Przegrana? Wygrana? Wypita.


Nareszcie wróciłem! Ferie skończone! Kalosh spóźniony! Tematy przebrzmiałe!

 


 

Witam wszystkich. Jak zwykle z opóźnionym zapłonem (choć zazwyczaj opisuję wydarzenia nieco bardziej oddalone w czasie) napiszę dziś parę słów o konkursie Onetu (ktoś jeszcze pamięta? :)).

 

Przede wszystkim wielkie dzięki wszystkim, którzy zagłosowali na tego bloga. Dzięki Wam miałem niecodzienną okazję oddychać tym samym powietrzem co śmietanka blogosfery zgromadzona na rozdaniu nagród. Co poniektórzy naprawdę mieli czym oddychać, dzięki czemu dane mi było zrozumieć (patrząc na niektóre cuda natury w najczystszej postaci) swoją porażkę w rywalizacji. Blog który prowadzę dostarcza jedynie rozrywki – blog który wygrał – naprawdę pomaga ludziom – różnica jest kolosalna.

 

Stanikomania rulez

Stanikomania rulez!

 

 

Choć przyznam, że szykując frak (no może nie frak, ale marynarkę przynajmniej miałem), prasując koszulę (żona niestety zajęta była prasowaniem sukienki dla córki, więc człowiek musiał sobie radzić sam), pastując buty (noo, przecierając ściereczką przynajmniej) – no generalnie przygotowując swój zwyczajowy strój “na agenta Tomka” – miałem przebłyski nadziei. Bo wszak redaktor Makłowicz o ile wiem staników nie nosi (choć po casusie senatorskim to już człowiek niczego pewnym być nie może), a ponadto Bóg projektując jego przesympatyczną postać, raczej nie przeznaczył go do grania w kosza. W tej sytuacji – może jednak jest nadzieja? Może jednak sława, zaszczyty, majątek (no może raczej dwa słowa na Onecie, statuetka na półkę i komputer do licytacji, ale zawsze to coś :D) przypadną mi? W końcu każdy kto mnie zna zaświadczy na pewno, żem przekonany o swojej genialności. Więc chyba się uda. A może nie?

 

Przybyłem na galę wraz z najładniejszą (a już na pewno najmłodszą) dziewczyną na sali, zaparkowałem poza terenem restauracji (na wcisk, omalżem się nie ufajdał o parkującego obok Passata, na oko z lat 80′ tych), co okazało się błędem – pod samym wejściem była kupa miejsc dla gości, które pozostały puste. Ehh. Podpisałem parę papierów o prawach do mojego wizerunku (ponieważ gębę mam tak piękną, że chyba tylko z Matką Kurką mogę się mierzyć w tej kategorii,  zrobiłem bez żalu), odebrałem prezenty od organizatora (Andrea Bocelli śpiewa jakieś kolędy – noż ku..a trafili idealnie), dałem się obfotografować przemiłemu panu, pogawędziłem z paroma kamerzystami (spotkałem ich wcześniej w związku z różnymi przejawami mojej działalności :D), spojrzałem na salę… I nie było już miejsc z przodu. Dla mnie!

 

No cóż, w tej sytuacji zasiadłem z tyłu. Początkowo żałowałem tej pozycji, bom niewiele widział zza pleców starszego Pana siedzącego przede mną :) (mam nadzieję, że się nie obrazi o te słowa). Ale z biegiem czasu, gdy rozpoczęcie ceremonii się opóźniało zrozumiałem, że usytuowane jest idealnie – nie za blisko, i nie za daleko od toalet! Im bardziej przedłużało się oczekiwanie, tym bardziej korzystne stawało się siedzenie bliżej wyjścia. Ale w końcu – zaczęło się.

