Bardzo cierpię z tego powodu, że E=mc2, ból jest nie do zniesienia

Prześlij dalej:

W top 10 nie lubianych przeze mnie rzeczy, osób i zjawisk, poczesne miejsce zajmuje szantaż emocjonalny. Rzecz wyjątkowo irytująca, czasami bywa zabawna, innym razem żałosna. Podam przykłady do każdej kategorii szantażu emocjonalnego. Szantaż emocjonalny zabawny. Udowodnij, że mnie kochasz – powiedział wybranek do wybranki wkładając rękę pod jej bluzkę. Szantaż emocjonalny irytujący. Wiesz, ja w ogóle mam wątpliwości, czy ty mnie kochasz albo przynajmniej szanujesz, bo gdybyś mnie kochał nie jadłbyś kurczaka palcami, o co cię wielokrotnie prosiłam – powiedziała dama do prostaka. Szantaż żenujący. Jak mi nie pozwolicie jechać z Piotrkiem pod namiot, to się zabiję – powiedziała jedynaczka do rodziców. Mniej więcej chyba się zgadza? Istnieją jednak takie szantaże emocjonalne, które są jednocześnie żałosne, irytujące, zabawne i w swojej złożoności ciężko kwalifikowane. Najpierw rozniosło się po Radiu Zet, a za chwilę po internetowych portalach i mediach przetoczy się cierpienie Izabelli Sariusz-Skąpskiej, której chce się krzyczeć na widok zgniecionej puszki i pękniętej parówki. Jezu słodki, cóż za dęta trauma, żałosna, irytująca, śmieszna. Jestem więcej niż pewien, że mój ostry komentarz, a nie zamierzam się w żadnym miejscu ograniczać, ponieważ szantaż jest czymś, co z złożenia wyrywam z korzeniami, wzbudzi mieszane uczucia, nawet wśród tych ludzi, którzy są bardzo emocjonalnie związani z ustaleniami wyśmiewanych naukowców. Pewność bierze się stąd, że tak właśnie działa szantaż emocjonalny, jak sama nazwa wskazuje, ale jest też nadzieja, że po wyjaśnieniu mechanizmu działania, nie mnie się oberwie lecz szantażystom.

W szantażu emocjonalnym chodzi o to, żeby swoim położeniem emocjonalnym wymóc zachowania na innych, które to zachowania wydają się absolutnie niezwiązane z cierpieniem szantażującego. Innymi słowy rzecz w tym, że szantażujący chce osiągnąć konkretny cel nie mający żadnego związku z zastosowanym środkiem. Normalnie żona mówi do męża – jak mnie kochasz to mnie nie zdradzaj, to mnie nie bij, to mnie nie upokarzaj, to mnie wysłuchaj. Tak wygląda zdrowa relacja emocjonalna, natomiast toksyna emocjonalna odnosi się do wymuszania postaw. Jak nie chcesz, żebym cierpiała to powiedz, że jesteś podłym gnojem, durniem, psychopatą. I ten ostatni akt emocjonalnego szantażu jest idealną ilustracją wyczynów, jakimi popisuje się Izabella Sariusz-Skąpska, bo Paweł Deresz to wyższa, esbecka szkoła szantażu. Nie słyszymy od emocjonalnych szantażystów prostej prośby związanej z uszanowaniem osobistych decyzji i opinii, ale jesteśmy zmuszani, by zaakceptować ich żądania, ze wzglądu na stan emocjonalny żądających. Gdybym usłyszał od Izabelli Sariusz-Skąpskiej, że ona sobie nie życzy, aby formułować zdania generalizujące: „wszystkie rodziny smoleńskie są bardzo wdzięczne Antoniemu Macierewiczowi”, uznałbym tę prośbę za coś oczywistego i nikt nie musiałby mnie do odpowiednich zachowań zmuszać. Wystarczy zwykła logika i kawałek myślenia, aby takich, rzeczywiście naruszających spokój duszy, opinii nie wygłaszać. Jednak nic takiego nie słyszę i jak sądzę wielu innych wsłuchujących się w szantażujący ton wypowiedzi Izabelli Sariusz-Skąpskiej, również usłyszeć nie zdoła.

Strony

41079 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

49 (liczba komentarzy)

  1. amen

  2. avatar

    Mam nadzieję, że nie wiem co piszę i nie mam pojęcia, co widzę, ale napiszę i pokażę, co widzę.

    Zdjęcie pierwsze pokazuje kadr z paralotni
    lotnia.jpg

    Zdjęcie drugie to satelita i jak widać, nie bardzo pasuje jedno do drugiego

    sat.JPG
    Ale wystarczy obrócić zdjęcie w lewo, czyli zmienić perspektywę i mamy taki oto widok

    lotnia2.jpg

    Nie wiem czy nie popełniam tu jakiegoś żenującego błędu, ale jeśli nie popełniam, to mamy błąd profesorów z USA i to niestety taki elementarny.

