Andrzej Duda w Niemczech – tak pięknie ma wyglądać polska dyplomacja

Prześlij dalej:

Na początek mała i świeżutka anegdotka rodzinna. O wiewiórka! – krzyknęła Ona, wskazując gdzieś palcem. Jaka wiewiórka? – pyta zamyślony On, układając we łbie między innymi ten felieton. No ten co uczył ukraińskiego i był radnym, a potem jechał po pijaku i teraz czeka na busa – wyjaśniła Ona. Śmieszne? Mnie ubawiło, pewnie dlatego, że byłem uczestnikiem tego sytuacyjnego dialogu, który jest bardzo dobrą ilustracją do oceny wizyty Andrzeja Dudy w Niemczech. Dyplomacja to taka wiewiórka, pierwsze skojarzenie jest oczywiste, ale prawdziwa treść kryje się dopiero w tym, co rzeczywiście za słowami stoi, a nie co się kojarzy. Części wyborców PiS i Andrzeja Dudy wydawało się, że polska polityka zagraniczna zmieni się w portal kontrowersje.net, gdzie się wali prosto z mostu i nazywa złodziejstwo po imieniu. Gorszego błędu nie można popełnić i aby poukładać sprawy na właściwym miejscu zastosuję korektę szokową. Idealna dyplomacja to taka, w której Prezydent Polski będzie w Niemczech lubiany dwa razy bardziej niż pachołek Tusk i to jest pierwsza część wiewiórki. W drugiej części lubiany i szanowany Andrzej Duda ma być, i Bogu dziękować jest, dokładnym zaprzeczeniem Donalda Tuska, czyli polskim politykiem realizującym polskie cele. Dyplomata to czaruś, który potrafi sprzedać konieczność amputacji nogi jako nowe cudowne możliwości realizowania się w maratonach na wózku inwalidzkim. Tonując oczekiwania i prostując nieporozumienia z pełną odpowiedzialnością oceniam dyplomację Prezydenta i otoczenia na 5 +, do szóstki brakuje jeszcze trochę doświadczenia.

Strony

38628 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

44 (liczba komentarzy)

  1. Dobrze, że Pan to napisał. Uważam dokładnie tak samo i dlatego irytują mnie głosy po (niby) prawej stronie domagające się od Dudy stanowczych wypowiedzi. Że wygląda na to, że tyle pokładamy nadziei, a tu nic się nie zmieni.
    Nic na to nie poradzę, ale traktuję takie "prawicowe" glosy jak piski kopiących pod spodem kretów podkopujących już na starcie zaufanie do Dudy, no i do PiS-u wobec zbliżających się wyborów.
    Na stanowcze działanie przyjdzie czas po wygranych - oby - wyborach.

    Edit, dopisek:
    A co do dyplomacji - wlasnie jak Pan to napisał. Rzymianie mówili "suaviter in modo, fortiter in re", czyli w przekladzie na nasze: miękko w formie, mocno w treści, sednie.

  2. też mi się przyszło przez więcej niż pół nocy spierać o sympatyczną dla Niemców wypowiedź z kręgów PAD, jako rzekomą groźbę kapitulanckich postaw wobec sąsiada. W sporze użyłem analogicznych argumentów, jak Matka Kurka w swoim felietonie ;-))

  3. jak jest dobrze to po 1000 prawie odsłonach ledwo dwa są wpisy, i to krótkie. Ale gdyby było coś do narzekania, to ho, ho, mówiąc słowami byłego naszego .... ;-))

  4. Jest taki dowcip. W pewnj rodzinie dziecko bardzo długo nie mówiło. Rodzice i znajomi już się poważnie niepokoili. W pewnym momencie przy obiedzie dziecko powiedziało: ta zupa jest niedosolona. Wszyscy w radosnym szoku i zasypują małego pytaniami: to dlaczego dotąd nic nie mówiłeś? Dziecko na to: bo dotąd wszystko było w porządku :-)))

  5. avatar

    Dyplomata to człowiek, który mówi ci "spieprzaj", ale robi to w taki sposób, że czujesz podekscytowanie w związku ze zbliżającą się fantastyczną podróżą.