 

Najpierw nieco sztywno – parę lekko przydrętwych dowcipów z kartki, trochę kokieterii, trochę podlizu do sponsorów i szefostwa, prowadzący z każdym wypowiedzianym zdaniem się rozkręcał. Trochę mu się tam karteczki myliły chyba, fakty pozamieniał, wracał do wątku, ale generalnie elegancko i ze swadą. Aż nareszcie nadejszła wiekopomna chwila – zaczynają rozdawać. Od razu dało się wyczuć zwiększone napięcie – wszystkim włoski stanęły na karku, (mi to aż wylazły spod kołnierzyka, choć klnę się – nie mam ich za wiele, szczególnie na karku) każdy lekko pochylił swoje ciało do przodu – kto następny? Czy to będę ja?Zwycieżczyni - moje życie

 

Zwyciężczyni - Moje życie, sympatyczna Pani

 

Tymczasem moje miejsce obserwacji zaczęło ujawniać swoje dodatkowe zalety – co kategoria, to któryś z moich bezpośrednich sąsiadów odbiera nagrodę. Może to jest szczęśliwy sektor? Splunąłem na wszelki wypadek lewą stroną ust przez prawe ramię, skrzyżowałem nogi i palce – oto moja kategoria. Lektor czyta nazwy blogów (tu miłe zaskoczenie – sala reaguje chichotem na nazwę mojej stronki, kto by się spodziewał,? Wszak tak dystyngowana),  na scenę wychodzi kucharskie dobro narodowe, miętosząc kopertę w dłoniach. Krótka przemowa, podczas której przychodzi mi miotać się pomiędzy niebem pewności a piekłem rozpaczy – i decyzja. Wygrywa Stanikomania.

 

Więc jednak kiszka, nic z tego, kaszana, dno, masakra. Jako żem jednak przyzwyczajony myśleć o dobrych stronach każdej sytuacji, od razu zaczynają w mej głowie kołatać się myśli o odwrotnym wektorze. Po co Ci Kaloshu zacny komputer? Wszak masz już jeden. Po co Ci sława, Kaloshu drogi? Przecież dzięki takiemu obrotowi zdarzeń pozostaniesz zagadką. Sfinksem, którego zagadki nikt nie rozwiązał. Po co Ci statuetka? Regały poobstawiane różnymi duperelami, tylko kurzu nie ma komu z nich ścierać, więc na niektórych warstwa już taka, że kształt powoli tracą. A na dodatek zwycięstwo w mojej kategorii portalu o damskiej bieliźnie daje mi rzecz absolutnie bezcenną – kolejną dykteryjkę do opowiadania do kolekcji.

 

W tej sytuacji ledwie zauważyłem kolejną zaletę mojego miejsca na widowni. Na scenę bowiem wkroczył, obdarowany podobnież nieco wcześniej jakimś ptakiem zespół Pectus. Choć chłopaki (no mężczyźni powiedzmy, oględnie mówiąc) przyjechali z Rzeszowa, miasta które darzę ogromną sympatią (gdzież indziej postawiono by w środku miasta pomnik w takim kształcie?), i gdzie mam wielu przyjaciół – to jednak muszę powiedzieć, że trafili niewiele lepiej niż z tym Bocellim nieszczęsnym. Próbowałem co prawda wspomóc ich wysiłki mające na celu rozruszanie publiki (Śpiewajcie z nami! Hmm, no tak…), ale mimo tego wszyscy siedzieli sztywno wyprostowani. Zapomniałem – to ja jestem już po rozstrzygnięciach – reszta ciągle czeka (choć w kolejnych wejściach kapeli nie było lepiej, byłem dość odosobniony w moich pokrzykiwaniach i klaskaniu).

