Reklama

Z bogatej historii lotniczej Pawła Artymowicza, po kolejnym moim artykule został przeciąg, a strona domowa Artymowicza została wyczyszczona do zera znacznie wcześniej. Linki z hobby poszły w kosmos, od dziś Paweł Artymowicz jest poważny astronom z Toronto. Żadnych odnośników do wyczynów podniebnych, ba, wszystkie linki do muzyki metalowej i motocyklowej dzikości – wymazane. Normalne, gdy się miało dziadka, ojca, wujka i wielu innych krewnych w resorcie, to spalenie teczki, po to by przygotować sobie nowe, telewizyjne CV, jest wyssane wraz z deputatem mleka przyznanym przez resort. Przy okazji potwierdzam i publicznie raz jeszcze oświadczam, że Artymowicz kłamał w sprawie swoich korzeni rodzinnych, to jest dziecko resortu i wszystkie informacje na ten temat podtrzymuję. Ocenę pozostawiam każdemu z osobna, jedni niech sobie uważają, że to ważne, inni, że nieważne, ja tylko potwierdzam kłamstwo Artymowicza, homilie umoralniające nie interesują mnie. Gdyby mnie ktoś spytał czy miałem ojca w POP PZPR i dziadka stalinowca, który namawiał do zakładania kołchozów, odpowiedziałby, że owszem i właśnie spłacam ich i swoje grzechy. Mnie nie interesuje etyczne biadolenie, mnie interesują fakty i łgarstwa. Artymowicz straszy w salon24.pl co bardziej przestraszonych, ale kto nie wie jak się z łgarzem i potwarcą postępuje, temu podpowiadam – mówi się głośno kim jest i zaprasza na salę sądową, co czynię od blisko dwóch lat i odnoszę same sukcesy.

Artymowicz osobiście i przy pomocy swoich umyślnych, grzecznie poprosił o usunięcie wpisów na swój temat, maile są do dyspozycji, na wypadek wątpliwości. Na zachętę dodatkowo usunął swoje prostackie pogróżki, chociaż miał już prawników, w trzech kancelariach, ekspertyzy i gwarancję utajnienia procesu. Odpowiedź otrzymał w kilku publikacjach, gdzie wiedza została poszerzona i od tej pory linią obrony Artymowicza jest stara szkoła dziadka i pozostałych krewnych – „Kurka to wariat”, ale na wszelki wypadek archiwa rodzinne i lotnicze puścił z dymem. Nieustannie przypominam, że po tym łgarzu można jechać jak po starej szkapie, bo sąd jest ostatnim miejscem gdzie on może się obronić, a gdzie na pewno i tak trafi. Z drugiej strony trudno się dziecku resortu dziwić skoro nikomu się nie chce pokazać kim Artymowicz jest i czym się zajmuje, to Artymowicz sobie robi co chce i jak chce. Mam sporo wyrzutów sumienia w tym zakresie, jeszcze półtora roku temu, nim się z Artymowiczem poznaliśmy, każdy mógł sobie wejść choćby na tę stronę i przejrzeć wyczyny wujka z SB, brata z „M jak Miłość”, w końcu samego Pawła Artymowicza. Obecnie trzeba podać hasło i kod DNA. Jeszcze półtora roku temu istniał solidny rodzinny album na innej stronie, a w nim fotografia taty zaprzyjaźnionego z resortem:
 

