Reklama


Profesor Stanisław Achramarczyk (pierwszy od lewej).

Pewne informacje dają się podsumować tylko językiem potocznym. Nie inaczej jest ze sprawą profesora cenzora z PRL i lustratora z IPN. Gdyby tego było mało, można dodać, że profesor Stanisław Achremczyk nie znał ustawy o IPN i nie wiedział, że ze swoją przeszłością w tak szlachetnej instytucji pracować nie może.

Jak podsumować taką informację? Tylko językiem potocznym: „ale jaja”. Jaja jak berety już bez wnikania z jakiej wełny utkane, tak ci tylko w IPN utkają. Informacja z gatunku sensacyjnie zaskakujących, ale i komentarz szefa IPN też niczego sobie. Szef IPN dość dziwnie tłumaczył się z wiedzy na temat przeszłości swojego pracownika. Padały stwierdzenia, że wiedza była „rozjechana”, „rozmyta”, „niejednoznaczna” czy jakoś tak podobnie. Wynika z tego, że wiedziano coś tam, coś tam, jednak prawdopodobnie za profesorem stał ktoś tam, ktoś tam.

Straszny bałagan mamy w tym IPN, ale na szczęście jakieś cztery tygodnie temu przewodniczący Chlebowski obiecał, że za dwa tygodnie PO zrobi porządek zmieniając ustawą szefa IPN. Jak łatwo obliczyć od dwóch tygodni powinniśmy już mieć z głowy IPN, ale na pewno coś partii PO wypadło i stąd poślizg, bo przecież nikt nie uwierzy, że partia PO obiecanej lustracji i otwarcia archiwów nie przeprowadzi. Nawet Adam Michnik PO w tym przedsięwzięciu kibicuje, to nie może się nie udać.

Reklama
Poprzedni artykułPO jest gorsze od PiS
Następny artykułNic nie wiadomo o 4 czerwca, ale będzie debata.
Matka Kurka
Młody, wysportowany, inteligentny, przystojny, czuły mąż i ojciec. Geniusz i wirtuoz klawiatury, błyskotliwy analityk rzeczywistości wszelakiej. Kochany i rozchwytywany, bezkompromisowy, skromny, wyrozumiały. 1. Ulubiona potrawa: żur na zakwasie. 2. Ulubiona kapela: muzyka z tamtych lat. 3. Ulubiony kolor: brak danych. 4. Ulubione słowo: ja. Wolny, żonaty, pijący daltonista.