  6. avatar

    według starego, z długą brodą dowcipu, jeśli dyplomata mówi TAK, to znaczy BYĆ MOŻE, jeśli mówi BYĆ MOŻE, to znaczy NIE, a jeśli mówi NIE, to nie jest dyplomatą (odwrotnie niż dama). Do tej pory nasi dyplomaci mówili wyłącznie TAK, ale nie mieli na myśli interesu Polski, tylko swój własny ( nie tylko zresztą u nas, Niemiec Gerhard Schröder też podczas kanclerzowania miał na myśli własny interes). Stąd pewnie dla równowagi żądanie twardego sprzeciwu, jak sobie wyobrażają prawicowi publicyści i część wyborców PiS i Andrzeja Dudy, miałoby być w interesie naszego kraju. A nie jest, bo nasi przeciwnicy są silniejsi i nie można przed nimi odkrywać kart.

    Na Tusku też garnitury nieźle leżały, ale w jego sposobie poruszania się, gestykulacji, mimice było coś z podwórkowego żulika i tego nic, jak się okazało, nie zmieni.

  7. avatar

    Większość Polaków niewielkie ma pojęcie o sztuce dyplomacji. Użyłam eufemizmu, bo skoro o dyplomacji mowa, niech będzie dyplomatycznie:-) Starsi krajanie nie wynieśli tej wiedzy z PRL-u, bo jakąż dyplomację wtedy uprawiano. W procesie edukacji młodszych tak ograniczono naukę historii, literatury. umiejętności argumentowania i przekonywania do swoich racji, że ta część społeczeństwa, używając ponownie eufemizmu, stosuje słowa niecenzuralne i tryb rozkazujący, aby osiągnąć zamierzony cel. Najczęściej w odpowiedzi otrzymuje to, czym się sama posłużyła wzmocnione o dodatkowe elementy semantyczne rodem ze słownika wulgaryzmów języka polskiego oraz angielskiego. Może nawet angielska terminologia jest bardziej efektywna:-) Z takimi brakami w wykształceniu ciężko pojąć, iż dyplomacja jest sztuką, wymaga czasu, a na efekty czeka się niekiedy długo.

  8. A czy wiecie, Szanowni Panstwo,ktory z dziennikarzy najbardziej krytykuje prezydenta
    Andrzeja Dude...? Prosze zgadnac!
    Hmmm...nie Nowowiejska, nie Wronski, nie Zakowski, nie Wolek...
    a jest nim, czesto goszczacy w "Saloniku Politycznym" u Ziemkiewicza,
    (TVRepublika) jego kumpel... Stankiewicz!!!
    (niby nasz-prawicowy a niech go szlag, shmuck jeden bezczelny!;)

    Pozdrawiam, Janusz z Toronto.

