Prześlij dalej:

Zgadzam się w pełni z tą opinia, że Orban mógłby Polaków sprzedać przy najbliższej okazji, ale od razu dodaję rangę „okazji”. Orban nie sprzeda Polski za czapkę gruszek, czy nawet cysternę ruskiej ropy, taka transakcja jest możliwa dopiero przy najwyższych stawkach. Co jest taką stawką? Interes Węgier, polityczny i gospodarczy, bo zgadzam się również i z tą tezą, że Orban to cyniczny realista, pozbawiony naszego polskiego romantyzmu. Podam przykład dla lepszego rozumienia skali.

Mógłbym wymyślać hipotetyczne problemy, choćby silną presję i groźby ze strony Putina, że zerwie z Węgrami wszelkie kontrakty i kredyty, ale nie muszę tego robić. Wszyscy widzieliśmy co zrobił Orban w niezmiernie ważnej dla Polski sprawie, mam na myśli wybór Tuska na „prezydenta Europy”. Zagłosował wbrew Polsce i to po licznych prośbach ze strony Polski, łącznie z osobistą rozmową premier Beaty Szydło. Dlaczego tak postąpił? Polityka w czystej postaci. Orban nie miał najmniejszego interesu w tym, żeby się narażać większości, w sprawie, która dla Węgier nie miała najmniejszego znaczenia. Żadnych sentymentów i przyjaźni, wyłącznie realizacja celów politycznych. No to teraz warto się zastanowić, czy historia się nie powtórzy, bo przecież kto raz zdradził, ten zdrajcą na zawsze.

Historia ma to do siebie, że się powtarza, ale trzeba odróżnić podstawowe kategorie. Oczywiście, że Orban mógłby zachować się podobnie i z dużym prawdopodobieństwem jeszcze się zachowa, jednak nie w sprawach dla Polski w tej chwili najważniejszych i które na nasze szczęście są jeszcze ważniejsze dla Węgier. Paradoksalnie to dla Orbana ma większe znaczenie, w jakiej sytuacji znalazła się Polska, niż dla samej Polski. Pozornie skomplikowana teza ma proste wyjaśnienie. Jeśli KE i UE zdołałyby przeprowadzić swoje śmieszne procedury wobec Polski, kraju kilkukrotnie większego od Węgier, to przeprowadzenie takiej samej operacji wobec Węgier byłoby formalnością. Orban naraził się UE tym samym, co Polska, sprzeciwem wobec relokacji „uchodźców” i prowadzeniem narodowej polityki. Rzekłbym nawet, że Orban poszedł znacznie dalej niż Polska, zwłaszcza w odniesieniu do „uchodźców”, których pogonił z Węgier i postawił płoty z drutu kolczastego.

Węgry nie robią Polsce żadnej przysługi, w każdym razie nie to jest motywacja polityczną Orbana. Węgry broniąc Polski przed KE walczą o własne życie i to jest najważniejsza gwarancja lojalności. Śmiem twierdzić, że i naciski ze strony Putina nie skłoniłby Orbana do zmiany decyzji w sprawie Polski, bo to oznacza założenie pętli na szyję Węgier. Mało prawdopodobne jest i to, że UE zaoferuje Orbanowi jakieś dodatkowe profity, za „sprzedanie” Polski. Po pierwsze ukaranie Polski przy jednoczesnym odpuszczeniu Węgrom byłoby taką paranoją, która i w realiach brukselskich musiałaby się zakończyć gigantycznym skandalem politycznym i odkryciem wszystkich kart. Po drugie wiarygodność samego Orbana na Węgrzech, nie w polityce międzynarodowej, spadłaby gwałtownie. Warto pamiętać, że na Węgrzech za parę miesięcy odbędą się wybory parlamentarne, a Orban buduje swoją pozycję na zagrożeniu kolejną falą uchodźców i daje gwarancje, że do tego nie dopuści.

Strony

Źródło foto: 
13488 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

16 (liczba komentarzy)

  1. Zgadzam sie w 100% no i na Wegrzch jest jednak sentyment do Polski, jego wyborcy byliby bardzo zdegustowani gdyby Orban zaglosowal za sankcjami wobec Polski,

    Wegrzy chca tez miec swiadomosc ze nie sa sami ze jest jeszcze np. Polska która podziela ich poglady na temat przyjmowania imigrantów muzulmanskich, wiec atakowanie jedynego sojusznika byloby idiotyczne

  2. Jest sentyment... i to taki, że nawet w smutnym czasie, kiedy węgierski regent Miklós Horthy (o zabawnym dla polskiego ucha przydomku  de Nagybánya, "admirał bez floty w kraju bez morza") zdecydował się na pakt z Hitlerem... węgierscy żołnierze i tak trzymali z Polakami, nawet kiedy Niemcy chcieli użyć ich do tłumienia Powstania Warszawskiego.

    Formalni sojusznicy się na nas wypięli i lekką ręką zapłacili Stalinowi za święty spokój - tyle że nie ze swojej kieszeni, ale oddając mu 2/3 polskiego terytorium.

    Za to Węgrzy, formalni "sojusznicy" Niemców, okazali się być wielkimi przyjaciółmi Polski.

    Nie inaczej jest i teraz.