 

Czarnecki JuniorCzarnecki junior, błysk normalności

 

Reszty oficjalnej części gali nie pamiętam za dobrze, jedynie tyle, że już na sam koniec organizator rozdał nagrody specjalne, przemawiał bardzo sympatyczny syn posła Czarneckiego (który jest żywym dowodem na to, że wady wymowy są dziedziczne, a on definitywnie jest synem swojego ojca), oraz  że jedna z tych specjalnych przypadła temu gostkowi, co to z Tuskiem debatował. No on to naprawdę wyglądał na zaskoczonego niesamowicie – przemową palnął, widać że w ogóle nie ćwiczoną, na pół godziny. Coś tam mówił, że kolejne rzeczy które robi przysparzają mu wrogów, i refleksja mnie najszła, że raczej takim pierdzieleniem sobie przysparza, bo hadko słuchać. Jakby mój przewodniczący samorządu z podstawówki przemawiał. Potrafię ocenić piękno tej oracji tak krytycznie, bom przecie sam przygotował zarysy tyrady na cztery strony A4, krótko chciałem i węzłowato. Cóż, nie było okazji tym razem, przyda się na uroczystość przecięcia wstęgi (jak mnie ktoś zaprosi oczywiście).

 

 

Gra i trąbi zespół PECTUSPECTUS

 

Potem nastapiła część nieoficjalna, jak na porządnej gali przystoi – dziwne jedzenie (w tym Strogonowa dali, jakby złośliwie, choć niby że przypadkiem, dranie), ciasne pomieszczenia, talerzyk w jednej, gadżety w drugiej, widelczyk w trzeciej ręce. Stałem pod ścianą, koło mnie moja córcia, która uzyskała od matki (drogą nakazu kategorycznego) zadanie przypilnowania taty, coby żadnych obcych kobit nie zaczepiał. Zna mnie kobieta, słusznie zrobiła, a córcia solennie się wywiązała (kilka moich forteli w celu pozbycia się ogona choćby na momencik spełzły na panewce). W tej sytuacji pozostało mi wpatrywanie się w plecy blogera Korwina Mikke, który z bliskim mi wyrazem twarzy (a w szczególności oczu, oczy są jak wiadomo najważniejsze) wpatrywał się w przygotowane półmiski, próbując wyłowić coś jadalnego. Pogratulowałem zwycięstwa przemiłej Pani prowadzącej Stanikomanię (z którą próbowałem pożartować, skończyło się na dobrej radzie, bym zaczął nosić staniki), na rozmowę z którą w drodze wyjątku uzyskałem pozwolenie (z powodów, których nie będę tu roztrząsał). W przelocie chwyciłem jeszcze w zęby kawałek arbuza, i odebrałem płaszcze z szatni. Krótka pogawędka z zawijającymi się już do domu, lekko znudzonymi kamerzystami – i do domu.

 

Po powrocie zacząłem pić (na gali nie piłem, w końcu prowadzę – piłeś nie jedź, powiadają), topić żale szklankach, zanurzać depresję w termosach, oglądać świat przez zielone szkło lornetki, osuszać kielichy, i nade wszystko – korzystać z emaliowanych kubeczków. I tak mi zeszło aż do dzisiaj, gdym się przebudził z wieczora, i ze zdumieniem skonstatowałem, że już tyle czasu nic nie pisałem, więc najwyższa pora uspokoić wszystkich – nie rzuciłem się z mostu. Nie odurzyłem chloroformem i nie poderżnąłem żył. Doniesienia o wpadającym pod pociąg mężczyźnie, który później wstał i poszedł – to nie o mnie.  U mnie wszystko w porządku.

 

Kubeczki emaliowaneJedyne trofeum, podziękowania dla Emalii Olkusz

 

 

Teraz serio mówiąc – gratuluję wszystkim zwycięzcom, wszystkim uczestnikom – liczy się idea sportu, jak powiadają, nie każdy wygrywa. I drugie już dzisiaj zdanie serio – wielkie dzięki wszystkim głosującym, doceniam i mam nadzieję, ze może jeszcze kiedyś mnie wesprzecie.

 

No Kalosh, ty to nawet o takim durnym temacie nie możesz napisać w trzech zdaniach, musisz ludzi zmuszać do czytania elaboratów. Weź ty się lepiej puknij w łeb chłopie, i popraw w przyszłości.

