Auschwitz



share

Sam fakt, że od dłuższego czasu istnieje coś w rodzaju rankingu okładek przecina wszelkie wątpliwości i rozważania, czemu produkcja kontrowersyjnych grafik służy. Zawsze i wszędzie takie zabiegi mają na celu przykucie uwagi czytelników, reklamodawców i opinii publicznej, mówiąc wprost robi się to dla kasy. Nawet jeśli na kolegium redakcyjnym naczelny otwartym tekstem nie powie, że to czy tamto podniesie nam nakład, pewne rzeczy są odczytywane bez zbędnych wyjaśnień. Nie inaczej jest w przypadku okładki GPC, którą umieściłem jako ilustrację do felietonu. Twórcy tego projekty musieli mieć świadomość tego, co robią, tym bardziej, że wielkiej wyobraźni i przenikliwości nie potrzeba, aby zdać sobie sprawę z nieuchronnego odzewu. Obawiam się jednak, że wydawca GPC może czuć się niemile rozczarowany. Okładka nie zrobiła wielkiego zamieszania, co więcej jeśli już kogoś oburzyła, to raczej prawą stronę sceny politycznej, czyli potencjalnych czytelników GPC.



share

Wiele krajów w prawie karnym ma zapisane tak zwane „kłamstwo oświęcimskie”. W Polsce reguluje to nie kodeks karny, ale art. 55 Ustawy o IPN, który brzmi następująco: „Kto publicznie i wbrew faktom zaprzecza zbrodniom, o których mowa w art. 1 pkt 1, podlega grzywnie lub karze pozbawienia wolności do lat 3”. Przepis kuriozum pod każdym względem, przede wszystkim prawnym, ale także politycznym, społecznym i historycznym. Ktokolwiek powie lub napisze, że w Auschwitz nie było komór gazowych i nie mordowano ludzi, ten może zostać przestępcą. Zwracam uwagę, że w takim stwierdzeniu nie ma nic poza ignorancją, czy propagandą polityczną lub ideologiczną, a to w żadnym prawie jako takie karane nie jest. Odnosząc „kłamstwo oświęcimskie” do innych niemniej albo jeszcze bardziej tragicznych wydarzeń, bardzo łatwo uchwycić absurd tego zapisu prawnego. Nie jest prawdą, że w Auschwitz doszło do największego ludobójstwa, co często jest podkreślane przy różnych okazjach.

Strony