Zero kasy z budżetu dla ”frankowych” frajerów

Prześlij dalej:

Bogu dziękować nie jestem politykiem, jeszcze większa wdzięczność za to, że nie jestem politykiem PSL, dzięki czemu mogę sobie pozwolić na zastosowanie słowa „frajer”. Niemniej czynię to bez żadnej przyjemności, ponieważ „frajerem” ciskam we własnym kierunku. Musze się „pochwalić” stanem swojej głupoty, która swego czasu nie znała granic, nie tylko wziąłem kredyt, wziąłem dwa kredyty, na dodatek ten drugi po kursie 2 złote za franka. Mam jakieś usprawiedliwienie, ale ono jest tak naiwne, że ośmieszy mnie jeszcze bardziej. W porządku, napiszę. Otóż wydawało mi się, że frazeologia „pewne jak w banku” opiera się na życiowym doświadczeniu. Oczywiście wiedziałem, że banki są po to, aby zarabiać, ale do głowy mi nie przyszło, że banki zajmują się oszustwami w czystej postaci. Gdy połączyć moją i nie tylko moją głupotę, z moją i nie tylko moją naiwnością, wyłania się obraz beczki bez dna. Nie ma najmniejszego sensu pomagać głupim i naiwnym, ponieważ są to pieniądze i wysiłki wrzucone w błoto. Każdy kredytobiorca we franku miał i nadal ma niepowtarzalną okazję zmądrzeć i dojrzeć, śmiem twierdzić, że mnie się to udało z zaskakująco dobrym wynikiem. Tak głupi i tak naiwny już nie jestem i nie będę do końca życia, a złodziejskim bankom w dużej mierze zawdzięczam swoje oprzytomnienie. Przy takim stosunku do jednego z nowszych pomysłów politycznych: „idźmy na ratunek zadłużonym we frankach, bo to zawsze około miliona głosów”, komentarz wydaje się dość naturalny – pomoc z budżetu dla zadłużonych byłaby zwyczajną defraudacją. Równie dobrze sołtys może nałożyć podatek na Kurasiową za to, że Łabędzka nie daje rady spłacić futra. Całkowita aberracja, w dodatku szkodliwa dla wsi i dla Łabędzkiej, która nie będzie miała okazji zmądrzeć, a tak płacząc i płacąc stworzy sobie warunki do głębszej refleksji.

Z reguły ludzie domagają się praw i korzyści dla siebie i pod tym kątem budują argumentację, ale mnie takie zabawy nie interesują, każdy problem należy rozwiązywać bezwzględnie, kierując się rozumem i logiką. Z problemem kredytu we frankach jest dokładnie tak samo i chociaż pomoc finansową uważam za zbrodnię, to istnieje racjonalne i logiczne rozwiązanie, z korzyścią dla wszystkich, prócz bankowych złodziei. Czasami i SLD powie coś mądrego, propozycja, którą złożyli ludowi demokraci jest prosta i doskonała na początek. W pomyśle SLD zawiera się jedno zdanie – koniec spreadu dla złodzieja bankowego. Da się taki zabieg wykonać z dziś na jutro. Pytanie kto to zrobi, bo podopieczni złodziei z POPSL na pewno się nie odważą. Dawni sekretarze PZPR doskonale wiedzą, gdzie są frukta i jak je wyjąć, stąd ich proste patenty na szybki zysk lub stratę i trzymałbym się tego kursu. Kasa dana zadłużonym z budżetu, to kasa przelana na konto jednego, drugiego i setnego złodzieja z banku, na dodatek to obcy złodziej, nie swój. Banki tylko by się ucieszyły z łatwych i pewnych pieniędzy, a banki powinny czuć coś zupełnie innego niż satysfakcję. Likwidacja spread jest dobra, ale na początek, dalej musi nastąpić cała seria decyzji, które po pierwsze nazwą złodzieja po imieniu, a zatem powiedzą wprost, że banki oszukały klientów i nieważne, jaki był ich stan umysłu. Po drugie ideałem byłoby doprowadzenie do takiej sytuacji, kiedy umowy byłyby realizowane według kursu z dnia zawarcia umowy.

