Witamy w okienku Orange, czyli „d” do niespotykanie wyrozumiałego klienta

Prześlij dalej:

W życiu imałem się różnych zajęć i tak się składa, że nie zawsze byłem klientem, a przez kilka lat obsługiwałem klientów. Pracowałem w firmie motoryzacyjnej, co z reguły oznacza anegdotyczny poziom usług, ale w mojej firmie tak nie było. Obowiązywała zasada klient nasz król, mięliśmy chodzić jak zegarki i cierpieć jak ekspedientki na stoisku mięsnym. Pamiętam doskonale epizod z serwisantem w roli głównej, o mało nie wyleciał z roboty tylko dlatego, że nie potrafił mówić po polsku. Chłopak miał dobrą rękę do roboty i naprawdę się starał, niestety szef na jego „roztworzyć drzwi”, „tumik” i „poszełem na magazyn” miał alergię.

Ostatecznie z roboty nie wyleciał, po wstawiennictwie wszystkich sprzedawców, szef zgodził się na kompromis. Serwisant mógł zostać, ale miał się klientom na oczy nie pokazywać, w ostateczności udawać niemowę. Wcale to takie śmieszne nie było, jak się może wydawać, dlatego nigdy nie należałem do ludzi, którzy w roli klienta czują się panami życia i śmierci sprzedawcy. Do szału doprowadzają mnie babcie, które 10 minut ustalają z biednymi ekspedientkami grubość plastra mortadeli. Nigdy nie zdarzyło mi się wejść do jakiegokolwiek sklepu, czy biura i od progu szukać awantury. Pewnie ciężko będzie w to uwierzyć, ale w życiu realnym, nie wirtualnym, mam jedną zasadę, załatwić jak najszybciej sprawę i bez ceregieli wrócić do swoich zająć. Wychodzę też z humanitarnego założenia, że w okienku na poczcie siedzi człowiek, może mieć słabszy dzień, chore dziecko, kłopoty ze zdrowiem. Słowem nie jestem klientem awanturującym się i śmieszą mnie wszyscy celebryci, którzy robią dym w Internecie, bo im jakaś zmęczona Panienka w butiku powiedziała dzień dobry niewłaściwym tonem. Nie wpisywałem się do książek skarg i zażaleń, nigdy nie pisałem artykułów z cyklu „Te firmy omijajcie”. Dziś piszę absolutnie dziewiczy tekst interwencyjny i jeszcze mi się żyła na czole nie wygładziła, a było tak.

Zadzwoniłem do Biura Utrzymania Klienta Orange Polska i jak zawsze ustaliłem warunki nowej umowy – chodziło o Internet biurowy. Znając życie bardzo grzecznie i dla pewności trzy razy poprosiłem Panią po drugiej stronie słuchawki, żeby nie wysyłała do mnie kuriera z umową, ale zaznaczyła opcję, że odbiorę sprzęt i umowę w dowolnym salonie. Podkreślę w tym miejscu, że w taki sposób załatwiałem sprawy z 5 razy i nie wynika to z moich fanaberii. Do mojej wsi kurier nie trafi po GPS, bo i asfalt i GPS się pod lasem kończą. Odbiór sprzętu i umowy w salonie jest szybszy i pewniejszy, co więcej w ŻADEN sposób nie komplikuje życia firmie Orange, wręcz przeciwnie. Z drugiej strony Biuro Utrzymania Klienta zawsze usilnie namawia do odebrania sprzętu za pośrednictwem kuriera i nie mam pojęcia dlaczego, może chodzi o to, że unikają marży dla salonów, może Panienka z BUK dostaje prowizję. Tak czy siak, po trzech grzecznych prośbach usłyszałem, że oczywiście będzie odbiór w salonie i jeszcze za 10 minut dostanę telefon z potwierdzeniem. Czekam pół godziny, czekam godzinę i nic. Dobra, myślę sobie, Panience się zapomniało, nie będę robił problemów, jadę do salonu, zresztą gdybym chciał to nie ma możliwości połączenie z tą samą Panienką, o czym dowiedziałem się później.

Pokonuję 30 km w jedną stronę, wchodzę do salonu i mówię, że mam do odebrania umowę oraz router. Pani, jeszcze przeżuwając resztki jedzenia na wynos, klepie pazurami w klawiaturę i nagle maluje się na jej twarzy jakaś taka ulga.

Strony

21479 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

18 (liczba komentarzy)

  1. Orange to firma francuska, T-mobile - szwabska. Następną umowę przenoszę do Plusa. Prznajmniej jest to polska firma. A z Orange bujałam się jakieś 3 miesiące temu - żenada.

