Reklama

Znów prawdziwa gratka, dla socjologa amatora, tandetny spektakl wokół cycków gwiazdy filmowej. „Cywilizowany świat” zaczynał serwisy informacyjne od cycków Andżeliny i natychmiast podano obowiązujące opinie: niesamowita odwaga, osobista tragedia, pokazała, że wszyscy zmagamy się z rakiem i mamy równe szanse w walce ze śmiertelną chorobą, przełom w profilaktyce raka. Ustawienie newsa w podobny sposób zamyka dzioby maluczkim, którzy zechcieliby w cyrkowym występie gwiazdy dostrzec blichtr, reklamę i co najgorsze, nie żaden pożytek, ale szkodliwość społeczną w skali globalnej. Pomyślane schematycznie, zgrane nieludzko i ciągle działa w niezliczonej liczbie przykładów, żeby daleko nie szukać – szczepionki na wszelkie odmiany grypy. Z racji użytych knebli odnoszących się do osobistych doznań, choroby i śmierci, każdy wychylony łeb wygłaszający krytykę zostanie ucięty bez litości, bo: „to nie twoja sprawa”, „a co by było, gdyby umarła”, „jeśli dzięki temu przeżyje jedna kobieta, to warto było”. Tak więc mamy do czynienia z „intymną decyzją” i bezwzględnym zaleceniem poszanowania „intymnej decyzji”, o której dziwnym, niewytłumaczalnym, trafem, rozprawia cały świat. Nowoczesny obyczaj intymny nakazuje wziąć intymność i polecieć przed kamerę lub na kolorową okładkę, potem wydrzeć japę, że od naszych intymnych spraw piekło na forach się porobiło. Na końcu wymóg formalny – uznajesz „intymną decyzję” za modelową dla wszystkich decyzji albo jesteś bydlakiem nie szanującym obowiązującej intymności.

Tyle propagandy zwanej eufemistycznie: socjotechnika, marketing, event, autoreklama. A jakie są fakty, które wbrew pozorom i przestrogom, zwykły śmiertelnik, bez znajomości medycyny na poziomie akademickim, może sobie sam bardzo łatwo ocenić, zaczynając od kłamstwa fundamentalnego? Padło słowo mastektomia, czyli usunięcie piersi, co zapewne pocieszyło niejedną kobietę przeżywającą traumę po rzeczywistej amputacji piersi, nieodwracalnej zabiegami chirurgii plastycznej lub odwracalnej w niewielkim stopniu. Pocieszenie przez analogię, ona piękna, bogata i nie płacze przez głupie cycki, to i ja dam radę. Szybko się jednak okazało, że mamy do czynienia z kutym na cztery kopyta zabiegiem kosmetyczno-medycznym, mastektomią podskórną, nie okaleczeniem na całe życie i szybko pocieszenie „każdej kobiety” zamieniło się w depresję. Andżelina nie obcięła sobie cycków, tylko wycięto jej gruczoły i pięknie wypełniono wysokiej klasy sylikonem, w najwyższej klasy klinice. W wyniku zabiegu ma Andżelina cyce jak gwiazda porno i niech mi urwie klejnoty, jeśli za chwilę nie zobaczymy świeżego towaru na rozkładówce, oczywiście fajnie by było połączyć taką sesję z dzieckiem lub z jakąś biedną Murzynką z przedmieść NY, na drugiej stronie reklama kliniki albo sylikonu. Wywiad gwiazdeczki ogłoszono wielkim sukcesem profilaktyki raka, a właściwie czynem heroicznym, który będzie przełomem w profilaktyce. W związku z „heroizmem” chcę zapytać ile odwagi zostałoby w Andżelinie, gdyby cycki trzeba było obciąć na amen i bez szans na odtworzenie z takim hollywoodzkim efektem plastycznym? Odcięłaby zdrowe cyce na zaś, przy takiej diagnozie? Czy macałaby jak każda śmiertelniczka każdego dnia, zgodnie z zaleceniami lekarzy?

Odwagę trzeba umieć odróżnić od cwaniactwa zabezpieczonego najwyższej klasy usługą medyczną, która z profilaktyką ma niewiele wspólnego, bo od kiedy amputacja zdrowego członka lub organu jest profilaktyką? Skrajny przypadek uwarunkowany skrajnymi okolicznościami, przerobiony na paranoję medialną odkrywającą nowe kontynenty. Szczęściem trafiło na cycki i to nie byle jakie, bo zabezpieczone milionami, w tej sytuacji rzeczywiście nie ma czego żałować i być może nie ma się nad czym zastanawiać. Tylko gdzie tu profilaktyka raka? Wszystko, co widać, to profilaktykę bogatych cycków. Nieliczni odważni zagajali jak przełożyć tę „odważną prewencję” na raka oka, a mnie przychodzą do głowy dziesiątki równie, jeśli nie bardziej istotnych organów. Co z potencjalnym rakiem mózgu, wątroby, nerek, płuc, jelita grubego w najmniej odpowiednim miejscu, węzłów chłonnych, w końcu jajników, których Andżelina sobie wyciąć, na razie, nie dała. Jaka jest profilaktyka raka, właściwie w każdym innym przypadku, poza cyckami i ewentualnie macicą z przydatkami? Profilaktyczna amputacja mózgu? Mam wrażenie, że takiej amputacji w medialnej formie już dokonano i w tym sensie profilaktyka się ziściła.

