Witold Gadowski w zatoce San Francisco…

Prześlij dalej:

Odpowiadając na pytania dziennikarz omówił swoje boje z koncernem Axel Springer, który pozwał go za ujawnienie prawdy o jego hitlerowskich ojcach założycielach, sprawa jest odroczona, ale w toku.

Na pytania o czyhające niebezpieczeństwa w życiu korespondenta wojennego, oraz reportera tropiącego akty świata przestępczego Autor wspomniał kilka przypadków sytuacji z których ledwo uszedł z życiem. Jednym takim przypadkiem był kontrakt mafii mokotowskiej na jego (i jego kolegi) głowę, kiedy w USA tropił szlak narkotykowy do Polski. Innym razem przywołał sytuację z pogrążonej w wojnie Syrii, gdzie pewnie dzięki “Opatrzności Bożej” spóźnił się na zorganizowane spotkanie w lokalnym domu kultury, który 15 minut po zapowiedzianym wcześniej spotkaniu wyleciał w powietrze razem z jego niedoszłymi słuchaczami.

Gadowski zapytany o styl i poziom życia atakowanego zewsząd przez lewicę ojca Rydzyk podkreślił, że będzie stronniczy ponieważ zna zakonnika i niestety, ale nie może potwierdzić ogromnej większości obiegowych złośliwych plotek, gdyż o. Rydzyk żyje skromnie i działa bardzo skutecznie z tym, że dla Polski…

Dalej Autor nawiązał do współczesnych teorii spiskowych charakteryzując przepychanki wyróżniających się potężnych graczy na deskach światowego teatru. Zauważył, że dla kabalistów świat jest jak źle zrośnięta noga, trzeba ją koniecznie na nowo złamać, aby była sprawna. Odniósł się też do polskiego mesjanizmu w odróżnieniu od żydowskiego mesjanizmu ludzi wybranych i innych wizji apokaliptycznych związanych z końcem świata. polski mesjanizm jest misją ludzi skazanych na niesienie na zewnątrz wartości.

Na koniec (późna pora, a następnego dnia do pracy) redaktor Witold Gadowski zapowiedział powrót w nasze progi we wrześniu już (też wreszcie z książkami!) z nowym filmem nad którym jeszcze pracuje obrazującym życie chrześcijan prześladowanych przez wojowniczy islam: “Święci z Doliny Niniwy”...

Na czy spotkanie zakończyło się prywatnymi pogaduszkami i intensywna sesją zdjęciową z naszymi gośćmi. Ja, żeby zostać lepiej zapamiętany ofiarowałem gościom skrzyneczkę pomarańczy i cytryn z mojego ogrodu. Mam nadzieję, że pójdą im w smak, tak jak uczestnikom spotkanie z naszymi wspaniałymi gośćmi…

Następnego dnia nasi goście pod opieką Adama Wardy w ulewnym deszczu zwiedzali San Francisco, aby następnie samochodem udać się w długą wielogodzinną podróż do Los Angeles.

Jacek K. Matysiak Kalifornia, 2019/02/16

Strony

Źródło foto: 
2115 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Jacek K.M.

Autor artykułu: Jacek K.M.