Reklama

Gdyby dzisiaj w Niemczech były wybory, Angela Merkel nie miałaby szans: polityczny barometr pokazuje głęboki niż popularności czarno-żółtej (CDU/FDP) koalicji.

Gdyby dzisiaj w Niemczech były wybory, Angela Merkel nie miałaby szans: polityczny barometr pokazuje głęboki niż popularności czarno-żółtej (CDU/FDP) koalicji.
Wielu wyborców, jeśli nawet media na ten temat milczą, przypomina sobie, jakimi intrygami i odstrzałami partyjnych kolegów wszystko “przesiadująca” wzorem Kohla kanclerz Merkel dostała się na wysoki fotel. Peer Steinbrück, SPD, jak i Frank-Walter Steinmeier, jego partyjny kolega, mimo ciągle jeszcze uszczerbionej wspólnymi rządami z partią “zielonych” popularności, mieliby większe szanse niż tracąca dramatycznie wiarygodność Merkel o gumowej szyi.

Ale dzisiaj nikt nie wie, czy Steinbruck albo Steinmeier będą kandydować na stanowisko kanclerza. Nikt nie wie, w którą stronę Angela dokona kolejnego zwrotu. Może tak wygląda wewnątrzpolityczna taktyka – zniechęcić większość potencjalnych wyborców którzy wiedzą, że nie chodzi o odebranie władzy ludziom którzy nie odróżniają terminu “demokracja” od “zysku” w kraju, w którym rząd ignoruje wyroki własnego konstytucyjnego sądu, tylko o wybór co najwyżej mniejszego zła? Większość Niemców jest zdegustowana polityką Merkel i mówi “dziękuję, ale nie chcę, żeby ta kobieta jeszcze raz mieszała na wysokich szczeblach” – i wspominają mimochodem o nowych wyborach, zanim Merkel zdąży zrujnować nie tylko Niemcy, ale pół kontynentu.
Ale koledzy Merkel uważają, że jeżeli chodzi o obecną kanclerz, to panuje “antyalternatywizm”.
“Alternativlos”, to jest ulubione słowo z licznych przemówień Merkel. Zapadło nam zwłaszcza w pamięci, kiedy Merkel broniła przed opozycją miliardowego projektu ratowania waluty Euro pod parasolem finansowego ratowania Grecji. “Do udzielenia Grecji pożyczki nie ma alternatywy”.

Po nagłym zwrocie w polityce energetycznej i zapowiedzi stopniowej likwidacji elektrowni atomowych w której słusznie dopatrywano się trochę rozpaczliwego ratowania politycznej popularności, Merkel znowu jest na ustach wszystkich: trzecie do wielkości pod względem handlu bronią w skali światowej państwo ma sprzedać Arabii Saudyjskiej czołgi typu Leopard II A7 – to specjalny typ czołgów, których koncepcją jest nie walka czołgu versus czołg, tylko walka uliczna. Idealna broń, jeśli chodzi o tłumienie powstań i demonstracji w miastach.

Chodzi o wielkie pieniądze i dopasowanie odpowiedniej argumentacji do dealu. W piątkowej debacie chodziło o to, czy więcej czołgów jest gwarancją zapewnienia lepszych praw człowieka….

“Wo steht Deutschland, wo steht Herr Westerwelle, wo steht Herr Rösler, wo steht Frau Merkel?”, pyta szef partii Grünen, Trittin. I sam lokalizuje pozycje:

(Niemcy, FDP, CDU) – “Oni wszyscy stoją nie po stronie demokracji. Ta koalicja popiera tylko despotyzm.”

Reklama

33 KOMENTARZE

  1. Ciekawy tekst, z pierwszej
    Ciekawy tekst, z pierwszej ręki, widać polityczne sympatie i antypatie, ale to nie wada, tylko prawo. Mnie zawsze zastanawiało jak enerdowska realna socjalistka… no właśnie, nie chcę w tak piękny weekend robić za oszołoma… ale siłą rzeczy musiała być w orbicie tamtejszych służb, bo u nas to był pikuś w porównaniu z NRD, dostała się na szczyt niemieckiej prawicy. Spore nożyce “ideowe”. Takie mamy czasy, chiński plastik króluje wszędzie. Merkel, Sarkozy, Berlusconi, to jest “tokszoł” nie polityka. Więcej się pisze o tym co zjedli, o głębokości dekoltu, w której gdańskiej kawiarni wypili kawę. Nie będę marudził, ale coś mi się widzi, że jesteśmy spuchnięci, bo takiej paszy nie sposób przetrawić.