Przejdźmy do zabójczego genu i prezentacji w statystykach. W Polsce 0,5%, w USA powyżej 10% genu na populację. Charakterystyczna rzecz, nie skala problemu, w tym wypadku choroby, stała się powodem dyskusji, ale nowa szczepionka lub bohaterka kolorowej prasy, która sama zarabia i na której da się zarobić miliony, wywołała skalę biznesu. „Standard medialny” standardem, ale skąd ta dramatyczna rozbieżność między krajami i kontynentami? Zawsze zalecam oglądanie TVN24, szczególnie do południa, naprawdę warto. Jeden przytomny profesor, w paśmie przedpołudniowym TVN24, poleciał bezwiednie z niepoprawnością polityczną, czyli zwyczajną rozmową, jakie się przeprowadza na konsyliach. Okazuje się, że zabójczy gen najczęściej pojawia się tam, gdzie mamy do czynienia z „wielokulturowością”. Rasizm w czystej postaci! Facet znający się na rzeczy miał odwagę powiedzieć, że gen upodobał sobie mutację w parach mieszanych i jeszcze dodał szaleniec zdanie niebywałe, ponieważ za rasę szczególnie narażoną uznał…ech aż sam się boję napisać….Żydówki aszkenazyjskie. Na wypadek kolejnego procesu, tym razem z „mowy nienawiści”, na świadków powołam redaktorów, realizatorów i zaproszonego gościa TVN24, nie dam się wkręcić w autorstwo postawionej tezy. Gdyby ta naukowa diagnoza dostała się do wieczornych wiadomości, Jedwabne okazałoby się bułą z masłem i nie profilaktyka raka, ale antysemityzmu stałaby się hitem dnia. Naturalnie wieczorem pokazano już odpowiednie interpretacje, o doktorze ani słowa, za to powieszono Piechę zamiast kowala. Wypowiedź Piechy, racjonalna do bólu, robi za „mowę nienawiści”, ekspert TVN24 został wyciszony na amen i nawet GW nie wyłowiła antysemityzmu.

Dziękować Bogu, tandeta medialna ma się nijak do brutalności zdefiniowanej przed Darwina. Nauka i natura nie przejmuje się poprawnością polityczną, 10% w statystykach USA jest faktem wynikającym, między innymi, z małżeństw mieszanych. Żydówki ze specjalnymi predyspozycjami są dla mnie tajemnicą, ekspert TVN24 nie rozwinął wątku, ale przypuszczam, że podobne tajemnice genetyczne dotykają Europejki, Chinki oraz Eskimoski. Każde bezwzględne dane statystyczne w sekund dwie da się przekuć na idiotyzm popkulturowy, który pokaże „nazistowski” zamach i poniewieranie ludzi, mających partnerów z innej rasy. Jeszcze w podstawówce, 30 lat temu, uczyłem się o ludzkich rasach, tak po prostu na przyrodzie i dostałbym pałę, gdybym nie potrafił wskazać różnic między rasą żółtą i białą. Dziś z taką wiedzą zaprezentowaną w mediach z olbrzymim prawdopodobieństwem ląduje się w sądzie, a w prokuraturze to już na pewno. Pamiętam też, jakie histerie się kumulowały, gdy najwyższe ryzyko zachorowalności AIDS usadowiono wśród homoseksualistów, narkomanów i rozwiązłych seksualnie obojga płci. Nijak nie dało się ryzyka pogodzić z zarażonymi gwiazdami sportu i kina, dlatego szybko wymyślono transfuzję, co oczywiście było prawdą, ale w skali choroby marginalną. O jakim zmniejszeniu ryzyka zachorowania poprzez profilaktykę mówimy? O modnym! Szaleniec, który odważyłby się powiedzieć wprost o tym, co się przed południem wyrwało profesorowi w TVN24, zostałby zlinczowany, tak jak zmuszono do pokory Piechę. Tymczasem natura i genetyka mówi wyraźnie, chcesz zmniejszyć ryzyko przekazania „śmiertelnego genu” swoim dzieciom, to zakochaj się w kręgu własnej rasy i szczególnie unikaj Żydówek aszkenazyjskich. Co zrobisz twoja sprawa i nie nazizm, ale genetyka cię o tym informuje.