 
Dziś kompletny przeciąg, nie dowiemy się nic o życiu prywatnym i hobby „eksperta od wypadków lotniczych”. Z luzaka profesora, który się oblepił zdjęciami wycieczek do Egiptu, psa, chałupy i samolotu, niczym Stefan Żniwko na  Naszej Klasie, pozostał tylko śmiertelnie poważny „opiniodawca” PKBWL. Szkoda, a ponieważ czystka odbywała się w rytmie moich publikacji czuję się zobowiązany naprawić szkody. Wątku "jestem fizykiem" nie mam zamiaru dotykać, każdy może sobie sprawdzić w setce miejsc, że Artymowicz jest astronomem i nie ma żadnych papierów fizyka, poza ukończeniem fizyki w LO. Natomiast ciągle atrakcyjny pozostaje wątek lotniczy i hangarowy. Trzy artykuły weryfikujące kłamstwa Artymowicza przynisły skutek w postaci potwierdzonej w kilku źródłach wiedzy, popartej dokumentacją. Zacznę od Artymowicza pilota, potem przejdę do pustego hangaru. Artymowicz po raz pierwszy wsiadł do samolotu w 1999 roku i od razu stało się jasne, że tyle ma talentu do tej roboty, ile pokazał charyzmy w telewizji śniadaniowej.  Dwa razy mógł się zabić, raz przy lądowaniu w biały dzień nie trafił w pas, drugi raz zabłądził we mgle, bo nie ma bladego pojęcia o lataniu na przyrządach. Przez 14 lat zaliczył trzy szkoły latania: Santa Cruz Flaming Club, Stockholms Flygklubb, Skill Aviaton i co najmniej czterech instruktorów: Kevin Moon, Travis Smith, Adam Pepliński, Wanda Collins. Każdy poważniejszy lot od wycieczki na Manhattan do pizzerii, Artymowicz odbył z instruktorem lub pilotem komercyjnym, na ręce patrzył mu i podpowiadał jak się nie zabić między innymi: Dag Noreus, pilot doświadczalny.
 
W 2000 roku zaczyna się słynna bajka o 14 letniej licencji FAA, która de facto zakończyła się w roku 2006. Przez 6 lat Artymowicz dysponował AMATORSKĄ licencją FAA na samoloty jednosilnikowe, od 7 lat nie ma żadnych uprawnień pilota, poza kanadyjską licencją turystyczną, którą uzyskał po konwersji FAA i zdaniu kolejnego egzaminu, tzw. PSTAR. Obecnie niczym innym uprawniającym do latania, poza kanadyjskim turystycznym pozwoleniem na pilotowanie samolotów jednosilnikowych o ograniczonej mocy silnika, nie dysponuje. Jest również więcej niż prawdopodobne, że i te papiery z racji nie spełnionych wymogów: nalot i badania medyczne, ma zawieszone na kołku. W ostatnim czasie podjął rozpaczliwą próbę i wykonał dwa loty instruktażowe, przynajmniej tak twierdzi, bo FlayingTracer pokazuje tylko lot, nie ma słowa o pilotach. Dobre miejsce by w ogóle zaprezentować  „staż” Artymowicza, który wygląda tak nędznie jak talent Latającego Czestmira. Po trzech latach zabawy w pilota miał Artymowicz 100 godzin lotu – stan na 2002 rok. Po 10 latach miał 300 godzin lotu – stan na 2009 rok. W 2009 roku przygoda lotnicza Czestmira się urywa, obecnie mamy połowę roku 2013 i trzeba pamiętać, że ostatni lot, pomijając te dwie pizze na Manhattanie, motorynka RV-A6, o nr C-GDOC odbyła w 2011, ale Bóg jedyny wie, kto motorynkę prowadził, o czym za chwilę.

artymowicz i pies.jpg

Realnie do 300 godzin można dołożyć 50, co wydaje się prezentem dla kabotyna, ale nawet gdyby utrzymać tempo nalotu (30h rocznie), to Artymowicz wyfruwał pod okiem fachowców góra 420 godzin, w tym 80% na pierdopędzie C-GDOC, resztę na czymś w rodzaju Cesny i to wszystko! Jednej godziny IFR (na przyrządach) nie zrobił, jednej sekundy w locie załogowym, jako majtek pokładowy nie zaliczył. Temat FAA przerywa raz na zawsze strona z rejestrem pilotów FAA, link dla Artymowicza wygląda następująco: ZERO. I żeby znów nie było jakiegoś bizantyjskiego pierdzenia, że to „źle wygóglane”, „nie-fizyczne”, to tak wygląda rejestr pilotów FAA z Toronto, a tak konkretnego pilota, który pozwolił Artymowiczowi lecieć, w jednym z „rejsów”, bo ten błazen na każdy długodystansowy lot musi mieć zgodę odpowiedniej klasy fachowca.
 
