Reklama

Co z człowiekiem robi ideologia, która wypiera półkule mózgowe, widać na wielu przykładach, ale przykład handlowania w dzień święty chyba pobił dotychczasowe rekordy ideologicznej śmieszności. Każdy problem ma swoją bazę, od czegoś się zaczyna, a koniec zależy od rozwiązania. Na czym polega problem handlowania w niedzielę? Patrząc na bazę problemu – polega na niczym. Kto chce pracuje, kto nie chce odpoczywa. Z takim postawieniem problemu chyba każdy się zgodzi i skoro szeroki konsensus udało się wdrożyć na początku, to trzeba się trzymać dobrego kierunku. Kto chce pracuje, kto nie chce nie pracuje i nie ma się o co spierać, aż do momentu gdy prosty podział rozjeżdża się na składowe. Kto chce? Zapewne właściciele sklepów i firm, zapewne klienci, którzy sobie z hipermarketów zrobili świątynie konsumpcji i z całą pewnością ideolodzy liberalizmu, tez by chcieli, oczywiście, żeby inni pracowali, bo „liberała” tyrającego jeszcze nie widziałem. Kto nie chce? Pracownicy, związkowcy i cześć wiernych kościoła. Pomiędzy chceniem i nie chceniem niestety występuje przymus i tutaj się zaczyna prawdziwy problem pracy w niedzielę. O ile pracownik hipermarketu chce pracować w niedzielę, która niemal na całym świecie jest dniem odpoczynku, to niech sobie pracuje, a klient i właściciel nich się radują. Ale co z pracownikiem zapieprzającym w pampersie cały tydzień, bez wytchnienia, który widzi dziatwę rano gdy wstaje do pracy i nie zawszy zobaczy, jak dziatwa kładzie się spać?

Robota w niedzielę to żaden problem, ani kościelny, bo nie znam proboszcza, który zabroniliby młócić „Bizonem”, jeśli tylko pogoda dopisze, ani ekonomiczny, ponieważ te całe wyliczenia strat trącają idiotyzmem na kilometr. Praca w niedzielę jest kwestią kulturową i nie ma żadnego przypadku w zakazie handlu niedzielnego, który wprowadziły ewangelickie, zapracowane Niemcy. W Niemczech polscy „ekonomiści”, którzy wyliczyliby tygodniowe straty na poziomie 2 miliardów, a takie kretynizmy czytałem i słyszałem, nie zrobiliby kariery naukowej, ale karierę ideologiczną. Niemcy nie pracują w niedzielę, ponieważ dorobili się takiego poziomu cywilizacji i kultury, że nie muszą walczyć o przetrwanie. Polska od 22 lipca 1944 roku nieustannie zaciska pasa i ściga zachód, ale jakoś efektów oszczędności nie widać i zachód się nie przybliża. Wmówiono biednemu ludowi nad Wisłą, że jest biedny z powodu nadmiernego obżarstwa, życia ponad stan oraz lenistwa przejawiającego się sześciodniowym tygodniem pracy, podczas gdy niedziela leży odłogiem. Obie te pseudo diagnozy nie są żadnym racjonalizmem, żadnym rachunkiem ekonomicznym, żadnym szacunkiem do pracy i adekwatnym do stanu posiadania stylem życia. To są kolejne zaklęcia sekciarskie, które mają dyscyplinować upodlonych i wiecznie wzbudzać wyrzuty sumienia. Za mało pracujesz, za dużo jesz Polaku! Ulubione baty Balcerowicza i pozostałych „liberałów”, którzy przeszli od marksizmu do dziewiętnastowiecznego kapitalizmu.

Większość bezrozumnych wymian zdań przebiega według schematu ideologicznej walki. Po jednej stroni „liberałowie”, po drugiej socjaliści, do których wciąga się katolików. Tymczasem ślepy powinien zauważyć, że tu skutki wymieniają się z przyczynami. Nie byłoby bolszewickiej Rosji i całej tragedii komunizmu, gdyby nienażarci posiadacze zachowali skrawki człowieczeństwa. Robotnicze dzielnice Łodzi, czy Manchesteru wyglądały jak getto warszawskie, ludzie przypominali zombie i nie mieli najmniejszej szansy na awans społeczny, choćby się zarobili na śmierć i zaciskali pasa pod grdykę. Wyciągnąć takich desperatów na ulicę, żeby zabrali bogatym, co im się podoba było kwestią czasu i kilku prostych haseł. Polecam tę lekcję historii „liberałom”, którym wolność nie pierwszy raz myli się darwinizmem w wydaniu sadystycznym. Socjalistom z kolei zwracam uwagę, że pracodawca tym się różni od pracownika, że wie jak się robi kasę i całą swoją kasą ryzykuje. Aby zniknęły wszelkie durnowate dyskusje, potrzebny jest skok cywilizacyjny i kulturowy. Relacje między pracodawcą i pracownikiem muszą się opierać na racjonalnym porządku rzeczy. Pracownik nie powinien oczekiwać, że dostanie coś za nic, pracodawca z kolei musi sobie uświadomić, że nie jest właścicielem Murzyna, tylko klientem, który kupuje usługę.

