Reklama

Najpopularniejsza para w RPIII to oderwane od pługa książęta realnego socjalizmu, które w Polsce robiły prawdziwą furorę, wyznaczając wszelkie trendy. Jolka dyktowała modę, Olek tańczył, śpiewał i jeździł na stopa z papieżem. Zachwytów nie było końca, lokalni dyktatorzy mody mówili o klasie proletariackiej księżniczki, politolodzy wygrzebywali rankingi z najbardziej wpływowymi Olkami w bloku wschodnim. Wystarczyło jednak, że tę czerwoną prowincję, która dopiero w pierwszym pokoleniu zamieniła walonki na koturny, słoninę na prosciutto i samogon na Bordeaux, postawiono w kącie światowego salonu i z miejsca było widać, że mamy do czynienia z przebierańcami. Gdyby przodkowie Olka i Jolki przychodząc do Polski z tuszonką w plecaku nie spłoszyli Czartoryskich, Lubeckich, Sapiehów Potockich i Radziwiłłów, mielibyśmy jakieś podstawy do optymizmu. Dziś o potędze Rzeczypospolitej nie decyduje stan najwyższy, ale plebs przerobiony na produkt medialny. W związku z tą zasadniczą różnicą całkowicie nie mają racji krytycy „brytyjskiego szaleństwa”. To prawda, że media na całym świecie potrafią zrobić cyrk z pogrzebu i pogrzeb z komedii, ale w przypadku oczekiwania na narodzimy potomka królewskiego kolejność jest odwrotna. Nie media wykrawały szaleństwo, ale się pod odwieczny wyścig przedłużenia rodu podpięły. Gdy się przyjrzeć starym kronikom, to dzisiejsze podniecenie narodzinami królewskiego dziecka wydaje się niczym, przy walce o życie w czasach zamierzchłych. Podniecano się samymi narodzinami, podniecano się doborem żon i mężów, podniecano płcią dziecka, a szaleństwo w tym względzie było tak wielkie, że krew się lała nie tylko z pępowiny, ale z gardeł i serc kandydatów na rodziców.

Właściwie można się pokusić o stwierdzenie, że współczesne emocje, które towarzyszą królewskim narodzinom, są zjawiskiem o znacznie mniejszym znaczeniu, pomimo medialnej spirali, niż to miało miejsce w przeszłości. Wystarczy sięgnąć do Szekspira, żeby się z tą tezą zgodzić. Dawnego znaczenia potęgi królewskich plemników i jajników nie są w stanie przywrócić żadne okładki, wszystko jest poukładane i prawdę mówiąc nudne. Kto się spodziewa, że książę Harry wleje do ucha truciznę ojcu Karolowi, by się przesunąć na szczebelkach sukcesji? Tak samo prawdopodobne, jak to, że książę William namówiony przez Lady Kate, przebije mieczem braterską pierś, żeby jego syn mógł skrócić oczekiwanie na tron. Jest różnica między dawnymi i obecnymi czasy? W moim przekonaniu olbrzymia i to na niekorzyść współczesności, łącznie z tą szeroko krytykowaną podnietą medialną, która nie oddaje skrawka emocji niegdysiejszej walki na śmierć i życie. Coś się jednak nie zmieniło i nadal wyznacza siłę plemienną. Nie zmienił się dobór naturalny, ostra selekcja w górę, nie w dół. Brytyjczycy ciągle mogą spać spokojnie i nie obawiać się, że na czele stada stanie jakiś dachowiec wystylizowany przez „geja” na króla lwa. Obyczaj chociaż nadszarpnięty wymogami współczesności gwarantuje, że pod jednym dachem żyją trzy pokolenia, które kultywują tradycję opartą na dawnej wielkości. Rodząc się, żyjąc i umierając członkowie rodziny królewskiej słyszą nieustannie o Imperium Brytyjskim, nie o tym, żeby się wyleczyć z kompleksów i rozliczyć przed lustrem z kolonializmu.