Historia motorynki C-GDOC jest jeszcze krótsza i jeszcze bardziej zabawna. W poprzednim tekścieprzedstawiłem sprzeczne ze sobą łgarstwa Artymowicza, który broniąc się rozpaczliwie nałgał, że sprzedał motorynkę w 2011 roku, po czym rozpacz przeszła w pilotowanie sprzedanej motorynki w dniu 27 i 28 kwietnia 2013 roku. Gorzej niż w radiu Erewań, potomek resortu ma niesamowitą zdolność do mitomanii. Sprzedał coś, na czym latał dwa lata później i to się może wydawać wystarczającym kabaretem, ale Artymowicz jest błaznem niezmordowanym. On sprzedał coś, co nigdy nie było jego, dopiero potem się na tym przeleciał. Pisałem, że pierdopęd „garażujący” w USA wskazuje na trzy możliwe scenariusze: należy do kumpla Artymowicza, należy do szkoły latania, został kupiony „na spółę”. Trafiłem w wariant trzeci. W 2006 roku niejaki Billy, Barry i Artymowicz zrzucili się po kilkanaście kawałków $ i zakupili Air Force. Ze spółki odchodzili i dochodzili nowi udziałowcy, motorynkę niczym starą k…ę przeleciało naraz kilku napalonych kolesiów w krótkich majtkach, chociaż może się zagalopowałem, bo nie ma żadnych kabotyńskich relacji z lotów, prócz Artymowicza bajania, pozostali chyba są mężczyznami. Ten załgany pajac z tym co sobą reprezentuje, dzień w dzień poniewierał nieżyjących pilotów, w tym Protasiuka z nalotem 3500 godzin w lotach odrzutowych, załogowych, wojskowych, cywilnych i klasy VIP. Błazen skamle za każdym razem, gdy się ujawnia jego podobiznę i dorobek, gdy się mówi o jego rodzinie resortowej. Skamle ten sam błazen, który nazwał mordercami pilotów, dokładnie tak jak żule, które namalowały po nocy „mordercy” w pobliżu domu, gdzie mieszka żona i dzieci śp. majora Grzywny . Skamle błazen słysząc o esbeckiej naturze i broni się jak smarkaty, przed dziadkiem, ojcem i wujkiem resortu, podczas gdy sam nazywa zmarłego męża i ojca, generała Błasika „chujem”. Skamle błazen, miota się ze swoją prywatnością i rodziną, ten sam bydlak, który wraz z innymi bydlakami urządza piekło wdowom i sierotom. Bądź pewny bydlaku, że dopóki żyje wariat Kurka, będziesz palił jeszcze nie jedną teczkę, a potwierdzone kopie są u mnie i nie tylko u mnie.

Reklama
Poprzedni artykułCzy redukcja długu publicznego jest sposobem na ożywienie gospodarki?
Następny artykułTVN i cała reszta nic nie rozumie
Matka Kurka
Młody, wysportowany, inteligentny, przystojny, czuły mąż i ojciec. Geniusz i wirtuoz klawiatury, błyskotliwy analityk rzeczywistości wszelakiej. Kochany i rozchwytywany, bezkompromisowy, skromny, wyrozumiały. 1. Ulubiona potrawa: żur na zakwasie. 2. Ulubiona kapela: muzyka z tamtych lat. 3. Ulubiony kolor: brak danych. 4. Ulubione słowo: ja. Wolny, żonaty, pijący daltonista.

14 KOMENTARZE

  1. @ MK
    Uff!!!
    Dopiero złapałem oddech.
    Ale pojechałeś!!!!
    Dobrze tak szubrawcowi i swołoczy. Jak go widzę to rzygać się chce i reka swędzi aby zamalować w ryj.
    Nikt do tej pory nie dał mu czadu jak Ty.
    Niech sobie poczyta palant.
    Szacun w pełnym wymiarze MK!!!

    P.S.

    Czekamy na jeszcze więcej.

  2. @ MK
    Uff!!!
    Dopiero złapałem oddech.
    Ale pojechałeś!!!!
    Dobrze tak szubrawcowi i swołoczy. Jak go widzę to rzygać się chce i reka swędzi aby zamalować w ryj.
    Nikt do tej pory nie dał mu czadu jak Ty.
    Niech sobie poczyta palant.
    Szacun w pełnym wymiarze MK!!!