  2. w poniedziałek. Panie Prezydencie! Naprawdę urzędników nie trzeba zachęcać!

    Ale skoro wszyscy chętni mają się do piątku wpisać na listę, którą Prezydent schowa do tej samej szuflady w której ma listę premii kwartalnych który wyjdą za tydzień. Gwarantowana 100% nieobecność nadzień  strajku.

    Tym bardziej że pracodawcy jest obojętne czy wezmą dzień urlopu od pracodawcy czy dzień urlopu za pieniądze ZUS. Taka jest różnica w pracy u prywatnego właściela i samorządu - samorząd zachęca do strajku, prywatny właściciel do pracy.

  3. co Pan napisał jest w większości prawdą, ale nie w pełni. Znam ten temat z opowiadań syna, który pracował w kilku firmach na słuchawkach. Swoją drogą chłopak nieźle wykształcony po UW, oczytany itd. Nie jest tak, że konsultant może zadzwonić piętro wyżej i próbować coś zmienić na korzyść klienta.
    Jest prosta zasada - musisz pracować tak, żeby firma zarobiła więcej niż klient. W tym przypadku na zasadzie wygrać możesz, przegrać( kliencie) musisz. I gdyby bezpłciowy nawet chciał Panu pomóc, to prędzej zmienią jego, niż on cokolwiek. Rozmowy są nagrywane, odsłuchiwane i oceniane. Jeżeli bezpłciowemu zależy na pracy, to się nie wychyli, bo po odsłuchaniu zabiorą mu premię, a następnie wyrzucą. Konsultanci oczywiście wiedzą,jak mogliby pomóc,ale to często wymaga ślizgania, a po co komu kłopoty.Robią więc spychologię zgodnie z wytycznymi "mądrych" i tak to się kręci.
    Ja mam umowę z Polsatem na tv i korzystam z multiroomu. I wygląda to tak, że np.w środku nocy chcę coś obejrzeć, to na ekranie dosłownie co tydzień, w porywach co dwa, tv jest blokowany z komunikatem " włóż kartę z dekodera głównego, żeby odblokować" "dymam więc na dół z piętra, wyjmuję kartę,wkładam do dekodera dodatkowego i czekam, aż się odblokuje.I ta "zabawa" jest podobno nie do zmiany, ale tego przy podpisywaniu umowy nie mówią. A pies j..taką usługę.
    Z Orange miałem podobne  problemy, jak Pan. Zrobiłem to, co Pan zamierza.

    pozdrawiam

  4. avatar

    gdziekolwiek bym nie poszedł;do jakiegokolwiek biura;firmy..zawsze spotykam albo tabliczkę na drzwiach..albo "plakietkię" imienną z czymś takim "menadżer of hjuman resurces"...a juz rozmawiac z tymi ludzmi o pracy czy o "osobistym wkładzie w rozwój firmy" to zakrawa na paranoję...uzywają takich pojęc ze naprawdę czasami nic nie rozumiem..

  5. Zdecydowalem sie na zerwanie umowy bo to bylo po prostu chamstwo. Ja stracilem ale korpo tez

  6. Orange już dawno siadło mi na humor,po za tym straciłem ochotę by z moich doładowań komórki oni finasowali kulejące wówczastelefony stacjonarne,Zmieniłem na Play i sobie tą zmianę chwalę,zreszyą nie tylko ja.Co do "panienek z okienka" to obojętnie jaka sieć czy sklep zawsze można natknąć się na leniwe dodo potrafiące wpienić w 5 minut nawet kamień.T Mibila odradzqam ze względu na koszty - konieczność comiesięcznego doładowania kwotą 25 złotych jedynie po to by utrzymać numer to przegięcie pały.