 

PS. Mała sonda – na następny wpis wolicie kolejkę górską, czy raczej zabawę w Indian?

Kalosh - pozostałe wpisy




  • Początek ery wirtuozów noża

    Troszkę poopowiadałem ostatnio o historii wynalezienia narkozy – jednak nie udało mi się wyczerpać tematu. Dziś przyjdzie pora na resztę tej opowieści o wielkości ludzkiego umysłu, o chciwości, o tragedii, o tryumfie cnoty nareszcie. Zapraszam! ->>


  • Koniec ery szybkorękich rzeźników

    Spójrzcie w myślach po twarzach swojej rodziny i znajomych. Zastanówcie się, ilu z nich przeżyło kiedyś zapalenie wyrostka. Ilu kamienie nerkowe. Ilu miało guzy, choćby najmniej złośliwe. A teraz wyobraźcie sobie, że każda z tych osób umarła. ->>


  • Historia od kuchni

    Ponieważ trwa konkurs na bloga roku, a moja skromna stronka znajduje się w kategorii gdzie królują kotlety i sałatki – postanowiłem i ja spojrzeć dzisiaj na Historię z nieco innej strony – od zaplecza, od kuchni właśnie. ->>


  • Proszę o wsparcie...

    Ten blog bierze udział w konkursie Blog Roku 2009. ->>


  • Grudzień

    Pierwszy grudzień, Zagrzeb, Stare Miasto, godzina 19:00. 14 stopni ciepła, lekki deszczyk. Pozamykane dokładnie wszystkie sklepy (poza jednym, tuż koło nas), pootwierane wszystkie bary. Tabuny śpieszących gdzieś ludzi. Co druga dziewczyna piękniejsza niż przyzwoitość pozwala, co drugi facet jak włoski mafioso. ->>


  • Najdzielniejszy żołnierz elitarnej jednostki

      Tak wiele tematów, tak mało czasu. Codziennie wracam zziajany z pracy, codziennie wyrzucam sobie, żem wciąż nic do konkursu nie napisał. A konkurs wisi i wisi, kusi i kusi, ale nie poradzę, jak mózg nie chce działać, to nie chce. A przecie to konkurs, wstyd gniota popełnić, pisać by pisać - nie ma sensu. Więc temat powinien być znaczny, wielki, ogromny. Temat powinien przytłaczać. I wtedy okazało się że mam taki temat – historia niby nieco nieświeża, kilka tysięcy lat licząca, ale ciekawa, oj ciekawa. To siadajcie, opowiem, zapominamy o konkursie, zostaje nam opowieść.   ->>


  • 15 lat stuknęło...

    Mija jutro równe 15 lat od niezwykle ważnego wydarzenia.   ->>


  • Znajomość języka potrzebna od zaraz

    Dzisiaj tylko króciutko opowiem o pewnej ciekawostce, związanej z dość już odległymi czasami.  ->>


  • Polsko – polska wojna o Patriota

    Dzisiejszy wpis, choć w bólach powstał, ładnie łączy mi kilka wątków, które już na tym blogu wcześniej się pojawiły. Ostatnio opowiadałem historię pewnego wojskowego inżyniera na usługach amerykanów, i dziś opowiem analogiczną historię, analogiczną biografię, lecz nie sprzed 300 lat, a całkiem współczesną. Tak współczesną, ze główny bohater jeszcze żyje i ma się nienajgorzej, mimo dziewięćdziesiątki na karku. ->>


  • Bezrobotny bohater

    Ponieważ ostatnimi czasy głośno było o akcie wypięcia się na nas naszych przyjaciół zza oceanu, a teraz znowóż niby nie wypięcia, pomyślałem sobie, że warto tu przypomnieć że jednak i oni nam coś zawdzięczają. Każdy w szkole słyszał, że Kościuszko był wielkim bohaterem, niektórzy słyszeli też że był też bohaterem za morzem, ale naprawdę niewielu ludzi wie, co konkretnie ten facet porabiał w Ameryce. Kojarzy się nam facet raczej z nudnymi szkolnymi akademiami, a postać to zdecydowanie nie nudna. ->>