    P.S.

    Czekamy na jeszcze więcej.

  3. Ze śmieciem Artymowiczem
    Ze śmieciem Artymowiczem niedawno rozmawiał Durczak. Paru moich znajomych lemingów oglądało tą gadkę i recenzowało "no ten to spokojny porządny naukowiec, nie to co ci wariaci od Maciory".
    To co robisz ma dwie warstwy:
    1.obnażasz śmiecia Artymowicza
    2.sam, tego nie wiedząc prawdopodobnie, wykonujesz pracę edukacyjną, a ja podsyłam znajomym Twoje teksty o tym śmieciu dokładając swoją maleńką cegiełkę

  4. Ze śmieciem Artymowiczem
    Ze śmieciem Artymowiczem niedawno rozmawiał Durczak. Paru moich znajomych lemingów oglądało tą gadkę i recenzowało "no ten to spokojny porządny naukowiec, nie to co ci wariaci od Maciory".
    To co robisz ma dwie warstwy:
    1.obnażasz śmiecia Artymowicza
    2.sam, tego nie wiedząc prawdopodobnie, wykonujesz pracę edukacyjną, a ja podsyłam znajomym Twoje teksty o tym śmieciu dokładając swoją maleńką cegiełkę

  5. cwany jest
    W USA powstał taki zwyczaj, a może nawet oficjalny wymóg uczelni, aby uczeni prowadzili w internecie strony przedstawiające ich jako rozrywkowych jajcarzy, niestrudzonych obieżyświatów o dziesiątkach zainteresowań. Zapewne ma to napędzać kandytatów  spragnionych przeżycia kilku lat na studenckiej zabawie.
    Kiedyś szukając zawodowych informacji trafiłem na coś w takim właśnie stylu.
    Masa zdjeć profesora zdobywającego szczyty gór w dzikich krajach, nurkującego, łażacego pod ziemią, latajacego na lotni, skaczącego na gumie, zapierdalającego po pustyni quadem, występował też jako model na pokazie atrakcyjnej odzieży.
    Istny szał.
    Artymowicz z rozpędu zastosował podobny wariant w Polsce, gdzie powyższy styl jest mało popularny.
    Kiedy się w tym połapał, odrzucił bajery i poszedł w czystą matematykę. Nie postępuje jednak uczciwie. 
    Jego metoda polega na walce z materialistami zadającymi proste, logiczne pytania na temat zjawisk rzeczywistych,  przy pomocy serii wzorów opisujących idealne modele. Przy tym Artymowicz dobrze wie, że owi materialiści nie są w stanie zweryfikować poprawności analizy, i liczy na to,  że tym trikiem zatka im gęby.
    W matematyce nie ma nic złego, jednak niech do cholery używa jej do konfrontacji z teoriami speców o konkurencyjnych poglądach, niech zamknie się z nimi w sali z tablicą i kredą i pochwali tym co umie.
    Przed czymś takim broni się jak może, woli na przyziemne pytanie na temat niepojętego rozwalenia samolotu na tysiące rozsianych kawałków "odpowiadać"  sześcioma stronami równań różniczkowych i operacjami na wektorach.