Przyznaję, że bez głębszej analizy brzmi to równie idiotycznie, jak obcinanie zdrowych cycków na wszelki wypadek, ale profilaktyka jest profilaktyką, czyli zapobieganiem. Nie żenić się i nie wychodzić za maż poza własną rasą, tak mówią dane naukowców. Komu się nie podoba, że „nazizm” nie leczy, temu powtarzam propagandowe, rzewne argumenty: „to nie twoja sprawa”, „a co by było, gdyby dziecko umarło po ślubie z Chińczykiem”, „jeśli dzięki temu przeżyje jedna kobieta, to warto było się ożenić z białą”. Choroba rządzi i dzieli według własnego uznania, Indianie padali jak muchy nie od strzałów i rapierów hiszpańskich, ale od kontaktu z inną, śmiertelną dla Indian, zainfekowaną białą rasą. Idąc dalej w statystykę widzimy 60% Amerykanek uznanych za zagrożone rakiem piersi – w ogóle, nie z powodu „medialnego” genu, i co zapewne zdziwi, Polek w tej rubryce jest tylko 30%. W USA 10% posiada „medialny” gen, ale w Polsce i gdzieś na Kaukazie nie ma 1% dotkniętych genetycznym problemem. No i co? No i nic. Dzięki satelitom cały świat usłyszał, że najważniejszy jest „medialny” gen, a najskuteczniejsze na raka obcinanie cycków na zapas. Polki mają kompletnie inne problemy i zupełnie inna profilaktyka powinna temu towarzyszyć, rekordem w skali Europy jest rak szyjki macicy, rak jelita grubego zajmuje podobne miejsce. Gdyby rzeczywiście chodziło o zapobieganie rakowi, to od rana do wieczora słyszelibyśmy o zagrożeniach najczęstszych w Polsce i gdzie się z tym zgłosić. Dopiero w pełnym pakiecie zagrożeń, swoje miejsce zająłby gen, którego nikt normalny nie będzie z profilaktyki wykluczał, ale też nie uczyni mistrzem ceremonii dla biedoty intelektualnej..

Słyszeliśmy całkiem inne komunikaty, w wydaniu prezenterów i prezenterek „stylowych” kanałów. Zamiast profilaktyki nadarzyła się okazja, żeby gwiazdy telewizji śniadaniowej i zapomniane celebrytki wypowiedziały swoje błogosławione sądy i przerzucały się analizowaniem „bohaterstwa” i „przełomu”. Słyszeliśmy, że Andżelina postąpiła odważnie i dała przykład innym kobietom. Słowem usłyszeliśmy, że decyzja gwiazdy filmowej, przez wielu onkologów uznawana za przypadek jednostkowy nie nadający się do bezmyślnego powielania, jak większość pomysłów gwiazd, została postawiona za wzór profilaktycznego postępowania w chorobach nowotworowych. Tragedia z opadaniem rąk do samej ziemi, wynaturzony ściek popkulturowy zalewający ostatnie resztki normalnego życia. „Ona się bała i zabiła ten strach odważną decyzją” – zatriumfowały „polskie Andżeliny”. Taką „złotą myślą” jako pocieszeniem, poczęstowano chorych na raka, którzy strachu amputacją zdrowych organów nie zabiją, ponieważ mają chore organy wymagające bolesnego leczenia. Kampania uruchomiona przez bezmózgi medialne nie uwzględnia okrutnego przekroju chorób nowotworowych i pomija niewygodne statystyki oraz przyczyny zachorowań. Jedyne co pozostaje, to bazary celebryckie, gdzie przekupy sobie plotkują, która sobie ucięła, a która nie.

By zakończyć kontrowersyjny wątek rasy, kulturowości i innych „nazizmów”, trzeba wspomnieć o paszy dla ludzi. USA brylują w wielu mutacjach genetycznych i innych przypadłościach, ze względu na granulat i papki, którymi się karmią masowo i nie tylko przez przewód pokarmowy. Codziennie mamy nowe „naukowe” rewelacje, co jest i co nie jest rakotwórcze. Dziwnym rad sposobem w poniedziałek kawa leczy raka, w środę zabija herbata, w zależności kto zlecił badania. O tym, że zabija syf pompowany w postaci: emulgulatorów, suplementów, leków hormonalnych, antybiotyków na powstrzymanie pierdzenia, konserwantów i innych toksyn sprzedawanych jako kosmetyki, wypełniacze, poprawiacze oraz diety cud, to się w normach sanitarnych nie mówi. Jedynym tłumaczeniem jest magiczne sformułowanie „choroba cywilizacyjna” albo „gen cywilizacyjny”. Czyli co? Ano po prostu syf aplikowany ludzkiemu organizmowi, pożywka dla raka, alergii i setki innych przypadłości. Syf pompowany ze wszystkich stron, również w postaci botoxów i sylikonów. Hollywoodzka komedia śmieszy i w tym aspekcie, że Andżelina „zmniejszyła sobie ryzyko raka” tnąc zdrowe cycki i jednocześnie wszczepiając sztuczny sylikon, który prawdopodobnie więcej kobiet posłał do grobu niż „śmiertelny gen”. Kilka miesięcy temu we Francji wybuchła afera sylikonowa, dziś sylikon ratuje życie.