        • 🙂
          niestety, to byly czasy, kiedy nie rozumialam niemieckiego ani polityki. Teraz rozumiem po niemiecku ale po lityki dalej nie 😉
          Pierwsze swiadome oburzenie bylo wtedy, kiedy Merkel zaczela sie probushowsko zachowywac; wiesz, ona tych 20 marek wtedy nie wziela tylko w pore zdystansowala od Kohla i CDU-Spendengeld-Affäre – w roku 1998 po przegranych wyborach Helmut Kohl nie wyjasnil pochodzenia okolo 2.000.000 DM na koncie CDU; Kohl do dzisiaj konsekwentnie milczy na ten temat.
          Angela jest czyms w rodzaju partyjnej przybranej corki Helmuta.

          A znasz to?
          Schöder spotyka Merkel w zoladku Bush’a.
          Schröder z melancholia:
          – Mam wrazenie, ze Bush mnie zjadl…
          Merkel:
          – No nie wiem. Dostalam sie tu z drugiej strony.

          (Nie)Ciekawy przydadek lizusowstwa to niejaki Phillip Mißfelder, CDU, to nazwisko na pewno wyjdzie za granice lokalnej polityki. Rowniez i on wybral te droge w politycznej karierze.
          Optycznie jest nawet podobny do Kohla… Procz lizusowstwa operuje prowokacyjnymi zdaniami. Dozuje je dosc subtelnie – ledwo ucichnie jeden skandal, Mißfelder wznawia atak. Przy czym przewaznie sa to grupy, o ktorych nie mozna powiedziec, zeby byly uprzywilejowane.

          Raz sie przejechal:
          chodzilo o rencistow i emerytow. Mißfelder stwierdzil publicznie, ze kiedys staruszkowie chodzili o laskach, kulejac, wiec po co im teraz drogie operacje na przyklad stawu biodrowego?

          Odszczekac musial, bo akurat frakcja seniorow to silna grupa wyborcza chadecji.

          Sciskam serdecznie, OM 🙂

  2. Ciekawy tekst, z pierwszej
    Ciekawy tekst, z pierwszej ręki, widać polityczne sympatie i antypatie, ale to nie wada, tylko prawo. Mnie zawsze zastanawiało jak enerdowska realna socjalistka… no właśnie, nie chcę w tak piękny weekend robić za oszołoma… ale siłą rzeczy musiała być w orbicie tamtejszych służb, bo u nas to był pikuś w porównaniu z NRD, dostała się na szczyt niemieckiej prawicy. Spore nożyce “ideowe”. Takie mamy czasy, chiński plastik króluje wszędzie. Merkel, Sarkozy, Berlusconi, to jest “tokszoł” nie polityka. Więcej się pisze o tym co zjedli, o głębokości dekoltu, w której gdańskiej kawiarni wypili kawę. Nie będę marudził, ale coś mi się widzi, że jesteśmy spuchnięci, bo takiej paszy nie sposób przetrawić.

        • 🙂
          niestety, to byly czasy, kiedy nie rozumialam niemieckiego ani polityki. Teraz rozumiem po niemiecku ale po lityki dalej nie 😉
          Pierwsze swiadome oburzenie bylo wtedy, kiedy Merkel zaczela sie probushowsko zachowywac; wiesz, ona tych 20 marek wtedy nie wziela tylko w pore zdystansowala od Kohla i CDU-Spendengeld-Affäre – w roku 1998 po przegranych wyborach Helmut Kohl nie wyjasnil pochodzenia okolo 2.000.000 DM na koncie CDU; Kohl do dzisiaj konsekwentnie milczy na ten temat.
          Angela jest czyms w rodzaju partyjnej przybranej corki Helmuta.

          A znasz to?
          Schöder spotyka Merkel w zoladku Bush’a.
          Schröder z melancholia:
          – Mam wrazenie, ze Bush mnie zjadl…
          Merkel:
          – No nie wiem. Dostalam sie tu z drugiej strony.

          (Nie)Ciekawy przydadek lizusowstwa to niejaki Phillip Mißfelder, CDU, to nazwisko na pewno wyjdzie za granice lokalnej polityki. Rowniez i on wybral te droge w politycznej karierze.
          Optycznie jest nawet podobny do Kohla… Procz lizusowstwa operuje prowokacyjnymi zdaniami. Dozuje je dosc subtelnie – ledwo ucichnie jeden skandal, Mißfelder wznawia atak. Przy czym przewaznie sa to grupy, o ktorych nie mozna powiedziec, zeby byly uprzywilejowane.

