Prześlij dalej:

Zagadka rozwiązana i chociaż nadal obracamy się w kręgu przesłanek, a nie twardych dowodów, to można sobie darować dywagacje na temat statystyki płac w NBP. W ramach takiego pojęcia jak transparentność wszystko jest jasne i albo wykładasz karty na stół, albo blefujesz. Parę dni temu, w oparciu o drobne przesłanki i intuicję, pytałem Czy PiS zaczęło dyscyplinować szefa NBP? . Dziś odpowiedź jest tylko jedna i jeśli coś dałoby się skorygować, to zamieniłbym dyscyplinowanie na grillowanie.

Groteskowa konferencja NBP, na której dowiedzieliśmy się, że pies i jego pan mają średnio trzy nogi, co się przekłada na średnie zarobki dyrektorów NBP w kwocie 35 000 zł, jest nie do uratowania. Ciężko oczekiwać, aby ktokolwiek myślący z PiS próbował w takiej sytuacji Glapińskiego bronić. Gdyby nawet ktoś był na tyle głupi i szalony jednocześnie, aby ruszać do boju, to skala żenady zabije wszystkich ochotników. Cała ta hucpa wyglądała mniej więcej tak, jak mieszanka konferencji Chlebowskiego i słynnych słów Tuska: „Przykra sprawa. Nie lekceważę jej”. Nie dziwi zatem, że po krytyce Jarosława Gowina i pytaniach wysłanych do Narodowego Banku Polskiego przez senatora Jana Marię Jackowskiego, głos zabrała rzeczniczka PiS i nie pozostawiła Glapińskiemu złudzeń.

Zamiast szefa NBP do dziennikarzy wyszła anonimowa wicedyrektorka od kadr i wydukała coś z kartki, ni przypiął, ni przyłatał. Podała setkę danych i statystyk, by na końcu stwierdzić, że nie ma przygotowanych informacji na temat zarobków Martyny Wojciechowskiej, która zajmuje się promocją i dyrektorki gabinetu prezesa NBP Kamili Sukiennik. Nic głupszego zrobić się nie da, ale kadrowa oddelegowana do czarnej roboty postanowiła dołożyć jeszcze coś od siebie i tak dowiedzieliśmy się, że media i wszyscy pytający o płace „asystentek” opowiadają głupoty. Cały występ to najkrótszy przepis na jednoczesne wywołanie salwy śmiechu i oburzenia wśród Polaków, bez względu na wyznawany światopogląd i preferencje polityczne.

Chciałoby się powiedzieć albo raczej zapytać, po co w takim razie ten cyrk? Czy nie lepiej było siedzieć cicho, zamiast tak kompromitująco się odzywać? W tym rzecz, że Glapiński cicho siedzieć nie może, bo do wyjaśnienia sprawy jest zmuszany przez PiS, a ponieważ fakty ponad wszelką wątpliwość są bardzo zbliżone do przecieków, jakie się pojawiły w mediach, to wszystkie drogi zostały odcięte. Spekulacje medialne zawsze i wszędzie przecina się konkretami, w tym przypadku NBP powinien rzucić PIT-y do PAP, czy do Internetu i koniec tematu. Każde inne rozwiązanie, zwłaszcza taka tragifarsa jaką widzieliśmy, dolewa oliwy do grilla.

Glapiński może i by chciał powiedzieć prawdę, gdyby prawda nie wyglądała tak, jak jego „asystentki” – bardzo sztucznie podrasowana. Dodatkowy smaczek jest taki, że jedna z blondynek, Martyna Wojciechowska, jest Dyrektorem Departamentu Komunikacji i Promocji NBP. Innymi słowy pani kasująca gigantyczna kasę za promowanie wizerunku i komunikowanie się z opinia publiczną, doprowadziła do kryzysu wizerunkowego całej instytucji. Wierzyć się nie chce, że taki stary wyga, jak Glapiński nie umie sobie poradzić z sytuacją kryzysową, która do łatwych wprawdzie nie należy, ale wyjście jest tylko jedno.

Strony

Źródło foto: 
21064 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

7 (liczba komentarzy)

  1. Trzeba się zastanowić jakie są prawdziwe powody tej kanonady, która ma zmusić Glapińskiego do dymisji. Dobrze zarabiające blondynki są tylko karmą dla ciemnego ludu. Przypuszczam że Glapiński mógł się narazić dwoma działaniami. Po pierwsze jest zdecydowanym przeciwnikiem wprowadzenia euro. Po drugie zamiast kupować obligacje USA wolał kupować złoto. W pierwszym przypadku mógł się narazić pisowskim "europejczykom" a w drugim wszechmocnej pani Mosbacher.

  2. cóż, NBP nie ma danych nt. zarobków dyrektora ds. komunikacji z mediami, z mediami kontaktuje się szefowa kadr a Glapiński ma fatalny gust.

  3. za to PiS zaczął dziś uprawiać politykę zagraniczną, a jednocześnie na poważnie rozpoczął kampanię wyborczą do europarlamentu. Chodzi oczywiście o wizytę premiera Wloch u Kaczyńskiego. Wizytę premiera Włoch, jednego z najważniejszych krajów unii i eurolandu, która jest zagrożeniem dla Europy ple ple. Akurat wszyscy politycy europejscy są prorosyjscy, ale to Merkel i Macron, polityczni sponsorzy Michnika i Schetyny, zawieraja sojusz z Rosją, dokonuja podziału łupów Rosji na Ukrainie, staja po stronie Iranu przeciw ameryce i buduja armie europejska do walki z USA.

    PiS ma znaczącą przewage nad Le Pen: Le Pen nie będzie rzadzila we Francji. PiS rządzi i będzie rządził w Polsce.

    Jeśli Polacy w eurowyborach pójdą głosowac na PiS, wtedy PiS bedzie współdecydowac o polityce europejskiej, w tym pieniądzach. Jeśli w eurowyborach wygrają przedstawiciele opozycji, wtedy na ich żądanie Unia Europejska obetnie Polakom pieniądze z budżetu UE. Proste i mobilizujące.

  4. Jedynym zagrożeniem dla PiS są jego szare eminencje. Pozostało jeszcze dwóch.

  5. No ale państwo polskie ma w tym NBP jakieś 30%, czyli nic do gadania. Decydują udziałowcy zagraniczni. Skoro Glapo im się nie podoba, to nie ma rady.

  6. Glapa ma lecieć na ryj bo na jego miejsce już przebiera nóżkami jakiś totumfacki "naszego" premiera który w wyborach otrzymał od elektoratu PiS 0,0 głosów a rządzi Radą Ministrów PiS-u (???). A "nasz" kochany premier - "wróg" globalizacji, emigracji, korpo, ACTA a przede wszystkim euro w Polsce tak Polskę zeuropoizuje że głupi Polacy z radości aż zgenderują się w tempie takim że aż timermansy, vosrsztaty i inne pedofilskie elity brukselskie z podziwu zaserwują owację na stojąco...

  7. Może Morawiecki jest złym premierem, może jest podstawiony, ale tego nie widać. Czytam wiele słów krytyki pod jego adresem, lecz po sprawdzeniu ich okazuje się, że to tylko jakieś bzdety. Nie znam jego politycznej strategii. Widzę tylko efekty jego pracy, a te mi odpowiadają. Zamiana "Glapińskich" na "Morawieckich" wyjdzie PiS-owi chyba na dobre i mam nadzieję, że i nam na zdrowie.

  8. Strony