Wątek równości wobec raka? Też by śmieszył, gdyby nie był śmiertelny. Ile kosztuje badanie na wykrycie „genu śmierci”? W Polsce 260 PLN, w USA ponad 3 tysiące dolarów. Zwracam uwagę na tę różnicę, bo nawet biorąc poprawkę na „dziki kraj”, cena amerykańskiego badania opierającego się na analizie krwi robi spore wrażenie i każe zapytać – za co??? Zabieg, jaki wykonała Andżelina, przecież nie w NFZ, kosztował zapewne wielokrotność tej kwoty i to liczonej w setkach tysięcy $. Skąd więc propagandowe przekonanie, że „wszyscy wobec raka jesteśmy równi”? Strach pomyśleć, że idioci napędzający koniunkturę na „hitowe” badanie, w rzeczywistości bardzo unikalne i potrzebne garstce kobiet, za chwilę wypełnią korytarze oddziałów onkologii, gdzie kona się w oczekiwaniu na leki i decyzje NFZ. Zmanierowane panienki z „fejsa”, które się nasłuchały rodzimych znachorek w rodzaju Wellman, będą chciały „to samo, co Andżelina”. Cwana hollywoodzka panienka wypromowała siebie i głupawy sposób na „profilaktykę”, napędzający biznes „plastyczny”, który dawno przekroczył granice paranoi. Obetnij sobie cycki, wstaw implanty i jest super, bezpiecznie, pięknie i najważniejsze, że „pokonałaś raka”. Pieprzenie tak szkodliwe, że powinno być traktowane, jako przestępstwo, ponieważ ogłupionych naśladowczyń na pewno nie zabraknie. Śmiertelny gen „medialny” jest jednym z tysiąca powodów, dla których ludzie chorują na raka, nie trudno sobie wyobrazić, że głupiutkie panienki z całego świata, chcące być jak Andżelina, wydadzą 3000 $ i albo się ucieszą, że zrobiły wszystko „dla zdrowia” albo przy szacowaniu raka na poziomie 20% wymuszą na rodzicach nowe cycki.

Z ekskluzywnej operacji plastycznej, na którą stać wybrane gwiazdeczki i gwiazdki, zrobiono ogólnoświatowy bełkot pseudo medyczny. Z profilaktyki zabójczej choroby uczyniono tragifarsę, ale najbardziej przerażające jest to, że ta głupota w skutkach śmiertelna będzie przez jakiś czas obowiązująca i oby przez parę dni, dopóki kolejna gwiazdeczka nie sprzeda swojej dupy publicznie i nie ubierze tego w „czułe słówka”. Modelowa gwiazdeczka popkultury, znana z setki głupawych auto-promocji, poszła jeden krok dalej i dokonała estetycznego, gwiazdorskiego przewartościowania czegoś, co jest ostatnią rzeczą nadającą się do robienia jaj. Przedstawianie raka, jako choroby, którą da się pokonać jednym badaniem i wycięciem cycków, a po wszystkim wychodzi się na galę z nowym dekoltem, to nowe otwarcie dewiacji „szołmenów” i ich podopiecznych. Każdy kto miał styczność z tą chorobą, pośrednio lub bezpośrednio, wie, że ostatnią rzeczą jaką się chce wykonać, jest wywoływanie wilka z lasu poprzez pajacowanie. Czym innym jest nie dać się zwariować, jak w każdym przypadku, nie tylko choroby, czym innym pajacować: „pokonałam raka” przy pomocy sylikonu i wywiadu w kolorowym pisemku. Mieliśmy i mamy do czynienia z zabijaniem profilaktyki, z tandetnym pokazywaniem jakie to proste i przyjemne, z idealizowaniem diagnozy i leczenia, mamy do czynienia ze zbrodnią, nie z medycyną.

Prostej konstatacji nie było komu dokonać, tymczasem prosta konstatacja prezentuje się absurdalnie. Popkulturowy produkt w postaci gwiazdeczki nie pokonał raka, bo zwyczajnie gwiazdeczka nie była na raka chora, ona w sześciogwiazdkowej klinice wymieniła sobie cycki na zaś i dopisała bohaterski scenariusz. A ponieważ ten cynizm, który się sprzedał w rekordowym nakładzie, popełniła w otoczeniu fachowców, to w efekcie skrajna głupota i nieodpowiedzialność została sprzedana masom jako sakralny heroizm i droga postępowania wyznaczona dla wszystkich kobiet „walczących z chorobą”. Aby wiedzieć dla kogo i po co ten cyrk, wystarczy porównać proporcje wśród zaproszonych do studia gości. Na dziesięciu „ekspertów” 9 lokalnych celebrytów i jeden chirurg, naturalnie z kliniki chirurgii plastycznej. Pani Jadwigi z woreczkiem na brzuchu odprowadzającym kał, po amputacji jelita grubego i pana onkologa ostrzegającego przed kretyńskim powiększaniem cycków i pompowaniem ust, nie uświadczysz. Zdaję sobie sprawę, że nawet stałych Czytelników mój tekst może bulwersować brutalnością przekazu, ale wszystkim zbulwersowanym proponuję zbawienną rzecz. Proszę wrócić do felietonu za miesiąc, najlepiej za kilka miesięcy i zobaczyć, że wszystko się zgadza. Socjotechniczny, dokładnie przemyślany cyrk, nie żadna medycyna, co więcej w kategoriach medycznych zgraja oszołomów propagująca to komercyjne odczynianie, powinna pójść siedzieć. Zabawy z chorobą i śmiercią zabijają instynkt samozachowawczy, o profilaktyce nie warto wspominać. Odstawiono „szoł” wokół jednej, marginalnej techniki medycznej i jednej, marginalnej, przyczyny groźnej choroby, resztę mistrzowie marionetek maja głęboko w dupie, której wyciąć sobie nie dadzą. Mam nieszczęście być facetem i nie dowiedziałem się niczego na temat profilaktyki prostaty, pewnie muszę poczekać, aż Brad Pitt profilaktycznie utnie sobie fiuta, co bohatersko ogłosi w CNN, tuż przed premierą oskarowej roli.