  7. To temat rzekę zacząłeś MK:)
    Orange to chciwe sukinsyny, ale nie odstają za bardzo od reszty, zaraz o tym napiszę. Na razie powiem tyle, że to jest strefa Trójkąta Bermudzkiego. Taki sam znajduje się w ubezpieczeniach komunikacyjnych-ubezpieczyciele oszukują już na każdej likwidacji szkody i to nawet juz nie próbują coś wyceniać, od razu odmawiają wypłaty. Dlaczego?
    Bo tylko 30% klientów idzie do sądu i zyski są miliardowe, reszta się godzi z " instytucją" i chce spokoju,w zamian za te kilka tysięcy złotych i braku nerwów w sądzie.
    Mają alergię, jak Ty na aroganckich sędziów, drogich i bezkarnych w swej głupocie i arogancji prawników oraz procedury obliczone na zajechanie obywatela.
    Dlaczego tak mogą robić bezkarnie?
    I to jest właściwe pytanie: mogą bo w Polsce działa PRL BIS w kórym obywatel to przedmiot do okradania przez wszystkich. Otóż tak jak nie ma mocnych na bezwład i bezprawie w Sądach, tak samo nie ma mocnych na koncerny ubezpieczeniowe. Wystarczy wprowadzić jeden przepis: Firma X bezpodstawnie odmówiła zapłaty należnego odszkodowania?
    To kara 100 x kwota należna, jako odszkodowanie. A nie iluzrytyczne i nie do uzyskania zadośćucznienie w którym trzeba przeliczać przez biegłego straty moralne i psychiczne=nerwy.

    Orange patrzy i uczy się od w/w i nie jest zbyt oryginalne, a oni mają mentalność TP  więc nic nie może zdziwić. Klienci nie nagrywają rozmów, nie czytają umów, nie znajdują haczyków i nie chodzą do sądu. Więc dlaczego ich nie okradać, skoro to sam okradający rozpatruje skargę na własne złodziejstwo i nazywa to dla niepoznaki reklamacją?
    Mi orange przedłużało umowę na Fun Packa z TV, taka sama przedstawicielka stwierdziła, że nie może mi przedłużyć jak nie wezmę nc+ czy cuś w pakiecie. Za DARMO, NA TRZY MIESIĘCE X KANAłÓW WIĘCEJ, a jak nie chcę to wymówię sobię i po sprawie bo kosztów zero. To wypowiedziałem i spokojnie sobie używam póki działało aż po kilku miesiącach na fakturze widzę 900 zł dodatkowej kary za zerwanie w/w umowy tą "usługę za darmo".
    Dodam, że przez 3 tygodnie wydałem 30 zł dodatkowo na , a jakże płatne rozmowy z BOK w którym dowiedziałem się, że wypowiedzieć mogę za darmo i bez konsekwencji ale maksymalnie...do końca drugiego miesiąca z trzech użytkowanych-inaczej umowa zostaje i koniec (40 zł/m-c na 2 lata) albo w/w kara-hehehe. Na ich nieszczęście pamiętałem doskonale tą rozmowę bo ją...nagrywałem, jak każdą z takimi firmami. Stąd wiem, że nikt o tym nie wspominał, na umowie nie ma bo Orange jej nie wysłało i dzięki temu nie ma papieru z podpisem. Ale nic, reklamację składam i czekam-w końću dzwoni spec od reklamacji:
    Z namaszczeniem godnym porodu Buddy facet mi 5 minut wyjaśnia w/w sytuacje jakbym nie był jej stroną i na końcu informuje, że przesłucha sobie nagrania i się dowie czy konsultant mnie poinformował jak mam zrywać. Bo jak tak to będę płacił.  Zawsze daje im szansę, więc użyłem kilku zwrotów w rodzaju " klauzul abuzywnych: żeby go ostrzec co do wyniku w/w przesłuchań, ale byłem pewny że "wygra" Orange (oczywiście konsultant nawet słowem nie wspomiał o wypowiedzeniu). Jednak widząc moje podejście uznał reklamacje i cofnął karę i jak sie okazało 100 zł naliczone z 3 miesiące darmowej TV. Oczywiście winą nie była zastawiona pułapka, tylko konsultant kóry mnie w nią nieskutecznie wciągnął nie podająć wszystkich danych. No normalnie zamwianie czegokolwiek w Orange przypomina zabaę odbezpieczonym granatem-podobno to spotylka tych co załozyli konto w ich Orange Finanse.
    Oczywiście nie mam polecenia ustwieonego automatyczengo przelewu rachunków-inaczej tysiąc złotych by zniknęło i bym się bujał a Orange obracało kasą. I nie wiem jak długo, bo po 3 tygodniach nie ma korekt, brak infa o nowej FV i dalej widnieje dług-tylko czekam aż mi coś zablokują:)
    Co do niemożności skontaktowania się z konkretnym konsultantem to kłamstwo. Można tylko albo trzeba zapisać nazwisko i na nie się powoływać, albo dobrej woli. Nie dalej niż tydaień temu kobieta znalazał mi bez problemu koleżankę-raz po opisie, a raz rozmowa jest zapisywana i podpisywana przez konkretną osobe-trzeba tylko chcieć. Powiem ci, że zabwane jest co innego: złożona oferta na telefon (miąła oddzwonić) okazała się tak dobra, że 4 następnych nie mogło dać tak dobrej ani znaleść koleżanki, heheh

    Cyfrowy Polsat nie jest lepszy: pamiętam jak próbując po 2 latach wypowiedzieć im umowę dowiedziełem się, że muszę to zrobić...z 6 misięcznym wypowiedzeniem bo inaczej z automatu przedłużają na ...6 miesięcy i wypowiedzenie też pół roku później.