  6. cwany jest
    W USA powstał taki zwyczaj, a może nawet oficjalny wymóg uczelni, aby uczeni prowadzili w internecie strony przedstawiające ich jako rozrywkowych jajcarzy, niestrudzonych obieżyświatów o dziesiątkach zainteresowań. Zapewne ma to napędzać kandytatów  spragnionych przeżycia kilku lat na studenckiej zabawie.
    Kiedyś szukając zawodowych informacji trafiłem na coś w takim właśnie stylu.
    Masa zdjeć profesora zdobywającego szczyty gór w dzikich krajach, nurkującego, łażacego pod ziemią, latajacego na lotni, skaczącego na gumie, zapierdalającego po pustyni quadem, występował też jako model na pokazie atrakcyjnej odzieży.
    Istny szał.
    Artymowicz z rozpędu zastosował podobny wariant w Polsce, gdzie powyższy styl jest mało popularny.
    Kiedy się w tym połapał, odrzucił bajery i poszedł w czystą matematykę. Nie postępuje jednak uczciwie. 
    Jego metoda polega na walce z materialistami zadającymi proste, logiczne pytania na temat zjawisk rzeczywistych,  przy pomocy serii wzorów opisujących idealne modele. Przy tym Artymowicz dobrze wie, że owi materialiści nie są w stanie zweryfikować poprawności analizy, i liczy na to,  że tym trikiem zatka im gęby.
    W matematyce nie ma nic złego, jednak niech do cholery używa jej do konfrontacji z teoriami speców o konkurencyjnych poglądach, niech zamknie się z nimi w sali z tablicą i kredą i pochwali tym co umie.
    Przed czymś takim broni się jak może, woli na przyziemne pytanie na temat niepojętego rozwalenia samolotu na tysiące rozsianych kawałków "odpowiadać"  sześcioma stronami równań różniczkowych i operacjami na wektorach.

  7. Na potwierdzenie tego co piszesz Matka,
     wlasnie przeczytalem pare opinii pod jego wpisem http://fizyka-smolenska.salon24.pl/504140,37-nauka-wolnosc-piekno-przygoda#comment_7645221 , tak nagle po przeczytaniu Ciebie, ostatni bylem tam ponad pol roku temu. Zwrocil na mnie uwage przyklad jaki dal "fIZYK ykw” jednemu ze swoich oponentow. Chodzi mi o odpowiedz jaka dal "fIZYK ykw” „@Jerzy Korytko i in. — Eastern Air 66, polbeczka tuz nad ziemia na JFK 1975”. Latajacy „fIZYK ykw” Daje przyklad katastrofy jaka wydazyla sie przed lotniskiem JFK w NY w 1975 r. i pokazal pare zdiec jak wygladal samolot po wwykonaniu polbeczki i walnieciu o ziemie. Prawda jest. Ze zeczywiscie wrak wygladal bardzo podobnym stanie jak samolot prezydencki pod Smolenskiem,  dal on tez pare zdjec z katastrofy na potwierdzenie swojej tezy, ale i tak z ciekawosci skorzystalem z niezastapionej WIKIpedii aby zprawdzic czy ten fIZYK pisze cala prawde: http://en.wikipedia.org/wiki/Eastern_Air_Lines_Flight_66, okazalo sie (sami to mozecie sprawdzic), ze znowu pisze polprawdy przepraszam za bledy ortograficzne i gramatyczne, ale jedyne co mam na usprawiedliwienie to, ze wyjechalem z kraju jako 18 letni szczeniak a minelo od tego czasu 33 lata.
                  Cytat:  "The aircraft continued its descent until it began striking the approach lights approximately 2,400 feet (730 m) from the threshold of Runway 22L. After the initial impact the aircraft banked to the left and continued to strike the approach lights until it burst into flames and scattered the wreckage along Rockaway Boulevard, which runs around the perimeter of the airport. Of the 124 people on board, 106 passengers and 6 crew members died. Ten passengers and 2 flight attendants, who were seated in the rear of the aircraft, survived. One surviving passenger died 9 days later from injuries sustained in the accident.[2]
           Tlumaczenie: „Samolot kontynowal schodzenie, az do uderzenia swiatel przed pasm startowym/ladowym okolo 730 m. Od poczatku pasa 22L. Po pierwszym uderzeniu w w swiatla (latarnie?) zrobil polbeczke w lewo i w dalszym ciagu uderzal w swiatla, az wybuchl w ogniu i rozrzucil czesci wraku wzdluz Bulwaru Rockaway, ktory biegnie w okolicach lotniska JFK. Ze 124 ludzi na pokladzie, 106 pasazerow i 6 czlonkow zalogi zginelo. 10 pasazerow i dwie stewardesy, ktorzy siedzieli w tyle samolotu przezylo. Jeden pasazer zmarl 9 dni pozniej od odniesionych ran w wypadku”
           Typowe dla „fIZYKA”, dal zdjecia na porownanie tych dwu wypadkow, ale opisu wypadku juz nie poniewaz nie wszystko w tym mu pasuje. To jest pierwsza wiadomosc „fIZYKA” , ktora tak dla „jaj” postanowilem sprawdzic i juz w niej moglem zobaczyc jak wybiorczo podaje on dowody aby potwierdzic swoje teorie to co mowic o reszcie? 
             Pozdrowienia z jesiennego aczkolwiek slonecznego Sydney dla nowych i starszych i tych najstarszych Kontrowersjan.
       Grzegorz M Zalewski

