taśmy Kaczyńskiego



share

Muszę zacząć od gorących podziękowań dla funkcjonariuszy z Czerskiej, bo od wielu lat nie mogę się doprosić faktur od Owsiaka i zarządzanych przez niego podmiotów zlecających usługi firmom rodzinnym. Tymczasem GW nie cacka się z austriackim „biznesmenem” i zaprzyjaźnionymi z redakcją pełnomocnikami: Giertychem i Dubois. Po tym, jak brukowiec opublikował taśmy z ofertą korupcyjną dla prezesa NFOŚ Kazimierza Kujdy, przyszedł czas na publikację słynnej faktury i tu się zaczynają dziać prawdziwe i klasyczne dla „biznesmenów” III RP.

Po pierwsze nie ma żadnej faktury od austriackiego „biznesmena”, ale jest refaktura:

refaktura.jpg

Powyższy „dokument”, z którego jeszcze się pośmiejemy, wystawiła firma:



share

Prawdę napiszę, przynajmniej w jednym zdaniu, co może nie jest ambitnym projektem, ale i tak wygrywam o całą długość z „opozycją”. Uwaga jedno zadnie prawdy! Pojęcia nie mam jak się odnieść do kolejnej „taśmy Kaczyńskiego” puszczonej na Czerskiej, przerasta mnie to i to prawie pod każdym względem. Najprościej byłoby napisać, że mamy do czynienia z komedią, ale takie lekceważenia desperacji propagandowej nie jest rozsądne. Innym odpowiednim terminem mogłoby być prymitywna propaganda, tylko to też nie tłumaczy zjawiska w pełnej „okazałości”.



share

Jest taka technologia obróbki mózgu, którą się wyjątkowo brzydzę, dlatego miejmy to za sobą już na starcie. Każda poważna afera nakręca się sama, ludziom nie trzeba tysiąc razy powtarzać o co w aferze chodzi, no i przede wszystkim nie trzeba powtarzać, że w ogóle jest jakaś afera. Na dzień przed odpaleniem „sensacji” niemal wszystkie „autorytety” zajęły się jednym i drugim. Jeśli do tego dodać czas i kontekst, a mamy 8 miesięcy do wyborów i jeszcze nie ostygła urna Adamowicza, to całość wygląda tak żałośnie jak tylko mogą wyglądać sensacje „autorytetów”.