Reklama



Bezradność krajowego zarządu wobec internetowej partyzantki nie zaskakuje, ale pozwala wyjść na jaw temu, że kłopoty adminów PRL-bis nie są kłopotami Polaków. Polacy gremialnie trzymają stronę hakerów, a jak zajdzie potrzeba, to pewnie i pomocy nie odmówi nikt. Tradycje państwa podziemnego wysysamy z mlekiem matki. To, że bieżąca, trzy-czwarto wieczna koincydencja polskiego podziemia i obcego nadziemia nazywa się antysemityzm to nie nasze zmartwienie. Było się nie pchać, a czcza semantyka to jeszcze nie powód, żbyśmy mieli oddawać swoje. Gimnasytka kliki rządowej, niepewność kliki prezydenckiej, ciała obce jakby zagubione. Stróż domu niemieckiego na gorąco odruchowo robi swoje, czyli propaguje sukces, ale tym razem nawet lemingi się śmieją. Od rezydenta z budy ruskiej jakiś gostek koziej jak z dupy trąbą dał głos, że nawet dobrze się stało, bo sobie poćwiczymy obronę cyberprzestrzeni. Co tu ćwiczyć, jak login admin a hasło admin1, pewnie każda aplikacja z pudełka wyjęta i zostawiona na ustawieniach fabrycznych, a matoł Tusk nawet na guziku atomowym nakleiłby karteczkę z PIN-em. Dzieciaki i hobbyści penetrują rządową “cyberprzestrzeń” w przerwach między misjami “Assassins”, bo się teraz wkurzyli, to tym bardziej robią to od dawna wywiady innych krajowych zarządów. Tu nic nie dadzą ćwiczenia, tu jest potrzebne ostateczne pogrzebanie PRL-u. Coraz częściej można spotkać ludzi deklarujących aktywny udział w obrządku. Jest tylko kwestia, jaki on będzie. Będą masowe zapytania DDoŚrodków władzy, czy jednostkowe misje do jej przedstawicieli.

Reklama

3 KOMENTARZE