Reklama

Generalnie płacenie za głos w wyborach jest poważnym przestępstwem. Tutaj jednak handelek polega na sprywatyzowaniu państwowych pieniędzy wypłacanych członkom, zastępcom oraz przewodniczącym Obwodowych Komisji Wyborczych.

Ponieważ Konfederacja nie ma struktur w terenie, a podpisów trzeba zebrać bardzo dużo, nie jest w stanie organizacyjnie sprostać takim wymogom. Dziarscy i zaradni biznesmeni obmyślili zatem sposób. Za doręczenie okręgowemu koordynatorowi listy poparcia z 10. podpisami, Konfederacja wystawie skierowanie do pracy w OKW.

Przede wszystkim widać, że antysystemowcom nie chodzi o żadne programy, idee, czy koncepcje społeczne. Trzęsą się, żeby kandydować i rządzić, chociaż nie posiadają poparcia społecznego. Kolejna grupa starszych i mądrzejszych, która wie lepiej.

Drugą sprawą jest fatalna dziura legislacyjna w Kodeksie Wyborczym, która wręcz nakłania do takich manipulacji, ponieważ do OKW skierowania wydawać mogą tylko komitety, które zarejestrowały się do wyborów, a nie mogą na przykład, organizacje pozarządowe.

Komitety partii politycznych również robią podobnie, jednak działają nieco subtelniej. Ponieważ posiadają wielu sympatyków i działaczy, ci jako wolontariusze zbierają podpisy pod listami poparcia. Oczywiście przodownicy nagradzani są skierowaniami do OKW, jednak ma to jakiś sens – najaktywniejsi zwolennicy pilnują później wyborów.

W przypadku Konfederacji zależność ta nie występuje. Widać tylko rozpaczliwe parcie na koryto.

Reklama
Poprzedni artykułJak PiS zabił Kwietnia, a Kaczyński Kosteckiego?
Następny artykułDlaczego TVN24 pokazał w miarę uczciwy sondaż?

2 KOMENTARZE