Reklama

Trochę się ostatnio pokurczyłem, ale usłyszawszy kolejny raz od nieznajomego przechodnia dzień dobry, wyprostowałem się, żeby przyjąć pochwałę większą powierzchnią ciała. Zawsze dziwiło mnie, iż ludzie na mój widok mówią, że dzień dobry albo że dobry wieczór, co zresztą mniej zrozumiałe, ciemniej i mniej mnie wtedy widać, ale widać wystarczy. Jest to jakaś ulga i wzmocnienie postanowienia, by umierać bez p r z e k o n a n i a, ponieważ cierpieć nie zamierzam i raczej się nie wdam, choć pewnie nieco poczuję, że moje ciało śmierciało. Ciało przecież śmierci, bo śmierć nie umywa się do życia. Ale na razie cieszę się wpływem na ocenę pór dnia zupełnie przypadkowych osób i nawet staram się odpowiadać tym samym, mimo że to trochę jeśli nawet nie niegrzeczne, to prawdopodobnie niezbyt skromne. Z natury jednak z faktami nie dyskutuję, nie znam języka, więc odpowiadam na wysławianą w moim kierunku prawdę grzecznie, na podobieństwo echa – świadomego, że jest źródłem i przyczyną. Przyznaję jednocześnie, że zjawisko to gwałtownie zanika wraz z oddalaniem się od miejsca, w którym śpię, dojadam i pomieszkuję, czego dotychczas nie udało mi się rozwikłać. Być może siła mojego rażenia jest w jakiś sposób proporcjonalnie powiązana z czasem, w jakim wpływam na dane miejsce; a być może nie.

W sumie żałuję, że odmiennie tego ranka nie pstryknąłem się i nie podpiąłem zgodnie z tradycją nozdrzy klamerką, mógłbym mieć bardziej naturalny wygląd i nie chodziłbym nabzdyczony jak w oczekiwaniu na zwolnienie miejsca w szatni pobliskich kuluarów. W każdym razie i mimo to sytuacja powtarza się praktycznie codziennie, co dziwi tym bardziej, że raz poinformować mnie o moim wpływie w zupełności by wystarczyło, zdaję sobie z tego sprawę w stopniu większym od każdej przypominającej mi o tym osoby, chociaż dla uczciwości trzeba by dodać, że przechodnie robią to jakby mimochodem, w sposób uszanowany i absolutnie się nienarzucający. Zjawisko owo, całkowicie w końcu nieszkodliwe, dało mi asumpt, ażeby pójść śladem i podziękować na głos temu, za co i czemu i ja jestem wdzięczny. Szczerość za szczerość, może przy odrobinie wysiłku, bo bez mówienia się nie obejdzie. Na zasadzie wzajemności ograniczyłem się z komplementami do sąsiedztwa. Na pierwszy ogień poszła sąsiadka, dzięki obrazowi której nauczyłem się kontrolować przybrudzanie pościeli (latem) i pidżamki (wiosna, jesień, pora zimowa). Opierając się na podobieństwie starałem się być jak najbardziej szczery i zwięzły, ale skromnie przyśpieszyła kroku i się nie zmieściłem. Drugi raz padł na lokalne dziecko, którego wspomnienie zdumiewającej wyrośli na szyi w postaci główki trzy razy na cztery pomogło mi pozbyć się nadmiaru jadu z picia, jeśli akurat piło się, a nic się nie jadło. Kolejny raz był dla kota, co mnie ucieszyło, bo nic nie musiałem mówić. Kot kiedyś na mnie ukradkiem spojrzał, czym dał mi potężnego kopa i dzięki temu nie spóźniłem się na dosyć opieszałą wizytę u dermatologa. Wypłaciłem mu pięknym w sposób ostateczny i za nadobne, już nigdy nie będzie bał się psów ani przed nimi uciekał, chyba że jest jakaś prawda w legendzie o siedmiu życiach. Nie wiem, nie sprawdzałem, śpieszyłem się do swoich dokonań. A ponieważ zazwyczaj staram się dotrzymywać kroku modnym, co ich pokazom w telewizji, tym razem nie popuściłem i zaszalałem – nie ubrałem wstanika. Dyndało mi więc nieco więcej w dolnych stanach samozadowolenia, ale się nie przejąłem, wisi mi to i siwi mi się, co idzie z sobą w parze.
I gdyby nie to, że na horymzoncie pojawiła się kropeczka słońca i podała mi do przemyślenia przemijający czas i wynikające z niego odległości, jakie dotychczas przemierzono, zanim się z hukiem i na dłużej powiłem na tym świecie, i że i tak są one krótsze od tych, których jeszcze nie ma – jeszcze ich nie ma, a kiedyś będą dłuższe! – doszczętnie wykręciło mi głowę w stronę kukułki na drzewie, które w okolicy robiło za wiejski ratusz, a może to był dzięcioł, tylko ja byłem na rauszu i na nie nie wpadłem.

