Prześlij dalej:

Kiedy byłem smarkaczem wiele tygodni prowadzących do świąt Bożego Narodzenia spędzałem na rozważaniach o tym jak będą wyglądały rodzinne wizyty. A dokładniej rozmyślałem intensywnie o czym będziemy rozmawiać przy świątecznym stole, jakie tematy poruszymy, no i oczywiście o tym w jaki sposób przekonam wszystkich do moich racji. Już mając 10, 11 lat żyłem polityką, oglądałem serwisy informacyjne, czy debaty prezydenckie. Trochę później też programy publicystyczne. Większość kolegów kopała piłkę lub łaziła po drzewach w pobliskim lasku, a ja prowadziłem zażarte dyskusje z Kiślem – pozdrawiam Jarek – na temat kto będzie lepszym prezydentem: Wałęsa czy Mazowiecki. Ludzie, jak my żeśmy się wtedy kłócili. I żeby wszystko było jasne – nie to że byłem jakimś kujonem (w sumie wręcz przeciwnie): też godzinami kopałem piłkę (za co zapłaciłem choćby złamanym obojczykiem), też łaziłem po drzewach, piwnicach i budowałem szałasy z ukradzionych znaków drogowych. Ale oprócz normalnych rzeczy, które robi każdy nastolatek, robiłem też rzeczy nienormalne, bo przecież do takich należy tak mocne zaangażowanie w sprawy polityczne kraju w szczenięcym wieku. Zmiany po 89’ roku miały na mnie ogromny wpływ. Dyskusje mogłem prowadzić równie długo co kopać piłkę…

Kisiel wolał żółwią siłę spokoju, a ja… Wałka. Oczywiście Lechu “bendem prezydentem” Wałęsa był wtedy dla praktycznie wszystkich Polaków nieskazitelny, nikt nie wiedział o jego współpracy z SB. Zresztą, tak na marginesie, układanie się Mazowieckiego z komunistami też nie było powszechnie znane, bo niby skąd? Śmiesznie to wszystko wygląda z perspektywy czasu… Ale cokolwiek by nie powiedzieć o tych naszych rozmowach, przynajmniej je prowadziliśmy. A przecież właśnie o to chodzi – o to żebyśmy ze sobą rozmawiali. Inaczej, bez dialogu, bez możliwości przedstawienia swoich racji, dzielimy się na okopane obozy, skaczemy sobie do gardeł, udając tylko na co dzień, że wszystko jest ok. W szczególności widać to na forum rodzinnym, gdzie staramy się ukryć, że takie czy inne poglądy, tego czy innego członka rodziny nie stanowią problemu. Udajemy że wszystko jest w porządku, ale jak już się spotkamy to nawet o pogodzie pogadać trudno, a atmosfera jest gęsta niczym w angielskim pubie przed wprowadzeniem zakazu palenia.

Strony

Źródło foto: 

własne zdjęcie

4011 liczba odsłon

Autor artykułu: nurniflowenola

1 (liczba komentarzy)

  1. Trudna sztuka mówienia i słuchania, tak to trudne, ale rozwiązuje wiele problemów, nieważne jak to rozwiązanie wygląda.

    Co do Polaków i ich umiejętności nienawiązywania do pewnych spraw, to chciałbym powiedzieć o mojej przypadłości. Otóż mógłbym mieszkać w trakcie moich wędrówek po Polsce w trochę droższych miejscach, ale wybieram hostele, gdzie bywa, że jestem jedynym Polakiem. Przeważnie wieczorem, wiele osób spotyka się w pomieszczeniu, gdzie można przygotować sobie jakieś jedzenie, jakiś napój i porozmawiać o różnych sprawach. I uwieżcie mi, ale umiejętności unikania "trudnych" spraw, to moglibyśmy się od tych ludzi wiele nauczyć.

    Nie przesadzajmy więc z tym samobiczowaniem, gdyż my mamy swoje "trudne" tematy, a oni równie wiele swoich problemów, o których nawet nie pomyślą, żeby rozważać.

    Życzę wszstkim szczerości i wytrwałości w swoich postanowieniach.

    Polacy! Jeseśmy naprawdę wyjątkowi i to też niech będzie powód do dumy.

  2. Strony