Matka Kurka - blog



share

Czekałem z tekstem tak długo, bo w Belwederze trwa „Ucho Prezesa”, a dla mnie reforma sądownictwa jest sprawą pierwszorzędną i wartą najwyższej uwagi. Niestety, odcinek okazał się wyjątkowo długi i podejrzewam, że na końcu i tak usłyszymy od rzeczników: „rozmowa była bardzo merytoryczna i przebiegała w przyjaznej atmosferze”. W związku z tym mało śmiesznym przedstawieniem, które ma na celu wyleczenie z kompleksów niedojrzałego polityka i prawdopodobnie dojrzewającego chłopca, w tej chwili, siłą rzeczy, nie mogę za wiele powiedzieć, no to się zajmę tematem zastępczym.



share

Przed wojna według odjazdów pociągów można było ustawiać zegarki, po wojnie w III RP według autorytetów można budować wokandy. Na 10 gorliwych obrońców sądów, którzy biegają po mediach, 9,5 jest na bakier z prawem albo w ich otoczeniu znajdują się podejrzani. Tak było z Kijowskim, tak było z KOD-bydlakiem, który stręczył i handlował ludźmi, tak było z Piniorem, Wałęsą i tak dalej i tym podobnie. Po najnowszym odkryciu, wielki autorytet prawny z tytułem profesorskim wziął i znikł. Mowa o Zbigniewie Ćwiąkalskim, byłym ministrze sprawiedliwości w rządzie Tuska i chyba byłym ekspertem od konstytucji, sądownictwa, prokuratury i wszystkiego, co z peerelowską zgnilizną systemową związane.



share

Pan prymas był łaskaw powiedzieć, że wykluczy ze stanu duchownego (suspensa) księży, którzy będą protestować przeciw „uchodźcom”. Jest to coś tak kuriozalnego, że jedyne porównanie jakie przychodzi do głowy, to pokazanie majtek przez Dodę. Pan prymas zaistniał tylko dlatego, że podniósł sutannę i pokazał stringi, inaczej tej niebezpiecznej demagogii wytłumaczyć nie potrafię. Współczuję katolikom, zwłaszcza duchownym, którzy podlegają hierarchii kościelnej, że muszą się mierzyć z taką pokusą, jak nazwanie pana prymasa po imieniu, czego zgodnie z nauką Kościoła nie wolno im robić. Mnie, grzesznemu i niewierzącemu wolno i nie mam z tym żadnych problemów.

Strony