  3. avatar

    Nie wolno polegać na wzroku i ufać temu co się człowiekowi wydaje. Niezależnie, czy jest to zdjęcie satelitarne czy mikrofotografia z mikroskopu konfokalnego. Liczy się tylko i wyłącznie, czy dana informacja miała szansę przebić się przez filtr zdolności rozdzielczej maszyny. Jeżeli zdolność rozdzielcza nie pozwala rzutować dwóch osobnych punktów jako dwóch różnych pikseli, to nie ma najmniejszego znaczenia to, co nam sie wydaje. Gdu patrzę na zdjęcia, które przywołujesz, to nawet dostrzegam tam rozmyty krzaczek. No i co? I nic. Nie ma możliwości, żeby wiotkie gałązki o średnicy 15-20 cm były widoczne z ostrymi (SIC!) krawędziami, przy rozdzielczości pikselozy circa 0.5 m. Tak więc spokojnie. Na tyle, na ile pracowałem przy mikroskopach, mogę powiedzieć, że Twoje odczucia są typowe, to znaczy, często człowiek bardziej chce coś zobaczyć, niż coś rzeczywiście widzi. Podobnie z kątami i perspektywą. Fotki, które pokazałeś może wyglądają podobnie, ale nie mogą byc uznane za tożsame (inne kąty, inne cienie, inna rozdzielczość, inna optyka, inne potencjalne abberacje, inne potencjalne deformacje obrazu cyfrowego, inna pora dnia..... etc). Diabeł tkwi w szczegółach, które są niewykrywalne dla ludzkiego oka i których weryfikacja wymaga benedyktyńskiej pracy. Tak więc spokojnie. Metodologicznie Cieszewski jest przekonywjący, a to co prezentuje też nie wygląda na drukowanie wyników. Oczywiście zawsze jest ryzyko, że gdzieś popełniono błąd, tylko żeby w ogóle móc cokolwiek podważać, trzeba wiedzieć o czym się mówi, a to z kolei wymaga przeprowadzenia całej serii analiz od początku do końca. Ergo, pół roku pracy kilkuosobowego zespołu specjalistów. Na tym etapie, jeżeli nikt nie wykaże Cieszewskiemu zuchwałego/nieudolnego fałszerstwa, to jego praca jest niefalsyfikowalna.

  4. avatar

    Tak, dokładnie tak to widzę i przyjmuję te wszystkie argumenty. Również we łbie mi się nie mieści, żeby to mogłoby być takie proste - na oko i chłopski rozum. Rozumiem metodologię Cieszewskiego. On "nie patrzył" na zdjęcie, ale zrobił "negatyw" z obiektu i potem pikselizację, czyli wyodrębnił "kwadraciki" obrazujące brzozę. Następnie przyłożył do zdjęcia satelitarnego, oczywiście wcześniej przygotował sobie szablon z punktem odniesienia na budę, żeby łatwiej znaleźć miejsce na mapie. Przyłożył kalkę i piksele idealnie wskoczyły na mapę. Teoretycznie nie ma możliwości się walnąć, ale sam Cieszewski mówił, że najważniejszy był dla niego rzut z paralotni i to mnie niepokoi, bo po prostym zabiegu oczy wychodzą na wierzch.

    Przekonuje mnie, że to typowe otępienie dla laika, a ja dodatkowo mam defekt, który się nazywa brak orientacji przestrzennej, zawsze z tym miałem problem. Jest jeszcze jedno spostrzeżenie przeczące mojej ślepocie, mianowicie jak porównać tę "niby brzozę" z satelity, to na oko wydaje się dużo większa w stosunku do budy, niż brzoza ze zdjęcia lotniarza, która na tle budy jest dużo mniejsza. No i ten argument, że nie może być widać gałęzi w takiej rozdzielczości również jest cholernie mocny. Wkleiłem ten poprzedni komentarz, bo coś mnie cięgle gniecie. Mam nadzieję, że to tylko moja wrodzona i nieuleczalna upierdliwość.