  • Siedzę sobie, szczęka na podłodze

    Jutro z samego rana opuszczam nasz kontynent, a tu rozgrzebane dwa nowe teksty, jakoś nie mogę ich skończyć. ->>


  • „Porucznika za marszałka nie wymieniam“, czyli rzecz o miłości rodzicielskiej

    Każdy człowiek ma jakąś rodzinę. Nie inaczej jest z dyktatorami. Dzisiaj trochę opowiem o najstarszym synu Stalina – Jakowie Dżugaszwilim. ->>


  • Wszystko to pięknie, ale ja chciałbym zapytać - do czego właściwie służy poseł na Sejm?

    Poniższy tekst miał być jedynie odpowiedzią na inny wpis, ale trochę mi się rozrósł, więc postanowiłem zrobić wpisik. Odstąpiłem od swojej zasady nie pisania o jedynkach, ale tylko pozornie, bo to co mnie interesuje, to dalekosiężne skutki tego typu rewelacji. ->>


  • Ziemia przeklęta, ziemia święta - Dzień III

    No cóż, zbliżamy się do końca tego niedługiego cyklu, cykliku wręcz. Nadchodzi ostatni dzień mojej wizyty w Ziemii Świętej. Dzień, który rozpocząłem bardzo wcześnie rano. ->>


  • Ziemia przeklęta, ziemia święta - Dzień II

    Ostatni wpis z pierwszą częścią moich izraelskich peregrynacji zebrał korzystne recenzje, trza więc iść za ciosem. Poniżej ciąg dalszy, może też kogoś zainteresuje ta garść historii i spostrzeżeń. ->>


  • Ziemia przeklęta, ziemia święta

    Po moim ostatnim wpisie usłyszałem kilka przezabawnych komentarzy. Z jednej strony oskarżono mnie o antysemityzm, wszak pozwalałem sobie na frywolne uwagi pod kątem rozgrywek w łonie wyznawców judaizmu – z drugiej strony posądzono mnie o żydowskie pochodzenie, wszak w świetle postaci i spraw, którymi się zajmuję na tym blogu, jest to dość oczywiste. Te wypowiedzi skłoniły mnie do opisania moich wrażeń po mojej służbowej wizycie w Izraelu – choć podróż miała miejsce już dość dawno, to jednak myślę że wpis na tym nie straci (za bardzo :D ). ->>


  • Kontynenty utoną w odmętach, a ludzka głupota trwać będzie

    Ostatnimi czasy podczas jednej z moich lektur przeczytałem kilka słów o człowieku, który mocno mnie zainteresował – po pierwsze dlatego, że mimo iż działał na terenie Polski, nic o nim wcześniej nie słyszałem, po drugie dlatego, że nasunęły mi się oczywiste skojarzenia z pewną współczesną postacią. Zapewne sami odgadniecie bez trudu, z kim mi się skojarzył facet, zwany Jakubem Frankiem. Jako że historia jest długa, czas przygotować się odpowiednio – kawa i ciacho wskazane, by przetrwać tak długą narrację. Ten wpis się niestety rozrósł niemiłosiernie :) ->>


  • Najbardziej nieludzka ze wszystkich maszyn

    – Tysiące osób domagało się sprawiedliwości i przyznania, że Alan Turing był potraktowany nieludzko. Chociaż został skazany zgodnie z obowiązującym wówczas prawem i nie da się cofnąć czasu, sposób, w jaki go potraktowano, był niesprawiedliwością. Jestem dumny, że mam okazję powiedzieć, jak bardzo mi przykro za to, co się stało – napisał całkiem niedawno premier Wielkiej Brytanii – Gordon Brown, w oficjalnych przeprosinach za postępowanie władz brytyjskich, które doprowadziło Alana Turinga do samobójczej śmierci w 1954. Kim był ten człowiek, którego ponad pięćdziesiąt lat później przeprasza oficjalnie ten polityk? Każdy kto czyta te słowa zawdzięcza to między innymi właśnie temu człowiekowi. Opowiedzmy jego losy, bo to kolejna ciekawa historia.   ->>


