nie przypadek, że nie wpuszcza się do tv Wasilewskiego, a Piechę tylko wtedy gdy na podorędziu jest ta dyżurna dziewczyna z in vitro.
    Wiele osób z tej listy jest mi znana, bo sprawdzałam ich dokonania w dziedzinie medycyny i te dokonania to nie "zamawianie uroków". Dla nich w wielu przypadkach możliwości są niemal niewyczerpane. 
    Taki, który podpisał bzdurną deklarację, w rzeczywistości mówi, że to nie kasa jest dla niego nadrzędna. Ani opinia postępowych mioteł, które jak przyjdzie co do czego, to przylecą do nich jak ten sekretarz KC do proboszcza zielarza w Wyjściu awaryjnym.

  7. avatar

    Nie wiem, po prostu nie wiem. Zawsze jestem najmądrzejszy na świecie, ale w tym przypadku nie wiem. Od mniej więcej 19 lat chciałem mieć dziecko. Naprawdę taki głupi byłem, w takim wieku. I tylko o marzeniach piszę. Dylemat brzmi inaczej. Po wyczerpaniu wszystkich możliwości, para decyduje się na sztuczność. Nie odzywam się, szanuję. Inna i chyba najbardziej irytująca sytuacja to ta, o której piszesz. Wchodzisz do gabinetu, a tam siedzi "majster", który żyje z "majstrowania".

  8. Ale ponoć jest taka jedna metoda, zgodna z chrześcijaństwem, o wieeeele skuteczniejsza (potwierdzone naukowo) od in vitro - ale co? oczywiście nie refundowana/bez dotacji. Na in vitro będą dotacje, ale na to nie.

    Niestety wypadło mi z głowy co to dokładnie za metoda (kojarzy mi się coś z nanosrebrem, ale nie wiem czy dobrze), nie wiem czy tańsza/droższa od in vitro, ale znacząco się różniąca. Ale większość ludzi o niej nie wie, no i mało kto informuje, bo "majsterki" naciągają na co innego.

    Swoją drogą - ja naprawdę rozumiem, że ktoś chce mieć własne dziecko, ale jak nie może... tyle dzieci w domach dziecka. Aż się prosi, żeby je ktoś przygarnął... ale to dyskusja na ten temat teraz.

    Swoją drogą - bardzo bym chciała, żeby taka lista była w przychodniach. Wchodzę i widzę, jaki lekarz, co proponuje, a nie że dowiem się w gabinecie po wszystkich możliwych wynikach.

  9. Naprotechnologia.

  10. Chodzi Ci o naprotechnologię. 
    Ta metoda niestety jest zupełnie nieskuteczna w przypadku problemów mężczyzny.
    Całość kosztuje 1000zł
    Głównie polega to na jak najszerszym przebadaniu kobiety w różnych kierunkach.
    Chodzi o nieoczywiste przypadki, gdy teoretycznie kobieta może mieć dziecko a to nie następuje.

  11. Strony