Co dziś jest powodem pracy w niedzielę? Dziwiętnastowieczny kapitalizm! Albo będziesz zapier…ł świątek piątek za 1200 netto albo na twoje miejsce przyjdzie 10. Ludzie nie pracują w niedzielę dlatego, że praca daje im to co praca dawać powinna, czyli awans zawodowy i społeczny, satysfakcję materialną, poprawę bytu własnego i całej rodziny. Polacy pracują aby przeżyć i to ciągle większość ma taki los. Dlatego też jak słyszę wszystkich ideologicznych szamanów liberalizmu i socjalizmu, to naprawdę mam ochotę posłuchać tylko wiejskiego proboszcza. Pracuj póki Bozia słońce dała, ale nie bądź chytry i nie kalaj dnia świętego, żeby sobie kałdun napchać po torsje. Proste i wszystko mówiące. Nieważne w jaki dzień pracujemy, ważne czemu to służy i jakie daje efekty. Hipermarkety otwarte w niedzielę dają cywilizacyjne i kulturowe spustoszenie, ekonomicznie zaś zarżnęły bogactwo konkurencji i całe rodziny, żyjące z małych firm.

Sekundy bym się nie zastanawiał nad wprowadzeniem zakazu handlu w niedzielę, chociaż mam w tej kwestii poglądy bardzo liberalne, ale wiem czemu w Polsce taki handel służy i jest to jedna wielka patologia, gnojenie ludzi, zacofanie dziwiętnastowieczne. Zasady ustalone przy pracy w święta idealnie nadają się do adaptacji niedzielnej – każdy właściciel może sobie otwierać kantor, kiedy sobie życzy. Prezesi Tesco i innych katedr konsumpcji mają szerokie pole do wykazania się tym samym zaangażowaniem, które muszą wykazać właściciele małych firm. Gdyby nie dawali rady, muszą pomyśleć nad cywilizowanym rozwiązaniem, na początek proponuję potrójną stawkę płaconą od każdej niedzieli, co stanowi paczkę wacików dla prezesów, a pracownikom daje nadzieję na dostrzeżenie sensu wykonywanej pracy. Praca w niedzielę po to, żeby nie zdechnąć z głodu nazywa się bolszewizmem lub niewolnictwem, przez ideologów upudrowana neoliberalizmem.

Reklama

8 KOMENTARZE

  1. Zakaz seksu w niedzielę, R.
    Zakaz seksu w niedzielę, R. Gwiazdowskiego na rp.pl – http://www.rp.pl/artykul/628874,1014265-Robert-Gwiazdowski-o-zakazie-handlu-w-niedziele.html – było nie było, napisał wcześniej i zdążyło się uzbierać sporo trafnych komentarzy w tym temacie – ja przychylam się np. do zdania akcamillo. Jestem za zakazem pracy w handlu w niedzielę, gdzie się tylko da – niech wyjątek stanowi gastronomia, rozrywka, muzea – generalnie wszystko, co służy temu, że ludzie przebywają ze sobą, przy okazji coś mogą poznać. Może trochę niedzielnej, wymuszonej "nudy" zmusi jakąś część osób do zastanowienia się nad sobą i otaczającym światem, zajmie czymś inny myślenie, niż zakupami – chciałbym wierzyć, że z pożytkiem dla nich samych, społeczeństwa i własnego zdrowia – jeden dzień na "luzie", bez "gonienia" – zakaz handlu w niedzielę miałby jakiś (pozytywny) wpływ cywilizacyjny i kulturowy.
    Co do rachunku kosztów zakazu handlu w niedzielę – zakładając, że ludzie i tak kupią tyle samo, co mają kupić, niezależnie od tego, czy sklepy będą czynne w niedzielę czy nie, to zakaz może przyczynić się do zmiejszenia kosztów sprzedawców: koszty oświetlenia, personelu, otwartych lad chłodniczych, etc.