  • Krzyż wykuty w skale – cyklu etiopskiego ciąg dalszy

    Opowiem Wam historię. Opowiem Wam o tym, skąd się wzięli chrześcijanie w środku Afryki, wyznający kult Jezusa w czasach, gdy u nas rządził jeszcze Perun i Czarnobog. Opowiem o rozbitkach i potężnych królach. Opowiem o kościołach wykutych ręcznie w skale i o takich, które stoją samotnie na wyspach u źródeł Nilu. Opowiem o burzliwych dziejach najwyższego na świecie obelisku. Siadajcie i posłuchajcie.   ->>


  • Powrót po roku, czy ktoś jeszcze pamięta?

    Wielki powrót – czy ktoś mnie jeszcze pamięta? Uff. Długa, długa droga jest już za mną, wreszcie mam chwilę dla siebie. Wreszcie mam chwilę, żeby przelać trochę myśli na papier. Albo może raczej na elektrony, takie czasy mamy. Nie pisałem na tym blogu od zeszłego listopada, trochę mi teraz łyso. Tak wyskakuję nagle zza węgła i pytam czy ktoś pamięta. Nie żebym chciał jechać na dawnej chwale :D, co to, to nie – trza od nowa wyrąbać sobie popularność, coby ktoś tu chciał zaglądnąć. A sprawa trudna, w końcu nie mam zamiaru, jak zwykle, pisać o temacie dnia, o najświeższym info z numerkiem jeden na każdym portalu. Jak wiele razy mówiłem – to co ważne, rzadko się dzieje w Polsce (a jak już się dzieje, to trza się raczej ewakuować, a nie blogi pisać :D). ->>


  • Powrót po roku, czy ktoś jeszcze pamięta?

    Wielki powrót – czy ktoś mnie jeszcze pamięta? Uff. Długa, długa droga jest już za mną, wreszcie mam chwilę dla siebie. Wreszcie mam chwilę, żeby przelać trochę myśli na papier. Albo może raczej na elektrony, takie czasy mamy. Nie pisałem na tym blogu od zeszłego listopada, trochę mi teraz łyso. Tak wyskakuję nagle zza węgła i pytam czy ktoś pamięta. Nie żebym chciał jechać na dawnej chwale :D, co to, to nie – trza od nowa wyrąbać sobie popularność, coby ktoś tu chciał zaglądnąć. A sprawa trudna, w końcu nie mam zamiaru, jak zwykle, pisać o temacie dnia, o najświeższym info z numerkiem jeden na każdym portalu. Jak wiele razy mówiłem – to co ważne, rzadko się dzieje w Polsce (a jak już się dzieje, to trza się raczej ewakuować, a nie blogi pisać :D). ->>


  • Kalosh Małowysokokulturalny ? Legendy Diuny, Brian Herbert i Kevin J. Anderson

    Gdyby ktoś mnie zapytał, jaka powieść fantastyczno – naukowa dzierży palmę pierwszeństwa, która jest po prostu najlepsza – miałbym z odpowiedzią olbrzymi kłopot. ->>


  • Prezydent Rzeczypospolitej kontynuuje swoją heroiczną walkę z korupcją!

    Postanowiłem dzisiaj ku uciesze licznej, czteroosobowej rzeszy moich fanów (pozdrawiam żonę, brata, żonę brata i brata żony :D)  przerwać moje kilkutygodniowe milczenie. Po prostu nie zdzierżyłem, gdy dzisiaj w nocy dane mi było przeczytać informację o odważnej decyzji Pana Prezydenta RP. Prezydent postanowił mianowicie zawetować ustawę przygotowaną przez komisję pod przewodnictwem posła Palikota, ustawę przewidującą automatyczne odrolnienie ziemi w granicach miast. ->>


  • Bluźnierstwo! Biada! A cóż to za porównanie?

