ustawa IPN



share

Jedno jest pewne, dziewictwa dwa razy stracić nie można, a PiS dziewicą przestał być dawno. Wszystkie buńczuczne hasła dotyczące powstawania z kolan i inne deklaracje dotyczące prowadzenia twardej polityki zagranicznej, nabrały wymiaru farsy. Stało się to już parę miesięcy temu, gdy głównym celem „rekonstrukcji” rządu i to zdefiniowanym przez Kaczyńskiego, miało być nowe otwarcie w stosunkach z UE i coś tam się przebąkiwało o geopolityce w ogóle. Teza była prosta, nasza polska siermiężna Beata Szydło nie nadaje się na europejskie salony, potrzeba nam kogoś światowego, kto zna języki i ładnie wygląda. Podkreślam, że to teza Jarosława Kaczyńskiego.



share

Prezydenta mamy, jakiego mamy, od magicznej daty 24 lipca 2017 roku średniej klasy polityk postanowił zostać mężem stanu. Na ekranie i na zdjęciach jeszcze jakoś mu to wychodzi, ale gdy trzeba podjąć decyzję kluczową dla państwa polskiego, nogi zaczynają się uginać i to na widok świeczek. Byłem pełen obaw przed ogłoszeniem prezydenckiej decyzji w sprawie nowelizacji ustawy o IPN i do samego końca wszystko się ważyło. Ostatecznie Andrzej Duda podjął decyzję optymalną dla siebie i średnią dla Polski. Prezydent podpisał nowelizację, co oznacza, że ustawa wchodzi w życie i jednocześnie skierował „kontrowersyjny” art. 55a ustawy do Trybunału Konstytucyjnego.