Z tęsknoty za upałem. Jak z polotu zrobić jawę

Prześlij dalej:

Najpierw przekręciłem się jak Ziemia, aby obrócić się jako Słońce, potem zrobiłem koło siebie i pokręciłem się jak człowiek. Ranna toaleta psychiczna, by przywrócić się na miejsce. Po udanym zaszeregowaniu zamiarem, wcześniej nieco oklapłem, powziąłem siebie w drogę, pamiętając i myśląc o trasie. Już w drodze, baczne omijanie ludzi i z nieudawanym podziwem, byli tam szybciej ode mnie, nie zwracając na to najmniejszej uwagi. Gromady w kupie machające mi na wiwat, łechcze nad wyraz, słowo, a i świat zauważalnie się uśmiecha, jakże przydatne narzędzia zmieniania rzeczywistości. Cały świat już nie tylko w głowie; jakiej by trzeba, by zamienić ją w drobik świata? Chyba mus, na tej głowie czapa, strojnie przybrana w odkłaniające się tłumowi barwy i coś tam jeszcze. Ale to później, jak zwykle w moim przypadku. Teraz sobie powzdycham.

Skąd wziać potem siebie, jeśli się ma do siebie tyle ale? Jest jakiś sklep z używanym sobą, ale w lepszym wydaniu, mniej zszarganym a z większym doświadczeniem? Zaraz podpowie, że przyjdzie szargać się dalej z coraz mniej dokładnie rozłożonymi przerwami na westchnienia. I by nie przespać polotu, zrobić z niego jawę.

To co? To nic. Czasem nic lepsze od co, ot co, od tyle. Na tym pocieszenie się kończy, choć faktycznie, lepsze coś za nic niż coś tam za coś. Coś ty za jeden? Ja tam z niczego, niczego sobie a zawsze coś innym, dobre serce może się zwróci i niekoniecznie wymiotem. Jak w tej historii: jak nic spotyka się coś z niczym i mówi coś do niego: coś nic nie widzę, a nic na to: to jeszcze nic, poczekaj tylko, jak zniknę... Aż mnie ciary przeszły, gdy na to wpadłem. Żeby się pozbierać i przy okazji ogarnąć po głębi, wyciągnąłem zakurzony grzebyk z pochwy na finkę i wystukawszy z niego resztki śliny, wystrugałem sowitą nutę na znaną melodię. - Znam to! - ucieszyłem się jak małe dziecko i odnalazłem przy tym pałętającą się ostatnio na niebezpieczną odległość pewność siebie. To ja zagrałem, na własnym grzebieniu, zadbanym chroniącą go pochewką, ślina była tylko moja, z cudzej nie musiałem otrzepywać. Jak na początek czegoś wielkiego, całkiem nieźle. Będę miał o czym opowiadać, kiedy przyjdzie wspominać skromne początki niebywałego żywota. Zacząłbym od samego początku, ale się trochę brzydzę, ileż w końcu można podglądać rodziców. Dużo wcale nie trzeba, żeby nośnie dojść do wniosku, że są winni, winni i wystarczy. Wszystko przez nich i biada temu, kto udowodni inaczej. Mnie by się nie chciało, choć pewnie bym potrafił, jak wszystko Polak.

Tymczasem obowiązki wzywają, oddychanie, krążenie ciałem wkoło serca, trzymanie skóry na smyczy organów, poskramianie ślinianek. Jednym słowem, życie, nadzwyczajne, choć nic trudnego w pewnym przedziale czasu i przy odrobinie szczęścia. Tylko jak tu teraz żyć, skoro kiedyś przyjdzie umrzeć. Zwyczajnie, do śmierci, najlepsza recepta na zmartwychwstanie jeszcze za życia. Szkoda umierać przed własnym zgonem, niczym hulajdusze i asceci, dwie strony tego samego i co im z tego, no i gdzie ta niby różnica?

 

 

 

 

 

 

 

 

3609 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Yo la

Autor artykułu: Yo la

4 (liczba komentarzy)

  1. Od wczoraj myślę o Twoim tekscie, ale nic odpowiednio śmiesznego nie przychodzi mi do głowy.

  2. avatar

    a i kierunek pragnień prawidłowy, pożądany i nieczęsty. Chlor należy do prekursorów doszukiwania się elementów komicznych w mojej poezji traktatowej z przyległościami rodem z niebios, za to wdzięczność autorska i wyraźny drogowskaz dla mniej odważnych. 
    Lecę oddychać i pozdrawiam
    y

  3. avatar

    Dzień dobry! Ostatnio nic, tylko się spóźniam ze wszystkim, że oszczędzę Panu szczegółów. Na szczęście bielizny zmieniać nie musiałem, nie ta dekada jeszcze, czego i Panu życzę. 

    Ale ad rem, bo cale rozwlekły się robię. Dla mnie najistotniejszy jest początek drugiego akapitu. No rzeczywiście, skąd tu wziąć siebie, przy takiej ilości zastrzeżeń, znam ten problem z autopsji, chociaż wcale nie wiwisekcji. A obowiązków moc, i tu się zgodzę, jak się zwraca uwagę na to i na tamto, to człowiek jako tako funkcjonuje, a jak tylko się przestanie (np. golić), to tu i ówdzie zarasta.

    To, że momentami tekst się czyta, jakby Gombrowicz spisywał wspomnienia króla Ubu, to już nieistotny drobiazg i szufladka dla mojej osobistej satysfakcji.

    Pozdrawiam serdecznie Pana i Pana Panią!

  4. avatar

    Za takie spektrum odczytania moich starannych pojękiwań nie ma innej podzięki, jak tylko Bóg zapłać, tym bardziej więc lepiej by było, gdyby jednak On istniał.

    Poza tym mogę odnieść się wyłącznie do spraw, o których mam choćby blade pojęcie, trzeba zatem przyznać, że tu to pół biedy, gorzej, że zarasta też ówdzie.

    Za życzenia odkłaniam się z wrodzoną gracją, cieszę się, że widziałem Pana w formie i z brodą.