komisja europejska



share

Jestem przyzwyczajony do schematycznego myślenia, czy też braku myślenia, które często widać w kręgach medialnych, eksperckich i politycznych. Z drugiej strony, kto nie wpada w kalki myślowe i nie chadza drogą na skróty, niech pierwszy rzuci kamieniem. Tak, czy siak gdzie tylko się da, trzeba takie „oczywiste” wnioskowanie na podstawie jednej informacji najpierw prostować, a potem analizować kompleksowo. Wczoraj mieliśmy występ cyrkowy przed TSUE z naczelnym klownem, którym jest przewodniczący tego gremium i jedyny konkret, jaki padł to oświadczenie, że 23 maja Rzecznik TSUE wyda opinię – nie wyrok!



share

Mam absolutnie czyste sumienie w przedmiotowej sprawie, że się posłużę językiem adwokatów. Od początku, czyli od dymisji Beaty Szydło, pisałem, że pomysł PiS, aby zauroczyć Europę Mateuszem Morawieckim to czysta propaganda, jeśli nie polityczna głupota. Niestety okazało się, że mamy do czynienia z jednym i drugim. PiS zszedł z twardego kursu i postanowił wykonać gesty dobrej woli wobec Komicji Europejskiej. Gdy tylko się ten kurs zaczął, złapałem się za głowę i zacząłem krzyczeć, że to podróż lemingów w kierunku zbocza. Nie tylko nikt mnie nie chciał słuchać, w ośrodku decyzyjnym, ale jeszcze kpiono, że się nie znam, bo przecież Orban robił to samo.



share

Rozpoczął się mój ulubiony skecz, całe tabuny ekspertów i dziennikarzy, notorycznie mylących pozew, czyli prawo cywilne, z aktem oskarżenia, czyli prawo karne, zajęły się „bombą atomową” odpaloną przez Komisję Europejską. Jest to jeden z tych skeczów, w których przymiotniki zastępują artykuły i paragrafy. Czego to się człowiek nie naczyta: gigantyczne, precedensowe, dramatyczne, tragiczne, potężne i w końcu atomowe uderzenie w Polskę. Jak mantrę ignoranci i propagandyście powtarzają też inne „atomowe” słowo – sankcje!

Strony