  2. Zakaz seksu w niedzielę, R.
    Zakaz seksu w niedzielę, R. Gwiazdowskiego na rp.pl – http://www.rp.pl/artykul/628874,1014265-Robert-Gwiazdowski-o-zakazie-handlu-w-niedziele.html – było nie było, napisał wcześniej i zdążyło się uzbierać sporo trafnych komentarzy w tym temacie – ja przychylam się np. do zdania akcamillo. Jestem za zakazem pracy w handlu w niedzielę, gdzie się tylko da – niech wyjątek stanowi gastronomia, rozrywka, muzea – generalnie wszystko, co służy temu, że ludzie przebywają ze sobą, przy okazji coś mogą poznać. Może trochę niedzielnej, wymuszonej "nudy" zmusi jakąś część osób do zastanowienia się nad sobą i otaczającym światem, zajmie czymś inny myślenie, niż zakupami – chciałbym wierzyć, że z pożytkiem dla nich samych, społeczeństwa i własnego zdrowia – jeden dzień na "luzie", bez "gonienia" – zakaz handlu w niedzielę miałby jakiś (pozytywny) wpływ cywilizacyjny i kulturowy.
    Co do rachunku kosztów zakazu handlu w niedzielę – zakładając, że ludzie i tak kupią tyle samo, co mają kupić, niezależnie od tego, czy sklepy będą czynne w niedzielę czy nie, to zakaz może przyczynić się do zmiejszenia kosztów sprzedawców: koszty oświetlenia, personelu, otwartych lad chłodniczych, etc.

  3. co ma do tego Sejm?
    Dlaczego tą sprawę ma rozstrzygać centralnie Sejm? Przecież sytuacja zależy od branży, lokalizacji sklepu, działającej lub nie konkurencji, bliskości granicy (w Szczecinie niedzielny handel upodobali sobie Niemcy z okolicy), i masy innych lokalnych czynników.
    W Czechach nie ma żadnych przepisów określających dni i czas otwarcia sklepów.  Decyduje właściciel i jego umowa z pracownikami.
    Czy tak, kurde nie lepiej i prościej?

  4. co ma do tego Sejm?
    Dlaczego tą sprawę ma rozstrzygać centralnie Sejm? Przecież sytuacja zależy od branży, lokalizacji sklepu, działającej lub nie konkurencji, bliskości granicy (w Szczecinie niedzielny handel upodobali sobie Niemcy z okolicy), i masy innych lokalnych czynników.
    W Czechach nie ma żadnych przepisów określających dni i czas otwarcia sklepów.  Decyduje właściciel i jego umowa z pracownikami.
    Czy tak, kurde nie lepiej i prościej?

  5. ej ale dobijaja mnie teksty w rodzaju
    pracuje od 6 do 20 od poniedzialku do soboty i tylko w niedziele ma mozliwosc kupic 40 calowy telewizor w tesco albo caly tydzien w pracy tylko w niedziele mam mozliwosc spedzic czas z rodzina w sklepie. chcleb w niedziele mozna kupic u polskiego sklepikarza za rogiem a tv na ceneo. Wlasnie o to chodzi, zeby polscy politycy wspierali polski handel nie lamiac zasad wolnego rynku, chciec znaczy moc.

    I jeszcze jedno, jak Michnik tak nas kocha ze nam chce zafundowac prace 7 w tygodniu, bo niby czemmu tylko handel, to ja poprosze panstwowa sluzbe zdrowia w sobote i niedziele. zaden ze znanych mi pediatrow nie popatrzy nawet na moje dziecko za 100 zl, w weekend. To jest prawdziwy problem panie Michnik.

  6. ej ale dobijaja mnie teksty w rodzaju
    pracuje od 6 do 20 od poniedzialku do soboty i tylko w niedziele ma mozliwosc kupic 40 calowy telewizor w tesco albo caly tydzien w pracy tylko w niedziele mam mozliwosc spedzic czas z rodzina w sklepie. chcleb w niedziele mozna kupic u polskiego sklepikarza za rogiem a tv na ceneo. Wlasnie o to chodzi, zeby polscy politycy wspierali polski handel nie lamiac zasad wolnego rynku, chciec znaczy moc.

    I jeszcze jedno, jak Michnik tak nas kocha ze nam chce zafundowac prace 7 w tygodniu, bo niby czemmu tylko handel, to ja poprosze panstwowa sluzbe zdrowia w sobote i niedziele. zaden ze znanych mi pediatrow nie popatrzy nawet na moje dziecko za 100 zl, w weekend. To jest prawdziwy problem panie Michnik.