Strony

20329 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

14 (liczba komentarzy)

  1. Można by się jeszcze bardziej "sfrajerować" i przewalutować w tym momencie na złotówki :)

  2. ale mam dwa koty. I to mi w zupełności wystarcza. Rozumiem Autora, nie każdy ma własne lokum nabyte jeszcze w PRL-u (spółdzielcze przekształcone na własnościowe z hipoteką). Nigdy nie brałem kredytu. Moja starsza ma kredyt we frankach, ale nie słyszę żeby narzekała. Z tego co wiem, to ona gdzieś "na boku" kupuje franki i potem to wpłaca do banku. A może źle słyszałem?

  3. można obłupić kilka milionów ludzi i jeszcze być neutralnym. 

  4. Banksterka zawsze górą.
    A opcje walutowe w Polsce w czyim interesie były?
    Albo zagadka: kto zarobi na hipotekach odwróconych?

  5. Za chwilę odezwaliby się (i słusznie) wszyscy 'dolarowicze', 'funtowicze', 'eurowicze' czy inni 'jenowicze' (bo i w tej walucie brano kredyty). Skoro 'frankowicze' mogą dostać coś od państwa, to czemu nie my? :)

    Publikacje J. Bielewicza we 'wSieci' pewnie gdzieś tam śledzisz, to wiesz jak sytuacja wygląda.

    Przed wyborami chcą nam wszyscy nieba przychylić. Podobnie z mieszkaniami dla młodych czy budżetowym finansowaniem służby zdrowia. Akcje, systemy i projekty... Byle byśmy tylko nie mogli czasem sami na siebie uczciwie i przyzwoicie zarobić.

    Mała uwaga. Nie nazywałbym wszystkich jak leci frajerami. Ludzie biorą kredyty z różnych powodów, a także w różnych okresach. Domyślam się, że chodzi Ci o tych z lat 2007-2010 (mniej więcej). Ale kredyty brano również wcześniej. Za czasów zupełnie innych rządów, w których np.: ministrem finansów nagle zostawał Grzegorz Kołodko. I od objęcia stanowiska przez PIĘĆ TYGODNI nie wychodził do dziennikarzy, co spowodowało panikę na tzw. rynkach i wywindowało euro z 3,56 na 4,90. Tego nie przewidzi nikt... :) Akurat ten przypadek dobrze pamiętam, bo nawet dziennikarze 'mainstreamowi' podkreślali, że takie zachowanie ministra, to delikatnie mówiąc mało odpowiedzialne było.

  6. Podstawowy przewał polega na tym że bank pożycza pieniądze nie z posiadanych depozytów a wyczarowane w komputerze z niczego za zgodą rządów. Natomiast zwrotu z procentem domaga się w postaci pieniędzy prawdziwych, wypracowanych.
    Przewał drugi to ryzyko dotyczące wyłącznie kredytobiorcy. Bank zarabia zawsze i niczym nie ryzykuje. Nieszczęsny frajer nie może pozbyć się długu oddając kupione na kredyt mieszkanie bo zostanie wycenione na 1/3 wartości długu i resztę trzeba bulić dalej, już nie mając mieszkania.
    Pojęcie "zastaw" nie ma więc sensu.
    Przewał trzeci to niebotyczny wyciek forsy z Polski w formie rat i odsetek.
    Prawdopodobnie Polska jest za słaba aby cokolwiek tu zmienić, pozostaje walka o drobniaki. Jakaś obniżka haraczu płaconego za transakcje kartą, czy podobne małe ustępstwa.