          Raz sie przejechal:
          chodzilo o rencistow i emerytow. Mißfelder stwierdzil publicznie, ze kiedys staruszkowie chodzili o laskach, kulejac, wiec po co im teraz drogie operacje na przyklad stawu biodrowego?

          Odszczekac musial, bo akurat frakcja seniorow to silna grupa wyborcza chadecji.

          Sciskam serdecznie, OM 🙂

  3. Ciekawy tekst, z pierwszej
    Ciekawy tekst, z pierwszej ręki, widać polityczne sympatie i antypatie, ale to nie wada, tylko prawo. Mnie zawsze zastanawiało jak enerdowska realna socjalistka… no właśnie, nie chcę w tak piękny weekend robić za oszołoma… ale siłą rzeczy musiała być w orbicie tamtejszych służb, bo u nas to był pikuś w porównaniu z NRD, dostała się na szczyt niemieckiej prawicy. Spore nożyce “ideowe”. Takie mamy czasy, chiński plastik króluje wszędzie. Merkel, Sarkozy, Berlusconi, to jest “tokszoł” nie polityka. Więcej się pisze o tym co zjedli, o głębokości dekoltu, w której gdańskiej kawiarni wypili kawę. Nie będę marudził, ale coś mi się widzi, że jesteśmy spuchnięci, bo takiej paszy nie sposób przetrawić.

        • 🙂
          niestety, to byly czasy, kiedy nie rozumialam niemieckiego ani polityki. Teraz rozumiem po niemiecku ale po lityki dalej nie 😉
          Pierwsze swiadome oburzenie bylo wtedy, kiedy Merkel zaczela sie probushowsko zachowywac; wiesz, ona tych 20 marek wtedy nie wziela tylko w pore zdystansowala od Kohla i CDU-Spendengeld-Affäre – w roku 1998 po przegranych wyborach Helmut Kohl nie wyjasnil pochodzenia okolo 2.000.000 DM na koncie CDU; Kohl do dzisiaj konsekwentnie milczy na ten temat.
          Angela jest czyms w rodzaju partyjnej przybranej corki Helmuta.

          A znasz to?
          Schöder spotyka Merkel w zoladku Bush’a.
          Schröder z melancholia:
          – Mam wrazenie, ze Bush mnie zjadl…
          Merkel:
          – No nie wiem. Dostalam sie tu z drugiej strony.

          (Nie)Ciekawy przydadek lizusowstwa to niejaki Phillip Mißfelder, CDU, to nazwisko na pewno wyjdzie za granice lokalnej polityki. Rowniez i on wybral te droge w politycznej karierze.
          Optycznie jest nawet podobny do Kohla… Procz lizusowstwa operuje prowokacyjnymi zdaniami. Dozuje je dosc subtelnie – ledwo ucichnie jeden skandal, Mißfelder wznawia atak. Przy czym przewaznie sa to grupy, o ktorych nie mozna powiedziec, zeby byly uprzywilejowane.

          Raz sie przejechal:
          chodzilo o rencistow i emerytow. Mißfelder stwierdzil publicznie, ze kiedys staruszkowie chodzili o laskach, kulejac, wiec po co im teraz drogie operacje na przyklad stawu biodrowego?

          Odszczekac musial, bo akurat frakcja seniorow to silna grupa wyborcza chadecji.

          Sciskam serdecznie, OM 🙂

  4. subtelne różnice
    Prawdopodobnie niemieccy politycy kradną, kombinują, kablują i szpiegują podobnie jak nasi. Jest jednak pewna istotna różnica, oni utożsamiają interes całych Niemiec z własnym interesem. Są bogaci, wpływowi i potężni gdyż Niemcy są silne, słabość państwa traktują zaś jak własne osłabienie.
    Tacy mimowolni patrioci i nacjonaliści, kochający narodowy biznes ponad życie reszty świata.
    Moim zdaniem Merkel dla podtrzymania wielkości Niemiec zrobi wszystko, zaś nasi mają swój kraj ewidentnie w dupie, a szkoda.

    • a wiesz,
      tak chyba jest rzeczywiscie. Kombinacje z “uszlachetnianiem” tytulami prac doktorskich, kradziez w bialy dzien, podejmowanie decyzji w imie interesow koncernow i lobby.
      Interes calych Niemiec to interes mocnych i waznych, pieknych i bogatych.
      Dynastia tych, ktorzy maja majatek lub znajomosci.