Reklama

18 KOMENTARZE

  1. żałosny Piecha
    Sprawa Piechy w tym kontekście to dopiero ciekawostka. Słuchałem kołchoźnika (lubię badać wroga, kiedyś Trybuna Ludu, teraz Tok) i słyszałem rozmowę z Piechą. Pewnie to przypadkowa zbieżność, Piecha powiedział właściwie streszenie powyższego tesktu i już po chwili zaczął się jazgot. Wszyscy kolejni goście poprawnie przykopywali senatorowi, dzwonili oburzeni słuchacze, w każdych wiadomościach fragment Piechy i odpowiedni komentarz poprawnego. Dzisiaj każde kolejne wiadomości (a to co 20 min.) zaczynały się od tego spektaklu. Wszystko to wyglądało na dosyć zaplanowaną akcję. Sukces zależał, co prawda, od zgody Piechy na rozmowę, ale się udało. A do tego jeszcze Piecha chyba profilaktycznie amputował sobie właśnie jaja i złożył samokrytykę. Tryumf poprawności wielki, jakaż to udana akcja edukacyjna.
    Cóż to za banda przerażająca!

  2. żałosny Piecha
    Sprawa Piechy w tym kontekście to dopiero ciekawostka. Słuchałem kołchoźnika (lubię badać wroga, kiedyś Trybuna Ludu, teraz Tok) i słyszałem rozmowę z Piechą. Pewnie to przypadkowa zbieżność, Piecha powiedział właściwie streszenie powyższego tesktu i już po chwili zaczął się jazgot. Wszyscy kolejni goście poprawnie przykopywali senatorowi, dzwonili oburzeni słuchacze, w każdych wiadomościach fragment Piechy i odpowiedni komentarz poprawnego. Dzisiaj każde kolejne wiadomości (a to co 20 min.) zaczynały się od tego spektaklu. Wszystko to wyglądało na dosyć zaplanowaną akcję. Sukces zależał, co prawda, od zgody Piechy na rozmowę, ale się udało. A do tego jeszcze Piecha chyba profilaktycznie amputował sobie właśnie jaja i złożył samokrytykę. Tryumf poprawności wielki, jakaż to udana akcja edukacyjna.
    Cóż to za banda przerażająca!

  3. Szału na tym zdjęciu nie ma.
    Szału na tym zdjęciu nie ma. Między innymi w temacie biustu, moja żona biję panią ze zdjęcia o dwie jędrności i objętości. Niestety wątpię, aby zgodziła się na umieszczenie zdjęcia :).

    Swoją drogą, Andżelina wycięła taki numer, jakby stała się popkulturowym Chrystusem. Czyli nie przybito jej do krzyża gwoździami, tylko przywiązano tasiemką. Nie bezterminowo, aż skona, tylko na pół godziny. A w ogóle to krzyż był zrobiony z białej czekolady.

    Ale cóż za bohaterstwo, cóż za poświęcenie! 
    Oczywiście, na drugiej stronie reklama cukierni, która rzeczony krzyż zmotała.

  4. Szału na tym zdjęciu nie ma.
    Szału na tym zdjęciu nie ma. Między innymi w temacie biustu, moja żona biję panią ze zdjęcia o dwie jędrności i objętości. Niestety wątpię, aby zgodziła się na umieszczenie zdjęcia :).

    Swoją drogą, Andżelina wycięła taki numer, jakby stała się popkulturowym Chrystusem. Czyli nie przybito jej do krzyża gwoździami, tylko przywiązano tasiemką. Nie bezterminowo, aż skona, tylko na pół godziny. A w ogóle to krzyż był zrobiony z białej czekolady.

    Ale cóż za bohaterstwo, cóż za poświęcenie! 
    Oczywiście, na drugiej stronie reklama cukierni, która rzeczony krzyż zmotała.

  5. przemysł zdrowotny i jego ofiary
    Pierwsze reakcje "obozu konserwatywnego" były odruchowo dosć bezmyślne, że niby durna celebrytka kpi sobie z praw boskich nakazujących poczekanie na solidnego raka, i naturalne przecierpienie wszystkich etapów leczenia aż do niechybnej naturalnej śmierci. Potem trochę się opamiętali, bo akurat w jej sytuacji zaistnienia złośliwego genu multikulti Angelina miala rację. Operacja ratowała  życie, a nawet cycki.
    Cała poprawna politycznie hucpa urządzona u nas wokół tego przypadku wygląda jednak tak jak piszesz.
    W Polsce profilaktyczne obcinanie to jeszcze nie problem, te 0,5% kobiet można podobnie zoperować, jednak przy procentach amerykańskich nie ma szans aby tamtejszy NFZ dał radę, i wykazał chęć.
    Na szanse 99,5% polskich kobiet przypadek Angeli nie ma niestety żadnego wpływu.

