Czy niemiecka kasa dla KLD okaże się drugim „dziadkiem z Wehrmachtu"?

Prześlij dalej:

Wczoraj jeszcze byłem ostrożny, ale dziś sprawy od rana nabierały odpowiedniej dynamiki. Sadziłem, że mimo wszystko pokaże się w mediach Jan Krzysztof Bielecki i powie kilka cierpkich słów, by okazać rutynowe oburzenie. Wydawało mi się, że Donald Tusk również nie będzie uciekał przed kamerami, ale zrobi ucieczkę w drugą stronę – do przodu, tymczasem i tutaj mamy kompletną posuchę. Sposób w jaki szeregowcy z PO wyjaśniają najnowszą rewelację podkreśla niemoc. Trudno za kontrofensywę uznać deprecjonowanie Piskorskiego starą aferą ruletkową, gdy aż się prosi o stanowcze kroki nazywające „haniebne działania ohydnym pomówieniem”. Sprawa niemieckiej kasy dla KLD jako żywo zaczyna przypominać słynnego „dziadka z Wehrmachtu”. Wówczas Tusk zareagował bardzo podobnie, wprawdzie świętej pamięci politycznej Protasiewicz krzyczał na rozkaz o kłamstwie, ale bardzo szybko rzecz się okazała prawdą i z tą chwilą Tusk swoim zwyczajem zaczął udawać, że temat nie istnieje. Nie sposób nawet dziś oceniać ile głosów odebrał Tuskowi „dziadek Wehrmachtu”, ale sam fakt, że odebrał ciężko podważyć, z tym zgadzają się prawie wszyscy analitycy sceny politycznej. Niby miało być tak, że nikogo nie obchodzi, co się działo w czasie wojny, jednak w pamięci wyborcy zapadły sceny z „Polskich dróg” i tym sposobem informacja rozprowadzona przez Kurskiego narobiła szkód wyborczych. Można zakładać, że z niemiecką kasą stanie się podobnie, chociaż skalę odpływu elektoratu równie ciężko ocenić. Czym innym jest Tuska serwilizm wobec Niemców, który łatwo wytłumaczyć „profesjonalną polityką zagraniczną” albo innym poszukiwaniem konsensusu dla naszych działań na rzecz umacniania Polski w Europie, a czym innym kasa wzięta od Niemców przez polską partię, co musi się wielu wyborcom kojarzyć fatalnie.

Od jakiegoś czasu z uporem maniaka trzymam się swojej tezy, że Tuska szybciej wykończy taka afera jak ACTA lub „Hey Jude” niż poważne afery w rodzaju Amber Gold, czy salon gier hazardowych uruchamiany na cmentarzu. Co do ciężaru gatunkowego rewelacja Piskorskiego naturalnie nie jest błahostką, w normalnym suwerennym państwie to zwyczajnie śmierdzi zdradą stanu, poza wszystkim jest przestępstwem, ale nie takie numery obracało się w głupawe żarty, ewentualnie w „mowę nienawiści”. Niemiecka kasa jako bat na postawy antypolskie i służalczość Tuska chyba nie świśnie zbyt głośno, ale kasa jako taka i w dodatku od Niemca raczej od ręki wywoła w wielu głowach skojarzenia sformułowane w formie pytania: „Za co tak kasa? Co Niemcy sobie za to kupili, naszego, polskiego?”. Nie wiążę z tą ewidentną wyborczą wrzutką jakiś przesadzonych nadziei, niemniej wydaje mi się, że nadgorliwym pesymizmem jest diagnoza, że to nie będzie miało dla wyborów żadnego znaczenia. Sądzę, że już ma znaczenie, przecież gołym okiem widać, że PO unika tematu jak ognia, a to oznacza, że po pierwsze Piskorski trafił w punkt, po drugie propagandyści partyjni zdają sobie sprawę, że to zagraża ich kampanii wyborczej. Zobaczymy jakie kwiatki jeszcze z tych podlewanych cebulek wyrosną, ale mam takie podejrzenie, że Tusk wyciągając wnioski z przeszłości na tym etapie świadomie wybrał milczenie i czeka na rozwój wypadków. Jeśli rzecz się potoczy lawiną będzie Donald musiał szukać innej reakcji niż udawanie, że nie ma tematu.

Strony

16444 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

16 (liczba komentarzy)

  1. Jeżeli pomoże pogonić wnuczka z POmachtu.

  2. Dziś Olejnik w "KnI" wyraziła zdziwienie, że Tusk Urbana podał do sądu za dowcip, a Piskorskiego nie chce. Z kolei "rzecznik rządu też nie przysłużyła się sprawie twierdząc, że to to stara sprawa. Może i stara, ale to jest wg mnie złamanie Konstytucji. Ja pamiętam jeszcze aferę Kohla i branie kasy w walizeczkach od biznesmenów. To co mówi Piskorski jest bardzo wiarygodne, bo pokrywa się z faktami. 
    W całej tej sprawie kluczową rolę odegrał nieżyjący od roku Wiktor Kubiak.