Reklama
Poprzedni artykułTusk nie będzie umierał estetycznie, on się będzie męczył do końca
Następny artykułWOŚP i Złoty Melon złamali prawo – rozpaczliwa obrona ksiąg rachunkowych

10 KOMENTARZE

  1. Dzień dobry!
    Nie ukrywam, że zaniepokoił mnie Pan tytułem i zawartością, zwłaszcza w połączeniu z tym, co działo się ostatnio na pewnej Wyspie. Tuszę jednak, że są to ogólniejsze refleksje związane z przemijaniem, podane – jak zwykle u Pana – w mistrzowskiej formie.

    Życie, proszę Pana, ma to do siebie, że się rozpędza, rozpędza, a kiedy przychodzi zakręt, czasem ciężko jest go przejechać. "Na karuzeli życia pokręcisz się" – pamięta Pan?

    Pozdrawiam serdecznie Pana piękniejszą połówkę i Jej brzydszą (?) połówkę!

    • Milczałem, bo nie miałem nic ciekawego do powiedzenia.
      Za to teraz – sam Pan zobaczy. Bóg Święty i skromny papież zapłać za dobre słowo, co tam słowo, każde zdanie. Serdecznie odwzajemniamy. 
      Odejścia na wyspie trochę mnie zblokowały, bo już szykowałem się do palnięcia czegoś wartościowego pod Pańskim podróżnym wpisem, a tu ostateczność stanęła na przeszkodzie. Pomyślałem sobie, że autystyczni powinni siedzieć cicho, gdy kultura przeżywa żałobę. A że czytam wszystko, co Pan skrobnie, wiadomo. Przy okazji, gdzie Pan wynajduje te teledyski bigbitowe? Większość pierwszy raz słyszę, a to jedyne wrażenia, których natura jeszcze nie naruszyła, zatem rozwijam w każdą mozliwość, a i tak Pan, ze wszystkimi zmysłami na miejscu i w czasie, w dodatku w pełnym rozbieganiu, wyprzedza mnie o dwie wiorsty lub jaki tam ekwiwalent w sążniach. Nie wstyd Panu jawnie kpić z kalectwa? Mozna być znakomitym, ale bez przesady w moim towarzystwie.

      Tak czy siak, z serdeczności się nie wycofuję, staję na palcach i strzelam misia.

  2. Dzień dobry!
    Nie ukrywam, że zaniepokoił mnie Pan tytułem i zawartością, zwłaszcza w połączeniu z tym, co działo się ostatnio na pewnej Wyspie. Tuszę jednak, że są to ogólniejsze refleksje związane z przemijaniem, podane – jak zwykle u Pana – w mistrzowskiej formie.

    Życie, proszę Pana, ma to do siebie, że się rozpędza, rozpędza, a kiedy przychodzi zakręt, czasem ciężko jest go przejechać. "Na karuzeli życia pokręcisz się" – pamięta Pan?

    Pozdrawiam serdecznie Pana piękniejszą połówkę i Jej brzydszą (?) połówkę!

    • Milczałem, bo nie miałem nic ciekawego do powiedzenia.
      Za to teraz – sam Pan zobaczy. Bóg Święty i skromny papież zapłać za dobre słowo, co tam słowo, każde zdanie. Serdecznie odwzajemniamy. 
      Odejścia na wyspie trochę mnie zblokowały, bo już szykowałem się do palnięcia czegoś wartościowego pod Pańskim podróżnym wpisem, a tu ostateczność stanęła na przeszkodzie. Pomyślałem sobie, że autystyczni powinni siedzieć cicho, gdy kultura przeżywa żałobę. A że czytam wszystko, co Pan skrobnie, wiadomo. Przy okazji, gdzie Pan wynajduje te teledyski bigbitowe? Większość pierwszy raz słyszę, a to jedyne wrażenia, których natura jeszcze nie naruszyła, zatem rozwijam w każdą mozliwość, a i tak Pan, ze wszystkimi zmysłami na miejscu i w czasie, w dodatku w pełnym rozbieganiu, wyprzedza mnie o dwie wiorsty lub jaki tam ekwiwalent w sążniach. Nie wstyd Panu jawnie kpić z kalectwa? Mozna być znakomitym, ale bez przesady w moim towarzystwie.

      Tak czy siak, z serdeczności się nie wycofuję, staję na palcach i strzelam misia.