    Parę dni milczałem, święta, rodzina, drogi, cmentarze, takie tam. Parę dni minęło, ale wpis dotyczyć będzie właśnie wiadomości sprzed kilku dni. Rzecz dotyczy obrad polsko-rosyjskiej Komisji do spraw Trudnych. Tak trudnych, że aż nierozwiązywalnych. ->>


  • Chłopaki wróciły, burdel już za nami

    Nasze wspaniałe, zwycięskie wojska wróciły z Irackiej rubieży. Fanfary wybrzmiały, sukces odtrąbiony. Rosomaki w hangarach, cele misji wykonane. Cele? Jakie cele?->>


  • Bohater czy szpieg? Mason czy katolik? Jedno wiadomo ? człowiek dużego formatu. Polak.

    Powiedz mi – zagadnął go raz Denis de Rougemont, przyjaciel – mó­wią, że jesteś masonem, agentem Intelligence Service, CIA i Watykanu, a także sympatykiem komunizmu. Czasem nawet dodają, że jesteś Żydem i pederastą. Co mam na to powiedzieć. Powiedz – zachichotał – że to jeszcze nie wszystko” ->>


  • Przekręt stulecia, przynajmniej zeszłego

    Ponieważ zwykle kończę swoje wpisy późnym wieczorkiem, moje biedne wpisy już w momencie ich opublikowania znacząco tracą na aktualności. Nikt ich nie czyta, co powoduje wzrost frustracji ich autora. Dzisiaj więc, Kalosh poszedł po rozum do głowy – napisze dzisiaj o wydarzeniu, które będzie aktualne jutro! O czym więc napiszemy w dzisiejszym / jutrzejszym wpisie? Napiszemy o przekrętach, w tym o największym polskim przekręcie zeszłego stulecia. Ponieważ temat będzie sensacyjny, to i narrację dostosujmy do takiej poetyki. Ten genialny zabieg pozwoli utrzymać się na topie pewnie z 15 minut dłużej, aż do czasu, gdy ktoś rozsądny zorientuje się, że na poczesnym miejscu wisi ponownie tekst grafomana. ->>


  • Zdrowie służby, czy służba zdrowiu

    Trzymałem się od tego tematu z daleka, poniekąd dlatego, że jako ojciec dwójki niewielkich Polaków, mam do sprawy stosunek mocno emocjonalny. Nie lubię taniego populizmu, ale obawiam się, że w tej konkretnej sprawie zdaje się że go nie uniknę. Zapraszam! Cały nasz wspaniały naród emocjonuje się zagadnieniem ? zali komercjalizować czy nie? A jeśli tak, to jak? Czy samorząd powinien mieć 51% czy może 26% samorząd a 25% pracownicy? I takie tam inne. Obraduje rząd, prezydent zwołuje szczyt, tworzy się stół, organizuje sympozja, strajkuje, pisze odezwy, a->>


  • Przemówienie na czas kryzysu

    Wczoraj, w jednym z popularnych wpisów, nawoływano premiera do stanowczego wystąpienia, o dobie tak poważnego kryzysu. Pozwoliłem sobie zasugerować, że raczej nasz premier powinien z tym zaczekać jeszcze do chwili, w której będzie już całkiem źle. Mam nawet gotową propozycję tego co powinien powiedzieć. Propozycję opartą na najlepszych wzorcach. ->>


  • Nostalgia

    The grass was greener The light was brighter The taste was sweeter The nights of wonder With friends surrounded The dawn mist glowing The water flowing The endless river Forever and ever ->>


