A jednak wróciłem. Z daleeekiej "podróży". Nieco wyliniały, ale żyję...

Prześlij dalej:

I od razu trafiłem na  tekst, o którym myślę, że gdyby NIKT go nie napisał, musiałbym chyba zrobić to sam. Nie wiem, czy lepiej, ale próbowałbym przynajmniej. Postanowiłem przytoczyć go tu w całości, ponieważ wydaje mi się on niezwykle ważny. A także dlatego, że jestem już cokolwiek zmęczony analizami poczynań czy też zaniechań obecnego estabilishmentu.
I choć analizy te oraz słowa krytyki tutaj publikowane zawierają racje, fakty i argumenty, z którymi wręcz nie sposób polemizować (nie wychodząc przy tym na idiotę) to ciągle brak mi tu konkluzji czy wskazówek, co dalej (nie powiem "z tą Polską", żeby się nie narazić;). Kiedyś już tu pisałem coś w tym duchu, ale "zalały" mnie argumenty, z którymi przywołany przeze mnie poniżej tekst - zdaje się rozprawiać dość skutecznie. Oceńcie zresztą sami.

Trzy Mity o JOW

Strony

3194 liczba odsłon

Autor artykułu: Liczyrzepa

2 (liczba komentarzy)

  1. W systemie JOW rzeczywiście istnieje ryzyko wypromowania głównie "znanych i lubianych", czyli pajaców telewizyjnych. Zdolny, nieznany prawnik z prowincji miałby marne szanse w walce z panią od pogody.
    Przynajmniej za pierwszym razem grozi podobna sytuacja, jednak w sumie bez opisanej reformy ordynacji będziemy mieć nadal sejm w postaci bezmyślnych baranów głosujących w ciemno za wskazaniami szefów partii. Utrzymanie poselskiej posady zależy teraz tylko od łaskawości lidera układającego listę.
    To skandal i kpiny z demokracji.
    Kłopot na tym polega, że jedyni ludzie którzy mogą zmienić ordynację, nie mają w tym żadnego interesu.
    Czyli niezbędna jest zmiana rewolucyjna, wymuszona przez rozwścieczone społeczeństwo.

  2. Oczywiście, że nie są zainteresowani zmianą ordynacji. Nie po to przecież wprowadzali proporcjonalną, by teraz popełnić zbiorowe seppuku. Na to nie ma co liczyć, tylko dlaczego ta prawda przebija się z takim trudem? A tak na marginesie: Są w tym kraju ludzie "znani i lubiani" i niekoniecznie są pajacami telewizyjnymi, ale zgoda, z pewnością pojawiliby się wtedy owi pajace.
    Nie lekceważyłbym jednak tej części elektoratu, która od lat nie bierze udziału w głosowaniach. Sam znam wielu takich i wiem, że będą wybierać, jeśli będą mieli wybór inny, niż między kiłą i rząchem. Oni wiedzą, co warte jest to medialne tałatajstwo, obojętne - z tytułami czy bez.
    I nie wiem, czy aż rewolucji trzeba, by zmienić ordynację, choć rzecz jasna, że dzisiejsza - przepraszam za brzydkie słowo - "klasa" polityczna niechybnie taką zmianę nazwałaby rewolucją.
    Mam to zresztą w nosie, to nie mój problem.  Zmiana jest możliwa. A w każdym razie nie jest niemożliwa, co klasyk tak ujmuje: "jeśli myślisz, że niczego nie można zmienić - zmień... myślenie". Warto zajrzeć choćby tutaj
    Pozdrawiam. 

  3. Strony