zamieszki



share

Mam naprawdę solidny ubaw patrząc na ogólną podnietę z naczelnym hasłem: „Czegoś takiego jeszcze w Ameryce nie było”. Jeden z głupszych „dziennikarzy” RM FM pokazał biura na Kapitolu z rozrzuconymi papierami, wyglądało to mniej więcej jak przeciętny pokój dziecka, ale pod wpisem fala oburzenia i porównania do nalotów dywanowych. Parę miesięcy wcześniej dzicz Black Lives Matter demolowała sklepy i paliła samochody, a w „obronie życia i praworządności” zginęło więcej ludzi niż wczoraj na Kapitolu i to uznano za pokojową rewolucję, nie „wstyd Ameryki”. I to nawet nie jest wstęp do tego, w jaki sposób w USA wygląda legendarna „demokracja”.



share

Gdy się śledzi relacje z coraz bardziej skromnych protestów, na których stawiają się wyłącznie weteranki z pułku „wściekłych macic”, to jedno rzuca się w oczy od razu. Od co najmniej tygodnia wrogiem numer jeden tych lewackich hord nie jest PiS i Kaczyński, ale policjanci. Prawidłowość jest taka, że im bardziej rewolucja dogorywa, tym bardziej media pompują trupa. Wcześniej mieliśmy protesty pod domem Jarosława Kaczyńskiego na Żoliborzu, serię ataków na Julię Przyłębską, Krystyną Pawłowicz i wielu znienawidzonych polityków prawicowych. Dziś to wygląda zupełnie inaczej, media non stop pokazują dramatyczne wydarzenia po interwencji policji, zatem cofnijmy się na chwilę do początku rewolucyjnej farsy i przypomnijmy sobie, jak to się zaczęło.

Strony