  • Choroba wściekłych internautów

    Napiszę dziś dwa słowa o chorobie gnębiącej nasz kraj, co gorsza w szczególności i przede wszystkim gnębiącej nasz kochany Internet. Choroba ta powoduje zatkanie podstawowych kanałów informacji, utrudnia wymianę najważniejszego co każdy z nas ma ? czyli poglądów, jest też szalenie groźna dla wolności słowa i wypowiedzi. Choroba którą dziś się zajmę, nosi nazwę metkowania. ->>


  • Prawo Panocku - Prawo i Sprawiedliwość

    Miałem dzisiaj pisać o czymś lekkim i sympatycznym, przyszła mi więc na myśl nasza służba zdrowia, w której wszak nieciężko znaleźć powód do szerokiego uśmiechu. Ale przeszkodziła mi przesympatyczna Pani (Gardas, bodajże zwąca się), która pogardłowała sobie na temat zabierania pielęgniarkom należnych im jak psu zupa wszelkiego autoramentu wypłat, których nazewnictwo pielęgnowane latami teraz prezentuje się dość humorystycznie. W trakcie tego słuchowiska uśmiech sam wypełzł mi na twarz, uznałem jednocześnie, że sam nic lepszego dzisiaj już nie wymyślę. Może mógłbym jeszcze w całości przytoczyć listę zawodów uprawnionych do wcześniejszej emerytury(żongler, trębacz, czy haha pracownik NIK), ale nie - nie, dziś nie będę odbierał sławy pielęgniarkom. Dziś opowiem to i owo o znienawidzonych przez dużą część Polaków słowach - o Prawie mianowicie, o Prawie i o Sprawiedliwości. ->>


  • Kocham ten kraj, dlatego muszę wykończyć to państwo

    Pora już kończyć ten przydługi katalog celów, których realizacja moim skromnym zdaniem może ruszyć ten kraj z miejsca. Miałem wyłuszczyć o sso chozi w jednym, może dwóch wpisach, ale wyszło jak wyszło. Obiecuję już przestać ględzić, dziś już ostatni raz, później weźmiemy na warsztat rzeczy bardziej interesujące. A na razie jeszcze dwa słowa o tym kraju, gnębionym przez marazm zdecydowanej większości, i nadmiar energii pewnej małej grupy. ->>


  • Państwo może być mocne tylko mocą swoich obywateli.

    Kilka moich ostatnich wpisów na tym blogu dotyczyło rejonów, gdzie możliwy jest i wskazany ostry ruch do przodu. Komentarze na tym i innych blogach świadczyły jednak, że część moich przezacnych czytelników nie do końca rozumie moje intencje. Zarzucano mi, że podobnie jak Pani Balbina chwalę się polską rekordową produkcją noży do ciasta, że wchodzę w rolę pliszki chwalącej swoje stateczniki. To nie tak. ->>


  • Informatyka, głupcze!

    Czy Polska musi być wiecznie skazana na dreptanie w ogonie cywilizacji? Zapytajmy może nasze dzieci co o tym sądzą. ->>


  • Prapolskie dukty, w świecie całym słynne

    Ładnych parę lat temu zdarzyło mi się wybrać na wakacje do Rumunii.->>


  • Wyleniały tygrys, uśpiony smok

    Dlaczego nasz kraj ciągle stoi jak kołek, stoi i ruszyć się nie może? Dlaczego jeszcze, przez tyle lat, mimo wielkiego wysiłku obywateli wciąż nasz tygrys nie ma lśniącej sierści? Dlaczego na przyszłość moich dzieci patrzę raczej z obawą, nie z nadzieją? Dlaczego? ->>


  • Burza idzie, czas chować się pod solidny daszek?

    Podczas kiedy nasza kochana klasa polityczna zastanawia się jak nawzajem sobie podowalać, troszkę jakby zapomniany leży sobie problem naszej michy z zupą. Jakiej michy z zupą, zapyta ktoś? Ano pełnej bądź pustej michy z zupą. Już wyjaśniam. ->>

Subskrybuj zawartość