Z tej przyczyny cały świat się podnieca narodzinami przyszłego króla Wielkiej Brytanii, nie dlatego, że media tak sobie zażyczyły. Rzecz jest nie do odtworzenia nawet z udziałem największych gwiazd filmu i sportu, takiej ogólnoświatowej emocji i wyczekiwania odtworzyć się nie da, bo najpierw było kilka wieków tradycji, dopiero potem media przyszły na gotowe. Gdzieś słyszałem, że utrzymanie rodziny królewskiej, która elektryzuje wszystkie stacje nadawcze i odbiorców, kosztuje jakieś śmieszne pieniądze, bodaj 32 miliony funtów, to jest mniej niż kosztowało utrzymanie Olka, Jolki, Kalisza i Siwca. Czerwone książęta wyrwane z radzieckich szeregów kosztują Polaków więcej pieniędzy niż Brytyjczyków kosztuje utrzymanie królewskiej rodziny i więcej wstydu niż wszystkie skandale z udziałem następców tronu. Jeśli nawet jakiś Windsor biega pijany z gołą dupą, to na zamkniętej imprezie, nie na grobach przodków i po to, by wydymać, a nie dać się zerżnąć w imieniu całego narodu. Gdy członkowie rodziny królewskiej składają sobie przysięgę w katedrze, wszyscy reporterzy wysyłają newsy przez satelitę. Gdy na ślubnym kobiercu stanęła córka czerwonych książąt i powiedziała tak lokalnemu wajdelocie, to Siwiec wysłał sms do Korwin-Piotrowskiej. Nie pierwszy raz potwierdza się stara prawda, że utrzymanie dziadostwa kosztuje dwa razy więcej niż utrzymanie mocarstwa. Dodatkowe koszty ponosi się przy utrzymywaniu peerelowskiego i radzieckiego dziadostwa. Samo domycie, uczesanie i nauka posługiwania się nożem i widelcem, zamiast puszką i bagnetem, pochłania fortunę, a i tak słoma z włoskich butów wyjdzie przy pierwszej kolacji w Helsinkach, o Londynie nie warto wspominać.

Reklama
Poprzedni artykułJak spłacić zadłużenie państwa?
Następny artykułZimmerman i rasowe problemy USA…
Matka Kurka
Młody, wysportowany, inteligentny, przystojny, czuły mąż i ojciec. Geniusz i wirtuoz klawiatury, błyskotliwy analityk rzeczywistości wszelakiej. Kochany i rozchwytywany, bezkompromisowy, skromny, wyrozumiały. 1. Ulubiona potrawa: żur na zakwasie. 2. Ulubiona kapela: muzyka z tamtych lat. 3. Ulubiony kolor: brak danych. 4. Ulubione słowo: ja. Wolny, żonaty, pijący daltonista.

26 KOMENTARZE

  1. Nie bardzo rozumiem o co kaman?
    Masz na myśli zapisany w klisze naszej pamięci serial "Dynastia"? Pięć wieków temu, gdy panowali Tudorzy, mało kto kumał bazę. Ilość niegramotnych w stosunku do wtajemniczonych w umiejętność pisania i czytania, była w proporcji jak 1:1 000 000. Oczywiście te dane to wynik mojej fantazji, a nie badań naukowych.
    Piszesz: "świat się podnieca". Nie cały. Jest świat, który o istnieniu tych błaznów nie ma bladego pojęcia. Użyjmy pojęcia: "cały cywilizowany świat". To również jest fałszem. Dziś słyszałem coś takiego: a co jeżeli dziecko będzie miało Downa? Świat cywilizowany wie, że to w stosunku do badań statystycznych jest mało prawdopodbne. Ale samo pytanie mówi wiele, otóż jest część ludzi "cywilizowanych", których to nagłośnienie bez miary, po prostu wkurwia. Żydowski Mesjasz nie byłby tak oczekiwany i skomercjalizowany, jak te narodziny następcy, po następcy. Kapciuszki, obrazki, chuj wie co jeszcze, a wszystko to w brytyjskich barwach. Cywilizowany świat odetchnął z ulgą. Ja pierdole, co za gówno. A na koniec wyjdzie koleś co koronę zostawi dla rozwódki. Albo drugi, co "Królową serc" zamienił na końską paszczę, która musi golić zarost. Nawet nie zamienił, bo końska paszcza była w jego sercu przed Dianą.
    My to wiemy.

