taśmy



share

Zostało dwa tygodnie grillowania, popijania piwa z okazji dni miast i gmin, no i tradycyjnie laba zakończy się dożynkami. Od września kampania, dzieci do szkoły, dorośli do roboty, politycy na bilbordy. Z tą ostatnią koniecznością chciałbym się zmierzyć po raz nie wiem, który. Afery taśmowej wbrew panice, momentami również mojej, nie dało się i prawdopodobnie nie da się pozamiatać. Najcięższy kaliber broni trafił Tuska z ekipą, który nazywa się pop kultura. Upieram się od niepamiętnych czasów, że jakiekolwiek poważne zarzuty wobec władzy, takie jak: zdrada stanu, kradzież emerytur, złodziejstwo, seryjne samobójstwa i budowa autostrady 5 razy droższej od niemieckiej, nie robią na suwerenie wrażenia. Do głowy wyborcy docierają proste komunikaty i Bogu dziękować takich, w końcu, dostarczyły taśmy od przyjaciół Sowy. Popkultura to zjawisko zabójcze i działa na kilku płaszczyznach.



share

O zmarłych nie mówi się źle, ale o martwych politycznie i cywilnie chyba można sobie odrobinę pożartować. Giertych przestał istnieć i przy okazji pocieszył swoim blamażem klienta Sikorskiego, który zbłaźnił się do imentu nie tylko taśmami, ale i prywatnym rachunkiem za wino do służbowej kolacji. Dalej się upieram, że te wszystkie podsłuchy zabijają rozmówców nie skalą przekrętów, tylko prymitywizmem postaci. Okazuje się, że wzięty mecenas rozmawia i zachowuje się poniżej poziomu peerelowskiego cinkciarza, czy innego „biznesmena” z bazaru, który otwiera poły marynarki i oferuje zegarki z bransoletą. Dokładnie takie te typy są, prostactwo wymuskane światłem kamer, wytresowani do składania kilku zdań, które zrobią „łaskę” komu wypada i przyłożą gazrurką komu trzeba. Giertychem w zasadzie nie ma się co zajmować, bo jego już zwyczajnie nie ma, ale z drugiej strony to doskonały przykład na karierę w stylu RP III.



share

Przeciwnicy Tuska podzielili się na optymistów i pesymistów, chociaż ten podział istniał od zawsze, to teraz jakby się uwypuklił. Dodatkowego kontrastu nadała podziałowi afera taśmowa, po której jakby więcej pojawiło się optymistów. Wydaje się, że słusznie, bo pesymiści zamiast zajmować się skalą złodziejstwa, której de facto na taśmach nie ujawniono, powinni sobie zadać podstawowe pytanie. Co bym zrobił na miejscu Belki, Sikorskiego, Sienkiewicza? Najprościej odpowiedzieć, że z tymi osobnikami nic mnie nie łączy, ale tutaj dla odmiany nie byłbym takim optymistą. Człowiek jest zwierzęciem drapieżnym, co oznacza, że świętemu zdarza się upodlić, pobłądzić lub przynajmniej zrobić coś głupiego, taka nasza natura. Załóżmy zatem, że każdy z nas mógłby znaleźć się na miejscu wyżej wymienionych konsumentów plebejskiego żarcia, które ładnie wygląda i kosztuje w snobistycznej karcie dań.

Strony