      W tym wszystkim jest tesknota za rzeczywiscie silnym gospodarczo panstwem, i nikomu nie mozna miec tego za zle. Poza tym Niemcy kochaja statystyke. Kilkaset bezrobotnych mniej, chocby spowodowane sezonalnoscia lub temperatura, i juz narodowe swieto jakby Niemcy zostali znowu mistrzami swiata w pilce noznej.
      Inna rzecz, to rzeczywistosc i caly rzad spolecznych niesprawiedliwosci. Wczesniejsza koalicja uruchomila mechanizmy spolecznych niesprawiedliwosci; obecna polityka z pomoca neoliberalnych praw rynku z jej maksymalizacja zysku i ignorowaniem podstawowych praw czlowieka poglebia biede i klasowosc.

      Masz racje z mimowolnym patriotyzmem, ktorego subjektem jest narodowy biznes.
      Prawidlowoscia tego systemu jest, ze w czasie lepszej koniunktury nie podwyzsza sie rent i nie inwestuje w szkolnictwo czy splaca zadluzenie.
      Wtedy podwyzszone zostaja diety politykow. Merkel dla utrzymania dobrego nastroju bankierow i politycznej elity zrobi wszystko. I wtedy, jak tak na to spojrzec, znika i ta subtelna roznica.

    • Tylko, błagam, chlorze nigdy nie pisz ,,jak u nas”.
      Nas mozesz tylko porównywać z bananowymi republikami Południowej Ameryki, a w Europie to z Białorusią(mają pecha, że durnowaty Bat’ka nie podłączył się pod fundusze maoisty Barroso). Bo wymarłe nad Wisłą pojęcie honoru i elementarnej odpowiedzialności – nad Renem i Szprewą fukcjonują. Wystarczy wspomnieć byłego prezydenta Bundesrepublik Horsta Koehlera, albo byłego ministra obrony Guttenberga. Żeby nie przywołać Móllemanna -wicekanclerza i ministra gospodarki, który wybrał smierć samobójczą w obliczu policyjnego śledztwa.
      Nasi ograniczeni umysłowo ,,wybrańcy narodu” nie potrafią wykorzystać tak prostego argumentu, ze niemiecki eksport do Polski jest większy niż do Rosji. A to przecież Putina podejmują w Niemczech jak króla i cesarza. W tym roku uświetni dzień zjednoczenia.

  5. subtelne różnice
    Prawdopodobnie niemieccy politycy kradną, kombinują, kablują i szpiegują podobnie jak nasi. Jest jednak pewna istotna różnica, oni utożsamiają interes całych Niemiec z własnym interesem. Są bogaci, wpływowi i potężni gdyż Niemcy są silne, słabość państwa traktują zaś jak własne osłabienie.
    Tacy mimowolni patrioci i nacjonaliści, kochający narodowy biznes ponad życie reszty świata.
    Moim zdaniem Merkel dla podtrzymania wielkości Niemiec zrobi wszystko, zaś nasi mają swój kraj ewidentnie w dupie, a szkoda.

    • a wiesz,
      tak chyba jest rzeczywiscie. Kombinacje z “uszlachetnianiem” tytulami prac doktorskich, kradziez w bialy dzien, podejmowanie decyzji w imie interesow koncernow i lobby.
      Interes calych Niemiec to interes mocnych i waznych, pieknych i bogatych.
      Dynastia tych, ktorzy maja majatek lub znajomosci.

      W tym wszystkim jest tesknota za rzeczywiscie silnym gospodarczo panstwem, i nikomu nie mozna miec tego za zle. Poza tym Niemcy kochaja statystyke. Kilkaset bezrobotnych mniej, chocby spowodowane sezonalnoscia lub temperatura, i juz narodowe swieto jakby Niemcy zostali znowu mistrzami swiata w pilce noznej.
      Inna rzecz, to rzeczywistosc i caly rzad spolecznych niesprawiedliwosci. Wczesniejsza koalicja uruchomila mechanizmy spolecznych niesprawiedliwosci; obecna polityka z pomoca neoliberalnych praw rynku z jej maksymalizacja zysku i ignorowaniem podstawowych praw czlowieka poglebia biede i klasowosc.

      Masz racje z mimowolnym patriotyzmem, ktorego subjektem jest narodowy biznes.
      Prawidlowoscia tego systemu jest, ze w czasie lepszej koniunktury nie podwyzsza sie rent i nie inwestuje w szkolnictwo czy splaca zadluzenie.
      Wtedy podwyzszone zostaja diety politykow. Merkel dla utrzymania dobrego nastroju bankierow i politycznej elity zrobi wszystko. I wtedy, jak tak na to spojrzec, znika i ta subtelna roznica.