  7. My tu sobie rozmawiamy, a zaczął się nowy miesiąc.
    Pamiętajmy więc o autoabonamencie.
    Ja ustaliłem w tamtym miesiącu zlecenie stałe na 20 zeta, a że jestem pamiętliwy, więc będę wspierał Matkę jak długo się da.
    Dla mnie jesteś w tej chwili prawie jedynym źródłem publicystyki, więc ze swej strony proszę o nie stosowanie żadnych skrótów, gdyż nie czytam poza Tobą prawie niczego i nie łapałbym o co chodzi.
    Kiedyś dla mnie źródłem wiedzy o polityce był Seawoolf, a teraz jesteś Ty. Szkoda, że nie dostałeś nagrody Złotej Ryby, ale przy Twojej niezależności, to chyba nie masz co liczyć.
    Wspierajmy Kurkę, a on nas na pewno będzie wspierał w swoim oślim uporze do prawdy.

  8. Cały problem z frankiem to to, że olbrzymi strumień kasy wypływa z Polski.
    Bankierzy przeprowadzili numer z frankiem, przy wsparciu polityków (którzy mydlili oczy społeczeństwu, że lada chwila wejdziemy w strefę EURO, że już w 2011 w portfelach będą € a nie złotówki) dziś transferują olbrzymie kwoty z Polski za granicę. Gdyby problem dotyczył 100 osób, 1000 osób - pal sześć. Ale dotyczy 700 tysięcy rodzin. A to już ma znaczenia dla gospodarki jako całości.

    To co ci ludzie oddadzą bankom, nie zostaje w kraju. Banki, w większości zagraniczne, transferują to za granicę. Zamiast wspierać polską gospodarkę, rozwój, ożywienie - wspiera zagraniczne. Zamiast te 700 tysięcy rodzin wydać te pieniądze w kraju, płacąc sklepikarzowi, taksówkarzowi, przedszkolance, nauczycielowi, pielęgniarce, mechanikowi samochodowemu, kafelkarzowi, restauratorowi... oddaje kasę do banku.

    A to są kwoty olbrzymie. 140 miliardów, szacują, wynosi zadłużenie w kredytach frankowych. Ile z tego zadłużenia to kwota o którą wzrosło zadłużenie pierwotne, tylko przez wzrost kursu CHF? Banki pożyczyły tym ludziom PLN, wydali oni PLN, a magicznie zadłużenie im rośnie i rośnie. Ile ten wzrost stanowi % z tych 140 miliardów? 30% 40% 50%? Kwestia kto kiedy po jakim kursie brał kredyt. Ale to kwota zbliżona do sumy rocznych dotacji z UE. A całość zadłużenia porównywalna do oszczędności zgromadzonych w OFE nim Tusk je podprowadził. Brak ich w Polsce to odczuwalne spowolnienie rozwoju, mniejszy PKB, mniejsze podatki i niższe w przyszłości emerytury.

    A ile jeszcze takich sztuczek zgaraniczne banki Polakom zafundowały? Bo kredyty CHF to tylko fragment całości. Z innych tytułów też pieniądze są transferowane za granicę.

    Teraz sypnięcie przez politykom z budżetu na ratowanie frankowców byłoby naganne. To byłoby sypnięcie bezpośrednio bankom, które już kombinują jak tu pozbyć się ryzyka i skasować swoją część. Jedyne sensowne rozwiązanie powinno w 100% obciążyć banki, a nie budżet. Coś jak Orban na Węgrzech. Bo jeśli nic się z tym nie zrobi, to będzie akceptacja wyprowadzania miliardów z kraju przez dziesięciolecia.

  9. avatar

    Zdecydowanie lepiej to poukładałeś ode mnie, a sednem jest: "Teraz sypnięcie przez politykom z budżetu na ratowanie frankowców byłoby naganne. To byłoby sypnięcie bezpośrednio bankom, które już kombinują jak tu pozbyć się ryzyka i skasować swoją część. Jedyne sensowne rozwiązanie powinno w 100% obciążyć banki, a nie budżet." Mniej więcej tyle chciałem przekazać, z pozycji debila, który dał się wciągnąć w "trzy karty".

  10. Lech Kaczyński mówił, że trzeba brać kredyty w złotówkach (czyli w tym w czym się samemu zarabia) co odbiło się w mediach śmiecham i chichami, bo przemysł pogardy pracował wtedy pełną parą.

  11. Strony