Założyłem się z szulernią i ...wygrałem

Prześlij dalej:

Należę do licznej grupy osób, która postanowiła zapewnić sobie dach nad głową, poprzez wzięcie z banku kredytu hipotecznego, denominowanego w CHF. Od początku wiedziałem co robię - to transakcja "2 w 1" - pożyczam kasę, ale też de facto, zakładam się o kurs z bankiem ( tu ma rację MK - to już nie są banki, to "kasyna"). Ponieważ bank założył mi hipotekę w podwójnej wysokości, niż otrzymane środki w PLN, to nie będę udawał, że nie byłem świadom ryzyka kursowego - bank je "wycenił" na 100% zmienności kursu ( i miał rację, bo kurs by się dalej w tym mieścił). 

Jedyny i istotny problem polegał na tym, że nikt się słowem nie zająknął o takim "zabezpieczeniu kursowym" banku, a wyszło już ono po podpisaniu umowy, jako obciążenie hipoteki. Zaniepokoiło mnie to bardzo i od razu wyznaczyłem sobie cel - spłacić szulerów as soon as possible.

Nie będę się tu mądrzył, ale to, że usiadłem do stołu z szulerami, uzasadniał fakt, że wkładałem stosunkowo niewiele do puli (100k na 10 lat), świadomością, że jak to jest gra, to w oskubanie tłustszych ryb i finalnie, że straty jakie poniosę (przy warunkach kredytów w PLN) będą akceptowalne. Założyłem przedział, że w ciągu tych 10 lat - CHF będzie się poruszał w widełkach 2,50 - 3,50.

Finał ? Wziąłem kredyt po 2,57 a po dwóch latach oddałem resztę po 2,16. Bardzo niepokoił mnie spadek kursu (bałem się o "pompowanie"), dlatego też zapożyczyłęm się prywatnie, aby tylko "spierdalać" z tego układu. Poźniej byłem nawet zły o pochopną decyzję, bo CHF ocierał się o 2 PLN. Ale szybko mi to przeszło :)

Czy jestem z tego dumny ? Średnio. Dużo było w tym przypadku. Ale też ciut doświadczenia, że jak coś wygląda zbyt atrakcyjnie, to ktoś będzie musiał za to zapłacić. Przykład ? Kiedyś szukałem telewizora, byłem bliski kupienia takiego za 2650 PLN. Pożniej pojechałem do sklepu, bo była promocja "-minus 23% VAT". Telewizor był po ...2800. Pamiętaj, że żyjesz w kraju, w którym każdy chce cię zrobić w chuja.

Co do "frankowiczów", to moja empatia rozdziela ich na 2 kategorie. W pierwszej są ludzie, którzy chcieli sobie zapewnić normalny "Maslowowski" byt - potrzebę podstawową, czyli miejsce do życia. Szukali najberdziej dostępnego rozwiązania z tych, które i tak czynią z nich niewolnikami banku na długie lata. Zaspokojenie podstawowej potrzeby (miejsce do życia), niesie w sobie tak duży ładunek emocjonalny (co zaburza analizę i przewidywanie konsekwencji swoich pochopnych czynów - mało kto myśli, że siada do stołu z szulerami), że czyni z nich bezbronne ofiary. To wyjątkowe skurwysyństwo, bo ludzie chcący mieć swój dach nad głową, łatwiej uwierzą w rozwiązania, które im "idą na rękę".

Drugą grupą są "inwestorzy" - kupno pod wynajem, apartamenty nad morzem i w górach. Powiem krótko - postawili na czerwone, wypadło czarne - wypierdalać !!!

I na koniec cytat z poprzedniego wpisu - gdzie bank pozostał bankiem, a nie szulernią:

Strony

3104 liczba odsłon

Autor artykułu: ruum