    • O to “kaman”, że kraj
      O to “kaman”, że kraj niewiele większy od Polski, bo takim krajem jest Anglia, zbudował trwały fundament własnej tożsamości, na wielowiekowej tradycji, która sprawiła, że powstał naród dumny i suwerenny. A to co piszesz i czym się “wkurwiasz”, to wybacz, podnieta dla plebsu. Ja tego w ogóle nie widzę, z kim książę śpi, która musi się golić, jak również jakie śpioszki następca tronu otrzyma. Mnie interesuje przeciwstawienie twierdzy narodowej opartej na tradycji, sraczowi narodowemu opartemu na marksizmie.

    • Dziecko z zespołem Downa by się nie urodziło
      Nie wiedzielibyśmy nawet o żadnej ciąży. Wszystko, co było można przebadać, przebadano we wczesnym okresie prenatalnym i dopiero po tym ciążę książęcą światu ogłoszono. Potem tylko trochę strachu, żeby porodem dziecka nie popsuć.

      A jakie mocne samopoczucie… Para książęca po południu pokazała się publicznie z dzieckiem. Każdy normalnie myśli, że po to, aby dziecko pokazać światu. To jednak działa w drugą stronę: to dziecku pokazano świat.

  2. Nie bardzo rozumiem o co kaman?
    Masz na myśli zapisany w klisze naszej pamięci serial "Dynastia"? Pięć wieków temu, gdy panowali Tudorzy, mało kto kumał bazę. Ilość niegramotnych w stosunku do wtajemniczonych w umiejętność pisania i czytania, była w proporcji jak 1:1 000 000. Oczywiście te dane to wynik mojej fantazji, a nie badań naukowych.
    Piszesz: "świat się podnieca". Nie cały. Jest świat, który o istnieniu tych błaznów nie ma bladego pojęcia. Użyjmy pojęcia: "cały cywilizowany świat". To również jest fałszem. Dziś słyszałem coś takiego: a co jeżeli dziecko będzie miało Downa? Świat cywilizowany wie, że to w stosunku do badań statystycznych jest mało prawdopodbne. Ale samo pytanie mówi wiele, otóż jest część ludzi "cywilizowanych", których to nagłośnienie bez miary, po prostu wkurwia. Żydowski Mesjasz nie byłby tak oczekiwany i skomercjalizowany, jak te narodziny następcy, po następcy. Kapciuszki, obrazki, chuj wie co jeszcze, a wszystko to w brytyjskich barwach. Cywilizowany świat odetchnął z ulgą. Ja pierdole, co za gówno. A na koniec wyjdzie koleś co koronę zostawi dla rozwódki. Albo drugi, co "Królową serc" zamienił na końską paszczę, która musi golić zarost. Nawet nie zamienił, bo końska paszcza była w jego sercu przed Dianą.
    My to wiemy.

    • O to “kaman”, że kraj
      O to “kaman”, że kraj niewiele większy od Polski, bo takim krajem jest Anglia, zbudował trwały fundament własnej tożsamości, na wielowiekowej tradycji, która sprawiła, że powstał naród dumny i suwerenny. A to co piszesz i czym się “wkurwiasz”, to wybacz, podnieta dla plebsu. Ja tego w ogóle nie widzę, z kim książę śpi, która musi się golić, jak również jakie śpioszki następca tronu otrzyma. Mnie interesuje przeciwstawienie twierdzy narodowej opartej na tradycji, sraczowi narodowemu opartemu na marksizmie.

    • Dziecko z zespołem Downa by się nie urodziło
      Nie wiedzielibyśmy nawet o żadnej ciąży. Wszystko, co było można przebadać, przebadano we wczesnym okresie prenatalnym i dopiero po tym ciążę książęcą światu ogłoszono. Potem tylko trochę strachu, żeby porodem dziecka nie popsuć.

      A jakie mocne samopoczucie… Para książęca po południu pokazała się publicznie z dzieckiem. Każdy normalnie myśli, że po to, aby dziecko pokazać światu. To jednak działa w drugą stronę: to dziecku pokazano świat.

  3. A gdybyśmy zamiast wicepremiera Balcerowicz mieli
    wicepremiera Rostowskiego.

    Balcerowicz uciekł ze  stanowisko ministra finansów, jego następca po kilku dniach odkrył ogromne manko w budżecie, nazywane od tej pory, niesprawiedliwie, dziurą Bauca. Balcerowicz w nagrodę dla swoich umiejętności ekonomicznych został szefem skarbca NBP. Dziura Balcerowicza, od twórcy, czy też Bauca, od ratownika, wynosiła 17 mld złotych.