     

  3. 100/100 trafione i zatopione .

  4. Powiem więcej, Organ nas popiera nie dlatego, że boi się mitycznego artykuły 7, którego nikt nie użyje wobec Węgier, bo Organ jest za cwany i są kraje nawet starej Europy które się nie zgodzą na władzę absolutną Niemiec.

    Orban konsekwentnie od dawna buduje Węgry "pośrodku" które trzeba kupować. Korzysta z pieniędzy Niemiec i Rosji. Jednocześnie wyrasta na lidera Europy Środkowej, od którego nawet Polska jest całkowicie zależna. Ale ok, skoro PiS się zagapił.. już rok temu pisałem żeby zbliżyć się do Austrii, sugerowałem mocne zbliżenie do Litwy i Łotwy. Orban to załatwi.

  5. W tej chwili mało istotne jest że polityka polska i węgierska nieco się różnią. Te rozbieżności są naturalne i są powodowane różnicami w interesach państw. To co jest istotne, to powstawanie na naszych oczach alternatywy do UE, zwanej przez Friedmana (tego od Stratfora) Blokiem Polskim. Będzie on skupiać nieskażoną islamem część Europy. Państwa stanowiące rdzeń UE (zwane atlantyckimi) będą stopniowo się degradować, a w końcu rozpadać pod naporem sił zewnętrznych. 

    Orban to wie i wie także że przywódcą tego bloku nie musi być Polak.

  6. Orban mówi tak:"Robimy to, czego chcą obywatele. Jeśli czegoś nie chcą, to tego nie robimy". Czy takie bluźnierstwo wobec Unii mogłoby paść ze strony jakiegokolwiek istotnego polityka PiSu? No niestety nie.
    Drugi przykład: Na Węgrzech wystawiono bilbordy z mordą Sorosa i podpisem 'Czy chcesz aby on śmiał się ostatni?" Przecież u nas to niemożliwe. Antysemickie i antyamerykańskie w jednym.
    Trzeci: Orban zupełnie się nie obcyndalał i po prostu wysłał wszystkich sędziów powyżej bodajże 55 lat na emerytury, i Unia nawet nie pisnęła, komisja wenecka nie wsiadła do gondoli.
    Węgry mają znacznie wyższy statut niż Polska, również nie są niepodległe, ale wytargowały lepszą umowę kolonialną, więc więcej im wolno. Stąd nie muszą się obawiać, że ewentualne sankcje wobec Polski zostaną następnie tym łatwiej zastosowane wobec nich. Inna liga po prostu.
    Szukają poparcia u nas nie ze strachu, ale ze swojej doktryny polegającej na czerpaniu korzyści politycznych i gospodarczych ze wszystkich stron. Nie są "najwierniejszym sojusznikiem" nikogo, więc wszyscy muszą im w czymś ustępować, czymś zapłacić za dobre kontakty czy za pośrednictwo w interesach.

  7. To nie kwestia statutu. Orban po prostu zna się lepiej na Teorii Gier. Podejmując każdą decyzję nasz rząd obawia się co na to powie UE. A oni już powiedzieli o Polsce wszystko, co najgorsze. Uruchomili artykuł 7. Oznacza to że nic gorszego już nie powiedzą i nic poważniejszego nie uruchomią. Możemy wszystko, łącznie z przysłowiowym wytarzaniem w smole i pierzu p. Thun + coś tam - i tak mamy już zepsutą opinię. Nie rozumiem tego polskiego strachu. Orban przeżył już podobne rzeczy i wie, że już mu nie mogą podskoczyć. 

  8. Orban nie obawia się Tuska więc głosował za nim...  a Polska jest strachliwa, słaba i boi się urzędasów z UE oraz krajowych folksdojczy np.  Róża von z Polski

  9. Orban głosował za Tuskiem z prozaicznego powodu: Tusk jest NIKIM. Dosłownie. Rola Przewodniczącego RE jest tak śmieszna, że Juncker proponował likwidację tego stanowiska. Orban ma zbyt wiele otwartych frontów walki z Unią, aby wchodzić w jeszcze jeden konflikt w sprawie kogoś kto jest NIKIM. Rola przewodniczącego RE jest konsutacyjno-organizacyjna. Ta funkcja to wydmuszka, prestiżowe, biurokratyczne cacuszko bez mocy - coś na podobieństwo prezydenta Niemiec, który też nic nie może. Orban nie za bardzo rozumiał, że dla PiS-u ta dęta funkcja ma takie znaczenie. Dla Europy nie ma żadnego praktycznego znaczenia, no chyba że jako szatniarza Junckera. 

  10. Orban jest mądrzejszy od wszystkich naszych razem wziętych, ale mówienie o jakimś wyższym statusie Węgier to jednak wielka przesada.

    Po prostu - z racji tego, że jest mądrzejszy to doskonale zdaje sobie sprawę, że wszystkie zapewnienia ze strony bolszewickiej UE jakie by ewentualnie mogły paść nie są warte nawet funta kłaków, a po Polsce przyszedłby czas na Węgry tak czy siak. Na taki prosty numer to mogliby się złapać nasi naiwniacy, bez przerwy przez kogoś oszukiwani i nabierani, ale nie Orban. I tyle.

  11. Strony