  5. avatar

    To ma nawet swój fachowy anglizm: "peer review", i jest jak najbardziej naturalnym procesem wyłuskiwania niedociągnieć, uchybień i braków. Co do rzutu z paralotni, to rzeczywiście to było kluczowe, bo przy braku jakichkolwiek wiarygodnych koordynatów GPS dla brzozy, jedynym możliwym rozwiązaniem było znalezienie dodatkowego punktu odniesienia (budy) i określenia jej lokalizacji na zdjęciach satelitarnych. To teoretycznie jest banalne, natomiast technicznie i obliczeniowo to musiał być koszmar (różne zdjęcia, różne proporcje, różne kąty....), a ilość poprawek jakie Cieszewski musiał brać pod uwagę jest wręcz niewyobrażalna. I to tutaj, przy mozolnych przeliczaniach matematycznych, a nie przy prostym przekręceniu zdjęcia o 90 stopni, szukałbym możliwej pomyłki. Tylko jeszcze raz, taką pomyłke trzeba umieć znaleźć i udowodnić, że Cieszewski z kolegami się rypnęli. A to z kolei wymaga co najmniej takiej wiedzy i doświadczenia jaką mają panowie z University of Georgia. Dodatkowo, w momencie opublikowania tych wyników w jakimkolwiek szanującym się branżowym czasopiśmie naukowym, Chris będzie mógł pokazać środkowy palec całemu temu usłużnemu tałatajstwu.

  6. avatar

    Te fotki z paralotni są z Anatomii Updaku, czy jeszcze skądś indziej?

    Ja właśnie odpaliłem Anatomię - całkiem inna pora dnia i roku wygląda
    ...i brzoza bardziej prostopadło do kanciapy leży.
    Brzoza
    http://youtu.be/HQRWr5pnZyI?t=9m27s

    To oczywiście kwestia perspektywy, ale jeśli zdjęcia pochodzą z różnych dni - możliwe, że ktoś przestawił lub samo się osunęło. Kolejna sprawa - nie zgadza mi się rozłożystość korony tej 'nowoodkrytej' brzozy.

    Co do zdjęć satelitarnych, warto też porównać:

    1. Bing maps: http://binged.it/1c5epQf
    (pochodzą z kwietnia 2010, ale nie jestem pewien - przed, czy po)
    Narzędzie do datowania:
    http://wiki.openstreetmap.org/wiki/Bing_imagery_analyzer_for_OSM

    2. A tu za 25$ można kupić zdjęcie z 5 IV:
    http://bit.ly/16ad9L0
    (od biedy, żeby mieć nieco lepszy podgląd, można 
    preview kliknąć)
    "Brzoza Cieszewskiego" to jest jasny biały punkt pod kanciapą.
    Wygląda też, że obiekt dość mocny cień rzuca.

    ________
    EDIT:

    Jeśli wysilić wyobraźnię, można jednak ujrzeć, że na obu zdjęciach z lotni jest ta sama pozycja brzozy:
    - ona leży na ukos od rogu kanciapy w płaszczyźnie XY.
    - dodatkowo jest ukośna w 3. wymiarze (czyli od pnia do ziemi)

    Oglądając fotki podświadomie rzutuje się ten obraz na płaszczyznę ziemi (XY) - spłaszczając ten trzeci wymiar. Stąd wrażenie, że jest ona 'w poprzek' w każdej perspektywie (tzn.bardziej niż w rzeczywistości).

  7. avatar

    Napisałem do Profesora Cieszewskiego i ku mojemu zaskoczeniu natychmiast odpisał. Jeśli dobrze zrozumiałem wstępnie ocenił, że perspektywa jest do bani i obiecał przesłać szersze wyjaśnienia.

  8. avatar

    Ten 3. wymiar wszystko miesza - dodałem swoje spostrzeżenia w poprzednim poście.
    Liczę, że opublikujesz jego odpowiedź, kiedy nadejdzie :)

  9. "Na moje oko", po przejrzeniu zdjęć z Twoich linków i maps.google - swoją drogą wyglądają na rozdzielczość 10cm/piksel (nie wiem, czy to z satelity, czy lotnicze), to Kurce dobrze się wydaje, że to, co wygląda na powaloną brzozę, to nią w rzeczywistości jest i Ford Perfect ma rację http://ford.sal... . Trzeba pytać o "na wtaroj krug ..., na wtaroj krug". Dobranoc.

  10. Tak jak Jaco zajmowałem się trochę analizą obrazów biologicznych, mikroskopowych oraz densytometrią blotów.

    Potwierdzam, odróżnianie sygnału od tła i wyodrębnianie struktur na granicy rozdzielczości to benedyktyńska robota dla systemu analitycznego i analityka z wieloletnim doświadczeniem. Żeby sfalsyfikować wyniki  Chrisa, potrzebne są zarówno systemy komputerowe co najmniej tak dobre jak w U of Georgia, jak i specjaliści.

    Również uważam, że jeżeli był błąd, to w selekcji punktów odniesienia. I bardzo się cieszę, że najpierw była prezentacja na dwóch konferencjach, a dopiero potem publikacja... bo na recenzentów można wpłynąć.

  11. Strony