    Ale dla mnie numer 1 to Play. Rozwiązałem 3 miesiące przed końcem umow ę po 2 latach. Wysłali potwierdzenie na piśmie. I wystawiali sobie po cichu FV przez 3 miesiące. Jak dostałem 300 zł do zapłacenia za numer bez umowy to nie dziwne, że za nic nie zapłaciłem, a negocjacjie z miesiąc i spadło na 60 zł. A a jak się nie dało, to anulowali FV i stwierdzili że numer pre-paid można obciązyć kosztami wstecznie-takie cofające się w czasie i przestrzeni o pół roku zdrapki kupowane w kiosku, akurat na 60 zł:)
    Jak odmówiłem, to po tygodniu dzwoniła firma windykacyjna i 3 następne przez 2 lata, każąc mi jak złodziejowi załacić "należny dług" za nienależną FV. I nic nie możesz zrobić, bo policja wyłudzenia nie przyjmnie i dopiero jak AIGO do sądu posżło to w dupę dostali i 1,5 koła zapłacili za usiłowanie tak naprawdę wyłudzenia.
    Ale 3 lata z czapki i ilu klientów Playa będzie tak upartych żeby wytrwać? Biznes jest biznes, a konsultant playa na info , że zaraz Playa pozwę za oszustwo zażądał kodu abonenckiego, bo na konto nie może się dostać....:) Tu polecam żadać osobistego stawiennictwa każdego pracownika który sprawę obsługiwał, nic tak nie schładza tego bezczelnbego tonu jak dymanie 400 km po kilka razy. A jak się zwolnił i pracuje np. w UK to przy odrobinie szczęścia nakaz doprowadzenie i list gończy:) SIę zdziwi ekstradycją za "obsługę klienta", zwłaszcza wyższy szczebel bo to on osobiście zdecydował żeby mnie tak załatwić. Ale co z tego, sam Play coś by pojął gdybym z milion złotych odszkodowania dostał, a tak to najwyżej z 2-3 koła i niczego się nie nauczą, dalej im się opłaca takie lody kręcić.
    I dlatego to tak chory kraj, bo nadal tu śmieci i cwaniaki najwięcej zarabiają i najlżej zyją.

  8. To są kombinaty. Często można natrafić na normalnego człowieka, gdy się zadzwoni z prośbą o rozwiązanie problemu. Ale gdy przychodzi do koordynacji działań, to zaczynają się schody. Bo ten normalny człowiek zgłosi sprawę wyżej i na tym się kończy. Można zmienić usługodawcę, ale u następnego będzie podobnie. To nie są małe sklepiki za rogiem.

  9. MK! Wspanialy artykul!
    W USA i Kanadzie jest rowniez brak realnej konkurencji na wspomnianym przez Pana rynku. (TV,Internet,Mobile,House Phone)
    Grasuje tutaj kilka bandyckich gigantow, ktorym klient (a szczegolnie maly, indywidualny) nie podskoczy! Chociaz musze im przyznac, ze traktowanie kazdego klienta jest bez zarzutu.
    Pozdrawiam Pana i wszystkich - czytajacych, piszacych - na tym wspanialym, Polskim Blogu!

  10. Ja mam niestety w jednym telefonie kartę orange free, no i taki skutek, że mam dziennie z pięć telefonów od różnych oszustów kompletnie mi nie znanych. Musiałem zablokować odbiór, i ten telefon nadaje się tylko do robienia zdjeć czy gmerania w internecie. Drugi mam z kartą plusa i z tym mam święty spokój, choć jego numer podaję wszędzie, w sklepach, firmach, itp.
    Aha
    Stacjonarny mam też orange, i ta sama sytuacja. Na okrągło dzwonią sprzedać mi garnki, kołdry, albo badania profilaktyczne. Nie odbieram więc żadnych telefonów. Wypracowałem tajny system gdy dzwoni na stacjonarny ktoś mi znany.

  11. Strony