trotyl



share

Niewyczerpanym źródłem skeczów jest polski wymiar sprawiedliwości, zatrzęsienie dowcipów jest tak wielkie, że bardzo szybko zapominamy o tych kultowych. Zajrzałem do archiwum portalu, żeby sobie odtworzyć emocje sprzed roku, kiedy to cała Polska zastanawiała się nad dwoma żywotnymi problemami: czy Daewoo Espero to jest konkurencja dla Mercedesa klasy S i czy tym razem kabareciarze z prokuratury nie przesadzili sprzedając publice złodzieja samochodów, w roli przypadkowego zabójcy komendanta policji. Dzisiaj prawie nikt się nie podnieca tamtą sprawą, gdzieś na zapleczu serwisów prasowych i telewizyjnych przebija się wiadomość, że zakończył się proces. Jaki proces? No właśnie tutaj zaczyna się nowy skecz, bo nie chodzi o proces „Patyka”, który miał zastrzelić Papałę, ponieważ marzył, aby się przejechać koreańską limuzyną, ale chodzi o wyrok jaki ma zapaść w zupełnie innej sprawie z udziałem niejakiego „Słowika”, zasiadającego na ławie oskarżonych.



share

Zgodnie z przewidywaniami niespodzianki nie było. Do wyboru NPW miała dwie wersje: bezczelną i „naukową”, wybrano bezczelną lekko zmodyfikowaną, o czym za chwilę. Przed badaniami laboratoryjnymi Szeląg krzyczał, że miejsce katastrofy jest tablicą Mendelejewa. Inni giganci intelektu, tacy jak Rysiek Kalisz, oświadczali, że dla nich obecność materiałów wybuchowych w samolocie wojskowym jest naturalna i oczywista, bo sami żołnierze nanieśli z kilogram trotylu wykruszonego z mundurów. Eksperci z WSI i skrzydlatej Polski przypominali, że w Smoleńsku mamy do czynienia poligonem, stąd trotyl fruwa po całym mieście. Okazało się, że samoloty wojskowe PRLII nie zawierają mikrona substancji „mundurowych”, a ziemia smoleńska jest czysta jak łza.



share

Zawsze gdy słyszę pretensje pod swoim adresem, że zajmuje się tym, czym zajmują się media, dostaję lekkich drgawek, ponieważ od dawna uznaję podobny zarzut za naiwność. Nie da się inaczej i próbowałem wyjaśnić tę niemożność wielokrotnie, argumentując na rozmaite sposoby z naczelnym argumentem, który mówi wprost, że odpuszczenie tematów medialnych oznacza uznanie strumienia dezinformacji za obowiązujący stan rzeczy. Trzeźwe spojrzenie na rzeczywistość wcale nie wyklucza odrębnych zachowań i wprowadzania tematów w zasadzie skazanych na porażkę. Media robią co chcą z dowolną informacją i dowolnym człowiekiem wystarczy porównać los Pawłowicz i Wałęsy, rozgłos nadany trotylowi przy okazji artykułu Gmyza i ciszę, która panuje obecnie, dlatego trzymając realia i regułę, postaram się wrzucić w obieg niebagatelny wyjątek. Doniesieniom Gazety Polskiej wierzę i uznaję przeciek na temat próbek trotylu, które już przeszły weryfikację i okazały się „trafione”, za fakt.

Strony