  9. avatar

    Dawno, dawno temu, mniej więcej w czasie PIERWSZEJ TURY wyborów prezydenckich od T. Lisa, jego Lisweeka i jego natematu.pl wyszedł bąk cuchnący dwoma odorami. Najpierw smród, jako prezent dla yotubowych napinaczy antysystemowo-prawicowych, to w przybliżeniu wpis jednego z nich: "jak się ojciec Dudy znalazł w Gliwicach, był Żydowskim agentem NKWD wcielonym w Polaka", odpowiedziałem mu linkami do życiorysów i to chyba(już nie pamiętam) linkami z Wikipedii, żeby nie czepiał się bzdur o jakimś "POPiSie". Odpowiedział: "nie ojciec, tylko teść Dudy", znów wstawiłem linki do życiorysów(np, że teść Dudy urodził się w Gliwicach w 1947 r), radząc mu, by POliczył, kto ile lat może mieć, żeby się to zgadzało. Jego natychmiastowa odPOwiedź: "jak nie teść, to ojciec teścia" I TAK BEZ KOŃCA. POdstawą tych "antysystemowych" wpisów były jakieś 2 zdania o jakims pogromie, chyba kieleckim, napisane przez tescia Dudy, chyba jeszcze wtedy, gdy był szczeniakiem. Wtedy RZETELNA, a równocześnie SZCZEGÓŁOWA informacja na DRAŻLIWE(w tych czasach) tematy była NIESŁYCHANIE TRUDNO DOSTĘPNA, nawet dla ludzi z doświadczeniem. Wkrótce wściekły Lis(z POmocą Karolaka) POprawił to bąkiem z lewej lufy "dyskutując" z Karolakiem o "wpisie córki Dudy", że jej ojciec chce zwrócić Oscara za gn-"Idę"(inna sprawa, że było to "arcydzieło" Z CEBULI. Chciałbym znać personalia tych "znawców sztuki filmowej", co przydzielili tego Oscara, kto tym PsOm daje POlecenia?).
      RÓWNIEŻ WTEDY(przed pierwszą turą) wściekły Lis odpalił innego smroda: z prawej lufy, że Duda wycofyje się z obietnic, a od czasu do czasu jakiś śmierdziel z Dziennika Bałtyckiego, Wyborczej(GW-na), czy POlityki "ozdobi" tę "informację" o komentarz, że "Duda się POprawił". DOKŁADNIE W TYM SAMYM CZASIE lewy otwór lisiego odbytu zaśmierdział "informacją", że obietnice Dudy doPrOwadzą nas do tragedii greckiej. Zarówno lewizna kremlowsko-dewiacyjna, jak "antysystemiarze", Korwin ich mać, mają sPOry PrOblem z przyswojeniem sobie rzetelnej wiedzy, do jak wielkego i JEDNOSTRONNEGO uzależnienia POlska jest doPrOwadzona. TEN WŁAŚNIE SMRÓD(na obu szynach) o tym, że A. Duda wycofuje się z obietnic, a JEDNOCZEŚNIE, że próbuje realizować obietnice bez POkrycia, wielu ludzi chętnie wącha PO dziś dzień i wsiada z dyskusją do tegi POciągu, co trudno mi zrozumieć. Do tego dochodzi nadal CHWYTLIWE(w środowiskach lewo-prawo-anty) hasełko "Duda jest pacynką Kaczyńskiego". Wiara(w POjęciu WYZNAWCÓW to "wiedza") w ten dziwotwór medialny nadal jest chwytliwa, co jest równie trudnym do wyjaśnienia zjawiskiem. Jeszcze był przed pierwszą turą rozPOwszechniany zarzut "Duda nic nie obiecał", ale według OBOWIĄZUJĄCEJ wyznawców mitologii(ich zdaniem, "wiedzy") lewo-prawo-anty-systemowej, "to nie istniało".

  10. avatar

    a'propos ostatniego akapitu..dzieki dla gospodarza za nadanie kwestii mojego autorstwa wiekszego znaczenia..(*) talibowie w wieku poborowym...podoba mi sie...
    niemniej jednak będę mendził...watpie by kanclerowa moglaby sobie poradzic z tak potwornym obciazeniem jaka jest ta nieprzebrana tluszcza cisnaca sie do germanii..a to naziole pala osrodki turystyczne i bungalow-parki...a bedzie ich coooraz wiecej..no i zima IDZIE.a trzeba bedzie tym ludziom dac jakikolwiek dach nad glowa i wyzywienie...ALE O SOCJAL HILFE mowy byc nie moze...zadne panstwo by takiego obciazenia nie wytrzyma..to jest tylko kwestia czasu kiedy wroca zasieki i komtrola graniczna...no i druga strona..wielki szacun dla gospodarza ze ten problem wysunał w debacie publicznej..bo..jak to ostatnio pan miedwiediew powiedzial..ze operacja ukrainska jest rozpisana na rozbicie i wchloniecie ukrainy..i ma potrwac conajmniej 25 lat...a premierowi rosji w tym przypadku trzeba uwierzyc...( tam w tej chwili nie ma oczym z kimkolwiek w ogole rozmawiac..jestem pod wrazeniem czyjejs relacji..ot po prostu ktos tydzien temu wrócil z dluzszych wakacji w dawnym wojewodztwie łuckim)..ale dyplomacja dyplomacją..przed nami 2 miesiace ostrej jazdy po tasmach..i oby bylo w granicach 3-5%..a nie jak gospodarz wczoraj dywagowal o 20% dla partii matki wszystkich cwoków........

  11. Strony