    Problem od strony mentalnej  wygląda na typowy dla bogatej kasty w USA. Tamtejsi celebryci żyją w tak nieprawdopodobnym wypasie, że jedyne czego jeszcze chcą, to żyć wiecznie, zaś w praktyce padają na raka jak muchy. Uważają więc,  że Bóg ich oszukał, i chcą jakoś się potargować za grubą gotówkę.

  6. przemysł zdrowotny i jego ofiary
    Pierwsze reakcje "obozu konserwatywnego" były odruchowo dosć bezmyślne, że niby durna celebrytka kpi sobie z praw boskich nakazujących poczekanie na solidnego raka, i naturalne przecierpienie wszystkich etapów leczenia aż do niechybnej naturalnej śmierci. Potem trochę się opamiętali, bo akurat w jej sytuacji zaistnienia złośliwego genu multikulti Angelina miala rację. Operacja ratowała  życie, a nawet cycki.
    Cała poprawna politycznie hucpa urządzona u nas wokół tego przypadku wygląda jednak tak jak piszesz.
    W Polsce profilaktyczne obcinanie to jeszcze nie problem, te 0,5% kobiet można podobnie zoperować, jednak przy procentach amerykańskich nie ma szans aby tamtejszy NFZ dał radę, i wykazał chęć.
    Na szanse 99,5% polskich kobiet przypadek Angeli nie ma niestety żadnego wpływu.

    Problem od strony mentalnej  wygląda na typowy dla bogatej kasty w USA. Tamtejsi celebryci żyją w tak nieprawdopodobnym wypasie, że jedyne czego jeszcze chcą, to żyć wiecznie, zaś w praktyce padają na raka jak muchy. Uważają więc,  że Bóg ich oszukał, i chcą jakoś się potargować za grubą gotówkę.

  7. takie sa zasady gospodarki opartej wyłacznie na chciwosci
    wszystkie duze firmy  maja pompke, dzieki ktorej z kilo miesa robią dwa kilo szynki, male żeby istniec muszą się ratowac kupowaniem padliny. Jakby by powiedział rewolucjonista Korwin, wszyscy mamy wybór, czy kupujemy z małej czy dużej firmy.

  8. takie sa zasady gospodarki opartej wyłacznie na chciwosci
    wszystkie duze firmy  maja pompke, dzieki ktorej z kilo miesa robią dwa kilo szynki, male żeby istniec muszą się ratowac kupowaniem padliny. Jakby by powiedział rewolucjonista Korwin, wszyscy mamy wybór, czy kupujemy z małej czy dużej firmy.

  9. Cycki i pieniądze
    Pewne grupy genów zwiększają ryzyko zachorowania na raka piersi. Rak piersi u matki i babki gwarantują raka u córki, ale też nie na 100%. Można nie mieć ani tych genów, ani choroby w rodzinie, żeby się załapać, a w Stanach załapuje się teraz co dziewiąta kobieta w jakimś okresie życia. Cycek rzecz skomplikowana i podlega regulacji hormonalnej w ciągu życia, do czego dochodzi cywilizacja i jej skutki. Przede wszystkim, nie karmimy piersią oraz używamy w domu plastików, których składniki mają działanie estrogenne. Plastiki z kuchni trzeba wyrzucić, a już nigdy, przenigdy nie podgrzewać w nich jedzenia w mikrofalówce.
    Dotyczy to również mężczyzn, faceci też mają tkankę gruczołową i hormony, też chorują na raka piersi, choć rzadko.

    Cycek nie ma mięśni, nie da się go w dobrej formie z upływem czasu utrzymywać. Ma tylko skórę i więzadło, które też się rozciąga.

    I te dwie rzeczy Angelina u siebie ujrzała – cycki już mało aktorskie, w dodatku zespół genów. Przydałaby się operacja, ale nic za darmo.

    Rutynowe usuwanie gruczołów i zastępowanie ich wszczepem to jest żyła złota dla chirurgów plastycznych, ale kto za to zapłaci? Otóż, jeśli takie postępowanie u osób z udokumentowanym zagrożeniem rakiem zostanie wciągnięte na listę “standard of care”, to każda ubezpieczalnia będzie musiała to finansować. Jestem przekonana, że Angelina zrobiła tego rodzaju “deal” ze stowarzyszeniem chirurgów plastycznych i pewnie innymi “układami” też. Obetnie to zyski onkologów, onkolodzy z raka piersi głównie żyją, razem z pracowniami mammografii, rezonansu magnetycznego i PET skanu, chirurgami i histopatologami, zakładami chemioterapii i radioterapii, że o lekach nie wspomnę – biznes jest ogromny. Plastyczni wyraźnie chcą, żeby się z nimi biznesem podzielić.