  8. Na potwierdzenie tego co piszesz Matka,
     wlasnie przeczytalem pare opinii pod jego wpisem http://fizyka-smolenska.salon24.pl/504140,37-nauka-wolnosc-piekno-przygoda#comment_7645221 , tak nagle po przeczytaniu Ciebie, ostatni bylem tam ponad pol roku temu. Zwrocil na mnie uwage przyklad jaki dal "fIZYK ykw” jednemu ze swoich oponentow. Chodzi mi o odpowiedz jaka dal "fIZYK ykw” „@Jerzy Korytko i in. — Eastern Air 66, polbeczka tuz nad ziemia na JFK 1975”. Latajacy „fIZYK ykw” Daje przyklad katastrofy jaka wydazyla sie przed lotniskiem JFK w NY w 1975 r. i pokazal pare zdiec jak wygladal samolot po wwykonaniu polbeczki i walnieciu o ziemie. Prawda jest. Ze zeczywiscie wrak wygladal bardzo podobnym stanie jak samolot prezydencki pod Smolenskiem,  dal on tez pare zdjec z katastrofy na potwierdzenie swojej tezy, ale i tak z ciekawosci skorzystalem z niezastapionej WIKIpedii aby zprawdzic czy ten fIZYK pisze cala prawde: http://en.wikipedia.org/wiki/Eastern_Air_Lines_Flight_66, okazalo sie (sami to mozecie sprawdzic), ze znowu pisze polprawdy przepraszam za bledy ortograficzne i gramatyczne, ale jedyne co mam na usprawiedliwienie to, ze wyjechalem z kraju jako 18 letni szczeniak a minelo od tego czasu 33 lata.
                  Cytat:  "The aircraft continued its descent until it began striking the approach lights approximately 2,400 feet (730 m) from the threshold of Runway 22L. After the initial impact the aircraft banked to the left and continued to strike the approach lights until it burst into flames and scattered the wreckage along Rockaway Boulevard, which runs around the perimeter of the airport. Of the 124 people on board, 106 passengers and 6 crew members died. Ten passengers and 2 flight attendants, who were seated in the rear of the aircraft, survived. One surviving passenger died 9 days later from injuries sustained in the accident.[2]
           Tlumaczenie: „Samolot kontynowal schodzenie, az do uderzenia swiatel przed pasm startowym/ladowym okolo 730 m. Od poczatku pasa 22L. Po pierwszym uderzeniu w w swiatla (latarnie?) zrobil polbeczke w lewo i w dalszym ciagu uderzal w swiatla, az wybuchl w ogniu i rozrzucil czesci wraku wzdluz Bulwaru Rockaway, ktory biegnie w okolicach lotniska JFK. Ze 124 ludzi na pokladzie, 106 pasazerow i 6 czlonkow zalogi zginelo. 10 pasazerow i dwie stewardesy, ktorzy siedzieli w tyle samolotu przezylo. Jeden pasazer zmarl 9 dni pozniej od odniesionych ran w wypadku”
           Typowe dla „fIZYKA”, dal zdjecia na porownanie tych dwu wypadkow, ale opisu wypadku juz nie poniewaz nie wszystko w tym mu pasuje. To jest pierwsza wiadomosc „fIZYKA” , ktora tak dla „jaj” postanowilem sprawdzic i juz w niej moglem zobaczyc jak wybiorczo podaje on dowody aby potwierdzic swoje teorie to co mowic o reszcie? 
             Pozdrowienia z jesiennego aczkolwiek slonecznego Sydney dla nowych i starszych i tych najstarszych Kontrowersjan.
       Grzegorz M Zalewski