reforma sądownictwa



share

Tradycji staje się zadość, wszyscy dookoła krzyczą chociaż 99 na 100 nie ma pojęcia o czym krzyczy. PiS zgodnie z moim życzeniem przedstawiło projekt nowelizacji o Sądzie Najwyższym i to jest bardzo dobra informacja. Nie raz i nie dwa darłem się wniebogłosy, aby nie odpuszczać „najwyższej kaście” i Unii, ale krzyczeć to żadna sztuka, znacznie trudniej jest myśleć i zdobywać wiedzę. Postaram się najprościej ze wskazaniem wad i zalet pokazać czego dotyczy nowelizacja i jakie rodzi konsekwencje.



share

Przepraszam, przepraszam, przepraszam, szczególnie Panią, która na spotkaniu autorskim ochrzaniła mnie, że raz czekała na felieton, który zawsze jest o 18.00 i wtedy nie było. Cóż życie, Szanowni Państwo, ostatnio mam na głowie tysiące spraw i praktycznie dnia odpoczynku, to proszę o wyrozumiałość i wybaczenie, gdy się czasami spóźnię. OK. A teraz poważnie, całkiem poważnie, jak w tytule. Po 24 lipca 2017 roku polityczny świat się zmienił od prezydenckich wet i długich negocjacji z PiS. Wszyscy wiedzą o co chodzi, każdy ma swoje wyrobione zdanie, to nie ma sensu tego wątku kontynuować, ale przypomniałem o nim z ważnego powodu.



share

Reforma sądownictwa jest potrzebna, ale z zupełnie innych powodów niż się większości wydaje. Wszystkie naiwne nadzieje, że po podpisaniu nowych ustaw, o ile w ogóle do tego dojdzie, nagle stanie się cud, są snem wariata. Kadry, kadry i jeszcze raz kadry, decydują o tym, jak wyglądają postępowania i wyroki sadowe. A skąd się te kadry biorą? Proszę sprawdzić dowolną apelację i spróbować znaleźć choć jedną, w której nie pracuje sędzia mąż i żona, ojciec i syn, brat i siostra, córka i mama, że o wujkach i ciotkach nie wspomnę. Nie ma takiej, nie ma ani jednej apelacji, a w mojej ocenie i „okręgówki”, gdzie takich układów nie znajdziecie.

Strony