Reklama

Co to jest podła insynuacja? Podła insynuacja to jest fakt stwierdzony przez Jarosława Kaczyńskiego albo przez jego zwolenników. Co to jest polityka, która łączy, a nie dzieli? To jest insynuacja rzucona w stronę Jarosława Kaczyńskiego lub jego zwolenników. Trzy dni i trzy noce, o ile dobrze policzyłem, mieliliśmy czuwanie przy słowach Kaczyńskiego: „Do tego dochodzą jego (Komorowskiego, przyp. mój) dziwne związki z ludźmi związanymi ze służbami”. Bardzo proste stwierdzenie faktu, tak proste, że nawet Bronisław Komorowski nie zaprzeczył i nie przykazał swojej pani rzecznik, aby zaprzeczyła. Mało tego, Komorowski potwierdził fakt, pani rzecznik dodała, że to jest efekt różnorodności, pan prezydent stawia na różnorodność, zaprasza ludzi z wielu środowisk. Pomimo stwierdzenia i potwierdzenia faktu, insynuacja nie umarła, fakty ze względu na autora nadal są nazywane podłymi pomówieniami. Taka to prosta reakcja, bardziej wyrafinowaną formą jest replika, w tym wypadku Bronisława Komorowskiego: „Gdyby prezes Kaczyński chciał poszukać, a ja mógłbym mu w tym pomóc, to pewnie znalazłby we własnej rodzinie osoby, które były i wojskowymi, i członkami PZPR-u, tak jak gen. Koziej.” Co ta replika sobą reprezentuje? To zależy jaką przyjąć optykę. Komorowski, wbrew oburzeniu „niepokornych” publicystów, stwierdził fakt i ten fakt jest pod ręką, wystarczy sięgnąć do zasobów sieci, nie trzeba fatygować Kaczyńskiego. Bardziej ciekawe jest jedna to, że według publicystów pokornych, Komorowski nie rzucił podłą insynuacją, ale: „Prezydent odniósł się do słów Jarosława Kaczyńskiego”. Z repliki wyłania się produkt podwójnych standardów i podwójnych przeoczeń.

Pokorne media nie zauważyły insynuacji i nie dostrzegły również tego, że Komorowski musiał grzebać w życiorysie Kaczyńskiego bardziej niż wszystkie oszołomy razem wzięte, bo aż do gałęzi na której siedział pradziad Jarosława. Dwa śmiertelne grzechy, które zawsze są zaciągane przed ścianę płaczu, gdzie się wali głową w mur i wylewa żale na podłość ludzką, przeszły bez echa. „Prezydent się ustosunkował” – ano co miał zrobić, prezydent w stosunkowaniu się jest nie dościgły, ale przy okazji objawił się jeszcze jeden talent, czy też zaleta. Okazało się, że Bronisław Komorowski jest altruistą, oferuje pomoc przy grzebaniu w życiorysach. Bóg jedyny wie jak się w takiej sytuacji zachować, żeby nie naruszyć art. 135? Odmowa może znieważyć Bronisława Komorowskiego, no wyobraźmy sobie, że pan prezydent rzuca wszystkie obowiązki i rusza do archiwów aby wyłowić naszego pradziadka z carskiej armii? A my co? A my jak te niewdzięczne oszołomy odpowiadamy: „stosunkuj się”? Proponuję inne rozwiązanie. Bardzo dziękuję panie prezydencie za pomoc, będę wdzięczny za dostarczenie każdej teczki, którą pan dysponuje i która dotyczy członków mojej rodziny. Z góry dziękując za pana zaangażowanie, chciałbym się zrewanżować. Pozwoli, pan prezydent, że przytoczę kilka faktów na temat pańskiej rodziny. Pana żona i matka pana dzieci, to córka Hany Rojer, żydowskiej komunistki, która zmieniła nazwisko na Deptuła, po wyjściu za mąż na Dziadzia, a potem razem jaszcze wspólnie z mężem na Dembowscy.

Jan Dziadzia, następnie Dembowski, ojciec pana żony i dziadek pana dzieci, był stalinowskim ubekiem i peerelowskim esbekiem. Razem z żoną należał do PZPR, razem z żoną pracował w Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego i w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego, które to urzędy odpowiadały za niezliczone zbrodnie i czystki. Pan prezydent bardzo często przypomina o swojej chlubnej karcie opozycyjnej, siedział pan z jakimś strasznie groźnym przestępcą, który proponował panu ucieczkę z więzienia, ale dlaczego pan nie wspomniał, że do tego więzienia, jako jeden z pierwszych, dostawał pan paczki przygotowane przez teściów esbeków? Smakowało? Dlaczego pan nie mówi, że pana żona była pierwszą, która przyszła do celi, w czasie gdy pozostałe żony miały esbeckie rewizje w domach? Zapomniał pan chyba i o tym, że przed więzieniem i po wyjściu z więzienia dostawał pan prezenty pod choinkę od stalinowskich oprawców i razem śpiewaliście no chyba jednak „Wśród nocnej ciszy”, a nie „Podmoskownyje wieciera”. Wspomniał pan wprawdzie, że teść pisał panu pracę magisterską, ale do tej barwnej opowieści zapomniał pan dodać, że to stary ubek, który stukał na resortowej maszynie. Pan rzeczywiście jest prezydentem wszystkich Polaków, który łączy. Nikt nie był w stanie połączyć, nawet prezes Ochódzki, dętej opozycyjnej martyrologii z Wigilią u esbeków, panu się to udało i udaje do dziś. Chłop do tańca i do różańca i tylko wąsów szkoda.

Reklama

10 KOMENTARZE