    Usunięcie potencjalnego żródła raka jest profilaktyką raka i jeśli narząd nie jest potrzebny, a zagrożenie realne, to ja bym się tego nie czepiała. Niech usuną i dadzą wszczep teraz, prosta operacja, a nie później, razem z ciężką chemią i radiacją nadal można tego nie przeżyć. Ja uważam to za uzasadnione działanie, w pewnych przypadkach. Niemniej to nie pani Zosia z Tczewa, ale Angelina z Los Angeles, stąd duża kasa w tle jest bez wątpliwości. Wchodzi niebawem w życie Obamacare, obowiązkowe ubezpieczenie wszystkich, opierające się na dotacjach rządu federalnego do polis u prywatnych ubezpieczycieli. Dwa pozostałe piony ubezpieczeń to Medicaid dla biednych, współfinansowany przez rząd federalny i rządy stanowe, oraz Medicare dla ludzi po 65 roku życia, finansowane ze składek pracowników i pracodawców. W ten sposób są spełnione wszystkie warunki, aby prywatne firmy plastycznych chirurgów mogły rozkwitnąć. Proces się zaczyna i trochę potrwa, kilka lat, ale widać, że się za to z grubej medialnej rury wzięli.

    • Uwielbiam takie komentarze –
      Uwielbiam takie komentarze – sama treść. Nie będę psuł efektu polemiką, dodam tylko, że wbrew pozorom i głupawym analogiom, których nie cierpię, w żadnym razie nie krytykuję decyzji gwiazdeczki o wycięciu gruczołów, co po całej operacji pozostawia cycki w lepszej kondycji niż były, a zagrożenie rakiem zmniejsza. Pisałem, że nie to jest problemem, ale tekst jest długi i pewnie za mało wyeksponowałem ten wątek. Idiotyzmem totalnym jest przedstawianie decyzji gwiazdeczki jako “bohaterstwo” i modelowe postępowanie profilaktyczne. Właśnie o to chodzi, że rak trafił, a nawet jeszcze nie trafił, na cycki, bez których da się żyć i które da się wyrzeźbić. Tymczasem mówimy o chorobie, która nie ma litości dla członków i organów, a ten gen to jest jedna z 1000 przyczyn. Skutek jest taki, że zamiast faktycznej profilaktyki urządzono cyrk wokół marginalnego zabiegu i marginalnej przyczyny, podając genialny efekt końcowy, co w przypadku raka jest darem niebios, nie standardem. O ile mastektomie chorych pierwsi nie są wyjątkowe, to już taka mastektomia “profilaktyczna” jest rzadkością, nawet w USA. Ku…o tego całego przekazu polega na podprogowym przekazie dla kobiet – weź i sobie utnij na zapas, a my ci jeszcze dorobimy cyce jak marzenie. I tylko tyle w tej hucpie widzę, bo walka i profilaktyka raka, to coś zupełnie innego, przeciwnego do hucpy. ,

      • Obiektywnie (o ile obiektywizm jest w ogóle możliwy)
        "tekst jest długi i pewnie za mało wyeksponowałem ten wątek" – Nie jest za długi i czta się z zapartym tchem. Wspaniale koreluje z komentarzem Solano.
        To tekst z najwyższej półki, czyta się z przyjemnością.
        Pozdrawiam.

    • Dziękuję za fachowy komentarz-uzupełnienie i potwierdzenie na WP
      PAP/WP: http://wiadomosci.wp.pl/sort,9,kat,1356,title,Dylematy-w-zwiazku-z-mastektomia-po-wyznaniu-Angeliny-Jolie,wid,15659040,wiadomosc.html#opinie

      "To dobrze, że Jolie podzieliła się swą historią i decyzją. Ale w tej historii brakuje informacji, że Myriad Genetics ma patenty na gen BRCA1 i BRCA2. Są inne firmy, które mogłyby te testy udostępnić za kilkaset dolarów. Ale patent zapewnia monopol na te testy i badania."

      Ten test kosztuje $3000.

      UPDATE: kolejny tekst – http://naszeblogi.pl/38532-kwestia-biustu – b. fachowo, każe się zastanowić, że gdyby nie cena patentowanych testów, to mogłoby się okazać, że to co zrobiła sobie Jolie, jest jak najbardziej właściwe i opłacalne w kategoriach ekonomicznych, zdrowotnych i estetycznych (urody).

  10. Cycki i pieniądze
    Pewne grupy genów zwiększają ryzyko zachorowania na raka piersi. Rak piersi u matki i babki gwarantują raka u córki, ale też nie na 100%. Można nie mieć ani tych genów, ani choroby w rodzinie, żeby się załapać, a w Stanach załapuje się teraz co dziewiąta kobieta w jakimś okresie życia. Cycek rzecz skomplikowana i podlega regulacji hormonalnej w ciągu życia, do czego dochodzi cywilizacja i jej skutki. Przede wszystkim, nie karmimy piersią oraz używamy w domu plastików, których składniki mają działanie estrogenne. Plastiki z kuchni trzeba wyrzucić, a już nigdy, przenigdy nie podgrzewać w nich jedzenia w mikrofalówce.
    Dotyczy to również mężczyzn, faceci też mają tkankę gruczołową i hormony, też chorują na raka piersi, choć rzadko.

    Cycek nie ma mięśni, nie da się go w dobrej formie z upływem czasu utrzymywać. Ma tylko skórę i więzadło, które też się rozciąga.

    I te dwie rzeczy Angelina u siebie ujrzała – cycki już mało aktorskie, w dodatku zespół genów. Przydałaby się operacja, ale nic za darmo.