    • Tylko, błagam, chlorze nigdy nie pisz ,,jak u nas”.
      Nas mozesz tylko porównywać z bananowymi republikami Południowej Ameryki, a w Europie to z Białorusią(mają pecha, że durnowaty Bat’ka nie podłączył się pod fundusze maoisty Barroso). Bo wymarłe nad Wisłą pojęcie honoru i elementarnej odpowiedzialności – nad Renem i Szprewą fukcjonują. Wystarczy wspomnieć byłego prezydenta Bundesrepublik Horsta Koehlera, albo byłego ministra obrony Guttenberga. Żeby nie przywołać Móllemanna -wicekanclerza i ministra gospodarki, który wybrał smierć samobójczą w obliczu policyjnego śledztwa.
      Nasi ograniczeni umysłowo ,,wybrańcy narodu” nie potrafią wykorzystać tak prostego argumentu, ze niemiecki eksport do Polski jest większy niż do Rosji. A to przecież Putina podejmują w Niemczech jak króla i cesarza. W tym roku uświetni dzień zjednoczenia.

  6. subtelne różnice
    Prawdopodobnie niemieccy politycy kradną, kombinują, kablują i szpiegują podobnie jak nasi. Jest jednak pewna istotna różnica, oni utożsamiają interes całych Niemiec z własnym interesem. Są bogaci, wpływowi i potężni gdyż Niemcy są silne, słabość państwa traktują zaś jak własne osłabienie.
    Tacy mimowolni patrioci i nacjonaliści, kochający narodowy biznes ponad życie reszty świata.
    Moim zdaniem Merkel dla podtrzymania wielkości Niemiec zrobi wszystko, zaś nasi mają swój kraj ewidentnie w dupie, a szkoda.

    • a wiesz,
      tak chyba jest rzeczywiscie. Kombinacje z “uszlachetnianiem” tytulami prac doktorskich, kradziez w bialy dzien, podejmowanie decyzji w imie interesow koncernow i lobby.
      Interes calych Niemiec to interes mocnych i waznych, pieknych i bogatych.
      Dynastia tych, ktorzy maja majatek lub znajomosci.

      W tym wszystkim jest tesknota za rzeczywiscie silnym gospodarczo panstwem, i nikomu nie mozna miec tego za zle. Poza tym Niemcy kochaja statystyke. Kilkaset bezrobotnych mniej, chocby spowodowane sezonalnoscia lub temperatura, i juz narodowe swieto jakby Niemcy zostali znowu mistrzami swiata w pilce noznej.
      Inna rzecz, to rzeczywistosc i caly rzad spolecznych niesprawiedliwosci. Wczesniejsza koalicja uruchomila mechanizmy spolecznych niesprawiedliwosci; obecna polityka z pomoca neoliberalnych praw rynku z jej maksymalizacja zysku i ignorowaniem podstawowych praw czlowieka poglebia biede i klasowosc.

      Masz racje z mimowolnym patriotyzmem, ktorego subjektem jest narodowy biznes.
      Prawidlowoscia tego systemu jest, ze w czasie lepszej koniunktury nie podwyzsza sie rent i nie inwestuje w szkolnictwo czy splaca zadluzenie.
      Wtedy podwyzszone zostaja diety politykow. Merkel dla utrzymania dobrego nastroju bankierow i politycznej elity zrobi wszystko. I wtedy, jak tak na to spojrzec, znika i ta subtelna roznica.

    • Tylko, błagam, chlorze nigdy nie pisz ,,jak u nas”.
      Nas mozesz tylko porównywać z bananowymi republikami Południowej Ameryki, a w Europie to z Białorusią(mają pecha, że durnowaty Bat’ka nie podłączył się pod fundusze maoisty Barroso). Bo wymarłe nad Wisłą pojęcie honoru i elementarnej odpowiedzialności – nad Renem i Szprewą fukcjonują. Wystarczy wspomnieć byłego prezydenta Bundesrepublik Horsta Koehlera, albo byłego ministra obrony Guttenberga. Żeby nie przywołać Móllemanna -wicekanclerza i ministra gospodarki, który wybrał smierć samobójczą w obliczu policyjnego śledztwa.
      Nasi ograniczeni umysłowo ,,wybrańcy narodu” nie potrafią wykorzystać tak prostego argumentu, ze niemiecki eksport do Polski jest większy niż do Rosji. A to przecież Putina podejmują w Niemczech jak króla i cesarza. W tym roku uświetni dzień zjednoczenia.