    "W r. 1989 Kubiak objawił się, jako ktoś zupełnie inny – biznesmen zainteresowany wspieraniem środowisk politycznych. Ofiarowywał swą pomoc np. śp. Michałowi Falzmanowi, działaczowi Solidarności i członkowi redakcji pisma „CDN – Głos Wolnego Robotnika”. Falzman wyczuł, z kim ma do czynienia, i odrzucił propozycję. Tusk, który albo tego nie wyczuł, albo mu to nie przeszkadzało, przyjął pomoc. Za objaw zawarcia kontraktu można zapewne przyjąć moment, w którym „Przegląd Polityczny”, z wydawanego metodami podziemnymi brudzącego palce biuletynu, przeobraził się w eleganckie pismo drukowane na kredowym papierze, a KLD wprowadził się do nowych biur, do których wniesiono nowiutkie czarne meble.

    Współpraca rozwijała się znakomicie – Tusk organizował spotkania KLD w zajmującym całe piętro biurze Kubiaka w Hotelu Mariott, a Kubiak w fotelu pełnomocnika ministra prywatyzacji. Firma „Batax”, której WSW używało do operacji na Zachodzie, cieszyła się pełnym zaufaniem Tuska."
    więcej tutaj:
    http://niezalezna.pl/47747-zmarl-wiktor-kubiak-tajemniczy-ojciec-chrzestny-donalda-tuska

  3. żołd dziadka z odsetkami" ale nie, to Graś zwany przez niektórych gospodarzem domu prawie spadł z krzesła ze śmiechu na samą myśl jakiś polityk PO mógłby być finansowany przez niemców.

    @fizia - to chyba pytanie do ludzi interesujących się psychologią lub socjologią, ja znalazłęm parę ciekawych rzeczy w dalszej części: http://natemat.pl/32887,mloda-polska-sie-rozwodzi-nie-potrafia-dotrwac-nawet-do-pierwszej-rocznicy

  4. Czyli gówniarze się bawią w małżeństwo a mamusie im sekundują.

    Dwadzieścia lat temu jak pojechałam pierwszy raz do Anglii, to w zapoznanych trzech, rozgałęzionych rodzinach były tylko dwie (!!!) pary, których zdjęć ślubnych nie trzeba było chować po szufladach, bo nieaktualne. W tym jedna jakaś chrześcijańsko ortodoksyjna a druga niewytłumaczalnie zakochana. Reszta porozwodzona i mieszkająca z kim popadnie. Starsze osobniki w wieku około elżbietańskim ubolewały. Zaraza się przywlekła do nas.

  5. Rozpadają się małżeństwa zawierane w szczeniecym wieku, a ten trwa niestety coraz dłużej (obecnie gdzieś do 35 lat).
    Równie nietrwałe są ożenki bogaczy, biedota jest wierniejsza, nie wiadomo dlaczego.

  6. Były kierownik z PGR-u, Adam Szejnfeld powie, że wolą przechlać niż zapłacić za rozwód.

  7. Wszelkie afery odbijają się szybko na nastrojach elektoratu i to mierzą badania słupków poparcia.Natomiast istotne zmiany w rozpływie decyzji wyborczych nastepują bardzo wolno i z opóźnieniem. Własciwie ujawniają się dopiero w dniu wyborów.
    Jesli bodziec emocjonalny trwa za krótko, to mamy tylko chwilowe wahnięcie bez poważnych następstw. Dlatego lepiej gdy afery są liczne i prymitywne zamiast jednej poważnej lecz niezrozumiałej dla telewidza.
    Jeszcze nie wiadomo czy sprawa dojczmarek zadziała tylko impusowo jak np przyłapanie Tuska gdy szczy do zlewu, czy też nabrzmieje i odloży się skutecznie w mózgownicach. To zależy między innymi od tego czy ludnosć uważa branie forsy gdy ją dają za czyn sluszny czy też nie.
    No i czyja ludnosć wyborcza tak uważa.

  8. bo jeden kapitalista ograł drugiego kapitalistę.

    przyszedł dyrektor do kanjpy poogladać dziewczyny i popić szampana, płacił na koszt firmy, dobrze się bawiłi i nie patrzył ile płaci. Ale firma jest niezadowolona więc dyrektor dostaje pełne wsparcie państwa.

  9. O tym konkretnie dyrektorze nic nie wiem. Zapewne chodzi o typową firmę prywatno-państwową?

  10. avatar

    By to się udało, ten naród musiałby zmądrzeć nieco i przynajmniej przestać oglądać Kiepskich, bo niezrozumiała dla mnie, wielka popularność tego serialu jest jedną z emanacji zidiocenia! Na to się jednak nie zanosi w najbliższym czasie :(

  11. Strony