    Rutynowe usuwanie gruczołów i zastępowanie ich wszczepem to jest żyła złota dla chirurgów plastycznych, ale kto za to zapłaci? Otóż, jeśli takie postępowanie u osób z udokumentowanym zagrożeniem rakiem zostanie wciągnięte na listę “standard of care”, to każda ubezpieczalnia będzie musiała to finansować. Jestem przekonana, że Angelina zrobiła tego rodzaju “deal” ze stowarzyszeniem chirurgów plastycznych i pewnie innymi “układami” też. Obetnie to zyski onkologów, onkolodzy z raka piersi głównie żyją, razem z pracowniami mammografii, rezonansu magnetycznego i PET skanu, chirurgami i histopatologami, zakładami chemioterapii i radioterapii, że o lekach nie wspomnę – biznes jest ogromny. Plastyczni wyraźnie chcą, żeby się z nimi biznesem podzielić.

    Usunięcie potencjalnego żródła raka jest profilaktyką raka i jeśli narząd nie jest potrzebny, a zagrożenie realne, to ja bym się tego nie czepiała. Niech usuną i dadzą wszczep teraz, prosta operacja, a nie później, razem z ciężką chemią i radiacją nadal można tego nie przeżyć. Ja uważam to za uzasadnione działanie, w pewnych przypadkach. Niemniej to nie pani Zosia z Tczewa, ale Angelina z Los Angeles, stąd duża kasa w tle jest bez wątpliwości. Wchodzi niebawem w życie Obamacare, obowiązkowe ubezpieczenie wszystkich, opierające się na dotacjach rządu federalnego do polis u prywatnych ubezpieczycieli. Dwa pozostałe piony ubezpieczeń to Medicaid dla biednych, współfinansowany przez rząd federalny i rządy stanowe, oraz Medicare dla ludzi po 65 roku życia, finansowane ze składek pracowników i pracodawców. W ten sposób są spełnione wszystkie warunki, aby prywatne firmy plastycznych chirurgów mogły rozkwitnąć. Proces się zaczyna i trochę potrwa, kilka lat, ale widać, że się za to z grubej medialnej rury wzięli.

    • Uwielbiam takie komentarze –
      Uwielbiam takie komentarze – sama treść. Nie będę psuł efektu polemiką, dodam tylko, że wbrew pozorom i głupawym analogiom, których nie cierpię, w żadnym razie nie krytykuję decyzji gwiazdeczki o wycięciu gruczołów, co po całej operacji pozostawia cycki w lepszej kondycji niż były, a zagrożenie rakiem zmniejsza. Pisałem, że nie to jest problemem, ale tekst jest długi i pewnie za mało wyeksponowałem ten wątek. Idiotyzmem totalnym jest przedstawianie decyzji gwiazdeczki jako “bohaterstwo” i modelowe postępowanie profilaktyczne. Właśnie o to chodzi, że rak trafił, a nawet jeszcze nie trafił, na cycki, bez których da się żyć i które da się wyrzeźbić. Tymczasem mówimy o chorobie, która nie ma litości dla członków i organów, a ten gen to jest jedna z 1000 przyczyn. Skutek jest taki, że zamiast faktycznej profilaktyki urządzono cyrk wokół marginalnego zabiegu i marginalnej przyczyny, podając genialny efekt końcowy, co w przypadku raka jest darem niebios, nie standardem. O ile mastektomie chorych pierwsi nie są wyjątkowe, to już taka mastektomia “profilaktyczna” jest rzadkością, nawet w USA. Ku…o tego całego przekazu polega na podprogowym przekazie dla kobiet – weź i sobie utnij na zapas, a my ci jeszcze dorobimy cyce jak marzenie. I tylko tyle w tej hucpie widzę, bo walka i profilaktyka raka, to coś zupełnie innego, przeciwnego do hucpy. ,

      • Obiektywnie (o ile obiektywizm jest w ogóle możliwy)
        "tekst jest długi i pewnie za mało wyeksponowałem ten wątek" – Nie jest za długi i czta się z zapartym tchem. Wspaniale koreluje z komentarzem Solano.
        To tekst z najwyższej półki, czyta się z przyjemnością.
        Pozdrawiam.

    • Dziękuję za fachowy komentarz-uzupełnienie i potwierdzenie na WP
      PAP/WP: http://wiadomosci.wp.pl/sort,9,kat,1356,title,Dylematy-w-zwiazku-z-mastektomia-po-wyznaniu-Angeliny-Jolie,wid,15659040,wiadomosc.html#opinie

      "To dobrze, że Jolie podzieliła się swą historią i decyzją. Ale w tej historii brakuje informacji, że Myriad Genetics ma patenty na gen BRCA1 i BRCA2. Są inne firmy, które mogłyby te testy udostępnić za kilkaset dolarów. Ale patent zapewnia monopol na te testy i badania."

      Ten test kosztuje $3000.

      UPDATE: kolejny tekst – http://naszeblogi.pl/38532-kwestia-biustu – b. fachowo, każe się zastanowić, że gdyby nie cena patentowanych testów, to mogłoby się okazać, że to co zrobiła sobie Jolie, jest jak najbardziej właściwe i opłacalne w kategoriach ekonomicznych, zdrowotnych i estetycznych (urody).