  4. A gdybyśmy zamiast wicepremiera Balcerowicz mieli
    wicepremiera Rostowskiego.

    Balcerowicz uciekł ze  stanowisko ministra finansów, jego następca po kilku dniach odkrył ogromne manko w budżecie, nazywane od tej pory, niesprawiedliwie, dziurą Bauca. Balcerowicz w nagrodę dla swoich umiejętności ekonomicznych został szefem skarbca NBP. Dziura Balcerowicza, od twórcy, czy też Bauca, od ratownika, wynosiła 17 mld złotych.

  5. Podpiszę się pod krytykami brytoli
    i ich eventu pt. narodziny królewicza. Pociągnę szerszym pedzlem; sam fakt, że media tłuczą ten temat, chcąc, a może nie chcąc, oznacza, tyle, że WB to nie kraj jak ten między Odrą a Bugiem, ale imperium, które trzęsie więcej niż się nam wydaje.
    Odżegnuje się od tej "pięknej" tradycji brytyjskiej, nawet miłej mi sercu monarchii (jako system, a nie ta rodzina), bo to jest od zarania po dzisiejsze czasy rabunek, rabunek subtelny, ale tym bardziej niebezpieczny.
    Jednak to czcza gadanina, bo brytole bronią się osiągnięciem sukcesu, ale wspomnę tylko, że zaaplikowali nam towarzysza Rostowskiego, więc nie podniecałbym się za bardzo.
    Ps. skalą propagandy, która maceruje nam umysł jest historia Diany; wspomnijcie tylko jak była pokazywana jako duchowa rówieśniczka Matki Teresy, kumpela, bez której tam w Indiach, te przytułki, nie mogły funkcjonować. Matka Teresa umarła sharowana wycieńczona pomaganiem (ktoś pamięta datę jej śmierci?) a lady zginęła w wypadku obok Elvisa i przypudrowanym noskiem, pomijając miłość życia, jakiegoś Mohameda.
    Teraz Matka Teresa jest dezawuowana, mówiąc ściślej gnojona, a lady wynoszona na piedestał świętych świeckich. To jest symboliczna skala suksesu brytoli i pogaństwa które nam dawkują dzień w dzień, i nie ma znaczenia czy lady się kłóciła z teściową czy nie, bo to tylko legendowanie.
    Przepraszam, że wybiegłem poza ramy tematu, lecz myśli świerzbiły a ręce pisały.

  6. Podpiszę się pod krytykami brytoli
    i ich eventu pt. narodziny królewicza. Pociągnę szerszym pedzlem; sam fakt, że media tłuczą ten temat, chcąc, a może nie chcąc, oznacza, tyle, że WB to nie kraj jak ten między Odrą a Bugiem, ale imperium, które trzęsie więcej niż się nam wydaje.
    Odżegnuje się od tej "pięknej" tradycji brytyjskiej, nawet miłej mi sercu monarchii (jako system, a nie ta rodzina), bo to jest od zarania po dzisiejsze czasy rabunek, rabunek subtelny, ale tym bardziej niebezpieczny.
    Jednak to czcza gadanina, bo brytole bronią się osiągnięciem sukcesu, ale wspomnę tylko, że zaaplikowali nam towarzysza Rostowskiego, więc nie podniecałbym się za bardzo.
    Ps. skalą propagandy, która maceruje nam umysł jest historia Diany; wspomnijcie tylko jak była pokazywana jako duchowa rówieśniczka Matki Teresy, kumpela, bez której tam w Indiach, te przytułki, nie mogły funkcjonować. Matka Teresa umarła sharowana wycieńczona pomaganiem (ktoś pamięta datę jej śmierci?) a lady zginęła w wypadku obok Elvisa i przypudrowanym noskiem, pomijając miłość życia, jakiegoś Mohameda.
    Teraz Matka Teresa jest dezawuowana, mówiąc ściślej gnojona, a lady wynoszona na piedestał świętych świeckich. To jest symboliczna skala suksesu brytoli i pogaństwa które nam dawkują dzień w dzień, i nie ma znaczenia czy lady się kłóciła z teściową czy nie, bo to tylko legendowanie.
    Przepraszam, że wybiegłem poza ramy tematu, lecz myśli świerzbiły a ręce pisały.